sobota, 27 stycznia 2018

100 książek, które chcę przeczytać [2018]

0
Przy przygotowywaniu zeszłorocznej listy, którą możecie podejrzeć tutaj, bawiłam się świetnie, dlatego postanowiłam stworzyć kolejne zestawienie składające się ze 100 powieści, które chcę przeczytać w przeciągu roku. Plan ambitny i prawdopodobnie niewykonalny, bo o ile studia może nie wysysają ze mnie chęci czytania, to zabierają mi tyle czasu, że przeczytanie jednej kartki staje się trudne. W dodatku w moim życiu obecnie królują dramy i kpop, które pochłaniają mnóstwo mojej uwagi i gdy mam do wyboru czytać lub oglądać kdramę, niestety lub stety wybiorę to drugie, bo często wymaga ode mnie mniejszego skupienia, pozwala lepiej się zrelaksować i wciąga mnie bardziej niż mało która książka ostatnio. Nie wiem, z czego to wynika, czy stałam się bardziej wybredna, czy autorzy nie potrafią mnie niczym nowym zaskoczyć, ale ostatnio trudno mi znaleźć lekturę, która by mnie zainteresowała. Może dlatego od trzech miesięcy (!) nie przeczytałam żadnej książki, lecz mam nadzieję, że teraz uda mi się to zmienić, zwłaszcza że w lutym w końcu będę miała trochę wolnego czasu. 

Nie przedłużając, oto 100 książek, które chcę przeczytać w 2018 roku. Jeżeli chodzi o wyzwanie na 2017 roku, przeczytałam z listy 32 książki, czyli prawie jedną trzecią, ale jeśli weźmie się pod uwagę, że przez cały rok przeczytałam 45 książki, wygląda to całkiem nieźle. Niektóre tytuły z poprzedniej listy się zachowały, inne zostały usunięte, bo przestały mnie interesować. Skompletowanie tegorocznego zestawienia okazało się być większym wyzwaniem niż w zeszłym roku, jednak mam nadzieję, że przypadnie wam ono do gustu. Zaczynamy!
P. S. Wydaje mi się, że w zeszłym roku lista była jeszcze jako tako zorganizowana, tym razem raczej się tego nie spodziewajcie, to jeden wielki chaos.

Kiedy wszystko się zmienia, Lisa De Jong // Kiedy pozostaje żal, Lisa De Jong // O wiele więcej, Kim Holden // Gus, Kim Holden // It ends with us, Colleen Hoover // Never, Never, Colleen Hoover, Tarryn Fisher // Ogień, który ich spala, Colleen Hoover // Kochając pana Danielsa, Brittainy C. Cherry

Ponownie zaczynamy od New Adult, choć w tym roku interesuje mnie o wiele mniej powieści z tego gatunku, zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się w przeciągu następnych miesięcy. Na liście znajduje się sporo tytułów z zeszłego roku, bo z niezrozumiałego nawet dla mnie samej powodu nie sięgnęłam po powieści Kim Holden ani Lisy De Jong, mimo że należą do grona moich ulubionych autorek NA. Brittainy C. Cherry oraz Colleen Hoover również bardzo lubię, dlatego w tym roku postawiłam na pewniaków i liczę, że pomogą mi ponownie wbić się w czytanie, bo New Adult to według mnie idealny gatunek – wciąga, wzbudza mnóstwo emocji, dzięki czemu lektura przynosi mnóstwo satysfakcji. 

The Hate U Give, Angie Thomas // Jak powietrze, Agata Czykierda-Grabowska // Tysiąc pięter, Katharine McGee // Raczej szczęśliwy niż nie, Adam Silvera // Wróć, jeśli masz odwagę, Estelle Maskame // Eliza i jej potwory, Francesca Zappia // Aż po horyzont, Morgan Matson // Oddam ci słońce, Jandy Nelson

Wśród powieści contemporary najbardziej interesują mnie dwa tytuły – bardzo głośny debiut Angie Thomas, czyli The Hate U Give oraz pierwsza wydana w Polsce powieść Adama Silvery, którego nazwisko pada wielokrotnie we vlogach zagranicznych booktuberów. Pozostałe książki, z wyjątkiem Aż po horyzont, znajdują się już w mojej biblioteczce i mam nadzieję, że w końcu zmotywuję się do sięgnięcia po nie. Oprócz niesamowitej Głębi Challengera Neala Shustermana, którą przeczytałam w zeszłym roku, od dawna nie miałam do czynienia z dobrym contemporary, jednak wierzę, że nie zawiodę się na tych tytułach ;)

Waleczna czarownica, Danielle L. Jensen // Magiczne akta Scotland Yardu, Anna Lange // Pasażerka, Alexandra Bracken // Firstlife. Pierwsze życie, Gena Showalter // Uwięziona w bursztynie, Diana Gabaldon // Wiatrodziej, Susan Dennard // Dziewczyna ognia i cierni, Rae Carson // Fałszywy pocałunek, Mary E. Pearson

Przechodzimy powoli do fantasy, czyli tego, co tygryski lubią najbardziej. Waleczna czarownica, Uwięziona w bursztynie oraz Wiatrodziej to kontynuacje serii, po które wciąż muszę sięgnąć, Dziewczyna ognia i cierni oraz Fałszywy pocałunek znalazły się na tej liście głównie za sprawą jednej z moich ulubionych i najbardziej zaufanych booktuberek, czyli Regan z PeruseProject, która uwielbia te powieści, natomiast na Pasażerkę i Firstlife czaiłam się już od dłuższego czasu, właściwie od momentu, w którym te książki zostały wydane za granicą i nie mogłam się doczekać, aż pojawią się w Polsce! 

Gemina, Amy Kaufman, Jay Kristoff // Kosiarze, Neal Shusterman // Buntowniczka z pustyni, Alwyn Hamilton // Replika, Lauren Oliver // Imperium burz, Sarah J. Maas // Tower of Dawn, Sarah J. Maas // Dwór skrzydeł i zguby, Sarah J. Maas // Kłamstwa Locke'a Lamory, Scott Lynch

Ta ósemka zawiera książki, co do których jestem niesamowicie podekscytowana! Sama nie wierzę, że od premiery Imperium burz i Dworu skrzydeł i zguby minęło już tyle czasu, a ja wciąż nie zabrałam się za te kontynuacje moich dwóch ulubionych cykli! Ba!, czeka nas premiera Tower of Dawn (Wydawnictwo Uroboros jak zawsze nas rozpieszcza ♥), Sarah zapowiedziała już wydanie finału Szklanego tronu oraz kolejnego Dworu, a ja jestem tak do tyłu, że aż wstyd. Gemina to jeden z moich absolutnych numerów jeden w tym roku po cudownym Illuminae, zawsze chętnie czytam powieści Lauren Oliver, więc nie pogardzę też Repliką, Buntowniczka z pustyni zbierała naprawdę dobre recenzje w 2017 roku, a Kosiarze posiadają tak szalenie intrygujący opis, że nie mogę się doczekać, aż ta powieść w końcu wpadnie w moje ręce!

Czarny pryzmat, Brent Weeks // Złotowidząca. Ucieczka, Rae Carson // Opposition, Jennifer L. Armentrout // Dni krwi i światła gwiazd, Laini Taylor // W spojrzeniu wroga, Amie Kaufman, Meagan Spooner // W sercu światła, Amie Kaufman, Meagan Spooner // Po zmierzchu, Alexandra Bracken // Król uciekinier, Jennifer A. Nielsen

2017 rok nie był dobry pod względem czytania kontynuacji serii, przyznaję się bez bicia, stąd w tej ósemce zaszły bardzo niewielkie zmiany. Dodałam jedynie Złotowidzącą oraz Czarny pryzmat, bo jestem naprawdę ciekawa tych książek, natomiast pozostałe drugie i trzecie tomy wciąż czekają w kolejce na przeczytanie.

Cinder, Marissa Meyer // Scarlet, Marissa Meyer // Cress, Marissa Meyer // Winter, Marissa Meyer // Ruina i rewolta, Leigh Bardugo // Okrutna pieśń, Victoria Schwab // Losy Tearlingu, Erika Johansen // Język cierni, Leigh Bardugo

Jestem ogromną fanką twórczości Marissy Meyer, więc gdy Papierowy Księżyc ogłosi, że od nowa wyda Sagę księżycową, w dodatku w twardej oprawie i z oryginalnymi okładkami, byłam w siódmym niebie! Jedno już takie cudo znajduje się na mojej półce, czekam na pozostałe trzy tomy, bo chciałabym zmaratonować tę serię ♥ Moje pierwsze spotkanie z Victorią Schwab było średnio udane, niewiele już pamiętam z Mroczniejszego odcienia magii, lecz planuję dać jej drugą szansę, bo pomysł na Okrutną pieśń brzmi świetnie, zobaczymy, jak z wykonaniem. Leigh Bardugo to jedna z moich ulubionych autorek, więc oczywiście nie mogło jej zabraknąć na tej liście, a Losy Tearlingu wciąż przede mną, chociaż po niezadowalającym drugim tomie obawiam się finału.

Znak Ateny, Rick Riordan // Dom Hadesa, Rick Riordan // Krew Olimpu, Rick Riordan // Greccy bogowie według Percy'ego Jacksona, Rick Riordan // Ukryta wyrocznia, Rick Riordan // Mroczna przepowiednia, Rick Riordan // Młot Thora, Rick Riordan // Statek umarłych, Rick Riordan

W zeszłym roku nie przeczytałam żadnej powieści Ricka Riordana i aż sama nie mogę w to uwierzyć! Wciąż tyle tytułów z jego bogatego dorobku przede mną, niezmiennie świetnie się bawię przy jego książkach, które wprost uwielbiam, a tutaj taka przykra niespodzianka. Mam nadzieję, że w tym roku przynajmniej nadrobię Magnusa Chase'a, muszę też w końcu zabrać się za kontynuację Olimpijskich herosów.

Harry Potter and the Goblet of Fire, J. K. Rowling // Harry Potter and the Order of the Phoenix, J. K. Rowling // Harry Potter and the Half-Blood Prince, J. K. Rowling // Harry Potter and the Deathly Hallows, J. K. Rowling // Harry Potter i Przeklęte Dziecko, J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne // Królowie Dary, Ken Liu // Tancerze burzy, Jay Kristoff // Upadające królestwa, Morgan Rhodes

Planowałam przeczytać pozostałe tomy Harry'ego Pottera po angielsku na wakacjach, ale koreańskie dramy i załatwianie całej papierologii związanej ze studiami skutecznie utrudniło mi to zadanie, więc ostatecznie wciąż pozostały mi cztery tomy. Koniec, w tym roku muszę się zawziąć i dobrnąć do końca! Rozpoczęłam zarówno Tancerzy burzy, jaki i Królów Dary, lecz w obu przypadkach zrezygnowałam po około stu stronach, planuję jeszcze jedno podejście, zobaczymy, jak mi pójdzie.

Słowik, Kristin Hannah // Światło, którego nie widać, Anthony Doerr // Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta, Claire North // Dotyk, Claire North // Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety, Mark Helprin // Droga do domu, Yaa Gyasi // Shantaram, Gregory David Roberts // Jej wszystkie życia, Kate Atkinson

Czas na zestawienia wstydu i hańby... Byłam naprawdę pozytywnie nastawiona do tych powieści, od środka zżerała mnie chęć, by zabrać się za Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta Claire North czy Drogę do domu Yaa Gyasi, ale... wyszło jak wyszło. Absolutnie nie jestem z siebie dumna i martwię się, że w 2018 roku znowu nie tknę żadnego tytułu z tej ósemki, więc załóżmy, że wykreślenie choćby jednej książki będzie sukcesem, w porządku? Naprawdę chcę się zabrać za nieco poważniejszą literaturę, bo young adult przestało mi wystarczać, jednak pokonanie starych przyzwyczajeń wcale nie jest takie łatwe ;)

Muza, Jessie Burton // Miniaturzystka, Jessie Burton // Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins // Idź, postaw wartownika, Harper Lee // Złodziejka książek, Markus Zusak // Świt, który nie nadejdzie, Remigiusz Mróz // Światło, które utraciliśmy, Jill Santpopolo // Kasacja, Remigiusz Mróz

Kontynuujemy zestawienie wstydu, kolejna ósemka, której nie tknęłam. Jedną powieść Mroza wymieniłam na bardziej interesujący mnie tytuł – Światło, które utraciliśmy Jill Santopolo, które w zeszłym roku zebrało bardzo entuzjastyczne recenzje i nie mogę się doczekać, aż ta książka wpadnie w moje ręce. Jestem także ogromnie zaciekawiona powieściami Jessie Burton, która również stała się całkiem lubianą autorką w blogosferze, wciąż mi wstyd, że nie przeczytałam żadnej książki Remigiusza Mroza, że już nie wspomnę o Idź, postaw wartownika, podczas gdy Zabić drozda to mój ulubiony klasyk...

Pocałunek zdrajcy, Erin Beaty // Wieża, Daniel O'Malley // The Winner's Kiss, Marie Rutkoski // Na krawędzi wszystkiego, Jeff Giles // Blackout, Mira Grant // The Empress, S. J. Kincaid // And I Darken, Kiersten White // Three Dark Crowns, Kendare Blake

Pół na pół, kontynuacje z pierwszymi częściami, wydane w Polsce i dostępne tylko za granicą. Wciąż ubolewam nad faktem, że Feeria nie wydała ostatniego tomu Niezwyciężonej, bo to wciąż jedna z najlepszych trylogii, jakie przeczytałam, podobnie jak Przegląd Końca Świata, w tym wypadku jednak wciąż nie przeczytałam trzeciego tomu, bo po prostu nie chcę kończyć mojej przygody z Shaunem i Georgią. The Empress to mój absolutny must read, zwłaszcza że Diabolika znalazła się w moim TOP 5 najlepszych książek 2017 roku, natomiast Na krawędzi wszystkiego, And I Darken oraz Three dark crowns urzekły mnie swoim mrocznym klimatem, dlatego na pewno po nie sięgnę w najbliższej przyszłości.

Królewska klatka, Victoria Aveyard // Strange the Dreamer, Laini Taylor // The Crown's Game, Evelyn Skye // Flame in the Mist, Renee Ahdieh // Stalking Jack the Ripper, Kerri Maniscalco // Paper princess, Erin Watt // Ever the Hunted, Erin Summerill // Nibynoc, Jay Kristoff

Sporo książek, które w zeszłym roku znalazły się w tej ósemce, zostało wydanych, już teraz Wydawnictwo Otwarte potwierdziło, że wyda także Paper Princess, więc trzymajmy kciuki za pozostałe tytuły! Mam nadzieję, że powrót Laini Taylor z nową powieścią będzie epicki, Mulan to moja ulubiona księżniczka Disney'a, więc oczywiście retelling tej historii – Flame in the Mist – musiał się znaleźć na mojej liście, nawet jeśli Gniew i świt tej samej autorki nie chwyciło mnie za serce. Odkąd przeczytałam Płytkie groby, zakochałam się w podobnych klimatach, więc Stalking Jack the Ripper wydaje się być idealną powieścią dla mnie, walka na śmierć i życie oraz trójkąt pełen angstu w postaci The Crown's Game idealnie wpasowuje się w mój gust, podobnie jak szkoła pełna zabójców w Nibynocy. Portfel już płacze...

Wichrowe wzgórza, Emily Bronte // Portret Doriana Graya, Oscar Wilde // Wielki Gatsby, F. Scott Fitzgerald // Wyznania gejszy, Arthur Golden // Duma i uprzedzenie, Jane Austen // Anna Karenina, Lew Tołstoj // Nędznicy, Victor Hugo // Dracula, Bram Stoker

Moje postanowienie, by czytać jeden klasyk na miesiąc dość szybko upadło, o czym doskonale wiecie... Wytrzymałam jakieś trzy miesiące? A klasyki wciąż nietknięte. Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że innych książek też nie czytałam, więc to nie tak, że kompletnie zawaliłam. Ponieważ wybierałam te klasyki bardzo uważnie, cała ósemka nie uległa zmianie. Plan na 2018 rok to przeczytać chociaż jedną powieść z tej listy. 
Czytaj dalej »

sobota, 13 stycznia 2018

TOP 5: Najlepsze książki 2017 roku

0
Mamy już niemal połowę stycznia, a ja dopiero zabrałam się za napisanie postu zawierającego najlepsze książki 2017 roku. W dodatku nie mam za bardzo czym się pochwalić, bo w zeszłym roku przeczytałam zaledwie 45 książki, tak słabego wyniku nie miałam od... 5 lat. 2017 pod wieloma względami był dla mnie dobrym rokiem, lecz porządnie dał mi w kość, co odzwierciedliło się na mojej aktywności w blogosferze i liczbie przeczytanych powieści. Mogłoby się wydawać, że wybranie z takiej ilości tych najlepszych lektur nie będzie dostarczało mi trudności, jednak ostatecznie musiałam trochę się nagłowić, by wyłuskać pięć powieści zasługujących na miano perełek 2017 roku.

Diabolika
Wybranie piątego tytułu okazało się być największym wyzwaniem. Byłam pewna pierwszych czterech miejsc i wskazałam je właściwie bez zawahania, lecz do zestawienia brakowało mi jeszcze jednej książki. Do tego miana pretendowały cztery powieści, wśród nich znalazła się między innymi czwarta część Szklanego tronu o przygodach młodej zabójczyni, czyli Królowa cieni, lecz ostatecznie nie załapała się do tej listy, co mnie, jedną z największych fanek Sary J. Maas, ogromnie zaskoczyło. Okazało się bowiem, że z ponad osiemset stronicowego tomiszcza... nie pamiętam dosłownie nic! Dopiero kiedy wysiliłam mózg, przypomniałam sobie urywki dwóch, trzech scen i to właściwie tyle. Dlatego z bólem serca odrzuciłam Królową cieni i zamiast tego wybrałam Diabolikę S. J. Kincaid. Absolutnie nie jest do idealna powieść, w dodatku powiela wiele znanych nam schematów z literatury młodzieżowej, więc nie powala też oryginalnością. Jest to jednak jedna z bardzo niewielu powieści, przy których tak wyśmienicie się bawiłam w tym roku! Doskonale pamiętam w przeciwieństwie do Królowej cieni, ekhem, ekhem uczucia towarzyszące mi podczas czytania Diaboliki, ekscytację, niepewność, rozpływanie się nad główną parą i napięcie. Ta powieść zawierała mnóstwo moich ulubionych elementów, dystopia osadzona w kosmosie – chyba nie mogłoby być lepiej, do tego kickassowa bohaterka, która powoli zmienia się pod wpływem kolejnych wydarzeń, intrygi w walce o międzygalaktyczny tron, słodki, ale wyważony romans... Jest to także historia o istocie człowieczeństwa oraz odbudowie zniszczonego świata, zawiera wiele różnorodnych wątków i szczerze mówiąc, już nie mogę się doczekać ich rozwinięcia w drugim tomie, czyli The Empress. Nie jest to literackie arcydzieło, lecz gdy patrzę na listę tytułów, które przeczytałam w zeszłym roku, Diabolika była jedną z niewielu historii, które naprawdę mnie zaangażowały i doskonale się przy niej bawiłam.


Illuminae
Oprawa graficzna Illuminae zapiera dech w piersiach. Odkąd dostałam tę książkę, jeszcze zanim zaczęłam ją czytać, właściwie nie potrafiłam wypuścić jej z dłoni. Dzięki niecodziennej formie publikacji Illuminae jest jedyne w swoim rodzaju, a fotografie nie są w stanie oddać jego piękna. Naprawdę, musicie mieć przy sobie fizyczny egzemplarz i dopiero wtedy w pełni będziecie w stanie docenić geniusz stojący za stworzeniem takiej oprawy graficznej. Jestem porażona dbałością o szczegóły i tym oryginalnym formatem. Z tego powodu trochę się bałam, czy Illuminae nie jest jedynie piękną otoczką, która ma odwracać uwagę od słabego wnętrza i mało interesującej historii, którą trzeba było pociągnąć w inny sposób, lecz jeśli macie podobne wątpliwości musicie je jak najszybciej porzucić! To prawda, że oprawa graficzna robi ogromną robotę, dzięki czemu zawiera element nieprzewidywalności, nie przypomina niczego innego i bardzo trudno o niej zapomnieć. To ogromna zaleta Illuminae, jednak uważam, że zawarta w środku historia również jest interesująca i dopracowana w każdym calu, choć mam podejrzenia, że gdyby została opowiedziana w standardowy sposób, nie byłaby aż tak wciągająca. Mimo że jest to niemała cegiełka, czyta się ją niezwykle szybko, właściwie nie rejestrując upływającego czasu i naprawdę trudno się od niej oderwać. Illuminae angażuje od pierwszych stron, natychmiast przepadłam, wszystko ładnie się ze sobą łączy i współgra. Autorzy stanęli również na wysokości zadania, jeśli chodzi o przedstawienie temperamentu głównych bohaterów, choć naprawdę nie wiem, jak tego dokonali. Polubiłam zarówno Kady, jak i Ezrę oraz postaci drugoplanowe przewijające się gdzieś w tle ich historii, nie miałam żadnych trudności z wczuciem się w ich sytuację oraz zrozumieniem ich uczuć, mimo że zostali przedstawieni za pomocą mailów, raportów wojskowych i czatów. Illuminae to wyjątkowy pod wieloma względami projekt. Szczegółowo dopracowany, z niezwykłą szatą graficzną, wspaniałym pomysłem i jeszcze lepszym wykonaniem. Akcja gna do przodu, pojawia się wiele zwrotów, których zupełnie się nie spodziewałam i z każdą przeczytaną stroną byłam coraz bardziej zachwycona ideą stojącą za Illuminae. To powieść, która niesamowicie wciąga i pobudza wyobraźnię. 


Dwór mgieł i furii
Dwór mgieł i furii był tak cudowny, że nie byłam w stanie ubrać moich myśli w słowa i ostatecznie po trzech miesiącach prób zrezygnowałam z napisania recenzji, tak ogromne wrażenie na mnie wywarł. Wciąż nie wiem, od czego powinnam zacząć i jak opisać mój zachwyt Dworem mgieł i furii, który jest chyba moją ulubioną powieścią Sary J. Maas i zapewne wiele osób zgodzi się ze mną w tej kwestii. Chyba właśnie tutaj najbardziej uderzyło mnie, jak bardzo rozwinęła się jako autorka, jej styl ewoluował i stał się bardziej poetycki, a całość nabrała struktury. Ta książka to zwrot o sto osiemdziesiąt stopni po Dworze cierni i róż, właściwie wszystko się zmieniło, cała historia nabrała epickości, akcja w tej części jest przepełniona nagłymi wydarzeniami, niespodziewanymi plot twistami, które na długo rysują na twarzy czytelnika wyraz niedowierzania. Przewracałam strony z prędkością światła, nie potrafiąc się zmusić do zwolnienia tempa, odejścia od lektury choćby na chwilę, musiałam wiedzieć, co zaraz się wydarzy, a zakończenie wbiło mnie w fotel i sprawiło, że z ogromną niecierpliwością czekałam na trzeci tom historii Feyry i Rhysanda. To, ile ta książka wzbudziła we mnie emocji, nie mieści mi się w głowie... Płakałam, śmiałam się w głos, kogoś chciałam zamordować, kogoś innego przytulić, to ile ten tom niósł ze sobą niespodzianek i jak bardzo rozwinął świat przedstawiony w pierwszej części, jest po prostu niesamowite. Dwór mgieł i furii to historia o uzdrawianiu siebie, o przebaczaniu i odnajdywaniu własnej drogi, o poszukiwaniu światła w nawet najmroczniejszym okresie życia. Mimo to głównym czynnikiem, który sprawił, że tak bardzo pokochałam tę powieść, jest oczywiście Rhysand i jego miłość do Feyry. Cudowny, złamany, cierpliwy Rhys, najlepszy książkowy mąż na świecie, który skradł moje serce już dawno temu, a w Dworze mgieł i furii napełnił je uwielbieniem do niego, bo naprawdę nie wiem, jak można nie kochać Rhysanda. Koniecznie dajcie szansę Dworowi mgieł i furii, nawet jeśli Dwór cierni i róż nie do końca podbił wasze serca, tak jak było to w moim przypadku. Warto!

Szóstka Wron & Królestwo Kanciarzy
Pierwsze miejsce ex aequo zajęły dwie części najnowszej duologii Leigh Bardugo osadzone w uniwersum Grisza, lecz zawierające kompletnie inną historię od tej przedstawionej w Cieniu i kości. Szóstka Wron i Królestwo Kanciarzy to klasa sama w sobie, przejaw największego mistrzostwa i geniuszu, w zaledwie dwóch częściach splatając ze sobą tyle różnorodnych wątków, że wystarczyłoby ich, aby obdzielić wielotomową serię, czytelnik nie miał nawet chwili oddechu, gdy wraz z szóstką wyrzutków oraz przestępców planował niewykonalny skok, a następnie sięgał po zemstę. Każdy pojedynczy element tych powieści mnie zachwyca: złożeni bohaterowie, pędząca do przodu akcja, skomplikowane intrygi, ciekawa kreacja świata, który na naszych oczach nieustannie się rozrasta. Poszczególne wątki z czasem zazębiają się ze sobą, tworząc idealną, skomplikowaną fabułę, o której nie można tak po prostu zapomnieć. Rozkoszowałam się każdą stroną Szóstki Wron oraz Królestwa Kanciarzy, starając się przeciągnąć czytanie tej powieści w nieskończoność, całą sobą żyłam tą dynamiczną historią, która wciąga, zaskakuje, przejmuje kontrolę nad myślami czytelnika. Autorka igrała sobie z nami nieustannie; trudno było określić, co jest częścią planu Kaza, a co nie, czy mamy do czynienia z prawdziwym niebezpieczeństwem, czy to może część ryzykownej gry. Czytałam z zapartym tchem, w ogromnym napięciu i jednocześnie podekscytowaniu czekając na kolejne wydarzenia, bo autorka nie oszczędzała naszej ukochanej grupy złodziejaszków, co chwila rzucając im kłody pod nogi. Ta duologia zapewnia prawdziwy rollercoaster emocji, znajdziecie tutaj dosłownie wszystko; jest zabawnie, mrocznie, porywająco, przerażająco, cudownie, brutalnie... Czasami się rozpływałam. A czasami cierpiałam katusze, bo Leigh Bardugo udało się złamać moje serce na malutkie kawałeczki. Nawet jeśli zakończenie jest idealne, słodko-gorzkie, nawet jeśli cała historia została poprowadzona w mistrzowski sposób i autorka nie mogła tego zrobić lepiej... Kocham barwny styl pisania tej autorki, sposób, w jaki łączy poszczególne słowa, tworząc wyraziste, zaskakujące obrazy. Jednak tym, co naprawdę zbudowało tę książkę i nadało jej charakteru, są bohaterowie. 

Cudownie wielowymiarowi, źli do szpiku kości, choć w nieoczywisty sposób, zdeterminowani i przerażający do ostatniej kropli krwi. Nie potrafię wam wskazać mojego ulubieńca, bo każda z postaci jest tak odmienna, a jednocześnie rzeczywista i fascynująca, że konieczność wybrania faworyta roztrzaskałaby moje serducho na sześć wroniastych kawałeczków. Uwielbiam Leigh Bardugo za tę różnorodność, która uczyniła bandę wyrzutków tak pociągającą, a równocześnie niebezpieczną. Każde z nich ma inną historię, każde z nich kieruje się innymi zasadami i dąży do osiągnięcia swoich ukrytych celów. To nie jest bajeczka o twardzielach, którzy pod ochronną skorupą skrywają miękkie wnętrze – to prawdziwi nikczemnicy, diabelnie inteligentni oraz wyposażeni w cięte poczucie humoru, nie posiadają skrupułów i aby wypełnić swój plan, są gotowi skorzystać z każdych dostępnych środków, nie przejmując się kosztami i etyką czy moralnością. Uwielbiam ich! Są brutalni, nieprzewidywalni i przerażający, jednak nie da im się nie kibicować, nawet gdy podejmują decyzje kłócące się z wyznawanymi przez nas wartościami. Mogłabym pisać o nich w nieskończoność, zachwycając się każdą cechą ich charakteru; są ludźmi z krwi i kości, mają swoje przyzwyczajenia, wady, popełniają błędy i podejmują głupie decyzje, ale kurczę, wspiera się ich z całych sił i kocha się ich bezwarunkowo. A najlepsze jest to, że bohaterowie cały czas się rozwijają. W Królestwie kanciarzy nie są już tymi samymi ludźmi, których poznaliśmy na początku Szóstki Wron – kolejne wydarzenia wpłynęły na nich, zmieniając ich sposób myślenia i to jest cudowne. Powtarzam, Leigh Bardugo to geniusz. Nie tylko pod względem kreowania skomplikowanych, wielowarstwowych intryg, ale także pod względem budowania swoich postaci, konsekwencji w ich prowadzeniu, rozwijania ich psychologicznych aspektów. W dodatku to mistrzyni niedopowiedzeń – prawdziwą głębię relacji poznaje się po pojedynczych słowach, po spojrzeniach, po przekazie ukrytym między wersami, a wszystko to jest naładowane tak ogromnym ładunkiem emocjonalnym, że wręcz dostaje się dreszczy z zachwytu. Nie jestem gotowa, by pożegnać się z Szóstką Wron, zwłaszcza że Królestwo kanciarzy okazało się być jeszcze lepsze od poprzedniczki, zostałam kompletnie zmiażdżona i brakuje mi słów, by opisać, jak wyjątkowa i nadzwyczajna jest ta seria. Wciąga bez reszty, sprawia, że się w niej zakochujesz, a potem kończy się zbyt szybko. Nie wiem, jak mam was przekonać do sięgnięcia po tę historię, ale jeśli chociaż raz przeszło wam przez myśl, żeby dać jej szansę – zróbcie to. Nie pożałujecie, a być może zakochacie się równie mocno co ja i nie będziecie mogli przestać o niej myśleć.


A jakie są wasze ulubione powieści 2017 roku? Udało wam się znaleźć jakieś perełki czy może, podobnie jak ja, mieliście problemy ze znalezieniem tych najlepszych książek ubiegłego roku? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Czytaj dalej »

wtorek, 26 grudnia 2017

TOP 10: Najlepsze dramy 2017 roku

0
Do końca roku pozostały jeszcze dwa tygodnie, więc w tym czasie planuję skończyć jeszcze dwie, może trzy dramy, które przy odrobinie szczęścia mogłyby się załapać do moich ulubieńców, ale czuję wyrzuty sumienia, że od dawna niczego nie publikowałam na blogu, powoli zbliża się także okres rocznych podsumowań i stąd nieco wcześniejsza publikacja mojego TOP 10 najlepszych koreańskich dram, które obejrzałam w 2017 roku. Na liście pojawią się także produkcje z poprzednich lat, ale ja zaznajomiłam się z nimi teraz, stąd ich obecność na moim podsumowaniu. Czy tylko ja mam wrażenie, że po tej przymusowej, kilkutygodniowej przerwie nie umiem pisać?
Nie ma co ukrywać, koreańskie dramy stanowiły dla mnie ogromną część tego roku. Odkryłam urok seriali, zakochałam się w języku, kulturze, historii, a w końcu także muzyce (BTS, my kings ♥). Kiedy nie uczę się anatomii, oglądam dramy, programy rozrywkowe albo koncerty prosto z Korei Południowej i wciąż mi mało. Na chwilę obecną, tylko w tym roku, rozpoczęłam 35 dram, z czego 28 skończyłam, co daje 591 odcinków i zajęło mi to łącznie 23 dni 12 godzin i 11 minut (możecie sprawdzić tutaj). Wybór więc nie jest wcale tak prosty, jak mogłoby się wydawać. Ostatecznie udało mi się zawęzić to grono do 10 produkcji, które całkowicie podbiły moje serce i sprawiły, że straciłam dla nich głowę.



STRANGER

Nie pamiętam już, jak to się stało, że zabrałam się za Stranger, jest to jedna z mniej znanych dram i hype wokół niej był raczej niewielki, ale jestem bardzo zadowolona z tego, że przypadkiem na nią wpadłam. Hwang Shi Mok, na skutek operacji mózgu, którą przeszedł w dzieciństwie, stracił umiejetność odczuwania i wyrażania emocji. Zawsze postępuje logicznie i racjonalnie, pozostając właściwie jedynym prokuratorem w biurze nieuwikłanym w korupcję. Kiedy jeden z głównych podejrzanych o rozdawanie łapówek politykom oraz urzędnikom państwowym zostaje zamordowany, Hwang Shi Mok przejmuje sprawę. Na miejscu zbrodni spotyka porucznik Han Yeo Jin, która pomaga mu w rozwiązaniu zagadki kryjącej się za śmiercią denata. W trakcie śledztwa okazuje się, że korupcja zatacza o wiele szersze kręgi, niż mogliby przypuszczać, pojawiają się także nowe ofiary i przeszkody.
Pod względem merytorycznym Stranger jest prawdopodobnie najlepszą dramą na tej liście. Jest też najbardziej wymagającą i skomplikowaną; na tyle, że obejrzenie więcej niż jednego odcinka w trakcie jednego dnia nie jest zbyt dobrym pomysłem, warto także zrobić sobie kilka dni odstępu między kolejnymi odcinkami, bo Stranger wymaga od swojego widza pełnego skupienia, zaangażowania i intensywnego myślenia. Złożenie poszczególnych elementów intrygi w całość jest trudne, a scenarzysta igra sobie z widzem od samego początku. Właściwie każdy odcinek przynosi nowego podejrzanego, nowe fakty i naprawdę łatwo się w tym wszystkim pogubić, jeśli choć na chwilę pozwolimy sobie na rozluźnienie. Z uwagą śledziłam każdą kolejną wskazówkę, lecz i tak nie byłam w stanie przewidzieć zakończenia. Jest to drama, która w 95% skupia się na rozwiązaniu sprawy korupcji wśród prokuratury, wszystko kręci się wokół przeprowadzenia śledztwa, pojawia się mnóstwo subtelnych zagrywek politycznych, dlatego Stranger nie jest dla wszystkich – zwłaszcza jeśli poszukujecie rozpraszaczy w postaci romansu czy rozbudowanego backstory. Z reguły ja również należę do typu widza lubiącego dodatki, lecz ku mojemu zaskoczeniu, Stranger wciągnęło mnie bezgranicznie, w przerwach między odcinkami obracałam elementy łamigłówki, próbując je dopasować i przewidzieć, kto jest głównym zbrodniarzem. To naprawdę dobrze napisana drama z genialnym scenariuszem i aktorami. Jo Seung Woo wspaniale udźwignął rolę kompletnie pozbawionego emocji, bezstronnego prokuratora. I kiedy mówię, że Hwang Shi Mok był pozbawiony uczuć to naprawdę taki był – często w dramach pojawia się ten motyw, lecz z czasem okazuje się, że jednak są oni zdolni do okazywania empatii, a Hwang Shi Mok właściwie jej nie ma, jego twarz jest niczym wykuta z kamienia, przez całą dramę uśmiechnął się może ze trzy razy, a każdy taki moment był niezwykle cenny. Jo Seung Woo świetnie to uchwycił, choć było to trudne zadanie. Bae Doo Na w roli Han Yeo Jin również wypadła dobrze, uwielbiałam oglądać jej interakcje z Shi Mokiem, nawet jeśli liczyłam na nieco więcej. Podsumowując, Stranger to drama, która pod względem jakości stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie jest łatwa i przyjemna, na pewno nie można się za nią zabrać dla odmóżdżenia, ponieważ jest to ambitny kawałek materiału. Mimo to polecam wam Stranger z całego serca, gdy będziecie mieli dość lekkich historyjek i będziecie chcieli sięgnąć po coś nieco mocniejszego i trudniejszego.



THE HAPPY LONER

Happy Loner to drama special, który trwa dwie godziny. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się wiele, w końcu ile treści można przekazać w tak krótkim czasie? Chciałam jednak obejrzeć ten special ze względu na Gong Myunga, czyli jedynego aktora, który wywarł na mnie dobre wrażenie w The Bride of Water God. W roli pełnego optymizmu ekstrawertyka Byeok Soo rozłożył mnie na łopatki, w pełni ukazując swoje umiejętności aktorskie, zwłaszcza w jednej z końcowych scen musiałam zbierać szczękę z podłogi, jego gra jest tak naturalna i przekonująca. Główną rolę z kolei zagrała Min Hyo Rin, wcielając się w postać zamkniętej w sobie Ji Yeong, która za wszelką cenę unika kontaktu z innymi ludźmi. Przypadek sprawia, że ich drogi się krzyżują. Brzmi jak banalny romans? Ale uwierzcie mi, że wcale nim nie jest. Co prawda wątek miłosny odgrywa w fabule dość dużą rolę, lecz Happy Loner to o wiele więcej. Dzięki wzajemnemu uczuciu Byeok Soo uczy się pojęcia przestrzeni osobistej, przestaje tak bardzo zabiegać o atencję innych i bardziej wsłuchuje się w samego siebie, podczas gdy Ji Yeong powoli uczy się, co to znaczy zaufać drugiemu człowiekowi i ofiarować mu swoją cząstkę. Jako para byli przesłodcy, lecz to dopiero pierwszy rzut oka na tę produkcję.
Ta mini drama zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, zwłaszcza że pod wieloma względami identyfikowałam się z Ji Yeong. Hapy Loner było urocze, cudowne, smutne, podnoszące na duchu, ciepłe, trudne i bolesne. W dramalandzie bardzo rzadko można znaleźć taki realizm i surowe emocje. W żadnym aspekcie nie została ona przesadzona, była po prostu ludzka. To serial z rodzaju tych, które zmuszają cię do myślenia, do spojrzenia z dystansu na swoje życie i uświadomienie sobie, jak ono naprawdę wygląda. The Happy Loner porusza uniwersalne tematy, które w pewnym stopniu dotyczą każdego z nas, dlatego tak łatwo identyfikować się z głównymi bohaterami i dlatego, mimo że drama jest w ogólnym odczuciu słodka, po jej obejrzeniu czujemy także ból w sercu. Spojrzenie na to, jak we współczesnym świecie wyglądają nasze związki z innymi – z rodziną, przyjaciółmi, ukochanymi, koleżankami z pracy – jest niezwykle świeże, ale także przerażające. Mini drama dotyka także kwestii depresji i sposobu jej przezwyciężania oraz dwóch potrzeb, z których jedna polega na ucieczce od świata i ludzi, a druga na niemal chorobliwym poszukiwaniu atencji oraz akceptacji ze strony innych osób. Nigdy nie spodziewałabym się, że dwugodzinny special pozostawi mnie z tak głębokimi przemyśleniami i pięknymi odczuciami, ale The Happy Loner jest niesamowite. Nie zajmie wam dużo czasu, a wpłynie na was w nieoczekiwany sposób.



W – TWO WORLDS

W – Two Worlds to drama, za którą zbierałam się niezwykle długo. Miałam wrażenie, że to tematyka nie dla mnie i nie byłam specjalnie ciekawa tej historii, mimo pozytywnych opinii i hype'u, jaki ją otaczał. Dopiero Gosiarella przekonała mnie do oglądnięcia tej produkcji i chwała jej za to, bo jak sami widzicie, W znalazło się w gronie moich ulubionych dram tego roku! W – Two Worlds przedstawia losy kardiochirurg Oh Yeon Joo, której ojciec zaginął podczas pisania ostatniego rozdziału swojego niezwykle popularnego webtoona "W". Yeon Joo, szukając poszlak w jego pracowni, zostaje nagle wciągnięta przez tablet rysowniczy do środka na dach budynku, gdzie znajduje zakrwawionego mężczyznę. Oh Yeon Joo ratuje mu życie i uświadamia sobie, że to Kang Chul – główny bohater komiksu rysowanego przez jej ojca. Wkrótce okazuje się, że kobieta może zostać wciągnięta do świata Kang Chula i go opuszczać tylko na podstawie jego odczuć. Tymczasem morderca o nieustalonej tożsamości, który wiele lat temu zamordował rodzinę Kang Chula i wrobił go w zabójstwo, postanawia dokończyć swoje dzieło i zaczyna polować na mężczyznę.
W – Two Worlds nie da się porównać do żadnej innej dramy ani filmu; nieważne, czy koreańskiego, czy amerykańskiego. Jest to niezwykle oryginalny pomysł, a do tego fabuła od początku zmierzała w nieznanym mi kierunku, w żaden sposób nie mogłam się domyślić, w jakim kierunku podążą nasi bohaterowie i jak zakończy się ten serial. Kiedy wydawało mi się, że już zaczynam rozumieć, co się dzieje na ekranie, scenarzysta zaskakiwał mnie nowym wątkiem lub nieprzewidywalnym rozwiązaniem, za co należą mu się ogromne brawa. Mimo to mam wrażenie, że po dziesiątym odcinku niektóre sceny były zbyt absurdalne, w ten zły sposób. W – Two Worlds trzyma jednak w napięciu od początku do samego końca, ani na chwilę nie tracąc prędkości. To, co było dużą odmianą w porównaniu z innymi dramami, to inteligentni bohaterowie. Nikt nie musiał im niczego tłumaczyć jak trzyletnim dzieciakom, byli wystarczająco błyskotliwi, by sami dojść do różnych wniosków, a Kang Chul to naprawdę sprytna, przebiegła bestia. Co prawda mam kilka zastrzeżeń względem Oh Yeon Joo, bo nie jestem w stanie w pełni zrozumieć jej niektórych wyborów, lecz ostatecznie da się na to przymknąć oko, ponieważ... No cóż, jest to kolejne OTP z mojej niekończącej się listy ulubionych pairingów. Wątek romantyczny był przesłodki i za każdym razem moje serce zaczynało szybciej bić, aż żałowałam, że nie dostaliśmy więcej takich szczęśliwych momentów. W tej dramie akcja pędzi jak szalona do przodu i możecie być pewni, że jeśli przez pięć minut był spokój to zaraz wydarzy się coś wielkiego. W – Two Worlds może nie podbiło mojego serca w stu procentach, lecz zdecydowanie zasługuje na waszą uwagę, bo to jedna z najbardziej intrygujących pozycji na tej liście z niesamowitym pomysłem na fabułę, genialną chemią między bohaterami i cudownym Kang Chulem!


MAD DOG

Początkowo ta lista miała zawierać jedynie 8 tytułów. Wczoraj jednak skończyłam oglądać Mad dog i ta drama musiała obowiązkowo się tutaj znaleźć, bo od dłuższego czasu żaden serial nie wciągnął mnie do tego stopnia! Zamiast iść spać, ponieważ następnego dnia miałam ważne kolokwium, odpalałam kolejny odcinek Mad doga, po prostu musiałam wiedzieć, co się zaraz wydarzy. To cudowna drama, dzięki której odkryłam Woo Do Hwana, mojego nowego ulubionego aktora, który dość mocno rywalizuje teraz z Ji Chang Wookiem... i nie wiem, czy przypadkiem nie wygrywa. Ale o tym za chwilę.
Mad dog to historia zespołu o nazwie Mad Dog łapiącego naciągaczy i oszustów ubezpieczeniowych. Liderem grupy jest Choi Kang Woo, który dwa lata wcześniej stracił swoją żonę i syna w katastrofie samolotu należącego do Juhan Air i ubezpieczanego przez Taeyang Insurance, dla którego Kang Woo pracował przed wypadkiem. Katastrofa samolotu została uznana za próbę samobójczą pilota Kim Bum Joona. Członkiem zespołu jest także Jang Ha Ri, była pracownica Taeyang, która ma rachunki do wyrównania z oszustami, Park Soon Jung, były kryminalista oraz On Noo Ri odpowiedzialny za technologię. Pewnego dnia do siedziby Mad Dog przychodzi Kim Min Joon, młodszy brat pilota Juhan Air, który uważa, że jego brat wcale nie popełnił samobójstwa. By oczyścić jego imię, podstępem zmusza Choi Kang Woo i jego zespół do odkrycia prawdy na temat katastrofy, przy okazji ujawniając korupcję w politycznych kręgach i oszustwa urzędników.
Niewiele brakowało, a nigdy nie obejrzałabym Mad doga. Słyszałam, że to drama opowiadająca o oszustach ubezpieczeniowych, a powiedzmy sobie szczerze, nie brzmi to zbyt interesująco. Jak bardzo się myliłam! Tak, dostajemy mnóstwo prawnych informacji na temat systemu ubezpieczeniowego, lecz daleko tej dramie to nudnej! Mad Dog wszelkimi możliwymi sposobami stara się rozwikłać różne sprawy, a więc także przez hakerstwo, włamania, kradzieże, instalowanie nielegalnych podsłuchów, wcielanie się w rolę przestępców... Może nie ma tutaj wybuchów i szalonych pogoni, lecz bez wątpienia nie będziecie się nudzić, bo chociaż całość dramy dotyczy jednej sprawy – katastrofy samolotu – to każdy odcinek przynosi zupełnie nowe informacje, a poszczególne fakty zaczynają się powoli ze sobą łączyć, tworząc skomplikowaną intrygę. Nigdy nie wiadomo, co jest częścią planu zespołu, do ostatniej minuty trudno było przewidzieć, czy wszystko się ułoży, czy wręcz przeciwnie, bo obie strony konfliktu były piekielnie sprytne i inteligentne. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że uwielbiałam oglądać zarówno protagonistów, jak i antagonistów, ci źli okazali się być równie interesujący, choć z reguły nie przepadam za takim przeskakiwaniem z narracją. Na co warto jeszcze zwrócić uwagę w Mad dog? Na bohaterów i ich relacje! Stosunek zespołu do Kim Min Joona zmienia się wraz z trwaniem dramy, on sam także przechodzi przemianę, choć nie porzuca całkiem swojej postawy aroganckiego oszusta. Mad Dog są dla siebie jak rodzina i obserwowanie ich interakcji było cudowne, nawet jeśli chciałabym dostać nieco więcej ich backstory, zwłaszcza jeśli chodzi o Jang Ha Ri. Bromance między Choi Kang Woo a Kim Min Joonem jest wspaniały i jestem strasznie zadowolona z tego, jak się rozwinął, lecz to, co naprawdę przykuło mnie do Mad doga to relacja Jang Ha Ri i Kim Min Joona. To napięcie między nimi, to iskrzenie! Zaczepiali się wzajemnie, testowali swoje granice, drażnili ze sobą, kiedy byli blisko siebie, właściwie całe pomieszczenie stawało w płomieniach! Boli mnie jedynie to, że na cały odcinek dostawali maksymalnie pięć minut, a przecież w ich relacji krył się taki potencjał... Muszę jeszcze skorzystać z okazji, by pochwalić Woo Do Hwana, bo odegrał swoją rolę nieczułego drania, który tak naprawdę skrywa twarz za milionem masek perfekcyjnie. Woo Do Hwan to jedno z największych odkryć tego roku i pokochałam go już od pierwszego odcinka, kompletnie straciłam głowę dla niego i Min Joona. Uwierzcie mi, że naprawdę warto obejrzeć tę dramę i dać jej szansę, bo nie było momentu, w którym obniżyłaby swój poziom, cała intryga była niesamowita i trzymała w napięciu do końca, a główni bohaterowie przez chwilę stali się także moją rodziną. Koniecznie zapiszcie ten tytuł, bo warto!



SCHOOL 2017

Obecność School 2017 na tej liście dziwi mnie samą chyba najbardziej. Nigdy nie spodziewałabym się, że serial osadzony w szkolnych murach będzie w stanie tak bardzo mnie sobą zauroczyć, a tutaj niespodzianka! School 2017 opowiada historię Ra Eun Ho, zwykłej uczennicy, która zajmuje niską pozycję w szkolnym rankingu. Mimo to marzy o dostaniu się na jeden z najlepszych uniwersytetów w kraju, gdzie studiuje chłopak, który jej się podoba i gdzie chce się rozwijać w kierunku grafiki komputerowej, już teraz zajmując się rysowaniem własnych webtoonów. Eun Ho zostaje jednak niesłusznie uznana za wandala, który już od dłuższego czasu terroryzował szkołę, gdyż znalazła się w złym miejscu o złym czasie. Ra Eun Ho postanawia oczyścić swoje imię, w tym celu musi jednak złapać prawdziwego winowajcę – tajemniczego X, który sieje zamęt w szkole, ujawniając korupcję w gronie pedagogicznym i inne nieprawidłowości w prowadzeniu szkoły.
Chociaż w głównej mierze ujął mnie romans – shippowałam głównych bohaterów ze sobą już od pierwszej wspólnej sceny, a Hyun Tae Woon jest nie tylko przeuroczym szczeniaczkiem, ale także idealnym materiałem na chłopaka – to School 2017 zawiera wiele różnorodnych wątków, między innymi korupcję szerzącą się wśród nauczycieli, niesprawiedliwe traktowanie uczniów, przemoc, lecz także przybliża więzi rodzinne czy ukazuje ciężką pracę w pogoni za marzeniami. Scenarzyści nie od razu pokazali wszystkie karty, stopniowo rozwijając fabułę i dokładając do niej nowe, kompletnie niespodziewane historie pobocznych postaci, spośród których każde miało swoje pięć minut. Nawet te standardowe dla szkolnych dram wątki zostały podrasowane, w każdym został zastosowany jakiś niespodziewany twist, a ja jestem wprost zauroczona tym, w jak spójną i ciekawą całość złożyły się poszczególne fragmenty. Nie mogę też zapomnieć o tym, że Ra Eun Ho to jedna z moich ulubionych głównych bohaterek w dramach, była cudowna pod każdym względem! School 2017 rozwiało wszelkie uprzedzenia, jakie miałam do tej pory względem szkolnych seriali; okazało się, że historia osadzona w liceum także może nieść głębokie przesłanie, a przy tym być zabawna, rozrywkowa, pełna akcji i słodka.



FIGHT MY WAY

Fight my way to kolejna drama, która dość niespodziewanie znalazła się wśród mojego TOP 8. Bardzo trudno wybić się serialom obyczajowym, jednak Fight my way tego dokonało. Opowiada historię czwórki przyjaciół z dzieciństwa – Choi Ae Ra, Ko Dong Man, Baek Seol Hee i Kim Joo Man zmagają się z rzeczywistością, która nie przynosi im szczęścia. W pewnym momencie zawiedli się na życiu i zapomnieli o swoich marzeniach, bardziej skupiając się na zapłaceniu czynszu i przetrwaniu kolejnego miesiąca. Ae Ra zawsze marzyła o byciu prezenterką w telewizji, przed publicznością błyszczała, lecz wciąż przegrywała rekrutację, bo była za mało ładna/niedostatecznie wykształcona/brakowało jej koneksji lub doświadczenia i w efekcie utknęła na recepcji w centrum handlowym. Ko Dong Man chwyta się różnych prac dorywczych, na początku dramy pracując w firmie deratyzacyjnej, mimo że niegdyś był wschodzącą gwiazdą taekwondo i tęskni za sportami walki, ale przez pewien skandal z przeszłości boi się ponownie spróbować. Z kolei Baek Seol Hee i Kim Joo Man są parą z długoletnim stażem, lecz ich życiowe cele zaczynają się różnić, przez co ich związek może nie przetrwać, zwłaszcza gdy Joo Manem zaczyna się interesować młodsza koleżanka z pracy.
Fight my way to w gruncie rzeczy historia o spełnianiu swoich marzeń, o poszukiwaniu szczęścia i o tym, że nigdy nie jest za późno, by rzucić wszystko i spróbować. Pokazuje, że nawet jeśli inni uznają to za szaleństwo, czasami warto pójść za głosem serca i zaryzykować. Jest to także historia o odkrywaniu siebie samego oraz przesuwaniu własnych ograniczeń, które często istnieją jedynie w naszych głowach. Warto zaznaczyć, że głównym bohaterom dramy nie zależało na osiągnięciu sławy czy ogromnego sukcesu, po prostu chcieli wykonywać zawód, który daje im satysfakcję i pozwala się realizować; próbowali odnaleźć swoją drogę w życiu, nawet jeśli przez społeczeństwo ostatecznie wybrane przez nich zawody były uznawane za trzeciorzędne. Fight my way urzekło mnie nie tylko przesłaniem kryjącym się w scenariuszu, ale także kreacją bohaterów. Kocham Ae Rę i Dong Mana, zarówno jako parę, jak i oddzielnie. Są kompletnie zwariowani, to silne osobowości z bardzo specyficznymi cechami charakteru, lecz wspierają się nawzajem bezwarunkowo. Park Seo Joon zyskał miano jednego z moich ulubionych aktorów dzięki tej roli. Fight my way to z jednej strony bardzo życiowa historia, ale z drugiej pozwala się odprężyć, mnóstwo razy podczas jej oglądania wybuchałam śmiechem, bo niektóre sytuacje były naprawdę absurdalne, jednak w ten pozytywny sposób, a ścieżka dźwiękowa (zawierająca między innymi piosenki z bajek Disneya!) doskonale wkomponowywała się w całość. Fight my way to ogromny powiew świeżości w dramalandzie.



HEALER

Healer to najstarsza drama w tym zestawieniu, jeszcze z 2014 roku, ale spokojnie bije na głowę większość nowszych seriali. Seo Jung Hoo jest nocnym posłańcem, który przyjmie każde zlecenie, jeśli tylko nie dotyczy ono zabójstwa. Działa pod pseudonimem Healer, będąc najlepszym w tej branży dzięki znajomości sztuk walki, najnowocześniejszej technologii dostarczanej mu przez współpracującą z nim hakerkę i temu, że nigdy nikomu nie pokazał swojej twarzy. Kiedy jednak jego drogi krzyżują się z Chae Yeong Shin, reporterką o doskonałej intuicji w mało znanej gazecie Sunday News, która jest celem jego zlecenia, po raz pierwszy Seo Jung Hoo postanawia bezpośrednio skonfrontować się z obserwowanym obiektem i zaczyna pracować jako jej podopieczny Park Bong Soo. W to wszystko zostaje wmieszany także Moon Ho, zleceniodawca Healera. Całą tę trójkę łączy tajemnicze morderstwo z przeszłości, a gdy fakty dotyczące ich rodzin wychodzą na jaw, żadne z nich nie będzie bezpieczne.
Powody, dla których powinniście obejrzeć Healera (wcale nie jestem stronnicza):

  1. Ji Chang Wook
  2. Seo Jung Hoo grany przez Ji Chang Wooka
  3. Ji Chang Wook
  4. Park Bong Soo grany przez Seo Jung Hoo granego przez Ji Chang Wooka
  5. Ji Chang Wook
Gdyby ktoś się zastanawiał to tak, moja obsesja na punkcie tego aktora rozpoczęła się właśnie od Healera. Widziałam go już wcześniej w Cesarzowej Ki (wciąż muszę ją skończyć, ale przez motyw, którego nie znoszę, utknęłam w połowie) i już tam zwrócił na siebie moją uwagę, kradł każdą scenę, w której się pojawiał, ale Healer sprawił, że pokochałam go całym moim serduchem i pozostaje on moim ulubionym koreańskim aktorem (MY ULTIMATE BAE <3). Jeżeli jednak dla was sam fakt, że Ji Chang Wook (który notabene dał genialny popis swoich umiejętności aktorskich w tej dramie) występuje w tej dramie, nie jest wystarczającym powodem, by się za nią zabrać, już spieszę z kolejnymi argumentami, dla których powinniście zobaczyć Healera. Nie ma momentu, w którym będziecie się nudzić, akcja bowiem pędzi do przodu, a napięcie nie słabnie ani na chwilę. Przez wzgląd na zawód Seo Jung Hoo, widzimy włamania, hakerstwo, kradzieże, bójki, epickie ucieczki z wykorzystaniem parkouru, czyli wszystko, czego można oczekiwać od dobrego serialu akcji. W tym wszystkim znajduje się jednak także dobrze skrojona intryga, której rozwiązania chyba nikt się nie spodziewał i choć w moim odczuciu cała idea farmerów (nie mogę powiedzieć nic więcej, żeby nie zaspoilerować) była odrobinę absurdalna, to jednak przez większość czasu trzyma poziom. Healer ukazuje także zza kulis pracę reporterów i uważam, że ten wątek był naprawdę udany. Nie mogę również zapomnieć o udanym wątku romantycznym, nawet jeśli momentami miałam ochotę wyrzucić komputer przez okno, bo jeszcze nie widziałam, żeby główny bohater utknął w trójkącie z samym sobą i sytuacja stawała się naprawdę niedorzeczna, lecz kiedy wszelkie nieporozumienia odeszły w niepamięć, wybuchły fajerwerki i byłam zauroczona relacją Seo Jung Hoo oraz Chae Yeong Shin. Healer to nieco starsza drama, jeszcze z 2014 roku, ale jak najbardziej jest warta waszej uwagi!



LEGEND OF THE BLUE SEA
Ze wszystkich dram w tym zestawieniu, Legend of the Blue Sea jest moją największą guilty pleasure. To miał być lekki przerywnik fantasy między tymi "poważniejszymi" serialami, tymczasem LotBS wskoczyło do pierwszej trójki najlepszych dram 2017 roku! Jest to historia czarującego, choć wyrachowanego oszusta i naciągacza Heo Joon Jae, który marzy jedynie o odnalezieniu swojej matki i Shim Cheong, syreny, która po wyjściu na ląd przez przypadek spotkała sprytnego złodzieja i od tamtej pory jej serce zaczęło bić jedynie dla niego. Widząc jej nieporadność w zderzeniu ze współczesnym światem, Heo Joon Jae nie był w stanie porzucić Shim Cheong na pastwę losu. Im więcej czasu jednak z nią spędza, tym częściej miewa dziwne wizje sięgające czasów Joseon, w których historia syreny i mężczyzny, który ją pokochał, miała tragiczne zakończenie. Kiedy przeszłość wydaje się zataczać koło, Heo Joon Jae będzie musiał podjąć decyzję, co jest gotowy poświęcić, by zapewnić bezpieczeństwo ukochanej.
Muszę zacząć od tego, że Legend of the Blue Sea posiada jedne z najpiękniejszych scenografii, jakie kiedykolwiek widziałam i choćby ze względu na piękną wizualnie otoczkę warto rozważyć obejrzenie tej dramy. Legend of the Blue Sea to historia, która kompletnie mnie w sobie rozkochała, nawet jeśli wkradło się do niej mnóstwo chaosu i tak się wciągnęłam, że pod koniec płakałam ze smutku właśnie dlatego, że moja przygoda z LotBS dobiegała końca. Momentami łapałam się za głowę przez to całe zamieszanie w fabule, co jakiś czas pojawiali się ludzie znikąd, którzy pozornie wydawali się nie mieć żadnego związku z głównymi bohaterami i nie było wiadomo, po co oni w ogóle są, pojawia się tyle wątków, że z łatwością można się pogubić, ale kurczę, Legend of the Blue Sea zapewniło mi tyle frajdy, że nie mam zamiaru specjalnie narzekać, bawiłam się przy tej dramie wyśmienicie! Pomijając jednak elementy komediowe, których w tym serialu jest mnóstwo, jestem zwłaszcza zakochana w idei ponownego narodzenia się i powiązania historii Shim Cheong oraz Heo Joon Jae z ich historią z przeszłości z czasów Joseon. Ich związek był jednocześnie uroczy i dojrzały, rozpływałam się przy ich wspólnych scenach. Podczas oglądania Legend of the Blue Sea emocje naprawdę sięgały zenitu i czasami musiałam zastopować odcinek i odejść od monitora, żeby trochę ochłonąć, bo napięcie było ogromne. LotBS to typowa drama do zrelaksowania się, jak mówiłam jest to absolutne guilty pleasure, które niepostrzeżenie przeniknęło do mojego serca.



DESCENDANTS OF THE SUN
Descendants of the Sun tak naprawdę wprowadziło mnie w świat dram i sprawiło, że nie jestem w stanie się od nich oderwać. Wśród koreańskich produkcji nie znajdziecie drugiej takiej historii, jest jedyna w swoim rodzaju, niepowtarzalna i absolutnie cudowna. Łączy w sobie całe mnóstwo gatunków, medyczny z katastroficznym, akcję z romansem, melodramat z komedią. Kang Mo Yeon jest utalentowanym chirurgiem, który po wejściu w konflikt z przełożonym zostaje przymusowo wysłana wraz z zespołem medycznym na wolontariat do fikcyjnej strefy wojennej w Urk, gdzie stacjonuje kapitan Yoo Shi Jin, niezawodny dowódca elitarnej jednostki Sił Specjalnych. Wśród zamieszania wywołanego przez naturalne katastrofy, epidemie, najemników i politycznych konfliktów, Mo Yeon oraz Shi Jin zmagają się ze swoimi uczuciami, które mimo ich usilnych prób nie chcą wygasnąć.
Descendants of the Sun to pierwsza drama, którą obejrzałam w tym roku i to od niej rozpoczęła się moja miłość do koreańskich produkcji, następnie ugruntowana przez Moon lovers. Dopóki nie oglądnęłam DotS, nie sądziłam, że serial może tak bardzo wciągnąć, że mogę tak strasznie przeżywać kolejne wydarzenia, że mogę tak mocno shippować ze sobą głównych bohaterów. Wszystko było dla mnie nowe, lepsze i intensywniejsze, ale choć minęło już sporo czasu, wciąż uważam Descendants od the Sun za drugą najlepszą dramę, jaką kiedykolwiek widziałam i to nie tylko z powodu sentymentu. Scenarzystce udało się znaleźć idealny balans między gnającą do przodu, zapierającą dech w piersiach akcją a nieco wolniejszymi momentami skupionymi bardziej na rozwoju relacji głównych bohaterów. Nie muszę chyba mówić, że między odtwórcami pierwszoplanowych ról niesamowicie iskrzyło – w końcu Song Joong Ki i Song Hye Kyo poznali się właśnie na planie DotS i w październiku tego roku stanęli na ślubnym kobiercu – a relacja Kang Mo Yeon i Yoo Shi Jina była przecudowna, pełna subtelnego droczenia, zabawy, ale też wzajemnego zaufania i głębokiej więzi, mimo problemów, które musieli przepracować, wynikających między innymi z wykonywania ideologicznie przeciwstawnych zawodów. Podczas oglądania Descendants of the Sun nie da się nudzić: rozpoczynając od operacji politycznego VIPa w niemal polowych warunkach, a kończąc na trzęsieniu ziemi i epidemii groźnego wirusa, drama ta jest wypełniona po brzegi skomplikowanymi akcjami ratunkowymi. Według mnie każdy powinien znaleźć tutaj coś dla siebie i dla mnie sprawdziła się doskonale jako pierwsza drama, więc kto wie, być może i was DotS wciągnie w ten świat.



MOON LOVERS: SCARLET HEART RYEO

Drama życia. Wciąż na samą myśl o tragicznej, ale pięknej historii Hae Soo i Wang So zaczynam płakać. Dosłownie. Moon lovers zmiażdżyło mnie emocjonalnie, roztrzaskało moje serce na milion malutkich kawałków, a jednocześnie sprawiło, że nie jestem w stanie zapomnieć o tej dramie, nieważne, jak bardzo bym się starała. Serial opowiada historię Go Ha Jin, która w trakcie zaćmienia słońca wpadła do wody i obudziła się w ciele szlachcianki Hae Soo w Goryeo w X wieku naszej ery. Hae Soo dość szybko zaprzyjaźniła się z książętami, synami króla Taejo, wśród których wzbudziła niemałe zainteresowanie. O jej względy zabiegali przede wszystkim elokwentny, inteligentny Wang Wook, ósmy książę oraz wracający po wielu latach z wygnania, brutalny, mroczny i znienawidzony przez lud Wang So, czwarty książę, którego twarz szpeci blizna. Wkrótce beztroskie czasy przyjaźni przemijają, gdy brat obraca się przeciwko bratu w celu przejęcia upragnionego tronu, a Hae Soo zostaje wciągnięta w polityczną rozgrywkę na dworze i musi wybrać, po której stronie stanie.
Czy Moon lovers jest najlepszą dramą, jaka kiedykolwiek powstała? Prawdopodobnie nie, jestem w pełni świadoma jej was. Ale wiecie co? Mam to głęboko w poważaniu. Bo żadna drama tak bardzo nie igrała z moimi emocjami. Całym sercem kocham historię Wang So i Hae Soo. Minął już prawie rok, odkąd oglądnęłam Moon lovers, a mimo to nie jestem w stanie zapomnieć o tej dramie i za każdym razem, przypominając sobie zakończenie, cierpię równie mocno co dwanaście miesięcy temu. To najpiękniejsza historia miłosna, z jaką się do tej pory zetknęłam, pełna poświęcenia, zrozumienia, angstu, ale też słodyczy. To, co jest najbardziej cenne w tej dramie, to ukazanie, że miłość ma moc uzdrawiającą, a ludzie pod jej wpływem mogą zmienić się nie do poznania – na lepsze lub gorsze, nie zatracając przy tym samego siebie. Moon lovers zawiera cały wachlarz niesamowitych wątków; opowiada o przyjaźni i głębokiej więzi między braćmi, lecz także o tym, jak żądza władzy może wbić klin między najbliższe osoby, o rywalizacji między rodzeństwem i krwawej walce o tron, o sile przebaczenia samemu sobie oraz innym, o dworskich intrygach prowadzących do rozłamu, o bólu związanym z odrzuceniem i o strachu o niepewne jutro. Moon lovers to drama, która posiada moje serce i duszę, nie sądzę, by w najbliższym czasie cokolwiek było w stanie ją pobić, bo dla mnie to nie jest tylko serial; to najwspanialsza historia, która została mi opowiedziana w całym życiu.


P. S. POSTANOWIŁAM ZAŁOŻYĆ TUMBLRA. Bo najwyraźniej mam za dużo czasu na tych studiach xD Koniecznie wpadajcie na https://kdramasaddict.tumblr.com, będzie mi niezwykle miło, jeśli pozostawicie po sobie jakikolwiek ślad. Dopiero zaczynam i jestem w tym kompletnie zielona, jednak mam nadzieję, że przyjmiecie mnie ciepło <3
P. S. S. A jakie są wasze ulubione koreańskie dramy lub ogólnie seriale 2017 roku? Koniecznie dajcie znac, chętnie przyjmę wszystkie polecenia, również te amerykańskie ;) 
Czytaj dalej »

sobota, 18 listopada 2017

K-drama: School 2017

0
Seria School cieszy się w Korei dość dużą popularnością i jest znaną kuźnią nowych, nieznanych talentów. School 2017 jest już siódmą odsłoną tego cyklu i, choć nie widziałam poprzednich, właśnie od niej postanowiłam zacząć oglądanie szkolnej serii. I mówiąc w skrócie – jestem zachwycona, a ten koreański serial wskakuje do wora moich ulubionych.

Ra Eun Ho to zwykła uczennica, która zajmuje niską pozycję w szkolnym rankingu. Mimo to marzy o dostaniu się na jeden z najlepszych uniwersytetów w kraju, gdzie studiuje chłopak, który jej się podoba i gdzie chce się rozwijać w grafice komputerowej, już teraz zajmując się rysowaniem własnych webtoonów. Eun Ho zostaje jednak uznana za przestępczynię, gdyż znajduje się w złym miejscu o złym czasie. Ra Eun Ho postanawia oczyścić swoje imię, w tym celu musi jednak złapać prawdziwego winowajcę – tajemniczego X, który sieje zamęt w szkole, ujawniając korupcję w gronie pedagogicznym i inne nieprawidłowości w prowadzeniu szkoły.

#aesthetics
Na uwagę w School 2017 zasługuje przede wszystkim romans. Już od pierwszej sceny, w której Ra Eun Ho i Hyun Tae Woon pojawiają się razem, zaczęłam ich ze sobą shippować, mówię całkiem poważnie. Oni są dla siebie po prostu idealni! Ta dwójka jest razem tak cudowna, że nie mogłam oderwać od nich wzroku, niczym wariatka piszcząc z zachwytu przy najmniejszych przejawach wzajemnej sympatii. Relacja między głównymi bohaterami, nawet jak na standardy koreańskiej dramy, rozwija się naprawdę powoli, co miało w sobie mnóstwo uroku i świeżości (choć momentami było frustrujące, bo nie doczekaliśmy się nawet jednego pocałunku). Od niechęci wywołanej błędną oceną postępowania, przez stopniowe, wzajemne rozumienie, zawarcie paktu, bliską przyjaźń aż po piękny rozkwit pierwszej miłości. Scenarzyści wykonali kawał dobrej roboty, w przekonujący sposób pokazując uczucie, jakim darzyli się Eun Ho i Tae Woon, nie miałam żadnych wątpliwości, że są dla siebie stworzeni. Oprócz jednej sytuacji, która została wprowadzona na potrzeby zbudowania napięcia/dramatu – spór między głównymi bohaterami był sztuczny, zupełnie niezrozumiały i niepotrzebnie rozdmuchany – jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak rozwijała się ich relacja. To jeden z najsłodszych, ale nieprzesłodzonych(!) romansów, jakie kiedykolwiek widziałam, naprawdę, uwielbiam każdy jego aspekt, cały czas się nimi zachwycałam i właściwie inne wątki mogłyby dla mnie nie istnieć, do szczęścia wystarczał mi związek Ra Eun Ho i Hyun Tae Woona. Wciąż na samą myśl o nich nie mogę przestać się uśmiechać, byli tak słodcy, uroczy i zabawni.

My boy with smooth moves <3
School 2017 ku mojemu niezadowoleniu nie jest jednak tylko dramą o pierwszej miłości. Przede wszystkim opowiada o nieprawidłowościach w szkole, nierównym traktowaniu uczniów, korupcji i znieczulicy szerzącej się wśród nauczycieli, prześladowaniu oraz presji kładzionej na bycie najlepszym. Rzeczy, które dzieją się w fikcyjnym liceum w dramie są niedopuszczalne, ale niestety, mogą zdarzyć się w każdej szkole. Rodzice bogatych dzieci wywierają presję na nauczycieli, którzy zaczynają faworyzować lepiej usytuowanych uczniów, a nawet zamiatają ich poważne przewinienia, jak pobicie, pod dywan. W celu cięcia kosztów na stołówkach podaje się dania przyrządzone z przeterminowanych składników, a wysokie stopnie i bycie na czele jest wszystkim. Serial opowiada o nierównej walce głównych bohaterów z chorym systemem, który dopuszcza takie możliwości. Uwielbiam ideę X i wszystkie akcje, jakie przeprowadzał na terenie szkoły, scenarzyści wykazali się ogromną kreatywnością oraz błyskotliwością.


School 2017, mimo że jest dramą szkolną, zawiera ogrom różnorodnych wątków. Nie spodziewałam się, że to będzie tak złożona produkcja, w każdym odcinku scenarzyści odkrywali przed nami nowe karty, wprowadzając niespodziewane motywy, które zaskakująco dobrze łączyły się z całą historią. Wątki pobocznych bohaterów zostały ładnie rozbudowane, żaden z nich nie został pominięty. Nie jestem fanką drugiego romansu w School 2017 pomiędzy Song Dae Hwi oraz Hong Nam Joo, choć pod koniec udało mu się mnie kupić, z kolei wątek Seo Bo Ry był genialny, dodawał nutę goryczy całej dramie. Oh Sa Rang, najlepsza przyjaciółka Eun Ho, momentami mnie irytowała, lecz miło było zobaczyć zdrową, prawdziwą przyjaźń między dziewczynami, co wcale nie zdarza się tak często w serialach. Ogólnie mówiąc, jestem zachwycona grą młodych aktorów, zwłaszcza tych grających antagonistów, bo te role nie były łatwe do udźwignięcia, ale stanęli na wysokości zadania. Jedyne, co mnie denerwuje, to nagła przemiana jednego z głównych czarnych charakterów na samym końcu, która była kompletnie bez sensu.


Pisałam już o wątku romantycznym między głównymi bohaterami, ale muszę jeszcze wspomnieć o nich samych, bo naprawdę ich uwielbiam, rzadko się zdarza, by postaci tak bardzo mnie urzekły. Eun Ho to dziewczyna, która w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji stara się szukać pozytywów – czasami jednak jej piękny, szeroki uśmiech ma za zadanie maskować ciężar, jaki nosi na swoich barkach. Uwielbiam to, jak zaraża innych dobrą energią, będąc małym promyczkiem szczęścia, jak nie pokazuje po sobie zmartwień, by nie denerwować innych, ale również nie jest niezniszczalna i czasami się załamuje. Eun Ho nie daje sobie w kaszę dmuchać i zawsze mówi głośno, gdy coś jej nie pasuje, walcząc o sprawiedliwe traktowanie. Do tego Ra Eun Ho posiada ogromną pasję – uwielbia rysować i w internecie zamieszcza kolejne odcinki swojego webtoona, marząc o studiowaniu w tym kierunku. Szczerze mówiąc, nie istnieje żaden aspekt, który by mnie w niej irytował, jest cudowną główną bohaterką: ciepłą, pełną optymizmu, radosną, a przy tym twardą, zaradną i walczącą o swoje.  Kim Sejeong, która zagrała główną rolę, stała się jedną z moich ulubionych aktorek. Hyun Tae Woon z kolei wydaje się być nieczułym, aroganckim dupkiem i to prawda, że posiada gwałtowny temperament, nad którym ciężko mu zapanować, lecz przy tym jest słodkim szczeniaczkiem <3 Zwłaszcza w towarzystwie Ra Eun Ho, dla której stara się złagodzić swój ciężki charakter. Hyun Tae Woon jest pełen gniewu, ale także szczerości i poczucia sprawiedliwości, podobnie jak Eun Ho posiada swoją pasję, którą jest projektowanie motocykli. Jego twarda powłoka skrywa miękkie serducho i mogłabym się w nieskończoność rozpływać nad Tae Woonem, który jest idealnym boyfriend material ♥


School 2017 jest dramą, którą obowiązkowo musicie wpisać na swoją listę must watch! Kocham niemal każdy element tego serialu, który wciągnął mnie już od pierwszego odcinka, a potem właściwie nie mogłam oderwać się od monitora, z zapartym tchem śledząc kolejne segmenty. School 2017 to idealna mieszanka lekkiej produkcji na odstresowanie po ciężkim dniu z obrazem przekazującym ważne wartości; łączy w sobie romans, kryminał, akcję, rodzinną atmosferę i problemy społeczne, można się przy niej świetnie bawić, ale także wzruszyć. Od samego początku kibicuje się bohaterom, gra aktorska stoi na naprawdę wysokim poziomie i jestem wprost zachwycona! Jeżeli macie chwilkę czasu, koniecznie zabierzcie się za School 2017, nie zawiedziecie się!

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia