piątek, 11 czerwca 2021

Piękne odkupienie, czyli była miłość stojąca na przeszkodzie ku nowemu szczęściu

Piękna katastrofa Jamie McGuire jest jedną z pierwszych książek z gatunku New Adult, jakie przeczytałam w życiu. Minęło od tamtej pory osiem lat, a ja wciąż pamiętam niesamowicie intensywne emocje, jakie towarzyszyły tej lekturze. Nie była idealna, jednak to nie miało dla mnie znaczenia, ponieważ pochłonęła mnie do głębi, dlatego byłam niesamowicie podekscytowana, kiedy dowiedziałam się, że będą u nas dostępne kolejne historie Braci Maddoxów, w tym Piękne odkupienie, które jest tylko jedną z wielu książek dla kobiet dostępnych w księgarni Taniaksiazka.pl

Agent specjalny Thomas Maddox jest arogancki, bezlitosny i bezwzględny. Chociaż ocalił już wiele istnień, wybawienie tej jednej osoby ciągle jest poza jego zasięgiem. Kiedy jego młodszemu bratu Travisowi grozi kara więzienia za udział w pożarze piwnicy, w którym zginęli studenci, Thomas próbuje go ratować i zgadza się zwerbować brata do FBI.
Lis Lindy to wyjątkowo zawzięta agentka FBI. Praca jest dla niej najważniejsza, poświęciła dla niej małżeństwo i życie prywatne. Lis jest uparta, wyzywająca, a mimo to w jakiś sposób potrafi nawiązać więź z Thomasem. Co się wydarzy, gdy dwa tak silne charaktery dla dobra sprawy będą musiały współpracować nieco bliżej...?

Brakuje mi słów, by opisać całą gamę emocji, jaką czułam, czytając Piękne odkupienie. Obawiałam się, że autorce nie uda się powtórzyć wyczynu sprzed ośmiu lat, jednak nic się nie zmieniło; Jamie McGuire pisze w taki sposób, żeby nie można pozostać obojętnym na historie wychodzące spod jej palców. Już od pierwszej strony towarzyszyło mi ogromne napięcie, ponieważ z całej siły kibicowałam głównym bohaterom, a jednocześnie wiedziałam, że ich droga nie będzie łatwa. Błyskotliwe dialogi sprawiały, że nie mogłam opanować śmiechu, każda kłótnia łamała mi serce, negatywne przeżycia z przeszłości Thomasa i Liis napawały mnie szczerym smutkiem, a już po chwili wzdychałam z zachwytem i rozczuleniem, gdy okazywali sobie uczucie. Jestem przede wszystkim zaskoczona tym, że autorce udało się wzbudzić we mnie tyle odczuć, a przy tym nie korzystała z żadnych gwałtownych zwrotów akcji, nie tworzyła wymyślnych, ogromnych dramatów, nie starała się na siłę skomplikować fabuły i ta prostolinijność zawarta w historii Thomasa i Liis chyba najbardziej mnie ujęła. Piękne odkupienie to subtelna historia dwójki osób, ich lęków, wątpliwości, zobowiązań, wśród których próbują się odnaleźć, jednocześnie próbując podjąć decyzję, czy są gotowi zaryzykować tym, co tak zaciekle chronią –swoimi sercami.

Piękne odkupienie nie jest książką idealną. Podobało mi się to, że główni bohaterowie są agentami FBI, jestem ogromną fanką połączenia romansu z kryminałem, lecz tutaj sam wątek sensacyjny został rozpisany w taki sposób, że bardziej mnie dezorientował niż wzbudzał ekscytację. Pewne aspekty były wysoce nieprawdopodobne, lecz prawda jest taka, że mi to nie przeszkadzało, bo czerpałam sporo frajdy z osadzenia akcji w siedzibie FBI. Jestem też trochę rozczarowana końcówką, autorka po całej genialnie poprowadzonej, wymykającej się schematom fabule (a przynajmniej ja do tej pory nie spotkałam się z podobną historią) poszła trochę na łatwiznę, lecz jestem w stanie jej to wybaczyć, ponieważ emocje nadal były ogromne. Żałuję, że nie dostaliśmy rozdziałów z perspektywy Thomasa, byłam naprawdę ciekawa, co działo się w jego głowie i sercu przez całą książkę, chciałabym dowiedzieć się o nim więcej, ale zdecydowanie go polubiłam. Liis to ambitna, silna bohaterka, więc zdecydowanie zaliczam ją na plus, jednak to Val skradła całe show, kocham tę kobietę, która jest żywym wykrywaczem kłamstw. 

Piękne odkupienie to książka, po której nie spodziewałam się wiele, a która zawładnęła mną na dwa dni, sprawiając, że w każdej wolnej chwili myślałam tylko o niej. Śmiałam się, płakałam i zakochiwałam razem z naszymi bohaterami, już od dawna nie czułam tak ogromnych emocji w trakcie czytania. Ta książka jest tak dobra, że nie mogłam się skupić na nauce do egzaminów, a rano spóźniłam się na autobus na uczelnię, bo obiecywałam sobie, że przeczytam tylko kilka stron, więc lojalnie uprzedzam, że nie będziecie w stanie się od niej oderwać. Piękne odkupienie to jedna z najcudowniejszych książkowych niespodzianek tego roku i mam nadzieję, że dacie tej powieści szansę!

★★★★★★★☆☆☆

Piękne odkupienie otrzymałam z Taniejksiazki.pl, za co bardzo serdecznie dziękuję!

0 Czytaj dalej »

wtorek, 1 czerwca 2021

Krew i miód, czyli walka z wewnętrznymi wątpliwościami i mrokiem

0

 

Gołąb i wąż był dla mnie jednym z największych pozytywnych zaskoczeń ubiegłego roku. Zakochałam się zarówno w porywającej fabule, jak i w nietuzinkowych bohaterach, dlatego z ogromnym utęsknieniem wyczekiwałam kolejnego tomu, mając nadzieję, że będzie on prezentował równie dobry, jeśli nie lepszy poziom. Krew i miód wreszcie trafiło w moje ręce, a chociaż książkę czyta się błyskawicznie, po zakończeniu czuję niedosyt. 

Po uniknięciu śmierci z rąk Dames Blanches, Lou, Reid, Coco i Ansel uciekają przed sabatem, królestwem oraz Kościołem. Są teraz zbiegami, którzy nie mają się gdzie ukryć.
Lou i Reid potrzebują sojuszników, aby uratować się przed czarownicami i chasseurami depczącymi im po piętach. Ochrona ma jednak swoją cenę, dlatego zmuszeni są podjąć oddzielne misje, aby odbudować siły. Gdy Lou i Reid próbują przezwyciężyć tworzącą się między nimi przepaść, nikczemna Morgane wciąga ich w zabójczą grę w kotka i myszkę, która w konsekwencji grozi zniszczeniem czegoś, co warte jest więcej niż jakikolwiek sabat.
Opis z LubimyCzytać

Już od pierwszej strony zostałam z powrotem wciągnięta w mroczny świat znany z Gołębia i węża. Pierwsza część była jednym z największych pozytywnych zaskoczeń zeszłego roku, zostałam oczarowana przez historię stworzoną przez Shelby Mahurin, a powrót do jej twórczości uświadomił mi, jak bardzo stęskniłam się za bohaterami. Poczułam się jak w domu już w chwili, w której otworzyłam książkę, znowu spotykając się z bezczelną, niezłomną Lou, nieco zagubionym Reidem oraz z całą spółką: Coco, Anselem, Beau i Madame Labelle. Klimat i postacie zostały te same, lecz czuć, że Krew i miód znacząco różni się od poprzedniczki, przede wszystkim jeśli chodzi o tempo akcji oraz ilość wydarzeń. Cała powieść rozgrywa się na przestrzeni kilku dni, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że wszystkie wątki toczyły się bardzo leniwie, a dwie wyprawy w celu zdobycia sojuszników wśród Dames Rouges i wilkołaków były mało... imponujące. To była jednak genialna okazja do tego, by Shelby Mahurin pogłębiła wizję swojego świata, byłam szczególnie zaintrygowana magią krwawych czarownic, który rozrasta i pogłębia się na naszych oczach. Musicie być przygotowani na to, że nie dzieje się wiele, a powieść skupia się głównie na wewnętrznych przeżyciach Reida oraz Lou, które nieraz budziły we mnie ogrom frustracji. Mimo tego, że fabuła toczyła się w dość wolnym tempie, samą książkę czyta się wyśmienicie, jest coś niesamowicie uzależniającego w stylu pisania Shelby Mahurin, w tym, jak kreuje całą historię za pomocą słów. Po prostu nie można się oderwać od Krwi i miodu, a w chwilach przerwy nie mogłam przestać myśleć o tej powieści i o tym, co jeszcze się wydarzy. 

W Krwi i miodzie pojawiają się nowi bohaterowie, każdy z nich wnosi do fabuły powiew świeżości, a także nowe zaskoczenia. Thierry, Touluse i mała Gaby zachwycili mnie najbardziej, więc po cichu liczę na to, że będę miała okazję spotkać ich w przyszłej części, za to żałuję, że Ansel, Coco i Beau nie dostali więcej przestrzeni do rozwoju, ponieważ kocham ich całym sercem i mogłabym czytać ich sceny w nieskończoność! Największy problem tkwił... w głównych bohaterach. Nie wiem, co się stało z Lou, która po Gołębiu i wężu stała się jedną z moich ulubionych bohaterek w literaturze young adult. Tutaj nie potrafiłam zrozumieć jej wyborów, irytowała mnie na każdym kroku swoimi wymówkami i zachowaniem. Nawet Reid okazał się być od niej lepszy. Najbardziej boli mnie to, że nie było między nimi żadnej komunikacji, a narastające nieporozumienia doprowadzały mnie do frustracji. Mam wrażenie, jakbyśmy znowu cofnęli się na sam początek pierwszej części, cały rozwój postaci poszedł do kosza, a oni znaleźli się z powrotem w punkcie startowym, od nowa powtarzając te same konflikty znane z pierwszego tomu. Szkoda, że autorka nie zdecydowała się na umocnienie ich relacji, zamiast na tworzenie między nimi coraz większej wyrwy, zwłaszcza że oboje zmagali się z wystarczająco mrocznymi demonami. Bolały mnie ich konflikty i bałam się, że w swojej nienawiści zajdą zbyt daleko, by ich relację mogło się naprawić, a jednocześnie Shelby Mahurin nie nadała ich przemyśleniom odpowiedniej głębi. 

Krew i miód wypada słabiej niż poprzedniczka, jednak wciąż cudownie się bawiłam w trakcie lektury. Drugi tom stanowi wyraźny element przejściowy pomiędzy genialną pierwszą częścią, a (mam nadzieję) równie cudownym zakończeniem, nie znajdziecie tutaj wielu odpowiedzi ani rozwiązań, nawet moment kulminacyjny powieści wypadł dla mnie odrobinę blado, lecz wciąż jest to historia, od której nie umiałam się oderwać i która dostarczyła mi mnóstwo emocji, od złości przez dojmujący smutek aż po radość i głośny śmiech. Krew i miód nie jest idealną kontynuacją, ale wciąż ma w sobie ogrom magii. 

Za możliwość przeczytania Krew i miód serdecznie dziękuję Wydawnictwu We need YA! 

Czytaj dalej »

środa, 12 maja 2021

Wildcard. Dzika karta, czyli walka z technologią kontrolującą umysł

0

Wildcard. Dzika Karta została przeze mnie przeczytana niemal dokładnie dwa lata po skończeniu pierwszej części. Musieliśmy trochę na nią poczekać, ale czy było warto?  

Emika Chen ledwo uszła z życiem z Mistrzostw Warcrossa. Teraz, gdy zna prawdę stojącą za nowym algorytmem Neurołącza stworzonym przez Hideo, nie może już ufać jedynej osobie, której zawsze wierzyła i na którą zawsze liczyła.
Zdeterminowani, by położyć kres ponurym planom Hideo, Emika i Phoenix Riders łączą siły, by odnaleźć nowe zagrożenie czające się na oświetlonych neonami ulicach Tokio. Ktoś wyznaczył nagrodę za głowę Emiki, a jej jedyną szansą na przeżycie są Zero i Czarne Płaszcze, jego bezwzględna ekipa. Wkrótce jednak Emika dowiaduje się, że Zero jest kimś więcej, niż mogłoby się wydawać – a jego ochrona ma swoją cenę.
Jak daleko posunie się Emika, uwikłana w sieć zdrady i obawiająca się o przyszłość wolnej woli, by pokonać mężczyznę, którego kocha?
Opis z LubimyCzytać

Wildcard. Dzika Karta to książka, którą trudno mi ocenić ze względu na ogromną przepaść w tempie akcji. W trakcie pierwszej połowie właściwie nic się nie działo, szczerze mówiąc, to była droga przez mękę i z utęsknieniem wyczekiwałam jakiejkolwiek akcji. Na prawie dwieście stron składały się dialogi, z których nic nie wynikało, spotkania, które donikąd nie prowadziły, tworzenie planów i pozyskiwanie informacji. Przez to bardzo trudno było mi się wciągnąć w fabułę, brakowało mi jakiejś iskry, ekscytacji, mimo że Emika znajdowała się w samym centrum wydarzeń, nie była ich aktywną uczestniczką. Właściwie przez całą książkę była dość bierna, stanowiła łącznik pomiędzy scenami jako bierny obserwator, ale poza tym wypada bardzo blado, brakowało jej charakteru i niemal każdy był w stanie nią manipulować, naginając jej wolę dla własnych korzyści. Jej wewnętrzne monologi w kółko się powtarzają i dotyczą tego samego zagadnienia. Emice brakowało charyzmy głównej bohaterki, przez co była męczącą narratorką i nie udźwignęła tej fabuły. Podobnie mieszane uczucia żywię względem Hideo, który nie prezentuje sobą niczego ciekawego, a ich romans przyprawiał mnie o ból głowy i frustrację. Już w pierwszym tomie był według mnie najsłabszą częścią całej historii i w Wildcard również mnie do siebie nie przekonał. Nie tylko mamy tutaj do czynienia z insta love, ale także z idealizacją partnera, który w rzeczywistości jest mordercą i tyranem pozbawionym moralności (czego oczywiście nasza bohaterka nie dostrzega, wybaczając mu wszystkie jego przestępstwa).  

Na szczęście druga połowa książki okazała się być o wiele bardziej wciągająca, naszpikowana szalonymi zwrotami akcji oraz nieustannie wzrastającą stawką, zaczęłam z zapartym tchem śledzić kolejne wydarzenia! Wreszcie pojawił się Warcross, czyli gra, która miała być od początku główną osią i motywem przewodnim duologii, a w tej części ta niesamowita wirtualna rzeczywistość, jaką stworzyła Marie Lu, została zepchnięta na dalszy plan, nad czym ubolewam. To właśnie rozgrywki Warcrossa i genialnie przemyślana technologia wyróżniały tę serię na tle innych powieści young adult, więc ich brak mocno odbił się na całej książce. Wildcard jest zdecydowanie bardziej mroczny od poprzedniej części, pojawiają się tutaj dojrzalsze motywy oraz o wiele bardziej niebezpieczne, szokujące sytuacje, na które na pewno nie będziecie przygotowani, ponieważ Marie Lu udało się stworzyć skomplikowaną intrygę. Na plus muszę również zaliczyć cały zespół Phoenix Riders - bardzo się cieszę, że autorka zdecydowała się na dokładniejsze przedstawienie przyjaciół Emiki, mają oni moje serducho. Szkoda tylko, że ta sympatia nie została przeniesiona na głównych bohaterów, którzy po prostu nie mieli w sobie takiej głębi jak postacie drugoplanowe. 

Wildcard. Dzika karta to bardzo nierówne zakończenie duologii. Pierwsza połowa była na tyle słaba, że zastanawiałam się nad porzuceniem książki, druga część za to nie pozwalała na złapanie oddechu i obfitowała w zaskakujące wydarzenia. Mam wrażenie, że w kilku sytuacjach Marie Lu poszła na łatwiznę, nie jestem też do końca zadowolona z pewnych wyborów bohaterów, które pod względem moralności były bardzo złe, a nie doczekały się odpowiedniego potępienia. Wildcard. Dziką kartę uznaję za solidny finał, wszystkie wątki doczekały się rozwiązania, bawiłam się całkiem nieźle zwłaszcza w trakcie drugiej połowy, która w moich oczach uratowała tę powieść, lecz nie sądzę, bym kiedykolwiek miała do niej wrócić. 

Za możliwość przeczytania Wildcard serdecznie dziękuję Wydawnictwu Młodzieżówka! 

Czytaj dalej »

wtorek, 4 maja 2021

Tkając świt, czyli co gdyby Mulan była uzdolnioną krawcową?

0

Tkając świt to jedna z tych książek, które miałam w planach od dawna. Zastanawiałam się nawet nad kupnem wersji po angielsku, ale We need YA po raz kolejny zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie, ogłaszając, że już wkrótce wydadzą tę książkę w Polsce. Wreszcie dorwałam mój egzemplarz, licząc na wciągającą przygodę i... 

Maia Tamarin marzy o byciu najlepszą krawcową w kraju. Kiedy królewski posłaniec wzywa jej schorowanego ojca do wzięcia udziału w wielkim konkursie, Maia zajmuje jego miejsce, aby spełnić swoje marzenie i uratować rodzinę przed biedą. Wie, że może zginąć, jeśli ktoś odkryje jej sekret. Jest tylko jeden problem: Maia jest jedną z aż dwunastu krawców walczących o wysoką pozycję na dworze.
Konkurencja to jednak niejedyna trudność, której musi stawić czoła. Dziewczyna obawia się, że jej sekret zostanie odkryty przez nadwornego magika Edana, którego przenikliwe oczy zdają się patrzeć prosto przez jej przebranie. Mimo wszystko Maia wyrusza w podróż do najdalszych zakątków królestwa, by szukać słońca, księżyca i gwiazd. Znajdzie tam o wiele więcej, niż kiedykolwiek mogła sobie wyobrazić.
Opis z LubimyCzytać

Tkając świt to książka, która miała w sobie ogromny potencjał. Retelling Mulan, w którym polem bitwy staje się konkurs na nadwornego krawca okraszony szczyptą magii, zaskakującymi wyzwaniami oraz wątkiem miłosnym... Więc dlaczego powieść skończyłam bardziej z poczuciem rozczarowania niż satysfakcji? Przede wszystkim określenie retelling jest w tym przypadku nieco na wyrost, jedynym motywem wspólnym jest przebranie się głównej bohaterki za chłopca w celu ratowania rodzinnego biznesu oraz honoru, poza tym historia toczy się własnym rytmem, który niestety był dość wolny. Same zmagania krawców były nudne, nie czułam żadnej ekscytacji, jak na książkę skupiającą się na tkactwie dostaliśmy zaskakująco mało opisów zachwycających dech w piersiach strojów. Nie byłam też fanką późniejszego motywu wędrówki po różnych zakamarkach świata przedstawionego, w tym momencie powieść dłużyła mi się niemiłosiernie. Oczarował mnie motyw słońca, księżyca i gwiazd, który nadaje całej historii urzekającej baśniowości, jednak żałuję, że system magiczny nie został bardziej poszerzony i lepiej przedstawiony. 

Maia to bohaterka, która początkowo mi imponowała. Doświadczona przez życie, które sprawiło, że musiała szybciej dojrzeć. Była pewna siebie oraz swoich umiejętności, silna, skupiona na swoim celu, miała ogromne ambicje i nie miała zamiaru pozwolić na to, by jej płeć w jakikolwiek sposób ją ograniczała, odcinając ją od szansy zostania najwybitniejszym krawcem na dworze władcy. Od połowy książki Maia nagle zapomina o swoich marzeniach, pragnieniach, o wszystkim, co chciała osiągnąć, dla jakiegoś faceta, którego dopiero co poznała. Maia musi mierzyć się z coraz większą ilością niebezpieczeństw i pułapek, z rosnącym bólem, strachem oraz samotnością, co dawało idealną okazję do stopniowej przemiany, tymczasem mam wrażenie, jakby nastąpił ogromny regres, a ona sama była niezwykle bierna w obliczu kolejnych wyzwań. Wolałabym, gdyby autorka skupiła się na wewnętrznej podróży Mai, która mogłaby udowodnić swoją wartość jako kobieta w świecie zdominowanym przez mężczyzn, umniejszającym jej umiejętnościom tylko ze względu na płeć, tymczasem motyw ten został szybko zapomniany. Mniej więcej od połowy książki romans wysuwa się na pierwszy plan i przesłania wszystkie inne wątki, rozwijając się w zawrotnym wręcz tempie. Osobiście nie czułam żadnej więzi pomiędzy Maią i Edanem, ich miłość opierała się na bardzo znanych schematach z literatury young adult, Nie uwierzyłam w ich miłość, która potoczyła się zbyt gładko.

Możliwe, że podeszłam do tej książki ze zbyt wysokimi oczekiwaniami i dlatego tak bardzo się zawiodłam, ale sama historia się nie broni. Tkając świt miało wszystkie elementy, by stać się jedną z najbardziej oryginalnych młodzieżówek, tymczasem wyszła z tego dość mdła historia miłosna. Powieść czytało się szybko i przyjemnie, lecz nie wywołała we mnie żadnych emocji, dopiero ostatnie pięćdziesiąt stron okazało się być interesujących. Gdzieś po drodze zagubiła się cała idea tej historii. Wiem jednak, że wielu osobom przypadła do gustu; mnie po prostu nie zachwyciła. 

Czytaj dalej »

piątek, 30 kwietnia 2021

Licho nie śpi, czyli bestialskie morderstwa w Bieszczadach

0

 

Czy macie takie motywy w książkach, które uwielbiacie, ale z jakiegoś powodu rzadko po nie sięgacie? Ja uwielbiam połączenie kryminału/thrillera z romansem/erotykiem, jednak nieczęsto zagłębiam się w podobne tytuły. Tym razem z pomocą przyszła mi najnowsza książka Emilii Szelest.

Dla Damiana Bieszczady są kryjówką. Były policjant ucieka przed swoją przytłaczającą przeszłością, uzależnieniem i mrokiem, który czai się głęboko w jego duszy. Praca w tartaku ma zagłuszyć palące wyrzuty sumienia, a odosobnienie przynieść upragnione ukojenie.
Magda Jaskólska, młoda asesor prokuratury, zostaje rzucona na głęboką wodę – przełożeni przydzielają jej sprawę, którą wszyscy już dawno spisali na straty. W okolicy giną młode dziewczyny, ale jedyny podejrzany… już siedzi w więzieniu. Zdesperowana i pozbawiona wsparcia Magda nie cofnie się przed niczym, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Aby to zrobić, musi przedrzeć się przez mur nieufności, odkryć głęboko skrywane miejscowe sekrety, a przede wszystkim uporać się z dziką namiętnością, która nieoczekiwanie przejmuje nad nią kontrolę.
Opis z LubimyCzytać

Licho nie śpi to książka, którą dość trudno mi oceniać, ponieważ z jednej strony było w niej sporo irytujących mnie elementów, a z drugiej jest bardzo zgrabnym połączniem moich ulubionych gatunków, w dodatku nie sposób było jej odłożyć na bok, ponieważ moje myśli wciąż krążyły wokół tego, jak potoczy się cała fabuła. Klimat Bieszczad nadaje całej historii unikatowości i tajemniczości, uwielbiam sposób, w jaki autorka wykorzystała miejsce akcji, czyniąc je niejako kolejnym bohaterem. Do tej pory nie miałam okazji poznać bieszczadzkich legend, więc zdecydowanie zaliczam to na plus. Niestety, dość szybko domyśliłam się, jakie rozwiązanie kryje się za seryjnymi morderstwami, lecz tym razem nie odebrało mi to frajdy z lektury, ciekawie było podążyć tropami podrzuconymi przez autorkę i cieszę się, że bardziej był to kryminał z elementami erotycznymi niż czysty romans z wrzuconą gdzieś w tle zbrodnią, żeby dodać dreszczyku emocji. Całe śledztwo interesowało mnie w tej powieści najbardziej i zostałam nim w pełni usatysfakcjonowana, chociaż odczuwam odrobinę irytacji, że Magda, niby uzdolniona, profesjonalna pani asesor prokuratury, tak łatwo oddała przywództwo facetowi, którego właściwie nie znała, a sama była w całej tej sprawie bezradna. 

Największy problem mam z bohaterami oraz ich relacją. Damian jest policjantem, który ucieka przed swoimi demonami w świat niezobowiązującego seksu i narkotyków. Jest przedstawiony jako genialny śledczy, lecz w rzeczywistości nie popisał się w żadnym momencie swoją smykałką do rozwiązywania kryminalnych zagadek; przez większość czasu myślał albo o swoim uzależnieniu, albo o kobiecym tyłku, który akurat znalazł się na jego radarze. Został wykreowany na nieczułego, stanowczego i bezczelnego dupka, w tej roli sprawdza się doskonale. Trochę żałuję, że bliżej nie została nam przedstawiona jego trudna przeszłość i to, jak zaczyna się z nią zmagać, ponieważ myślę, że byłby to interesujący wątek. Najbardziej nie podoba mi się jednak lekkie podejście do jego nałogu, przez który naraża osoby wokół siebie. Magda, nasza druga narratorka, wykazała się w tym zakresie ogromną niekonsekwencją, ponieważ niby trzyma się zasad i ma sztywny kij w tyłku, jak to podkreślił Damian, a jednak zupełnie zignorowała fakt, że ćpał, dała nawet na to swoje przyzwolenie. Chyba już dawno żadna bohaterka nie irytowała mnie tak bardzo jak ta dziewczyna, która na siłę robiła wokół siebie mnóstwo szumu, miała być z niej w zamierzeniu równa babka, silna, pyskata, umiejąca postawić na sobie, tymczasem była to raczej karykatura. Ich relacja też była dziwna; zaczęła się od niechęci (znikąd), ich słowne przepychanki zupełnie nie miały sensu, każda kłótnia była absurdalna, a później (również znikąd) pojawiły się między nimi cieplejsze uczucia, jakby nie spędzili połowy książki na działaniu sobie na nerwy. Nie było między nimi żadnego przyciągania. 

Licho nie śpi to książka, którą można połknąć w kilka godzin. Szybko się ją czyta, zapewnia sporo niewymagającej rozrywki na jeden wieczór. Na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu ze względu na dużą ilość wulgaryzmów i specyficzny humor, zagadka nie jest zbyt skomplikowana, a sami bohaterowie mnie nie zachwycili... Jednak było w niej coś uzależniającego, co sprawiło, że całkiem nieźle się bawiłam i chciałam poznać jej zakończenie. 

★★★★★
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia