Serial: The Good Wife – sezon 1

15:15


Do obejrzenia The Good Wife zabierałem się od kilku dobrych miesięcy, ale zawsze udawało mi się znaleźć jakąś wymówkę, żeby odłożyć to na później. Może było to spowodowane zwykłym lenistwem, a może tym, że seriale prawnicze to tak naprawdę nie moja bajka i dość szybko mnie nudzą. Przyszedł jednak ten magiczny dzień, kiedy stwierdziłem, że już naprawdę nie mam co oglądać i postanowiłem udać się na wycieczkę po Netflixie. Wtedy właśnie po raz kolejny natknąłem się na ten serial. Z miską popcornu na wypadek nudy i raczej dość negatywnym nastawieniem zabrałem się za pierwszy odcinek. I przyznam szczerze — żałuję, że nie udało mi się przełamać wcześniej. 


Alicia Florrick (Julianna Margulies) to matka dwójki nastolatków i żona Petera Florricka (Chris Noth) — prokuratora stanowego. Można powiedzieć, że ich życie jest jak z bajki: dom w bogatej dzielnicy Chicago, wielu zamożnych i wpływowych znajomych. Wszystko zmienia się jednak diametralnie, gdy na jaw wychodzą kompromitujące fakty związane z życiem Petera. Ujawnione zostają nie tylko afery korupcyjne z jego udziałem, ale też nagrania ze spotkań z prostytutką. Florrick zostaje skazany i trafia do więzienia. Ludzie zaczynają się zastanawiać, jak z problemem poradzi sobie Alicia: postanowi wiernie trwać przy boku męża i wspierać go, a może odejdzie? Kobieta sprzedaje dom i przeprowadza się do mieszkania w innej części miasta. W opiece nad dziećmi pomaga jej teściowa, Jackie Florrick (Mary Beth Peil). Alicia, po 13-nastu latach przerwy, decyduje się wrócić do zawodu prawnika. Pomocną dłoń wyciąga do niej przyjaciel, będący jednocześnie miłością z dawnych lat — Will Gardner (Josh Charles), jeden z właścicieli firmy prawniczej "Stern, Lockhart & Gardner". 


Zdecydowanie największym plusem serialu, pomijając interesującą fabułę, są genialni bohaterowie, którzy zasługiwaliby na oddzielny post i lawinę pochwał. Cała plejada świetnie wykreowanych postaci sprawiła, że ciężko było mi oderwać się od ekranu chociaż na chwilę i ta obsesja  poskutkowała obejrzeniem pierwszych dwóch sezonów w zaledwie 4 dni. Zresztą uzależniłem się od nich na tyle, że nawet przed zaśnięciem nie mogłem przestać myśleć o tym, jak potoczą się ich dalsze losy, jakie jeszcze tajemnice skrywają. Nikt nie jest wyidealizowany: każda z postaci ma swoje lepsze i gorsze chwile, przeżywa kryzysy, popełnia głupie błędy. A tak w sumie, to poświęcę postaciom osobny akapit.


Zacznijmy od głównych bohaterów. Alicia Florrick zdecydowanie zasługuje na miano "żony idealnej"— wiernie trwa przy boku męża, nawet jeśli sprawia jej to ból. Uczciwa do bólu (czasami aż za bardzo, co potrafi zirytować), oddana zarówno pracy, jak i rodzinie, zawsze chętna do pomocy innym. Może nie zapamiętam jej jako najlepszej postaci z The Good Wife, ale na pewno znajdzie się w czołówce tych ulubionych. Na osobistą listę najlepiej wykreowanych postaci żeńskich w serialach też ją wcisnę. Z kolei Peter Florrick raczej nie będzie przeze mnie wspominany dobrze, nawet mimo sympatii, którą momentami do niego czułem. Z jednej strony pozornie się zmienia, z niewiernego męża powoli staje się kimś lepszym, a z drugiej widać, jak bardzo stara się manipulować swoim otoczeniem. Na wyróżnienie (chociaż niekoniecznie pozytywne) zasługuje też kilka postaci drugoplanowych. Moje serce już na samym początku skradła Kalinda Sharma — śledcza ze "Stern, Lockhart & Gardner". Inteligenta, sprytna, potrafiąca wybrnąć z każdej sytuacji, a do tego umiejętnie posługuje się sarkazmem. Następny w kolejce jest Cary Agos, czyli chyba najbardziej irytująca postać w całym serialu. Jest arogancki, zupełnie ignoruje uczucia innych. Samo pisanie o nim sprawia, że mam ochotę wskoczyć w ekran i porządnie nim potrząsnąć, żeby się w końcu ogarnął. Natomiast Diane Lockhart i Will Gardner to postacie, na których temat nie jestem w stanie wypowiedzieć się jednoznacznie: kobieta pozornie chłodna i zdystansowana, ale broniąca swoich wartości, no i kobieciarz, któremu zdarzają się chwile czułości. Momentami ich kocham, momentami nienawidzę, jednak nie wiem które uczucie dominuje. A co z Grace i Zachiem, czyli dziećmi Florricków? Tutaj sprawa jest raczej prosta. Denerwują mnie do granic możliwości i naprawdę podziwiam ich matkę. 


The Good Wife to serial, który nie stara się udawać arcydzieła. Ma swoje wady, jak chociażby momentami niepotrzebne odwlekanie wydarzeń w czasie i nadmierne rozciąganie akcji lub okazjonalne sypanie banałami, ale mimo to według mnie w tym serialu przeważają plusy. Bohaterowie nie są przerysowani, ich wspaniale opowiedziane historie porywają widza od pierwszego odcinka. Fabuła przykuwa do ekranu już od samego początku, mimo że akcja pierwszego sezonu kręci się głównie wokół afery korupcyjnej z Peterem Florrickiem w roli głównej. Na pochwałę zasługuje też fakt, że w każdym odcinku firma pracuje nad inną sprawą (niestety, tematyka jest dość standardowa dla produkcji prawniczych: głównie morderstwa, gwałty, przekręty) i, oczywiście, nie zawsze są to procesy wygrane. Do tego dochodzi mnóstwo intryg i tak niespodziewanych zwrotów akcji, że czasami trzeba się cofnąć o parę minut i obejrzeć dany fragment od nowa. Każde 40 minut (bo tyle zazwyczaj trwają odcinki) pozostawia niedosyt. Serial naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył i żałuję, że nie zabrałem się za oglądanie go wcześniej. Gorąco polecam wszystkim. Nawet tym, którzy do produkcji prawniczych pałają tak dużą miłością jak ja.


Cześć, kochani! Jak widzicie, na jeden dzień udostępniłam bloga Burtonowi, który spamuje mi tym serialem od bardzo dawna i musiał się w końcu komuś wygadać. A że najwyraźniej nie jestem wdzięcznym słuchaczem, przyszedł do was ze swoją recenzją The Good Wife ;) Mam nadzieję, że przyjmiecie go cieplutko; to pierwsza recenzja, jaką kiedykolwiek napisał, dlatego miejcie to na uwadze. Według mnie świetnie się spisał (zwłaszcza patrząc na moje pierwsze recenzje)! 

You Might Also Like

0 KOMENTARZY

Witaj drogi Czytelniku!
Każde Twoje słowo sprawi mi wiele radości, niezależnie czy są to słowa pochwały, krytyki, obietnica przeczytania recenzowanej książki w przyszłości - wszystko wywoła na mojej twarzy geekowaty uśmiech.

Google+ Followers