czwartek, 31 marca 2016

Podsumowanie marca

24
Koniec marca oznacza początek wiosny, czyli mojej ulubionej pory roku, a także zwiększenie liczby oznaczającej mój wiek o jeden. Tak, skończyłam dziewiętnaście lat, ale jeszcze nie rozpaczam. W depresję będę wpadała w przyszłym roku, gdy przestanę być nastką ;) Na blogu udało mi się przez ten miesiąc opublikować 10 postów!
RECENZJE: 7
Dziesięć płytkich oddechów, K. A. Tucker
Nick i Norah. Playlista dla dwojga, David Levithan, Rachel Cohn
Czy wspominałem, że cię potrzebuję?, Estelle Maskame
Próba ognia, Josephine Angelini
Bez słów, Mia Sheridan
Zdrada, Marie Rutkoski
Wszystkie jasne miejsca, Jennifer Niven
INNE POSTY: 3
Stosik #3
14 etapów fangirlingu
Tagged Book Tag
Czytelniczo miesiąc zaczęłam raczej słabo - przeczytane książki w ogóle mnie nie wciągnęły, w dodatku bardzo zawiodłam się na duecie David Levithan i Rachel Cohn i to właśnie Nick i Norah. Playlista dla dwojga pozostaje najgorszą książką miesiąca. O wiele lepiej wypada końcówka marca z Niezwyciężoną. Zdradą Marie Rutkoski na czele! Serce wciąż mnie boli na myśl o wydarzeniach z książki, ale to bezapelacyjnie jedna z najlepszych powieści, jakie do tej pory przeczytałam w 2016 roku, dlatego bierzcie się za lekturę!
Marzec była dla bloga wspaniałym miesiącem! Udało nam się przekroczyć magiczną liczbę 200 obserwatorów, ponadto przekroczyliśmy 50 000 wyświetleń i 2200 komentarzy! Ogromnie dziękuję za Wasze zaangażowanie, bo tworzymy to miejsce razem i cieszę się, że blog tak pięknie się rozwija. Serduszkuję Was wszystkich, kochani geecy książkowi <333333333333
Już mogę Wam zdradzić, że kwiecień zapowiada się bajkowo i jestem z tego powodu ogromnie podekscytowana! Przygotowałam dla Was tekst o tym, co by się stało, gdybym powołała do życia Księcia z Bajki, a także moje zestawienie najlepszych piosenek z filmu Disneya (miało być TOP 5, potem wyszło z tego TOP 10, ale chyba ostatecznie wyjdzie TOP 15, chociaż próbuję z tym walczyć), w dodatku powoli szykuję dla Was pierwszy konkurs, dlatego wpadajcie często :)
Czytaj dalej »

wtorek, 29 marca 2016

Tagged Book Tag

17
Do tego tagu zostałam nominowana przez Magdę z Przystanku Bookstock oraz Clevleen z Bloga książkoholiczki już jakiś czas temu, ale tak jak mówiłam, zbierałam nominacje, by na blogu nie było pustki podczas moich przygotowań do matury. Dzisiaj w końcu mogę zaprezentować Wam moje odpowiedzi!

Albo Albo Book TAG, czyli książka, co do której nie możesz się zdecydować, czy Ci się podobała, czy nie.
Taką książką jest dla mnie Fangirl Rainbow Rowell. Z jednej strony ta historia niezaprzeczalnie ma w sobie jakąś magię i były momenty, w których nie mogłam się od niej oderwać, ale z drugiej nie wywołała we mnie jakiegoś specjalnego zachwytu i chwilami po prostu mnie nudziła. Nie znalazłam w niej nic niezwykłego i właściwie nie wzbudziła we mnie żadnych uczuć, ale była przyjemna, dlatego trudno mi zdecydować, czy ostatecznie mi się podobała, czy raczej niekoniecznie. O wiele bardziej polecam Linię serc tej autorki.

Coffee Book TAG, czyli książka dla koneserów.
Idź, postaw wartownika. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać tej książki, ale uwielbiam Zabić drozda i mam nadzieję, że nie zawiodę się na kolejnej powieści Harper Lee. Teoretycznie jest to książka dla koneserów, ale każdy powinien ją przeczytać!

My Little Pony Book TAG, czyli książka dla dzieci, z którą zapoznałeś się dopiero niedawno.
Nie kojarzę takiej książki, ale jest bajka Disney'a, z którą zapoznałam się niedawno, więc chyba mogę ją tutaj dopasować. Mianowicie Mała Syrenka. O ile drugą część oglądałam jako dziecko, o tyle pierwszej w wersji Disney'a nigdy nie widziałam. A teraz nie mogę przestać nucić Part of your world.


Social Media Book TAG, czyli bardzo znana książka, na punkcie której wiele osób ma bzika.
Wydaje mi się, że wciąż najwięcej uwagi skupia na sobie Światło, którego nie widać Anthony'ego Doerra. Nie dość, że wszyscy o tej książce mówią, to jeszcze mówią o niej dobrze, co sprawia, że mam duże oczekiwania względem tej powieści.

Disney Book TAG, czyli książka, do której wszyscy oprócz Ciebie mają jakiś sentyment.
Mam wrażenie, że wszyscy mają sentyment do Małego Księcia, ale mnie on jakoś specjalnie nigdy nie fascynował. Nawet najbardziej znane cytaty, których wszystkich poruszają do głębi, dla mnie nie są wyznacznikiem genialności tej lektury. Chyba nigdy się nie przekonam do Małego Księcia, a przynajmniej nie na tyle, by mieć do niego sentyment.

Polscy Booktuberzy Book TAG, czyli książka/seria, która ma dużo bohaterów.
Endgame to jak na razie zwycięzca w tej kategorii. Ma mnóstwo bohaterów, a oprócz tego wielu z nich dostaje szansę na wypowiedzenie się, więc czasami można było się pogubić. Taki nadmiar postaci prowadził nie tylko do dezorientacji, ale także uniemożliwiał poznanie któregoś z bohaterów bliżej, przez co trudno było mi wskazać ulubieńców, a co to za czytanie bez faworytów, za których trzyma się kciuki aż do bólu? To rozdrobnienie perspektywy strasznie mnie irytowało. 

Book TMI Book TAG, czyli książka, która jest długa, a mimo to przeczytałeś ją w mgnieniu oka.
Dziedzictwo ognia Sary J. Maas. Książka ma 654 strony, a i tak wciąż mi mało! Najchętniej od razu zabrałabym się za kolejną część, bo ta autorka to geniusz w czystej postaci!<33333

Zombie Apocalypse Book TAG, czyli książka, która teoretycznie powinna być przerażająca, ale Ciebie nie przestraszyła.
Mówię to z bólem serca, ale taką książką jest Wypowiedz jej imię. Miało być przerażająco i krwawo, a wszystko było tak nudne jak flaki z olejem. Bohaterowie są płascy, Krwawa Mary nie jest straszna i wypada raczej słabo. Jeśli Wypowiedz jej imię jest horrorem, to ja jestem różowym jednorożcem.

7 deadly sins Book TAG, czyli bohater, który ma coś na sumieniu (bez spoilerów!).
Można by tu wymieniać wielu bohaterów. Ponieważ jednak nie chcę Wam niczego zaspoilerować, dość długo nad tym myślałam i w końcu padło na Darklinga z Trylogii Griszy. Ma on bardzo dużo na sumieniu, ale jednocześnie jest jednym z najlepiej zarysowanych czarnych charakterów w książkach YA, z którym miałam do czynienia, możemy poznać jego motywację oraz przeszłość i to jest właśnie wspaniałe - Leigh Bardugo nie rzuciła tylko hasła on jest zły, strzeżcie się, a przybliżyła nam jego postać. Co nie zmienia faktu, że czystego sumienia to on nie ma.
Nie byłabym sobą, gdybym nie wrzuciła tutaj także postaci z bajki Disney'a, ale po prostu musiałam! Bo Hans to zdradziecka szuja! 


Big book Book TAG, czyli bohater, który zmaga się z otyłością.
Pierwszą osobą, która przyszła mi na myśl, jest Eleonora z Eleonory i Parka Rainbow Rowell. Zmagała się z nadwagą i chociaż początkowo wstydziła się swojego ciała, a przez to unikała również bliskości, z czasem zaczęła rozumieć, że to nie ma żadnego znaczenia dla Parka i zaakceptowała swój wygląd. 

Tagged Book TAG, czyli nominuj kilka osób.
Czytaj dalej »

sobota, 26 marca 2016

Wszystkie jasne miejsca, czyli próba poradzenia sobie z życiem

17
Wszystkie jasne miejsca to książka, którą widziałam dosłownie wszędzie i te wszystkie opinie można sprowadzić do trzech słów: musicie ją przeczytać. Z reguły nie ufam tak entuzjastycznym recenzjom, ale tym razem postanowiłam zaryzykować i właściwie pod wpływem impulsu postanowiłam kupić tę powieść. Okazało się, że Wszystkie jasne miejsca to wcale nie jest powieść genialna. Ba!, pod względem fabularnym jest zaledwie średnia. Więc dlaczego nie mogę się po niej pozbierać?

Theodore'a Fincha od dawna pasjonuje śmierć. Codziennie planuje swoje samobójstwo, jednocześnie rozpaczliwie poszukując czegoś, co zmusiłoby go do trzymania się życia. Z kolei Violet odlicza dni do zakończenia szkoły, marząc o wyrwaniu się z Indiany. Ta dwójka nieoczekiwanie spotyka się na szczycie szkolnej wieży i w zasadzie nie wiadomo, kto komu ratuje wtedy życie. Później sprawy tylko się komplikują, gdy obydwoje zostają uwikłani w projekt geograficzny i zaczynają zwiedzać "cuda" Indiany. 

Wszystkie jasne miejsca to książka trudna. Do tej pory ciężko zebrać mi myśli po jej lekturze, nie wspominając nawet o próbie oceny. To powieść pod wieloma względami banalnie prosta, a jednak pod powierzchnią okazuje się być przytłaczająco skomplikowana. Wszystkie jasne miejsca ma w sobie coś, co chwyta za serce, bo to książka odarta ze złudzeń, boleśnie prawdziwa i głęboka, a przez to przygnębiająca i zmuszająca do chwili refleksji. Pozostawia nas ze słodko-gorzkim uczuciem, które trudno opisać słowami, bo jest takie pełne sprzeczności - z jednej strony czułam się tak, jakby ktoś mi przywalił obuchem, a z drugiej Wszystkie jasne miejsca to książka tak subtelna, że trudno nazwać ją druzgocącą. To pozycja pełna paradoksów, nieoczekiwanych, a jednocześnie przewidywalnych. Trudno mi uchwycić moje własne wrażenia, bo mam w głowie pustkę - ale, co zaskakujące, to ten dobry rodzaj pustki. Taki, który zostawia po sobie książka mająca znaczenie i wywierająca na nas wpływ.

Naprzemiennie mamy do czynienia z narracją z perspektywy Violet oraz Fincha. Violet to dziewczyna, która była niegdyś popularna, pełna optymizmu i otwartości na świat, uwielbiała pisać i marzyła o studiowaniu kreatywnego pisarstwa w Nowym Jorku, ale odkąd uczestniczyła w wypadku samochodowym, w którym zginęła jej starsza siostra Eleanor, zamknęła się na bliskich i na słowa, które niegdyś niosły jej pociechę. Szczerze mówiąc, do tej pory nie jestem pewna własnych odczuć względem Violet. Czasami za bardzo zadzierała nosa i jej reakcje były przesadzone, ale ta dziewczyna ani mnie nie denerwowała, ani nie sprawiła, że ją polubiłam. O wiele ciekawszą postacią jest Theodore Finch, który zyskał miano Wariata, właśnie przez wielkie wu, a był po prostu bardzo wrażliwym dzieciakiem z trudną przeszłością, do którego nikt w odpowiednim momencie nie wyciągnął pomocnej dłoni, którym nikt się nie zainteresował. Finch żyje we własnym, nieco pokręconym, ale barwnym świecie i ma obsesję na punkcie statystyk dotyczących samobójstw, każdego dnia rozważa różne sposoby na odejście z tego świata, co czyni go jedną z najbardziej oryginalnych postaci, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. 

Nie da się tej książki jednoznacznie opisać. Chyba najlepiej pasuje do niej określenie specyficzna. Nie jest fenomenalna ani emocjonująca, na pewno nie jest idealna, nie sprawiła, że drżałam z napięcia w oczekiwaniu na finał i nie mogłam usiedzieć w miejscu, nie zachwyciła mnie dialogami czy zaskakującym rozwojem fabuły, momentami była wręcz nużąca i niespecjalnie odkrywcza. Ale Wszystkie jasne miejsca ma w sobie coś, co sprawia, że trudno pozbyć się guli w gardle czy niespodziewanego ciężaru przygniatającego naszą klatkę piersiową po jej przeczytaniu. Ta powieść spowodowała, że w metaforycznym sensie stałam się zupełnie bezbronna. Wszystkie jasne miejsca to książka, która nie jest ani dobra, ani zła. Jest dziwnie nijaka i może przez to jest taka głęboka - te wszystkie niedociągnięcia, brak przekoloryzowania, nie silenie się na oryginalność, ale jednak podążanie własną ścieżką i trzymanie się rozdzierającej serce prawdy są wszystkimi jasnymi miejscami. Poszukajcie ich.

7/10
Czytaj dalej »

środa, 23 marca 2016

Niezwyciężona. Zdrada, czyli polityczne rozgrywki na najwyższym szczeblu

30
W Niezwyciężonej. Pojedynku Marie Rutkoski po prostu się zakochałam (post pochwalny ku jej czci możecie przeczytać tutaj). Ta książka była po prostu fenomenalna, autorka ustawiła sobie poprzeczkę naprawdę wysoko, ale kiedy zabierałam się za Zdradę, nie miałam żadnych wątpliwości, że uda się jej dokonać czegoś niesamowitego i jeszcze bardziej podniesie poziom całej trylogii. Miałam rację, jednak nie jestem z tego powodu szczęśliwa. Dlaczego? Bo Marie Rutkoski Zdradą złamała mi serce.

Kestrel żyje w klatce, którą sama dla siebie stworzyła - termin jej ślubu z synem cesarza, Verexa, zbliża się nieubłaganie. Dziewczyna z trudem znosi dworskie życie, bo chociaż wie, że postąpiła słusznie, jej serce wyrywa się ku Arinowi, któremu nie potrafiła zaufać na tyle, by wyjawić mu całą prawdę. Jednak Kestrel nie ufa już nawet samej sobie, podejmując decyzje, poprzez które sprzeciwia się dawniej wyznawanym wartościom i przez które może stracić życie. Czy dziewczyna jest gotowa zaryzykować wszystko, by zmienić otaczający ją bezwzględny świat?

Czasem, raz na kilkanaście książek zdarza się taka, którą masz ochotę jednocześnie czytać, ale i rzucić nią o ścianę, spalić czy przejechać samochodem. Dana powieść cię niszczy, nie możesz się po niej pozbierać, kilka dni po jej przeczytaniu chodzisz i wspominasz to, co się tam wydarzyło, a jednak wciąż jest ci mało. Taką pozycją jest Niezwyciężona. Zdrada - po jej przeczytaniu jestem zdruzgotana, rozbita, załamana, ale jednocześnie jestem poruszona, rozkochana, zaczarowana.

Druga część jest bardziej mroczna, śmiertelnie niebezpieczna, mniej koncentruje się na romansie i zawiera smakowity dodatek w postaci konspiracji oraz tajemnic. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak skrupulatnie Marie Rutkoski zaplanowała całą fabułę, która jest pełna oryginalnych wątków i szokujących dla czytelnika niespodzianek. Mimo że akcja nie pędzi do przodu, autorka doskonale wiedziała, jak przykuć moją uwagę, nie mogłam oderwać wzroku od książki, w której królują wciągające, inteligentne intrygi, kłamstwa i strategia. Czułam się tak, jakbym próbowała rozwiązać zagadkę, byłam zaangażowana w wydarzenia ze Zdrady równie mocno co bohaterowie i uwielbiam te wszystkie uczucia, które obudziła we mnie ta powieść.

Będę szczera - ta książka jest bardzo, ale to bardzo frustrująca! W pewnym momencie chciało mi się krzyczeć z powodu tych wszystkich kłamstw, nieporozumień i wbijania sobie noża w plecy w relacji Kestrel i Arina. Każda z ich wspólnych scen po prostu łamała serce, te fragmenty były tak intensywne, że wszędzie latały iskry i czułam motyle w brzuchu. Myślałam, że oszaleję z powodu tego miłosnego, ale pełnego nienawiści napięcia, które było między nimi wręcz namacalne. Mimo tego, jak bardzo skomplikowana relacja Kestrel i Arina mnie boli, wciąż jestem zdumiona tym, jak pięknie ten wątek jest przez autorkę prowadzony, trzymając nas w niepewności i strachu aż do ostatniej strony. I tak, przyznaję się otwarcie, rozkleiłam się, bo tylu emocji nie da się znieść za jednym razem, a Marie Rutkoski w sposób piękny oraz poetycki operuje językiem. Jej styl jest jeszcze bardziej czarujący i hipnotyzujący niż w Pojedynku.

Będę się powtarzać, ale... Uwielbiam Kestrel. Uwielbiam to, jak złożoną jest bohaterką, chociaż nie do końca dobrą - bywa egoistką i dokonuje wyborów, z którymi nie zawsze się zgadzam, jednak to tylko dodaje jej głębi. W nowym otoczeniu dziewczyny nie ma przyjaciół ani nawet sojuszników, jedyną osobą, na którą może liczyć, jest ona sama i dzięki temu gwiazda Kestrel zabłysła jeszcze jaśniej niż w poprzedniej części. Jest inteligentna, pełna zaciętości i determinacji, ale jest też wrażliwa. Podejmuje najtrudniejsze decyzje, których nikt inny nie odważyłby się podjąć, poświęca ludzi dla większego dobra, staje naprzeciwko cesarza w jego grze i udaje jej się przechytrzyć zaprawionych w polityce dworzan. Kestrel to postać, która budzi respekt i pozostaje jedną z najlepiej wykreowanych damskich heroin, z jakimi się zetknęłam.

Ta książka ma w sobie wszystko. Rozkoszowałam się każdą chwilą spędzoną ze Zdradą, całą sobą przeżywając perypetie bohaterów i w tej chwili jestem emocjonalnym wrakiem. Szukacie książki, którą pokochacie całym sobą i która bezpowrotnie namiesza w Waszym życiu? Nie znajdziecie lepszej. Niezwyciężona. Zdrada to rewelacyjna, nadzwyczajna książka, jedna z najlepszych, jakie miałam przyjemność czytać. Polecam, polecam, polecam!

9/10

Za możliwość przeczytania Niezwyciężonej. Zdrady serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!


A ponieważ oficjalna część recenzji uległa zakończeniu, teraz pozwolę sobie na caps locka i wyrzucenie z siebie tych wszystkich uczuć, które się we mnie skumulowały podczas czytania. Bo ja po prostu NIE MOGĘ UWIERZYĆ W TO, CO SIĘ W TEJ KSIĄŻCE WYDARZYŁO. Takich rzeczy się po prosto nie robi! A już na pewno nie kończy się w takim miejscu! Ta książka jest genialna, jeszcze bardziej genialna niż pierwsza część, która już była genialna, ale moje serce krwawi! JAK JA MAM TERAZ CZEKAĆ NA KOLEJNĄ CZĘŚĆ?! Kac książkowy, kac książkowy, kac książkowy. Inaczej się tego opisać nie da. A to i tak za mało.
Najlepszy sposób na podsumowanie tej książki.
Czytaj dalej »

niedziela, 20 marca 2016

Bez słów, czyli budzące się w ciszy uczucie

21
(źródło)
O Bez słów dowiedziałam się przypadkiem, a potem już nie potrafiłam wyrzucić z głowy opisu i przykuwającej wzrok okładki. Kiedy sprawdziłam ocenę książki na Lubimy Czytać (8,87 przy 315 ocenach) omal nie zeszłam na zawał, bo nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam na tym portalu tak dobre statystyki. Od razu nastawiłam się na unikatową, porywającą historię, dzięki której nie będę mogła spać po nocach i pełna oczekiwań zabrałam się za lekturę.

Bree Prescott w jednym momencie zostawia wszystko za sobą i przeprowadza się do niewielkiego miasteczka, rozpaczliwie poszukując wytchnienia od bolesnych wspomnień. Gdy spotyka lokalnego outsidera, jej początkowa nieufność zamienia się w fascynację - dziewczyna próbuje dowiedzieć się więcej o przeszłości milczącego, niedostępnego mężczyzny, nie zdając sobie sprawy, że Archer również skrywa mroczne tajemnice. Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich oboje i pomoże odnaleźć spokój?

Bez słów to książka-zagadka. Bardzo długo nie mogłam się zabrać do recenzji tej pozycji, bo po jej skończeniu mam ogromny mętlik w głowie. Z jednej strony jestem zauroczona pomysłem oraz wykonaniem, z drugiej czuję się nieusatysfakcjonowana, bo to miała być książka, która skradnie mi serce, a tak się nie stało. Bez słów łączy w sobie sprzeczności - z jednej strony porusza bardzo poważne problemy moralne, z drugiej jest przepełniona lukrem. Pod wieloma względami jest głęboka i wzruszająca, a jednak nie zapiera tchu w piersiach i niektóre tematy zostały potraktowane pobieżnie. Uwielbiam atmosferę tej książki, pełna słów cisza między bohaterami była wręcz namacalna, czułam całą sobą to milczenie, ale trudno było mi celebrować każdą stronę. Od pierwszych kartek autorka konfrontuje nas z tajemnicą, prezentując tylko wyrywkowe, skąpe informacje na temat głównych bohaterów, dlatego byłam bardzo ciekawa, co skrywają w sobie Bree oraz Archer. Mia Sheridan pogrywała sobie ze mną w wyrafinowany sposób, podsuwając tylko szczątkowe wiadomości, napięcie rosło, ale potem pękło jak przekłuty balon. Za szybko, za łatwo.

Nie mogę pozbyć się wrażenia, że autorka trochę przesadziła z dramaturgią, dlatego pewne aspekty przeszłości Archera przypominają brazylijską telenowelę, po prostu brakuje w nich autentyczności. Autorce należy się jednak uznanie za próbę odmiennego podejścia do trudnych przeżyć, które stały się nierozerwalną częścią każdej powieści z gatunku New Adult, bo w zagmatwanej historii mężczyzny i jego charakterze można poczuć powiew świeżości. Archer w swojej nieświadomości otaczającego go świata, bezbronnej niewinności, izolującego go bólu niesionego na barkach jest unikatowy, dlatego żałuję, że fragmenty napisane z jego perspektywy mogę policzyć na palcach jednej ręki, bo jest fascynującą postacią. Specyficzna charakterystyka głównego bohatera jest ogromną wartością tej książki. U jego boku Bree wypada blado, szczególnie na początku książki miałam do niej dużo zastrzeżeń, ale potem przyzwyczaiłam się do jej radosnej, ciekawskiej natury i zaczęłam podziwiać za samozaparcie, choć nie mogę powiedzieć, że ją polubiłam. Zwłaszcza, że Mia Sheridan poszła w jej wypadku na łatwiznę, z dnia na dzień pozbywając się objawów stresu pourazowego.

Bez słów to książka dobra, nawet bardzo dobra. Nie do końca uchroniła się przed schematami i przerysowaniem, ale za to obroniła się poruszającym, lirycznym wnętrzem, w którym fascynująca wielowątkowa intryga przeplata się z pięknymi opisami uczuć. Bez słów ma potencjał, by roztrzaskać serca czytelników w drobny mak, ale chociaż całość pochłonęłam w zawrotnym tempie i z wielką przyjemnością, nie mogę powiedzieć, że ta pozycja mnie zachwyciła, bo nie przeżyłam jej całą sobą. Co prawda uczucie powoli rodzące się między Bree a Archerem było tak cudowne, że bezwiednie się uśmiechałam, kiedy się docierali, mocno trzymałam za nich kciuki i czułam nerwowy skurcz w żołądku, gdy na ich drodze pojawiały się przeszkody, jednak moje emocje były powierzchowne. Sytuacje, które powinny wywoływać ból, wprawiać w osłupienie, szokować, mącić w głowie i w sercu zostały nieco spłycone i przyśpieszone, przez co nie mogłam się nimi delektować i naprawdę czegoś poczuć. Dlatego Bez słów przypadnie do gustu osobom, które szukają prostych wzruszeń oraz nieskomplikowanych emocji, historia na jeden wieczór, ale za to na jak ekscytujący!  

Podsumowując, Bez słów to książka, która wielbicieli gatunku NA w sobie rozkocha, ale przeciwników raczej do siebie nie przekona. Ja przede wszystkim doceniam tę powieść za to, że mimo lukru przemyconego w każdej scenie, nie ukazuje miłości jako leku na wszelkie zło, bo miłość potrafi być też przytłaczającym ciężarem, który nie każdy potrafi unieść. Najbardziej wartościowymi częściami Bez słów jest motyw akceptacji oraz przełamywania strachu. Ta książka pokazuje samotność i wyalienowanie, to jak krzywdzące może być ocenianie przez innych ludzi, jak wiele w życiu człowieka może się zmienić przez takie napiętnowanie i odseparowanie, ale jednocześnie stanowi piękny przykład walki z własnymi ograniczeniami i przeciwnościami losu. 

7/10

Za możliwość przeczytania książki Bez słów Mii Sheridan serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia