czwartek, 29 czerwca 2017

Podsumowanie czerwca

0
Chyba w końcu powrócił ten czas, gdy na samym początku podsumowania miesiąca zaczynam narzekać na to, jak szybko mijały mi kolejne tygodnie. Bo czerwiec dla mnie skończył się dosłownie w mgnieniu oka, nie mam pojęcia, kiedy ten czas mi zleciał. Nie oznacza to wcale, że był to dla mnie dobry miesiąc, ponieważ nie pamiętam drugiego, równie trudnego dla mnie okresu, właściwie wszystko, co mogło się posypać, posypało się, ale staram się nie tracić nadziei na to, że wciąż wszystko może się ułożyć. 

ZRECENZOWANE


DODATKOWO


PODSUMOWANIE I PLANY

Ach, nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że w końcu wróciłam i posty na blogu pojawiały się regularnie! Nie ukrywam, łatwo nie było, wciąż próbuję wygrzebać się z zaległości, lecz idzie mi to coraz lepiej i mam nadzieję, że wkrótce odnajdę swój stały rytm pracy, bo jednak zardzewiałam przez te ostatnie miesiące. Jutro odbieram wyniki matury, mocno trzymajcie kciuki! Bałam się, że oczekiwanie będzie mi się dłużyło i faktycznie tak było pod koniec maja, ale czerwiec minął mi błyskawicznie, głównie dlatego, że ciągle coś czytałam, oglądałam lub nadrabiałam zaległości ze znajomymi. Teraz intensywnie myślę nad wprowadzeniem zmian na bloga – nad nowym cyklem, nowym szablonem, jeszcze zobaczymy, czy uda mi się zebrać i przysiąść.
Najlepszą książką czerwca bezapelacyjnie zostaje Królestwo kanciarzy Leigh Bardugo, czyli drugi i ostatni tom Szóstki Wron. Ach, wciąż cierpię po rozstaniu z moimi ukochanymi bohaterami i pewnie jeszcze nieraz powrócę do tej historii, bo jest naprawdę genialna i każdemu z was polecam zapoznanie się z tą duologią! Najniższe noty w tym miesiącu zdobyły Confess oraz Piosenki o dziewczynie, obie po pięć gwiazdek, ale choć Confess okazało się być dużym rozczarowaniem, tytuł najgorszej książki czerwca powędruje do Piosenek o dziewczynie. Nie wiem, czy jestem za stara, czy Chris Russell po prostu nie miał nic do zaoferowania, ale faktem jest, że męczyłam się z tą książką bardziej niż z egzemplarzem od Hoover. Największym zaskoczeniem miesiąca pozostaje Czego pragnie mężczyzna Sabriny Jeffries, ta historia zupełnie niespodziewanie wkradła się do mojego serca i teraz mam straszną ochotę na romanse historyczne z nutką kryminału! Cudowne!
Lipiec może być dość zabieganym miesiącem z powodu rekrutacji na studia i związanym z tym szaleństwem, lecz liczę na to, że uda mi się utrzymać dobrą formę. Teraz przede wszystkim ciągnie mnie do filmów i seriali, choć piętrzące się na półkach stosy nieprzeczytanych książek wydają się nie maleć, więc czeka mnie ciężka przeprawa! Na koniec chciałabym wam wszystkim podziękować za cierpliwość w trakcie ostatnich miesięcy, gdy przygotowywałam się do matury i za to, że wciąż ze mną jesteście <3 Naprawdę ogromnie to doceniam!


Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Fobos. Tom 2, czyli survival na Marsie

0
Nie wiem, czy jeszcze pamiętacie moją recenzję pierwszego tomu, lecz przyznaję otwarcie, że nie byłam zachwycona Fobosem. Nie rozumiałam tego całego hype'u wokół tej powieści, dostrzegałam w niej więcej wad niż pozytywów, momentami mnie nudziła, a główna bohaterka tak strasznie działała mi na nerwach, że najchętniej bym ją rozszarpała. Byłam pewna, że szybko zapomnę o Fobosie i raczej nie sięgnę po kolejne tomy, bo uznałam, że ta lektura niczego nie może mi zaoferować. Im więcej jednak czasu mijało, tym częściej myślałam o tej historii i coraz bardziej mi się podobała. Na przestrzeni miesięcy moje podejście uległo dużej zmianie, zaczęłam dostrzegać oryginalność Victora Dixena i jego wizji, nawet jeśli wciąż miałam zastrzeżenia do wykonania i nagle okazało się, że z ogromną niecierpliwością czekam na drugi tom! Cały czas zastanawiałam się, co jeszcze jest w stanie dla nas przygotować autor i powiem wam tyle: strasznie się cieszę, że dałam tej historii kolejną szansę, bo jestem zachwycona drugą częścią Fobosa! 

Lot statkiem Cupido trwa, ale Léonor i pozostali uczestnicy programu Genesis już wiedzą, że zostali oszukani – na Marsie będą w stanie przetrwać zaledwie kilka miesięcy. W wyniku buntu załogi transmisja reality show zostaje przerwana, a Serena, której zależało tylko na wzbogaceniu się, musi zacząć działać, by ratować swoją reputację. 
Tymczasem zbliża się moment ujawnienia Listy Serca. Uczestnicy dowiedzą się, czy ich uczucia zostały odwzajemnione. Najważniejsza decyzja jednak wciąż przed nimi: wylądować czy spróbować wrócić na Ziemię? Jedno jest pewne – łatwo się nie poddadzą.
Opis z LubimyCzytać

W drugim tomie Fobosa z jednej strony dzieje się bardzo dużo, przynajmniej ma się takie wrażenie, a z drugiej obiektywnie patrząc niewiele, choć w ogóle się tego nie odczuwa z powodu towarzyszącego nam napięcia. Powieść wciąga już od pierwszej strony i zanim się obejrzałam, już znajdowałam się w środku, złakniona dalszych informacji i kompletnie nie przeczuwałam, w jaką stronę podąży fabuła. Uważam to za ogromny plus, bo w przypadku pierwszej części o wszystkim wiedzieliśmy właściwie od początku i brakowało mi zaskoczeń, tymczasem tutaj cały czas towarzyszył mi strach o życie bohaterów, bo nikt nie wiedział, która strona nie wytrzyma w tej wojnie nerwów i pierwsza popełni błąd. Przyglądanie się marsjańskim kolonizatorom było naprawdę ekscytujące, wciąż uważam, że to jeden z najoryginalniejszych pomysłów na powieść, z jakimi się zetknęłam w życiu. Ostatnio miałam drobny problem z tym podziałem na plan, poza planem, kontrplan, ale tym razem wszystko ładnie się ze sobą łączyło i nie narzekałam już tak bardzo, gdy ze statku Cupido autor z powrotem zabierał nas na Ziemię. Mam wrażenie, że Fobos. Tom 2 był bardziej brutalny niż pierwsza część, a także bardziej dojrzały, niektóre tajemnice doczekują się swojego ujawnienia, lecz pojawiają się także nowe i naprawdę jestem zadowolona ze sposobu, w jaki Victor Dixen poprowadził większość wątków. 

W pierwszej części kierowałam ogromne zarzuty w stronę Léonor, ale teraz to zupełnie inna postać! Na całe szczęście przestała zachowywać się infantylnie, nie użalała się dłużej nad sobą i swoim losem (!), przestała mieć również tak gwałtowne wahania nastrojów, przez które zastanawiałam się, czy przypadkiem nie cierpi na chorobę dwubiegunową i okazało się, że naprawdę da się ją lubić! Stała się zdeterminowaną, niezłomną kobietą troszczącą się o innych, zaczęła w końcu podejmować rozsądne decyzje i naprawdę podoba mi się ta nowa odsłona Léo, która została ukazana w drugim tomie Fobosa. W końcu mogłam także lepiej poznać pozostałych bohaterów, nabrali nieco rumieńców, choć mam wrażenie, że Victor Dixen wciąż niektórych zaniedbuje, jak na przykład Safię, Samsona czy Tao, było też o wiele mniej Mozarta, a Liz i Kelly na początku mi się myliły. Mimo to podoba mi się sposób, w jaki autor przedstawił poszczególne relacje w grupie, która teoretycznie ma tworzyć zgraną drużynę, ale pojawiają się między nimi naturalne tarcia, dzięki czemu płaskie do tej pory postaci nabrały wielowymiarowości oraz charakteru. Co najlepsze, wcale nie mówię tutaj o wątkach romantycznych – uwielbiałam pełną iskrzenia relację Marcusa i Léonor, obecnie trochę zabrakło mi tego napięcia, lecz nie uważam, by książka bardzo na tym straciła, bo Victor Dixen poprawił się pod wieloma innymi względami. W drugim tomie Fobosa dużą rolę zaczyna odgrywać także Andrew Fisher i Harmony McBee, których już poznaliśmy, ale ich perspektywa najmniej przypadła mi do gustu. Przy bohaterach muszę jeszcze wspomnieć o tym, że każdy dialog, dotyczący nawet najbardziej prozaicznych, przyziemnych rzeczy, jest niesamowicie kwiecisty i poetycki. Z jednej strony strasznie mnie to bawiło, bo nikt tak nie mówi, a już na pewno nie nastolatki wychowane na ulicach i w nędzy, jest to po prostu sztuczne i momentami wręcz absurdalne, lecz z drugiej strony podniosłość ich wypowiedzi była naprawdę piękna.

Pod względem technologicznej strony misji kolonizacji Marsa Victor Dixen po raz kolejny stanął na wysokości zadania, w przystępny oraz interesujący sposób prezentując kwestie naukowe, widać, że przeprowadził dokładny research, który sprawia, że podczas czytania Fobosa ma się wrażenie, że podobny program randkowy mógłby się ziścić w przyszłości. Muszę także wspomnieć o zupełnie nieprzewidywalnym zakończeniu, autor wbił mnie swoim cliffhangerem w fotel i umieram z pragnienia, by poznać kontynuację, bo to mnie zniszczyło. Muszę natychmiast dostać trzeci tom w swoje ręce, a tutaj jeszcze tyle musimy czekać!

Druga część zdecydowanie spełniła swoją rolę, podnosząc poprzeczkę całej serii i przebijając poziomem swoją poprzedniczkę. Fobos czaruje kosmiczną atmosferą, którą wprost uwielbiam, nowymi dylematami i potyczkami z wrogami, bezwzględnymi, trudnymi decyzjami, które muszą zostać podjęte przez bohaterów oraz uroczą dawką romansu. Nawet jeśli pierwszy tom was nie przekonał to sięgnijcie po sequel, bo według mnie jest o wiele lepszy i naprawdę warto dać się wciągnąć w świat kosmicznego reality show, niebezpiecznych tajemnic i przygody. 

★★★★★★★☆☆☆

Seria Fobos:
Fobos // Fobos. Tom 2 // Fobos. Tom 3
Czytaj dalej »

piątek, 23 czerwca 2017

Cztery pory książki: lato

0
Oczywiście znowu rozminęłam się z dniem, kiedy astronomicznie rozpoczyna się nowa pora roku i przychodzę do was z tym postem spóźniona, ale co tam, liczą się intencje! Ponieważ mamy już lato, z tej okazji wraz z innymi bloggerkami książkowymi stworzyłyśmy listę powieści, z jakimi warto się zapoznać podczas wakacji. Akcja wyszła z inicjatywy Pauliny z bloga Bookzone, na którego serdecznie was zapraszam, tymczasem nie przedłużając, prezentuję wam zestawienie historii, które według nas idealnie nadają się na lato!

NIE PODDAWAJ SIĘ
Rainbow Rowell

Po jakie książki zwykle sięgamy latem? Ja osobiście podczas długich gorących miesięcy, kiedy słońce nam nie odpuszcza i wszędzie szukamy choć skrawka cienia, najchętniej czytam lekkie, niezobowiązujące powieści, które są w stanie mnie rozbawić i wzruszyć. Idealną książką na ten czas jest więc powieść Rainbow Rowell ,,Nie poddawaj się", która przeniesie nas w świat magii w nowym wydaniu.
Simon Snow rozpoczyna ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford i chociaż jest uważany za jednego z najzdolniejszych magów, wciąż niezbyt dobrze radzi sobie z czarami. Na dodatek ostatnio drogi Simona i jego dziewczyny coraz częściej się rozchodzą, a jego współlokator, a zarazem największy wróg Baz również nie daje mu spokoju. Jakby tego było mało, Podstępny Szarobur znów próbuje go zabić... W tym roku Simona czeka wiele wyzwań!
Przyrzekam - jest to jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałam w tym roku! Znajdziecie tu przede wszystkim niepowtarzalnych bohaterów oraz niebanalną akcję, która wciągnie Was i nie puści do samego końca. Mogę Wam zdradzić, że w tej książce pojawia się niezwykła para, jedyna spośród wszystkich par książkowych, jakiej tak naprawdę kibicuję! Nigdy nie spotkałam się jeszcze z tak dobrze dopasowanymi bohaterami i tak zabawną i porywającą akcją, przez którą bez przerwy chichotałam i piszczałam z radości jak mała dziewczynka. Wszyscy wielbiciele fanfiction będą zachwyceni tą powieścią, ale nie tylko! Jest ona idealna dla każdego, kto pragnie uciec do innego świata przed nieznośnym upałem i przeżyć niezwykłą wakacyjną przygodę!

~Dominika (http://booksofsouls.blogspot.com)


GAŁĘZISTE
Artur Urbanowicz


Wybór idealnej książki dla danej pory roku jest bardzo trudny. Jednak, gdy tylko chwilę pomyślałam, natychmiast przyszła mi na myśl powieść Artura Urbanowicza "Gałęziste". Jest to książka, w której bohaterowie wyjeżdżają na urlop w piękne rejony Suwalszczyzny. Na miejscu okazuje się, że nie mają gdzie mieszkać, bo właściciele posiadłości, w której zarezerwowali pokój, zapomnieli o nich i sami wyjechali Szybko jednak zorganizowali im nocleg na kilka dni w tajemniczych Białodębach, o których nikt nigdy nie słyszał. Od tamtej post młoda para jest świadkami dziwnych rzeczy, a wspomnienie o nich będzie towarzyszyć jej do końca życia.
To, co najbardziej przekonuje mnie do tego, że jest to idealna powieść na lato, to jej klimat. Osadzenie akcji na malowniczej Suwalszczyźnie sprawiło, że autor wprowadził nas w atmosferę błogości i spokoju. Artur Urbanowicz perfekcyjnie oddał piękno tego miejsca, dzięki czemu ma się wrażenie, że samemu zwiedza się opisane zakątki Polski. Jednocześnie wcześniej wspomniana błogość i spokój szybko zostają zmącone przerażającymi zjawiskami \, takimi jak twarz topielca znikająca w mgnieniu oka. Wszystko to sprawia, że historia bardzo przypomina tajemniczą legendę, której bohaterowie nie są w stanie określić, co jest prawdą a co jedynie wytworem ich przerażonych umysłów.
Gorąco polecam tę propozycję na letnie wieczory. Jestem pewna, że zabierze Was na niezapomniane wakacje i dostarczy wielu wrażeń.



CHŁOPAK Z SĄSIEDZTWA, CHŁOPAK Z INNEJ BAJKI, P. S. I LIKE YOU
Kasie West

Gdy Paulina zaprosiła mnie do tego gościnnego wpisu (za co ogromnie dziękuję! :*) i podała hasło, w myślach pojawiło się jedno nazwisko – Kasie West oraz jej powieści – „Chłopak z sąsiedztwa”, „Chłopak z innej bajki” oraz „P.S. I like you”. Każda z nich jest lekka, przyjemna, świetnie się je czyta, a bohaterowie poszczególnych historii są przyjaźni i nie sposób ich nie polubić. Pierwsza z nich jest o zmianie dziewczynki w młodą kobietę. Można dostrzec jak sama główna bohaterka, Charlie krok po kroku z chłopczycy staje się piękną, pewną siebie kobietą. „Chłopak z innej bajki” zestawia świat biednych i bogatych. Autorka pokazuje, że pieniądze szczęścia nie dają, ponieważ to, co najważniejsze nie da się ot tak kupić. Ponadto, West kreśli piękną historię o odnajdywaniu celu w życiu, poznawaniu samego siebie. Akcja ostatniej, lecz nie najgorszej powieść tej Autorki – „P.S. I likeyou” w dużej mierze toczy się w… szkole. Tak wiem, wiem, są wakacje, po co czytać o szkole? Jednak dla tej książki warto zrobić wyjątek. Mimo, że historia w pewnym momencie staje się przewidywalna, to dawno nie czytałam tak przyjemnej powieści.
Każda z tych książek ma w sobie coś, co sprawiło, że nie mogłam się od nich oderwać. W kilka godzin potrafiłam pochłonąć ponad 300-stronicową powieść, by po jej zakończeniu chcieć poznać jeszcze więcej historii stworzonych przez Kasie West. Myślę, że idealnie sprawdzą się jako letnia/wakacyjna lektura na plaży, czy na popołudnie w hamaku, a co najważniejsze będą odskocznią od szarej rzeczywistości.

~Iwona (http://ja-ksiazkoholik.blogspot.com)


PERCY JACKSON I BOGOWIE OLIMPIJSCY
Rick Riordan
Okres letni wiąże się z czasem wakacji, dlatego moja propozycja będzie bardziej z myślą o wakacjach. Jak sami zauważyliście, po raz drugi w tej notce pojawia się nazwisko Ricka Riordana, jednak ja chciałabym Wam polecić mitologię grecką.
Serię o młodym herosie chyba wszyscy znają, jednak dla "Świeżaków" przybliżę zarys fabuły.
Percy to zwyczajny chłopiec, jednak na jednej z wycieczek dzieje się coś bardzo dziwnego. Owo zdarzenie, w które Percy nie chce wierzyć odmienia jego życie na zawsze. To właśnie wtedy to wszystko się zaczęło. A co dokładnie? Szkolenia, walki na miecze, herosi, bogowie, potwory i można tak długo, długo wymieniać, jednak po co tracić na to czas skoro samemu możecie się o tym przekonać czytając książki niesamowitego Ricka Riodrana?
Niektórzy mogą mieć wątpliwości czy to aby na pewno dobry czas na książki, które już od pierwszych stron zawierają wzmianki o szkole, nauce i takich tam. Jadnak mogę Was zapewnić, że tak, to jest odpowiednia książka na wakacje i lato. W końcu ten okres kojarzy się z przygodami, mile spędzonymi chwilami, a tego w serii o młodym herosie nie trudno znaleźć.



MIECZ LATA
Rick Riordan

Znalezienie książki doskonałej na letni wypoczynek wcale nie jest łatwym zadaniem, dlatego dość długo zastanawiałam się nad powieścią, którą mogłabym wam polecić i ostatecznie zdecydowałam się na „Miecz Lata” Ricka Riordana. Choć mitologia nordycka kojarzy nam się raczej z mroźnym klimatem za sprawą skutej lodem ojczyzny Wikingów, to uważam, że pierwszy tom przygód Magnusa Chase’a jest wprost idealny do letniego leniuchowania! Autor wspaniale łączy rzeczywiste wydarzenia z magią i mitologią (oczywiście nawiązanie do Avengersów i Chrisa Hemswortha w roli Thora musiało się pojawić!<3). Cudowny, niezawodny humor Ricka Riordana oraz jego lekki styl pisania sprawią, że w mgnieniu oka przebrniecie przez tę historię i to z szerokim uśmiechem na twarzy, a wartka, gnająca do przodu akcja i zaskakująca intryga nie pozwolą wam się nudzić ani przez chwilę! „Miecz Lata” to wciągająca, porywająca lektura trzymająca w napięciu już od pierwszych stron ze świetnie wykreowanymi, różnorodnymi bohaterami i doskonale przedstawioną mitologią nordycką przenikającą się ze współczesnym światem. Jeśli na wakacjach szukacie zapierającej dech w piersiach przygody, to nie mogliście trafić lepiej!



Miecz Lata to oczywiście moje polecenie, uwielbiam Magnusa i jego przygody, aż wstyd, że wciąż nie zapoznałam się z drugim tomem, ale mam zamiar to wkrótce nadrobić! 
To teraz zdradźcie mi w komentarzach, jaka książka kojarzy się wam tym razem z latem! A może przygotowaliście dla siebie specjalny, wakacyjny TBR? Jeśli tak, koniecznie zostawcie linki do swoich postów, chętnie zaczerpnę dla siebie inspiracji :) 
Czytaj dalej »

wtorek, 20 czerwca 2017

K-drama: Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo

0
Chyba żadnej recenzji serialu czy nawet książki nie pisało mi się równie ciężko jak recenzji Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo. W momencie, w którym w końcu przemogłam się do utworzenia tego posta, minęło ponad pięć miesiący od chwili, kiedy skończyłam oglądać tę koreańską dramę, a w głowie wciąż mam pustkę i nieskończone pokłady przygnębienia, bo ta produkcja mnie nie zniszczyła. On po prostu mnie zmiażdżyła. Do tego stopnia, że prawdopodobnie powinno się mnie zamknąć w zakładzie psychiatrycznym. Czy warto było się tak torturować? Nie mam pojęcia. Ale z tego powodu nie zapomnę Moon Lovers do końca życia i już za każdym razem, gdy ktoś wymówi tę nazwę, w moim gardle będzie pojawiała się gula z powodu prześladujących mnie emocji.

Podczas zaćmienia słońca Go Ha Jin przenosi się z czasów współczesnych do czasów, w których Koreą rządziła dynastia Goryeo zapoczątkowana przez króla Taejo (ok. 918 roku). Budzi się w ciele szesnastoletniej arystokratki Hae Soo, która mieszka ze swoją kuzynką Panią Hae będącą żoną jedno z synów króla Taejo. Wkrótce Hae Soo zaprzyjaźnia się z młodymi książętami i przez to zostaje wplątana w pałacowe intrygi, gdzie każdy marzy o zagarnięciu tronu dla siebie. Rozdarta między walczącymi ze sobą braćmi, dziewczyna postanawia zmienić bieg historii.


Moon Lovers tak naprawdę można podzielić na trzy części: pierwsza i najdłuższa opowiada subtelną historię miłosną, gdy główni bohaterowie powoli się poznają i zakochują się w sobie. Muszę przyznać, że całość wypadła naprawdę słodko. Relacja głównych bohaterów była urocza, zabawna, a przy tym zadziorna i dostarczała mi mnóstwa radości, jednak wtedy nie zapowiadało się jeszcze na to, że ta drama stanie się jedną z moich ulubionych (a na pewno jedną z tych, które dogłębnie mną wstrząsną i pozostaną w mojej pamięci na bardzo długo). Ta część skupiona głównie na romansie miała około dziesięć odcinków, czyli zajęła połowę całego czasu antenowego. Za to później... Później fabuła znacznie przyspieszyła i zaczęło się istne szaleństwo! Z dość przewidywalnej, choć mocno skomplikowanej historii miłosnej powstała brutalna opowieść o walce o władzę, która prowadzi do krwawego rozłamu w rodzinie. Czasy beztroski i szczęścia, które wręcz emanowały z pierwszych odcinków Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo, zupełnie odeszły w niepamięć zastąpione przez bolesne zdrady, zawiłe, dworskie intrygi oraz niesprawiedliwość systemu. Każdy kolejny odcinek oglądałam z zapartym tchem, bo nie sposób było przewidzieć, w jaką stronę podąży cała fabuła, co chwila byłam zaskakiwana szokującymi zwrotami akcji, a napięcie rosło z odcinka na odcinek. Trudno było przewidzieć, kto okaże się sojusznikiem, a kto ostatecznie wbije nóż w plecy głównej bohaterce. Według mnie to była najbardziej udana część całej dramy, niesamowicie wciągnęłam się nie tylko w realia historyczne panujące w pałacu, ale także w nawarstwiające się tajemnice oraz podstępy. Jedyne, co mi przeszkadzało, to gwałtowne przeskoki w czasie. Jedna dwuletnia przerwa, druga czteroletnia – to była dla mnie przesada, zbyt duża dziura w fabule, jednak sama walka o władzę była krwawa i pasjonująca.


Trzecia część z kolei... Czy możemy o niej nie rozmawiać? Strasznie żałuję, że oglądnęłam pięć ostatnich odcinków, bo one zniszczyły mnie psychicznie, rozbiły moje serducho na miliony drobniutkich kawałeczków, których już nigdy nie da się skleić, do tej pory odczuwam ból na myśl, jak skończyła się historia Czwartego Księcia, czyli Wang So oraz Hae Soo. Nie mogłam przestać płakać, bo to zakończenie rozerwało moją duszę na pół. Nie zawsze byłam zachwycona tą relacją. Zdarzały się chwile, gdy bardzo zawodziłam się na Wang So i moja sympatia odrobinę przechylała się na stronę Ósmego Księcia, Wang Wooka, pierwszej miłości Hae Soo, co nie zmienia faktu, że historia So i dziewczyny była o wiele bardziej pasjonująca, urzekająca, ale też dramatyczna. W ogóle uważam, że Koreańczycy są mistrzami w tworzeniu wielokątów miłosnych (bo choć Hae Soo miała słabość tylko do tych dwóch książąt, większa ich liczba darzyła ją uczuciami), ponieważ w ogóle mnie to nie irytowało, wręcz przeciwnie, z zapartym tchem śledziłam różne interakcje między bohaterami, którzy na przestrzeni odcinków przechodzą niesamowitą przemianę, właściwie każdy z nich dojrzewa pod wpływem trudnych doświadczeń.


Przejdźmy do bohaterów. Nawet nie wiem, od czego mogłabym zacząć, bo pojawia się tutaj ich cała plejada, a każdy z nich ma zupełnie inny charakter. Choć początkowo nie byłam przekonana do Hae Soo to muszę przyznać, że szybko udało jej się zdobyć moją ogromną sympatię i naprawdę przeżywałam wszystko to, co się z nią działo. Na przestrzeni 20 odcinków przeszła niesamowitą przemianę – od infantylnej, odrobinę aroganckiej, swawolnej dziewczyny do zahartowanej, upartej kobiety troszczącej się o dobro innych. Naprawdę ją uwielbiam, nawet nie potrafię napisać, jak bardzo się z nią zżyłam. Muszę też wspomnieć o tym, że grająca ją IU jest przepiękna, nawet jeśli jej repertuar min jest dość ograniczony. Wang So jako postać lubiłam od samego początku, mam do niego ogromną słabość, może dlatego, że przypomina mi Zuko z Avatar: Legenda Aanga (ktoś kojarzy? Jeśli tak to ukocham!). Nieco dłużej musiałam przekonywać się do jego relacji z Hae Soo, ale nie da się ukryć, że dzięki niej z dzikiej bestii przeistoczył się w człowieka, choć nie był pozbawiony wad. Wang So jest mściwy i łatwo traci na sobą kontrolę, ale jest lojalny aż do bólu i zrobi wszystko dla osób, o które się troszczy. Na uwagę zasługuje także Baek Ah, trzynasty książę oraz Wang Jeong, czternasty książę, chyba najbardziej niedoceniany. Ogólnie polubiłam całą tę zgraję książątek, nawet tych podstępnych i zdradliwych, bo każdy z nich reprezentował sobą coś innego i naprawdę zgrabnie to wyszło (nawet jeśli momentami zaczynałam się gubić kto jest którym księciem).


Powiem otwarcie: odkąd wciągnęłam się w koreańskie dramy, żadna nawet nie zbliżyła się do poziomu mojego uwielbienia dla Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo. Pisanie tej recenzji okazało się być niezwykle trudne, bo podczas poszukiwania gifów łzy szkliły mi się w oczach, wszystkie cudowne, a także rozrywające serce sceny przelatywały mi przez umysł i czuję ogromną chęć, by ponownie obejrzeć tę produkcję, bo jest absolutnie fenomenalna. Nie doradzałabym jej jako wybór pierwszej dramy ever do oglądnięcia, ale jeśli chwilkę już siedzicie w tych klimatach i jeszcze nie zabraliście się za Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo koniecznie musicie to nadrobić! Choć ostrzegam, że to będzie bolesne przeżycie, po którym się nie pozbieracie. Musicie jednak uwierzyć mi na słowo, że warto, bo to cudowna historia, o której nigdy nie uda wam się zapomnieć.

Czytaj dalej »

sobota, 17 czerwca 2017

Piosenki o dziewczynie, czyli jak sprawić, by członkowie słynnego boysbandu szaleli za tobą

0
Piosenki o dziewczynie to nie jest mój standardowy wybór, jeśli chodzi o książki. Jest jednak lato, za oknem świeci słońce, cała ta atmosfera wakacji nastraja do wybierania nieco lżejszych powieści młodzieżowych, a pod tym względem Wydawnictwo Feeria Young nie zawodzi. Kiedy przeczytałam opis Piosenek o dziewczynie, od razu wiedziałam, że chcę poznać tę historię, bo do tej pory nie miałam jeszcze okazji czytać podobnej lektury, która w moich oczach miała być słodka i szybko mnie porwać. Niestety, rzeczywistość okazała się być nieco mniej optymistyczna od moich oczekiwań.  

Charlie Bloom najlepiej czuje się za obiektywem swojego używanego aparatu – nie lubi zwracać na siebie uwagi, dlatego gdy Olly, dawny kolega ze szkoły, a teraz członek jednego z najpopularniejszych boysbandów na świecie, Fire&Lights, prosi ją o wykonanie zdjęć na ich koncercie, dziewczyna po namyśle odmawia. Jednak najlepsza przyjaciółka Charlie będąca również największą fanką słynnego zespołu, ma inne plany i w jej imieniu zgadza się na sesję fotograficzną. Tam Charlotte poznaje Gabriela Westa – enigmatycznego, lecz niezwykle charyzmatycznego frontmana boysbandu, z którym czuje niezwykłą bliskość, połączenie, którego nie potrafi wytłumaczyć. Choć paczka chłopaków z Fire&Lights wydaje się być niezwykle zgrana, wkrótce Charlie odkrywa pierwsze zgrzyty w zespole, a kolejne wątpliwości tylko w niej narastają, gdy okazuje się, że piosenki boysbandu mają jakiś związek z wierszami jej nieżyjącej mamy zapisanymi w starym notatniku, która dziewczyna przechowuje pod łóżkiem. Jaka tajemnica kryje się za tym niezwykłym zbiegiem okoliczności?  

Która z nas nie marzyła kiedyś o tym, żeby spotkać swojego muzycznego idola, a najlepiej wybrać się z nim w trasę koncertową, podziwiać wszystko zza kulis i mocno trzymać kciuki podczas każdego występu oglądanego z zapartym tchem? Muszę przyznać, że pod względem zainteresowania showbiznesem jestem trochę jak nasza główna bohaterka, która nie czyta gazet plotkarskich i nie śledzi kariery sławnego boysbandu, ale taka myśl pojawiła się raz czy dwa w mojej głowie, kiedy byłam młodsza, choć był to raczej wyimaginowany zespół ;) Chris Russell w swojej powieści przedstawia pragnienia wielu nastolatek i niestety czuć, że Piosenki o dziewczynie zalatują trochę fanfiction. Nie mam nic przeciwko fanowskim opowiadaniom, wręcz przeciwnie, niektóre są naprawdę dobrze napisane, lecz istnieje spora różnica między zbudowaniem kompletnej powieści a zamieszczaniu kolejnych rozdziałów w sieci. Do napisania Piosenek o dziewczynie skłoniła autora jego własna przygoda, bo w przeszłości pisał dla fanclubu One Direction i kiedy się o tym dowiedziałam, w mojej głowie od razu pojawiło się a nie mówiłam?

W tej historii zostały wykorzystane po prostu wszelkie możliwe schematy właściwe dla podobnych opowiadań. Pojawił się zaledwie jeden zwrot akcji, którego się nie spodziewałam, lecz reszta była dość przewidywalna i szablonowa. Mam wrażenie, że Piosenki o dziewczynie to zaledwie bardzo rozbudowany wstęp do całej historii. Tempo powieści było dość ospałe, wcale nie działo się zbyt wiele, a zakończenie zostawiło nas z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Dopiero na ostatnich stu stronach zaczęło dziać się coś więcej, mam wrażenie, że wcześniej przez cały czas staliśmy w miejscu. Mój kolejny zarzut dotyczy tego, że autor starał się być na siłę młodzieńczy i nadużywał młodzieżowego slangu. Niektóre określenia były naprawdę absurdalne, już dawno wyszły z użycia albo pojawiły się takie, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Ten zabieg był zupełnie niepotrzebny, a ja krzywiłam się co jakiś czas, bo Chris Russell po prostu przesadził.

Do tej pory nie jestem pewna co sądzić o niektórych bohaterach występujących w Piosenkach o dziewczynie. Największy problem sprawia mi chyba nasza główna bohaterka, czyli Charlie Bloom. Z jednej strony jest to twardo stąpająca po ziemi dziewczyna, która nie lubi się rzucać w oczy i ma swoją pasję. Nie mogę powiedzieć, żeby specjalnie wyróżniała się czymś na tle innych bohaterek, chyba że nieodpowiedzialnymi, nielogicznymi decyzjami, jakie podejmowała oraz odrobinę narcystycznym, denerwującym podejściem pod pewnym względem. O wiele barwniejszą postacią była Mel, najlepsza przyjaciółka Charlie, która wnosiła element humorystyczny do historii, podobnie jak Yuki oraz Aiden, dwóch członków Fire&Light, którzy bezwarunkowo zdobyli moje serce swoimi przepychankami i żartami. O Olly'm nie mogę powiedzieć nic poza tym, że to miły chłopak. Na początku miałam wątpliwości co do Gabe'a, ale z biegiem czasu coraz bardziej się do niego przekonywałam, bo okazało się, że skrywa drugie oblicze. Ma mroczną stronę, lecz jego cechy charakteru zostały tak ładnie zbalansowane, że byłam szczerze zaciekawiona dalszym rozwojem jego postaci.

Piosenki o dziewczynie czyta się całkiem przyjemnie i szybko, choć muszę przyznać, że na początku mocno się męczyłam. Dość sporą część fabuły zajmuje muzyka, z czego bardzo się cieszę, zwłaszcza że jeszcze nie spotkałam się z tak ekscytującym opisem koncertów w książce, naprawdę można było poczuć elektryzującą atmosferę kolejnych występów. Jeżeli interesują was utwory pojawiające się w książce, możecie ich posłuchać na tej stronie, nagrał je sam autor ze swoim zespołem, ale otwarcie mówię, że taka muzyka w ogóle nie trafia w mój gust i wolałabym ich chyba nie znaleźć. Jak już wspominałam, Piosenki o dziewczynie kończą się strasznym cliffhangerem, jednak wciąż nie mam ochoty zapoznać się z kolejną częścią. To powieść dobra na jeden raz, być może zachwyci kogoś młodszego ode mnie, bardziej zainteresowanego muzyką i światem celebrytów, ale nie jest to książka, którą usilnie będę wam polecać, bo raczej niczego nie wniesie do waszego życia. 

★★★★★☆☆☆☆☆ 

Seria Piosenki o dziewczynie
Piosenki o dziewczynie // Songs about us // ?

Za możliwość przeczytania Piosenek o dziewczynie serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia