środa, 14 listopada 2018

The Hate U Give. Nienawiść, którą dajesz, czyli zmagania czarnej nastolatki w świecie zdominowanym przez białe standardy

The Hate U Give jest to powieść, na którą czekałam od bardzo dawna, właściwie od momentu, w którym ukazała się w Stanach Zjednoczonych. Zebrała niemal same pozytywne recenzje, a do tego porusza bardzo współczesną tematykę, która nie pojawia się zbyt często w powieściach skierowanych do młodzieży, stąd wiedziałam, że nie spocznę, dopóki The Hate U Give nie wpadnie w moje ręce. 

W tym świecie nigdy nie jesteś za młody, by mogli cię aresztować albo zabić. Dlatego dzieciakom wpaja się zasady odpowiedniego zachowania przy policji – „Trzymaj ręce tak, żeby były widoczne. Nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów. Odzywaj się tylko wtedy, kiedy cię o coś zapytają”. 
Szesnastoletnia Starr Carter porusza się między dwoma światami: biedną dzielnicą, w której mieszka oraz luksusową szkołą prywatną na przedmieściach, do której uczęszcza. Niepewna równowaga między tymi światami zostaje całkowicie zniszczona, gdy jej przyjaciel z dzieciństwa zostaje zastrzelony przez białego policjanta na jej oczach. Wszyscy chcą wiedzieć jedno: co tak naprawdę stało się tamtej nocy? A jedyną osobą, która może odpowiedzieć na to pytanie, jest Starr. Lecz to, co powie dziewczyna – bądź czego nie powie mogłoby przewrócić do góry nogami jej codzienność. Mogłoby też zagrozić jej życiu.

Moje początki z tą książką nie były łatwe. Irytował mnie nadmiernie młodzieżowy styl, który wydawał mi się być wymuszony, przez co ciężko było mi czytać kolejne strony, w dodatku nie polubiłam się z główną bohaterką, która według mnie starała się usprawiedliwiać pięknymi słówkami swoją dwulicowość. Przełom nastąpił dopiero koło siedemdziesiątej strony, gdy już przyzwyczaiłam się do języka, jakim jest napisana The Hate U Give i przestał mi on przeszkadzać i gdy historia nabrała wreszcie tempa. Zostałam absolutnie wciągnięta w fabułę, po prostu nie mogłam się oderwać od tej powieści, która z każdą kolejną przeczytaną kartką stawała się coraz lepsza! Ta powieść niczego nie łagodzi; jest odważna, szczera do bólu, surowa w przekazywaniu swojej prawdy, a przez to momentami wstrząsająca i trudna w odbiorze, ale właśnie takie książki wzbudzają we mnie największe emocje i pozostają ze mną na dłużej.

W The Hate U Give głównym wątkiem pozostaje nierówne traktowanie ludzi ze względu na kolor ich skóry, ale Angie Thomas sięga głębiej, pokazując ten problem od zupełnie innej strony, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni choćby przez media. Sama Starr jest bardzo zagubiona w swojej identyfikacji rasowej; z jednej strony wywodzi się z dzielnicy, która jest niejako gettem zamieszkałym jedynie przez Afroamerykanów, gdzie króluje handel narkotykami, strzelaniny i gangi, ale nie do końca czuje się częścią tej społeczności, bo uczęszcza do liceum w lepszej części miasta, gdzie jest jedną z dwójki uczniów o ciemnym kolorze skóry. Starr robi wszystko, by te dwa światy się ze sobą nie mieszały; swoich białych i czarnych znajomych zawsze trzyma oddzielnie, w zależności od otoczenia ukrywa pewne swoje charakterystyczne cechy nabyte w tych skrajnie odmiennych kręgach, zmienia się nawet sposób jej mówienia, ponieważ w szkole i w domu używa zupełnie innego slangu. Na rasizm patrzymy więc oczami osoby, która sama niejako dyskryminuje zarówno jedno, jak i drugie środowisko, wybierając tylko te satysfakcjonujące ją rzeczy, sama Starr zdaje sobie jednak sprawę ze swojej hipokryzji. W The Hate U Give zostało poruszonych wiele problemów związanych z rasizmem, w tym między innymi poglądy ogółu na związek pomiędzy czarną dziewczyną a białym chłopakiem czy niesprawiedliwe stereotypy. Wydaje mi się, że Angie Thomas nie tyle chciała pokazać czysty problem nienawiści międzyrasowej, a raczej skupiła się na tym, do czego prowadzi podobna niechęć i jednocześnie chciała nam przybliżyć czarną kulturę, znajdziecie tutaj bowiem wiele odwołań do rapu, znanych czarnoskórych działaczy czy historii Afroamerykanów. Ponieważ jako Europejczycy wychowujemy się w zupełnie innym kręgu kulturowym, nie byłam w stanie zrozumieć wszystkich nawiązań, lecz zdecydowanie dużo wyciągnęłam z tej historii.

The Hate U Give jest to powieść, w której główną tematyką pozostaje rasizm, ale choć cała historia skupia się wokół niesprawiedliwej śmierci Khalida i braku pociągnięcia do odpowiedzialności białego policjanta, co jest niejako motorem napędowym fabuły, pokochałam tę książkę z zupełnie innego powodu. Uwielbiam The Hate U Give z powodu bardzo mocnego, zdrowego wątku rodzinnego. W książkach młodzieżowych nasi bohaterowie z reguły pochodzą z rozbitych rodzin lub nie zaznali oni troski ze strony swoich rodziców, natomiast The Hate U Give to jedna z naprawdę niewielu powieści, które stworzyły tak cudowną, rodzinną atmosferę obecną od samego początku do końca. Chociaż Carterowie nie są idealni, momentami ich historia jest mocno pokręcona, a nawet miejscami toksyczna, niesamowicie się o siebie troszczą. Rodzice Starr są przy niej przez cały czas, oferując jej swoje wsparcie i bezwarunkową miłość, chronią ją, ale przy tym potrafią być surowi i wymagający; jej rodzeństwo przypomina typowe, dokuczające sobie, lecz gotowe stanąć za sobą murem w trudnych chwilach rodzeństwo. I to jest piękne. Ta prostota, realizm, a jednocześnie emanujące z każdej strony ciepło. Sposób, w jaki Angie Thomas przedstawiła rodzinne relacje w swojej książce, zasługuje na ogromne uznanie, bo do tej pory nie spotkałam się jeszcze z tak pięknym obrazem w książkach young adult.

The Hate U Give nie jest książką idealną. Momentami jest brutalna, wręcz ekstremalna, ale to bardzo wartościowa lektura pokazująca zmagania czarnej nastolatki w świecie zdominowanym przez białe standardy. Nie zgadzam się ze wszystkimi wątkami zaprezentowanymi przez autorkę, lecz The Hate U Give to tak ważna powieść między innymi dlatego, że zaprasza nas do szeroko zakrojonej dyskusji i pozwala spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy. Przedstawiona historia jest bardzo rzeczywista, a przez to trudna; pozostaje jednak piękna i szczera w swojej prostocie, Angie Thomas nie starała się bawić w patetyczne przemowy czy podniosłe ideały, decydując się na przystępną, nastoletnią bohaterkę, której przyszło się zmagać z czymś o wiele większym od niej samej. The Hate U Give jest bezkompromisowe, autentyczne i śmiałe.


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Papierowy Księżyc ♥
0 Czytaj dalej »

sobota, 10 listopada 2018

Słońce też jest gwiazdą, czyli wartościowa powieść o przeznaczeniu, miłości i wielokulturowości

0
Słońce też jest gwiazdą to powieść, po której absolutnie niczego się nie spodziewałam. Nie czytałam Ponad wszystko Nicoli Yoon, ale widziałam film, który niestety strasznie mnie wynudził, dlatego względem jej drugiej książki wydanej w Polsce nie miałam żadnych oczekiwań. Uwierzcie mi, że gdybym nie dała tej autorce drugiej szansy, na pewno wiele bym straciła, bo Słońce też jest gwiazdą jest po prostu niesamowite! Z reguły trudno pisze mi się pozytywne recenzje, o wiele łatwiej jest ubrać w słowa negatywną opinię, ale o tej powieści mogłabym pisać bez końca, bo porusza tak wiele różnorodnych wątków, mimo niewielkiej objętości.

Natasha pochodzi z Jamajki, ale od ósmego roku życia mieszka w Stanach. Jej rodzice przebywają w USA nielegalnie i zostają deportowani na Jamajkę. Natasha jest załamana i wściekła na ojca – to przez niego rodzina musi wracać tam, skąd przyjechała. Wierzy w naukę, a nie w miłość, zwłaszcza po tym, jak zdradził ją chłopak. Daniel z kolei pochodzi ze społeczności Koreańczyków – jego rodzice pochodzą z Korei Południowej, ale on sam urodził się i wychował w USA, dlatego nie jest w stanie w pełni przypominać oddanego tradycji, wymarzonego syna. Przypadek sprawia, że w dzień deportacji Natashy, spotyka ona Daniela i spędza nim jeden, przepełniony cudownymi wrażeniami dzień, który na zawsze ich zmienia. 

Wiedziałam, że w tej powieści zostanie zawarty wątek deportacji do Jamajki, nie miałam jednak pojęcia o tym, że drugi z naszych bohaterów będzie narodowości koreańskiej! Jako osoba, która fascynuje się azjatycką kulturą, byłam bardzo ciekawa, jak Nicola Yoon przedstawi ten wątek i mogę powiedzieć wam tylko tyle – ta książka jest tak cholernie ważna. Zwłaszcza dla osób mieszkających w państwach, gdzie wiele narodowości się przenika, ale uważam, że każdy powinien się z nią zapoznać, by przynajmniej spróbować zrozumieć osoby wywodzące się z rodzin wielokulturowych lub emigranckich. Powiem wam szczerze, że Słońce też jest gwiazdą to niejako kubeł zimnej wody wylanej na moją głowę. Nigdy wcześniej tak głęboko nie zastanawiałam się nad poczuciem przynależności do danego środowiska i własną identyfikacją, a Natasha i Daniel, każde na swój własny sposób, musi zmagać się z oczekiwaniami nie tylko otoczenia, ale także rodziców. Natasha została niejako zmuszona do porzucenia swojego jamajskiego pochodzenia i stała się w stu procentach Amerykanką; z kolei Daniel bardzo łączy ze sobą kulturę koreańską i amerykańską, odnajdując w tym dla siebie miejsce, choć jego rodzice na siłę próbują z niego zrobić rodowitego Koreańczyka, a cały świat widzi w nim stereotypowego Azjatę. 

Słońce też jest gwiazdą nie opowiada jednak tylko o rozterkach Daniela i Natashy próbujących odnaleźć siebie w tym tyglu kulturowym, ale w powieści często pojawiają się krótkie pojedyncze rozdziały z perspektywy przypadkowych osób, które poznają na swojej drodze. Pojawiają się więc historie rodziców naszych głównych bohaterów, które niejako tłumaczą, skąd ich poglądy; poznajemy przeszłość kelnerki z azjatyckiej restauracji, gdzie została wyjaśniona jej niechęć do Amerykanów, która niejako wzięła się z tradycyjnych przekonań wyniesionych z kraju, przypadkowego ubezpieczyciela, który omal nie potrącił Natashy, skomplikowaną historię miłosną jej prawnika... To były smaczki, które niesamowicie wzbogaciły tę książkę, zbudowały świat dookoła głównych bohaterów, co tylko nadało im wiarygodności. Słońce też jest gwiazdą bardzo mocno dotyka także problemu rasizmu i to nie w wykonaniu osób białych, a właśnie czarnoskórych i Azjatów, którzy są jeszcze bardziej zamknięci na inne kultury, żyjąc niejako w hermetycznym środowisku. To niesamowite, że tak króciutka książka, teoretycznie skierowana do młodzieży, dotyka tak wielu problemów i zmusza do tak głębokich przemyśleń dotyczących naszego miejsca na świecie i całej globalizacji, wielokulturowości, tego, jak mimo rozwoju, niektórych granic wciąż nie potrafimy przekraczać i jak trudno jest się przeciwstawić tradycjom, które nie zawsze są dobre, ale zostały nam po prostu wpojone.

Słońce też jest gwiazdą, choć niesamowicie przedstawia zderzenie różnych kultur, jest zdecydowanie czymś więcej, niż tylko książką opowiadającą o różnych narodowościach bohaterów. To cudowna historia miłosna tocząca się w trakcie jednego dnia. Można powiedzieć, że to za mało, by postaci się w sobie prawdziwie zakochały i z reguły jestem bardzo przeciwna podobnym wątkom, ale Nicola Yoon opisała ich relację tak pięknie i wiarygodnie, że nie miałam żadnych wątpliwości co do tego, iż uczucie łączące Natashę i Daniela naprawdę mogło się tak szybko rozwinąć. Wiele ich różni, także podejście do życia – Natasha jest pragmatyczna i zdyscyplinowana, nie wierzy w miłość, a w naukę; nie wierzy w pasję, a rozsądek. Daniel z kolei to wolnomyśliciel i marzyciel, który pragnie zostać poetą, poddaje się impulsom i podniosłej nadziei. To było zderzenie dwóch różnych światów, przez co często wywiązywały się między nimi poważne, głębokie rozmowy, które mnie zachwycały; jednocześnie dzięki skrajnie odmiennym podejściu zarówno Natasha, jak i Daniel mogli się rozwinąć, dodali sobie nawzajem skrzydeł, pomogli odnaleźć w sobie odwagę, by zrobić to, o czym od dawna myśleli, ale nie byli gotowi zaryzykować, dopóki ta druga strona nie ułatwiła im odnalezienia odpowiedniej drogi. Pokochałam ich oboje całym sercem, choć są tak skrajnie różni, ich wspólna podróż była niesamowita.

Słońce też jest gwiazdą to powieść, z którą każdy powinien się zapoznać. Nie jest długa, ale za to jak niezwykle wartościowa! Przeczytałam ją w mig, rozkoszując się każdą stroną i zachwycając złożonością tego, co próbowała nam przekazać Nicola Yoon za pomocą tej przepięknej historii. Jeżeli jeszcze nie znacie Słońce też jest gwiazdą, koniecznie musicie ją przeczytać! Według mnie właśnie takie książki zasługują na uznanie i powinny wieść prym wśród powieści młodzieżowych.

Czytaj dalej »

środa, 7 listopada 2018

Stosik #16

0
Nadszedł czas na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli na książkowe zdobycze z ostatnich dwóch miesięcy! Chociaż wróciłam do blogowania z pełną parą, na szczęście na razie nie przełożyło się to na ilość kupowanych przeze mnie egzemplarzy, choć nie sądzę, bym była w stanie dłużej się powstrzymywać, zebrałam zbyt wiele poleceń na bookstagramie! Nie uprzedzajmy jednak faktów, na razie mogę się pochwalić pięcioma egzemplarzami, które do mnie przyszły na przestrzeni września i października.

  • WIEŻA ŚWITU, Sarah J. Maas – wciąż nie przeczytałam Imperium burz, bo jestem straszną bułą, ale w mojej biblioteczce nie mogło oczywiście zabraknąć kolejnego tomu Szklanego tronu, bo jak wielokrotnie powtarzałam, Sarah J. Maas to moja osobista królowa i nawet jeśli Dwór skrzydeł i zguby trochę mnie rozczarował, to wciąż nie zmienia faktu, że jest to jedna z moich ulubionych autorek, a Szklany tron to seria wyjątkowa i bardzo bliska mojemu sercu. Co prawda na przestrzeni ostatnich tomów moja niechęć do Chaola tylko rosła, lecz od osób, które miały podobne wątpliwości do moich, słyszałam, że Wieża świtu jest naprawdę dobra, więc staram się być pozytywnie nastawiona. Najpierw jednak muszę się zabrać za piąty tom! Aaaaa, nie wierzę, że wciąż go nie przeczytałam! (Na moje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że utknęłam z powodu wątku Elide... ktoś da mi motywującego kopniaka i pomoże się przemóc?)
  • ZŁY ROMEO, Leisa Rayven – książka z wymiany na LC; to był właściwie impuls. W zasadzie przeczytałam dużo negatywnych opinii o tej powieści, ale i tak jestem jej ciekawa. Mam nadzieję, że dostanę motyw w stylu Zakochanej złośnicy, którą uwielbiam (ktoś jeszcze kocha tę produkcję? ♥). Kiedy już sięgnę po tę historię na pewno dam wam znać, jakie są moje wrażenia!
  • ZŁA JULIA, Leisa Rayven – książka z wymiany na LC; j.w.
  • THE HATE U GIVE, Angie Thomas – egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Papierowy Księżyc; ta książka już za mną i powiem wam tyle: każdy bez wyjątku powinien ją przeczytać! Szczerze mówiąc, moje początku z tą powieścią były ciężkie, irytował mnie na siłę młodzieżowy język i bolała mnie pewnego rodzaju rozbieżność w zachowaniu głównej bohaterki, lecz ta historia stopniowo podbijała moje serce, jednocześnie łamiąc je na pół. Opowiem wam o niej więcej w recenzji, która powinna wkrótce się pojawić na blogu, lecz możecie mi wierzyć, The Hate U Give to niesamowicie wartościowa lektura, która otwiera oczy na ważne, społeczne kwestie, a przy tym jest pięknym pomnikiem wystawionym relacjom rodzinnym. 
  • MAŁE OGNISKA, Celeste Ng – egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Papierowy Księżyc; Małe ogniska to książka, którą mam zamiar przeczytać w ramach wyzwania rzuconego samego sobie. Jak już wam wcześniej wspominałam, wreszcie doszłam do tego momentu, w którym young adult przestało mi wystarczać; nie zrozumcie mnie źle, kocham ten gatunek i pewnie nigdy nie przestanę go czytać, ale pojawiła się we mnie potrzeba sięgania po bardziej ambitne powieści poruszające dojrzalsze tematy i z tego powodu zdecydowałam się przeczytać Małe ogniska. Zobaczymy, co z tego wyniknie, lecz jestem dobrej myśli ;) 

Nie byłabym sobą, gdybym na zdjęciu zawarła wszystkie książki, ale resztę pokażę wam przy okazji kolejnego stosiku. Zapomniałam podzielić się z wami moimi zdobyczami książkowymi i zakładkowymi z Targów Książki w Krakowie, lecz jeśli śledzicie mojego instagrama (@booksbygeekgirl), mieliście już okazję podglądnąć, co udało mi się kupić. Jeśli jeszcze nie jesteście moimi obserwatorami, koniecznie to nadróbcie, bo na profilu dzieją się fajne rzeczy, a już za niedługo do wygrania będzie egzemplarz The Hate U Give! 
Czytaj dalej »

sobota, 3 listopada 2018

Ostatni Namsara, czyli zakazane opowieści o magicznej mocy

0
Ostatni Namsara to powieść, po którą początkowo nie miałam zamiaru sięgać, po przeczytaniu opisu wydawało mi się, że jest to historia skierowana raczej do młodszych czytelników, ale przeczytałam kilka opinii na Goodreads i stwierdziłam, że właściwie nie mam nic do stracenia. Zdecydowanie nie żałuję, że ją przeczytałam, bo Ostatni Namsara to jedna z ciekawszych propozycji young adult, jakie przeczytałam w tym roku!

Na początku był Namsara – zrodzony z nieba i ducha – który wszędzie, gdzie się pojawił, przynosił miłość i śmiech. Lecz gdzie jest światło, tam musi być ciemność. Dlatego była też Iskari – zrodzona z krwi i blasku księżyca. Niszczycielka. Przynosząca śmierć.
Oto legendy, na których wychowała się Asha, córka króla Firgaardu. Opowiadano je szeptem, a ona słuchała z zapartym tchem, zafascynowana zakazanymi bohaterami z przeszłości. Jednak dopiero kiedy sama stała się najbardziej zaciekłym, budzącym postrach pogromcą smoków, przyjęła rolę następnej iskari – samotny los, który sprawił, że Asha czuła się jak broń w cudzych rękach, a nie dziewczyna.
Asha walczy ze smokami i przynosi ich głowy królowi, lecz żadne z tych trofeów nie jest w stanie jej uwolnić od więzów obowiązku: ślubu z okrutnym komendantem, człowiekiem, który zna prawdę o jej naturze. Gdy Asha dostaje szansę uwolnienia się w zamian za zabicie najpotężniejszego smoka w Firgaardzie, odkrywa, że stare opowieści mają w sobie więcej prawdy, niż mogła się spodziewać. Z pomocą przyjaciela – niewolnika służącego jej narzeczonemu – Asha musi zrzucić z siebie pancerz iskari i otworzyć serce na miłość, światło i prawdę, którą przed nią zawsze ukrywano.
Opis z LubimyCzytać

Jest tyle rzeczy, które urzekły mnie w Ostatnim Namsarze, że nawet nie wiem, od czego zacząć. Przede wszystkim pokochałam główną bohaterkę, a to nie zdarza się często! Asha jest niesamowita –  to jedna z tych silnych, kickassowych heroin, ale nie jestem przy tym bezduszna czy niepotrzebnie okrutna. Jest bardzo niezależna i twarda, lecz jak każdy odczuwa strach; od dzieciństwa nosi bardzo ciężkie brzemię, dlatego nie pozwala ludziom się do siebie zbliżać, dlatego wydaje się oschła i nieokrzesana na pierwszy rzut oka, lecz nie jest przy tym niewrażliwa i bezwzględna, co w dużym stopniu wyróżnia ją na tle tego typu postaci. Nie czeka biernie na rozwój sytuacji, tylko walczy w obronie własnych przekonań i osób, na których najbardziej jej zależy, nawet jeśli posiadają o wiele niższy status społeczny. Jednocześnie Asha nie jest też naszą typową, wojowniczą księżniczką – właściwie nie czuje się częścią rodziny królewskiej, cała zeszpecona przez blizny i znienawidzona przed poddanych odpowiada tylko przed samą sobą. Cała jej kreacja wciąż zapiera mi dech w piersiach, bo choć jest ona silną bohaterką, autorka wciąż pokazuje nam jej słabości i wątpliwości, czyniąc z niej bardzo ludzką postać, lecz ta historia na Ashy się nie kończy – w Ostatnim Namsarze mamy prawdziwe bogactwo relacji, od prawdziwej, kobiecej przyjaźni przez braterską, niezłomną miłość po zakazane uczucie łączące księżniczkę oraz niewolnika. Wszyscy są wielobarwnymi, złożonymi postaciami, jednak Asha jest jedyna w swoim rodzaju. 

W Ostatnim Namsarze świetny jest także klimat, który trochę przypomina mi ten z Imperium ognia Saby Tahir. Kristen Ciccarelli równie plastycznie opisuje wymyślony świat w taki sposób, że niemal można go dotknąć, jest zabarwiony nutką egzotyzmu, ale także brutalnością, którą uwielbiam w takim wydaniu. Tym światem rządzą żelazne zasady, których złamanie kończy się śmiercią i nigdy nie wiesz, kto wbije ci nóż w plecy tym razem. Intrygi, co prawda momentami toporne, były niezwykle wciągające i dostarczyły mi mnóstwa emocji, a całość jest doskonale skrojona, choć mam wrażenie, że końcówka była niepotrzebnie przyspieszona i odrobinę naciągana, wszystko jednak powinno się wyjaśnić w drugim tomie. Od dawna żadna książka nie była w stanie wciągnąć mnie na tyle, bym skończyła ją w przeciągu jednego dnia, a potem nie byłam w stanie o niej zapomnieć, odtwarzając ulubione sceny. Przy tym wszystkim oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o cudownym wątku romantycznym, bo przecież wszyscy uwielbiamy zakazane uczucie! A tutaj zostało ono napisane tak pięknie, że mogę tylko się zachwycać. Od wzajemnej niechęci przez powolne, trudne budowanie zaufania po pierwsze zaczątki sympatii i w końcu szczerą, pełną wzajemnego zrozumienia i wsparcia miłość! Zarówno Torwin, jak i Asha rozwinęli się pod wpływem tej relacji i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Ostatni Namsara to niespodziewanie pełnowartościowa powieść. Magiczna, przyciągająca, mroczna i piękna. Nie jest to tylko doskonale skrojona fantastyka, ale także historia o własnej akceptacji, przyjaźni i odpowiedzialności za własne działania oraz innych. Porusza, zaskakuje i zostawia czytelnika z poczuciem prawdziwej satysfakcji z lektury. Znajdziecie tutaj wszystko, co tylko powinno się pojawić w dobrym young adult, czyli doskonale napisana, konsekwentnie poprowadzona główna bohaterka, barwny świat, skomplikowane intrygi i bolesne tajemnice oraz oczywiście piękny, zakazany romans! No i smoki!


Duologia Iskari:
Ostatni Namsara // The Caged Queen

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu IUVI!
Czytaj dalej »

środa, 31 października 2018

Podsumowanie października

0
W październiku musiałam wrócić na uczelnię i już się zaczęło... W przeciągu pierwszego miesiąca miałam tyle wejściówek i kolokwiów, że aż sama w to nie wierzę, strach się bać, co będzie dalej. Mimo to sukcesywnie piszę recenzje na bloga, staram się być aktywna na Instagramie na tyle, na ile pozwalają mi na to komunikacja miejska i wykłady (xD). Do tego w październiku udało mi się przeczytać 3 książki, z czego jestem raczej średnio zadowolona, mam nadzieję, że listopad będzie lepszy. Do tego razem z Chaos Cupcake wybrałam się na Targi Książki w Krakowie i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu ♥ Same targi wypadły dość średnio w moim odczuciu, ale dobrze było się tak wyrwać na weekend, do tego obkupiłam się jak szalona na stoisku EpikPage ;) 


Z R E C E N Z O W A N E

W październiku na blogu pojawiły się cztery recenzje książek. Miesiąc zaczęliśmy z Pasażerką Alexandry Bracken. Miałam okazję zapoznać się już z ta autorką przy okazji jej trylogii Mroczne umysły, jednak ta powieść jest według mnie słabsza od jej poprzednich książek. Bracken nie stanęła na wysokości zadania, ta historia miała tak ogromny potencjał, a został on kompletnie zmarnowany, do tego dochodzi moja ogromna niechęć do głównej bohaterki i przepis na katastrofę gwarantowany. Następnie mogliście przeczytać recenzję Języka cierni Leigh Bardugo, czyli jednej z moich najukochańszych autorek. Oczywiście i tym razem nie zawiodła, tworząc niesamowity, klimatyczny zbiór opowiadań z krain, które poznaliśmy przy okazji jej uniwersum Grisza. W ramach mojego przekonywania się do polskich pisarzy, sięgnęłam po Clovisa La Fay. Magiczne akta Scotland Yardu i powiem wam, że to było naprawdę dobre! Może opisy momentami mnie nużyły, lecz świat wykreowany był intrygujący, a bohaterowie wielowymiarowi i przyjemnie wspominam tę lekturę. Nie spodziewałam się, że aż tak przypadnie mi do gustu. Na końcu nareszcie opublikowałam zaległą recenzję Dworu skrzydeł i zguby Sary J. Maas. Książkę przeczytałam jeszcze w kwietniu, lecz długo nie potrafiłam zebrać moich myśli. Szczerze, seria Dworów nie jest jakaś specjalnie wybitna i w zasadzie mogę powiedzieć, że kocham ją tylko ze względu na drugi tom, czyli niezapomniany, cudowny Dwór mgieł i furii. Zakończenie trylogii odnoszącej się do losów Feyry i Rhysanda był całkiem w porządku, ale mnie nie zauroczył, zabrakło mi akcji, a Sarze odwagi... Więcej jednak przeczytacie o tym w recenzji ;)




I N N E   P O S T Y

Październik zaczęliśmy od mojego podsumowania pierwszego miesiąca spędzonego na Instagramie! Przedstawiłam wam kilka powodów, dla których naprawdę warto dołączyć do społeczności bookstagramowiczów, za niedługo minie drugi miesiąc i wciąż jestem zachwycona tym miejscem. Jeśli jeszcze nie widzieliście mojego profilu, koniecznie wpadnijcie i zostawcie po sobie ślad (@booksbygeekgirl)! Następnie kontynuowałam naszą małą serię i opublikowałam drugi przegląd dramowy, w którym przedstawiłam wam tytuły, jakie obejrzałam na przestrzeni kwietnia, maja i czerwca! Na liście znalazło się kilka naprawdę wartych polecenia seriali, zarówno tych o lżejszej, jak i dojrzalszej tematyce, dlatego jestem pewna, że każdy z was znajdzie coś dla siebie. Później na blogu pojawił się Przegląd filmowy #2, w którym opowiedziałam wam o pięciu nowych filmach, jakie obejrzałam.


Listopad to miesiąc, w którym będę jeszcze bardziej zajęta niż teraz. 9-11 listopada jadę na wycieczkę do Pragi, oczywiście mam zamiar wybrać się do kina na Fantastyczne Zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda oraz Burn The Stage: The Movie z moim ukochanym BTS ♥ W międzyczasie pewnie dopadnie mnie uczelnia, ale staram się o tym nie myśleć ;) A wy jakie macie plany na listopad? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach! Oraz oczywiście wrażeniami z Targów Książki w Krakowie! Byliście czy nie udało wam się dotrzeć? Co wam się podobało, a co nie? Jakie książki przywieźliście ze sobą? 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia