Na pewno kilka razy trafiliście już na posty, które opisują akcję #czytamyrazem, ale dla tych spóźnialskich - idea jest naprawdę prosta. Mama wpoiła kiedyś córce miłość do czytania, teraz nie ma czasu na książki, a córka owszem i podsuwa jej ulubione tytuły. Premiera najnowszej książki Rainbow Rowell, która jest skierowana zarówno do dorosłych, jak i do młodzieży, wspaniale wpasowała się w ideę wspólnego czytania. Oczywiście nie mogłam pozostać obojętna - uwielbiam czytanie, uwielbiam lekki jak piórko styl Rowell i postanowiłam przyłączyć się do akcji #czytamyrazem, wciągając w to moją młodszą siostrę, którą sukcesywnie zarażam pasją do czytelnictwa. Co wynikło z naszego wspólnego czytania Linii serc?
Georgie tworzy sitcomy. Jej praca spotyka się z uznaniem, ale wie, że ją i jej najlepszego przyjaciela, Setha, stać na więcej. Od dawna marzą o własnym serialu, do którego wstęp napisali jeszcze na studiach. Kiedy w końcu otrzymują swoją szansę od losu, Georgie jest przeszczęśliwa - w zamian musi jednak poświęcić wspólne święta z rodziną. Jest to o tyle trudne, że małżeństwo Georgii przechodzi kryzys i spędzenie Bożego Narodzenia osobno może ostatecznie pchnąć ich w stronę rozwodu. Oboje bardzo się kochają... Ale czy to wystarczy? Z pomocą przychodzi tajemniczy, żółty telefon, dzięki któremu Georgie dostaje szansę naprawienia przeszłości - po drugiej stronie słuchawki znajduje się Neal z przeszłości. Tylko czy uda jej się naprawić to, co poszło przed laty nie tak, czy może zaprzepaści ich szansę na wspólne szczęście?
Georgie tworzy sitcomy. Jej praca spotyka się z uznaniem, ale wie, że ją i jej najlepszego przyjaciela, Setha, stać na więcej. Od dawna marzą o własnym serialu, do którego wstęp napisali jeszcze na studiach. Kiedy w końcu otrzymują swoją szansę od losu, Georgie jest przeszczęśliwa - w zamian musi jednak poświęcić wspólne święta z rodziną. Jest to o tyle trudne, że małżeństwo Georgii przechodzi kryzys i spędzenie Bożego Narodzenia osobno może ostatecznie pchnąć ich w stronę rozwodu. Oboje bardzo się kochają... Ale czy to wystarczy? Z pomocą przychodzi tajemniczy, żółty telefon, dzięki któremu Georgie dostaje szansę naprawienia przeszłości - po drugiej stronie słuchawki znajduje się Neal z przeszłości. Tylko czy uda jej się naprawić to, co poszło przed laty nie tak, czy może zaprzepaści ich szansę na wspólne szczęście?
Rainbow Rowell udało się mnie zaskoczyć. Po przeczytaniu jej dwóch poprzednich książek spodziewałam się lekkiej, uroczej, trochę przesłodzonej, a przez to momentami nudnawej historii o pierwszej miłości. Jeśli wy również macie taki obraz Linii serc w głowach, natychmiast go wyrzućcie! Ta powieść w niczym nie przypomina Eleonory i Parka czy Fangirl, mimo że również dotyka tematu pierwszej miłości. Przede wszystkim ta historia nie jest idealna - jest prawdziwa. Realna. Namacalna. Przy poprzednich książkach Rowell miałam wrażenie, że czytam słodką bajkę z delikatną nutą goryczy, a tutaj autorka nie koloryzowała rzeczywistości długoletniego związku. Według mnie prostota, naturalność i prawda, jakie zostały zaprezentowane w Linii serc, są przepiękne.
To nie jest powieść, w której dużo się dzieje. Wszystko toczy się swoim ustalonym rytmem, na który składają się retrospekcje czy głębokie przemyślenia o miłości. Nie znajdziecie tutaj szalonych zwrotów akcji, nie będziecie trząść się ze zdenerwowania ani tym bardziej obgryzać paznokci z niepokoju o dalsze losy ulubionych bohaterów. Nie znaczy to jednak, że łatwo zapomnieć o tej pozycji - wciąż powracam do niej myślami, chociaż nie sądziłam, że wywrze na mnie tak duży wpływ. Nie mogłam się od niej oderwać, dopóki nie przekonałam się, jak to wszystko się zakończy, a miałam ogromne obawy, bo Rainbow Rowell słynie z otwartych zakończeń. Tym razem byłam jednak usatysfakcjonowana rozwojem sytuacji. Linia serc to opowieść pełna emocji, których trzeba się ich doszukiwać między wierszami, między gestami i podobnie jest z samą miłością.
W każdej książce tej autorki bohaterowie są unikatowi, nie do podrobienia. W Linii serc postacie również są mocnym atutem - polubiłam sympatyczną Heather, całkiem zakręconą matkę Georgii, przystojnego, pewnego siebie Setha i oczywiście Neala, który mężczyzną idealnym nie jest, ale stara się ze wszystkich sił i jest opoką dla Georgii. Od początku jego kreacja mnie intrygowała i pozostało tak już do samego końca. Niestety, najgorzej ze wszystkich wypada główna bohaterka, czyli właśnie Georgia. Niby jej zależało, ale w żaden sposób tego nie okazywała. Wiedziała, że musi naprawić ich relacje, jednak nie wykazywała inicjatywy. Mimo jej braku zdecydowania, nie mogę powiedzieć, że nie zapałałam do niej sympatią - miała cięty język, wspaniałe poczucie humoru i z uporem dążyła do wyznaczonego celu.
Rainbow Rowell to wyjątkowa autorka. Ma swój charakterystyczny, bardzo przyjemny styl, którym kartki są wręcz przesiąknięte i każdy ma inną opinię na temat jej książek. Fangirl podobała mi się o wiele mniej od Eleonory i Parka, mimo że większość osób uważała inaczej. W przypadku Linii serc zapewne również pojawią się różne głosy, ale ja będę twardo obstawiała przy swoim - jest to jak na razie najlepsza książka Rowell, jaką miałam okazję czytać. Początkowo nie dostrzegałam w niej tego czegoś, ale właśnie taka jest specyfika książek Rowell - czytasz, czytasz i nawet nie wiesz, kiedy się zakochujesz. Nieodwracalnie i całkowicie. Może Linia serc nie jest innowacyjna. Może bliżej jej do przyjemnej lektury niż arcydzieła. Może nie powaliła mnie na kolana, ale za to powoli i subtelnie wkradała się do mojego serca, gdzie zadomowiła się już na stałe. Ta powieść pozostawiła mnie z przyjemnym poczuciem lekkości i niezmąconego spokoju. To pocieszająca, ujmująca historia, która pokazuje, że warto walczyć o ukochaną osobę, nawet jeśli wydaje się, że to już koniec; że należy uparcie trzymać się iskierki nadziei i nigdy się nie poddawać. Mnie oraz moją siostrę Linia serc urzekła. Mamy nadzieję, że Wam również się spodoba.