piątek, 31 marca 2017

Perfekcyjne, czyli jak daleko jesteś w stanie się posunąć, by pozostać idealną

0
Sara Shepard to autorka, która jest głównie znana ze swojego tasiemca, składającej się z szesnastu tomów serii Pretty Little Liars i chyba niewiele jest osób, które nie kojarzą tego tytułu, choćby za sprawą popularnego serialu. Nigdy specjalnie mnie nie ciągnęło do tego cyklu autorki, bo liczba tomów jest naprawdę porażająca, ale kiedy dostałam możliwość zapoznania się z inną powieścią Sary Shepard, postanowiłam się przekonać na własnej skórze, skąd wzięła się jej popularność. 

Ava, Caitlin, Mackenzie, Julie i Parker – wszystkie dążą do perfekcji bez względu na cenę.
Połączyła je nienawiść do przystojnego kobieciarza Nolana Hotchkissa, który zranił każdą z nich. Dziewczęta planują morderstwo doskonałe – w żartach, rzecz jasna, bo nigdy by się na to nie odważyły. Kiedy Nolan ginie tak, jak to planowały, nastolatki stają się głównymi podejrzanymi. Tylko że to nie one zabiły!
A więc kto? Jeśli szybko nie rozwiążą zagadki i nie zdemaskują mordercy, ich perfekcyjne życie legnie w gruzach.
Opis z LubimyCzytać

Bardzo mi się podobało, że autorka stopniowo odkrywała przed nami swoje karty, nigdy nie było wiadomo, jaką informacją z przeszłości dziewczyn czy odnośnie tego feralnego wieczoru nas zadziwi. Jestem naprawdę mile zaskoczona wątkiem kryminalnym, który subtelnie przewijał się przez fabułę, spajając poszczególne wydarzenia ze sobą, lecz nie zdominował całej historii. Sieć intryg jest na tyle przemyślana, aby czytelnik niczego się nie domyślił, a oczekiwał na kolejne wskazówki z zapartym tchem. Sara Shepard genialnie stopniowała napięcie, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, ale już od początku uderzyła mnie... wtórność tego wszystkiego. Może nigdy nie czytałam książek z serii Pretty Little Liars, jednak oglądałam serial i te dwie rzeczy mają ze sobą naprawdę dużo wspólnego. Znowu mamy pięć dziewczyn, które wydają się być idealne, bez skazy, ale każda z nich niesie z sobą jakiś bagaż z przeszłości i tajemnicę. Znowu w ramach zemsty robią coś, czego nie powinny, a upokarzający żart kończy się tragedią. Znowu ktoś próbuje wrobić je w przestępstwo, którego nie popełniły. Można tak wymieniać dalej i choć obie te serie różnią się szczegółami, to zamierzenia na całą historię są podobne, więc jestem trochę niezadowolona z autorki za to, że nie postarała się wymyślić czegoś nowego i wyjątkowego. Zwłaszcza że w Perfekcyjnych prym wiodły wątki obyczajowe, których rozwiązanie było tak oczywiste, że nieustannie wywracałam oczami podczas czytania. Trudno w tej książce liczyć na szalone zwroty akcji, zaskakujące były bardziej flashbacki niż to, co faktycznie się działo w fabule, choć myślę, że jest to w głównej mierze wymuszone tym, że autorka dawała nam czas na odkrycie bohaterek, ich tajemnic i wdrożenie się w ich sytuację życiową, gdy nagle wszystko wywraca się do góry nogami po śmierci Nolana.

Na początku miałam dość duży problem z wgryzieniem się w Perfekcyjne, bowiem mamy aż pięć narratorek. Co rozdział towarzyszymy innej dziewczynie w walce z jej demonami, a ja nie przepadam za powieściami, w których jest tak duża ilość perspektyw. Dość szybko jednak przestało mi to przeszkadzać, bowiem gdyby nie różne imiona i odmienne historie, pewnie nawet bym się nie zorientowała, że zmieniła się narratorka. Sara Shepard tak skupiła się na przeszłości dziewczyn i ich obecnych rozterkach, że po prostu nie zostało miejsca na rozwinięcie ich charakterów i wszystkie są identyczne, tak jak mówiłam, różnią się tylko imionami, historią i środowiskiem. Bohaterowie nie mają żadnej głębi, ale co dziwne, da się ich lubić! Nie mogę powiedzieć, że zżyłam się z dziewczynami, lecz zdecydowanie odczuwam do nich dziwną sympatię i im kibicuję. Autorka w bardzo sprytny sposób przemyciła za pomocą swoich postaci ważne problemy społeczne jak prześladowanie w szkole, silną presję na bycie bez skaz, wyścig szczurów, przemoc domowa, rodzic cierpiący na obsesyjne zbieractwo... Można by tak jeszcze długo wymieniać i mimo wykorzystywania przez Sarę Shepard pewnych kalek oraz wyświechtanych schematów, bardzo się cieszę, że za każdym razem oprócz przedstawienia kryminalnej historii czy zwykłych rozterek nastolatek, stara się również zgłębić trudne tematy, również te pozostające społecznym tabu.

Szczerze mówiąc, jestem zdziwiona tym, jak bardzo Perfekcyjne przypadły mi do gustu. Może nie jest to wybitna lektura, należy raczej do gatunku guilty pleasures, ale czytało mi się ją bardzo dobrze, stanowiła świetne, niewymagające odstresowanie. Co prawda nie wiem, czy ta powieść przypadłaby do gustu fanom serii Pretty Little Liars, bo występuje dużo podobieństw między tymi historiami, lecz jeśli ktoś nie miał jeszcze przyjemności zapoznać się z prozą Sary Shepard, powinien być jak najbardziej zadowolony. A samo zakończenie książki... Kurczę, Sara, takich rzeczy się po prostu nie robi! Miałam nadzieję, że cała historia zamknie się w jednym tomie, ale spokojnie, nie musicie obawiać się kolejnego tasiemca, druga część jest zarazem tą finalną i już nie mogę się doczekać, aż poznam wszystkie odpowiedzi na swoje pytania! Podsumowując, Perfekcyjne to lekka, przyjemna historia dla młodzieży z wciągającą zagadką kryminalną w tle. Może nie powala oryginalnością, ale czyta się ją niezwykle szybko i zanim się obejrzycie, przewrócicie ostatnią kartkę z ogromnym szokiem wypisanym na twarzy i palącą potrzebą zapoznania się z drugim tomem!


Duologia The Perfectionists:
Perfekcyjne // The Good Girls

Książka Perfekcyjne dostępna jest do kupienia tylko w Moondrive Shop! Serdecznie zapraszam! 
Czytaj dalej »

wtorek, 28 marca 2017

20 faktów o mnie

0
Cześć, książkoholicy! Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy, bo właśnie obchodzę swoje 20 urodziny! To straszne szaleństwo, nie mam pojęcia, kiedy ten czas minął, ale wcale nie czuję się inaczej i mam nadzieję, że tak mi już zostanie. Z tej okazji przygotowałam jednak dla was post z dwudziestoma faktami, a raczej ciekawostkami o mnie :) O niektórych rzeczach pewnie już wiedzieliście, o innych nie, lecz mam nadzieję, że i tak będzie wam się podobało :) 


Moim pierwszym fikcyjnym zauroczeniem był Piotruś Pan i niezmiennie zajmuje on wyjątkowe miejsce wśród moich licznych mężów. Kiedy byłam mała, marzyłam tylko o tym, żeby przyleciał i zabrał mnie do Nibylandii. 

Widziałam wszystkie filmy nakręcone na podstawie książek Nicholasa Sparksa, ale nie przeczytałam żadnej jego powieści. I nie, moim ulubionym filmem wcale nie jest Pamiętnik!

Nie znoszę zapachu kawy. Uwielbiam za to herbatę (zwykłą, czarną, bez szaleństw) i gorącą czekoladę. 

Nie pamiętam okresu w moim życiu, w którym bym nie czytała. Nigdy nie trzeba było mnie specjalnie do tego zachęcać, sama sięgałam po kolejne tytuły. 

Moją ulubioną księżniczką Disneya jest Mulan.

Jestem dumną przedstawicielką domu Hufflepuff z wilkiem jako patronusem i różdżką 12 cali z sykomory z włosem jednorożca, sztywna.

Chociaż książki to niewątpliwie jedna z moich największych pasji, nie jest jedyną. Uwielbiam pisać własne historie, jeździć konno, blogować, a pieczenie uznaję za najlepszy sposób na pozbycie się złości ;)

Bardzo rzadko słucham muzyki. Nie mam ulubionego gatunku, z reguły ciągnie mnie do ballad, bo mają najpiękniejsze słowa. Takie zboczenie humanistki ;)

Panicznie boję się horrorów, unikam ich oglądania jak ognia, bo nawet jeśli to fikcja, te sceny będą mnie jeszcze prześladować na długo po oglądnięciu filmu i nie potrafię ich wyrzucić z głowy.

(Dodatkowa ciekawostka: jestem beznadziejnym przypadkiem, jeśli idzie o grafikę komputerową, dlatego wybaczcie mi wszystkie niedociągnięcia!
Załóżmy, że pierwsza część dotyczyła hobby, więc teraz jedziemy kolejną wyliczankę od nowa i stąd inna oprawa xD A tak dobrze mi szło!)

10. Nie umiem zasnąć, jeśli w pokoju nie mam całkowitej ciemności i ciszy. Mam bardzo lekki sen i łatwo się wybudzam, a zasypianie w nowych miejscach to dla mnie koszmar.

11. Uwielbiam pisać piórem.

12. Odkąd zaczęłam oglądać koreańskie dramy, zafascynowałam się wschodnią kulturą – nie tylko obyczajami, ale także językiem i moim wielkim marzeniem stało się pojechanie do Azji, choć wcześniej nie był to mój pierwszy wybór, jeśli chodzi o podróże.

13. Najlepsze lody to te o smaku ciastek Oreo!

14. Nie znoszę sukienek i spódnic. Nawet na własnej studniówce nie pojawiłam się w podobnej kreacji; zamiast tego zdecydowałam się na jednoczęściowy, elegancki kombinezon i uważam to za jedną z lepszych decyzji w moim życiu. 

15. Na żadnym z moich świadectw ukończenia klasy nie znajdziecie ocen niższych niż szóstka i piątka. Utrzymanie moich ocen końcowych na takim poziomie było moją małą obsesją.

16. Trudno mi znieść wszelkiego rodzaju perfumy, bo od razu dostaję zawrotów głowy i czuję się po prostu niedobrze.

17. Można powiedzieć, że jest ze mnie mały wampir – nie lubię słońca, a przy pierwszych, wiosennych promieniach słońca pojawia się u mnie uczulenie ;)

18. Mimo to jestem strasznym zmarzluchem, mam zawsze zimne dłonie i stopy.

19. Jestem strasznie sentymentalna i chomikuję zupełnie nieprzydatne mi rzeczy.

20. Przepis na najlepszy dzień? Karaoke z piosenkami z High School Musical/bajek Disneya, gorąca czekolada z piankami, deszcz za oknem, ciepły, puchaty kocyk, dobra książka, film Nicholasa Sparksa i snucie teorii spiskowych na temat tego, co się stało z moim listem z Hogwartu ;)


To tyle na dzisiaj. Najbardziej mnie interesuje, do jakiego domu w Hogwarcie należycie, jaka jest wasza ulubiona księżniczka Disneya i kto był waszym pierwszym, książkowym crushem! Zostawiajcie odpowiedzi w komentarzach! 
Czytaj dalej »

sobota, 25 marca 2017

Epikbox #6

0
Cześć, książkoholicy! Na lutowego Epikboxa przyszło nam czekać naprawdę długo, w końcu jest już właściwie końcówka marca, ale wokół tego pudełka było mnóstwo zawirowań. Osobiście zdecydowałam się go zamówić ze względu na figurkę Mystery Funko Pop, która miała znaleźć się w środku, jednak okazało się, że dostawca nie był w stanie dostarczyć produktu w terminie, byłyby chyba dostępna dopiero w maju i z tego powodu Epikbox został rozesłany bez figurki, w zamian za to miała pojawić się większa ilość gadżetów. Nie ukrywam, że byłam z tego powodu mocno zawiedziona i zła, bo gdyby nie Funko Pop, nie zdecydowałabym się na zakup. Nie będę jednak przedłużać, zaraz sami zobaczycie, co znalazłam w środku i czy naprawdę wynagrodziło mi to stratę figurki. 
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to teczka ze ślicznym motywem. Na pewno będę ją wykorzystywała do przechowywania kserówek i innych papierów. W środku znalazłam trzy plakaty; jeden przedstawia Feyrę i Rhysa (<333), wiem, że drugi ma coś wspólnego z Diabelskimi Maszynami Cassandry Clare, ale nie mam pojęcia, kto się na nim znajduje, a trzeci przedstawia Kaza i Inej i właśnie on podoba mi się najbardziej, jest przepiękny! Co prawda jeszcze nie znalazłam dla tych obrazków miejsca w pokoju, jednak na pewno postaram się znaleźć przestrzeń, na której będę mogła je powiesić, zwłaszcza ten odnoszący się do Szóstki Wron

Oto kolejne gadżety, które znalazłam w środku. Na początku nie byłam specjalnie zadowolona z kolejnej torby, jednak strasznie podoba mi się jej design i ze wszystkich, jakie posiadam, jest najlepszej jakości, naprawdę gruba i solidna. Oprócz tego małe, słodkie lusterko z napisem Reading is always in fashion, kołonotatnik (ich nigdy za mało!) oraz podstawka pod kubek z motywem książki, która już okazała się być dla mnie bardzo przydatna. 

W pudełku znalazłam także krótką notatkę od autorki książki, reklamę najnowszego epikbox vintage (trochę szkoda, że nie zawarto jakiegoś kodu promocyjnego) oraz cytat Sary J. Maas (na odwrocie znajduje się lista wszystkich gadżetów), który mam zamiar powiesić na tablicy korkowej, bo wygląda wprost cudownie. Do tego duża zakładka magnetyczna z Hedwigą, a ponieważ jestem małą psychofanką zakładek od Epikboxa, jestem oczywiście przeszczęśliwa z tego powodu.

Na koniec książka, czyli Zakazane życzenie Jessici Khoury. Z oczywistych względów wszyscy już wiedzieliśmy, jaką powieść znajdziemy w środku. Kiedy kupowałam Epikboxa, liczyłam na Gniew i świt, jednak tę książkę również miałam w planach i cieszę się, że będę miała okazję się w nią zagłębić. W końcu to retelling Aladyna! 

To już cały lutowy Epikbox. Czy jestem bardzo rozczarowana? Nie. Czy jestem z niego zadowolona? Nie do końca. Dodatkowe gadżety nie wynagrodziły mi braku figurki, bo były bardzo typowe i pojawiały się już w poprzednich pudełkach, a rekompensatą miało być coś ekstra. Może nie rozpaczam, ale nie jestem też w pełni usatysfakcjonowana. Choć początkowo byłam zachwycona ideą książkowych boxów, wraz z czasem ich zawartość uległa pogorszeniu i straciła swój czar. Osobiście mam zamiar zrezygnować z dalszego kupowania czytelniczych pudełek, ale wy dajcie mi znać, czy wyposażyliście się w lutowego Epikboxa, jakie są wasze odczucia i czy w ogóle wciąż są wśród was chętni na zakup różnych boxów :) 
Czytaj dalej »

środa, 22 marca 2017

Cztery pory książki: wiosna

0

Cześć, książkoholicy! Dzisiaj przychodzę do was z nieco innym postem, którego pomysłodawczynią jest Paulina z BookZoone. Zaprosiła ona kilka blogerek do udziału w akcji, która nazywa się Cztery pory książki – możecie więc spodziewać się jeszcze trzech postów z poleceniami książek, które kojarzą nam się z daną porą roku. Ponieważ wczoraj rozpoczęła się astronomiczna wiosna, odrobinę spóźniona prezentuję wam post z powieściami, które polecają bloggerki na ten okres!


MORZE SPOKOJU
Katja Millay

Całe życie Nastyi jest już przekreślone. To wydarzenie sprzed dwóch i pół roku zmieniło ją. Jak to jest nie odzywać się do kogoś od prawie 500 dni ? Ona zna na to pytanie odpowiedź. Zostawia swoją rodzinę i przeprowadza się do ciotki, tylko po to by nie stawać się już przyczyną każdej kłótni rodziców. On zniszczył ją oraz całe jej życie. Już nigdy nie będzie jak kiedyś.
Josh wydaję się, że jest to chłopak cichy, odosobniony, który spędza czas tylko sam ze sobą. Ale tak naprawdę tylko on wie jak to jest, kiedy twoja obecność przypomina ludziom o śmierci. O tym jak kruche jest życie.W pierwszej chwili wydaję się, że tych ludzi nic nie łączy. Ale oni razem ochronią się przed swoją skomplikowaną przeszłością.
Sięgając po tę książkę nie miałam dużych oczekiwań, ale jak tylko zaczęłam ją czytać, zakochałam się. Z pozoru jest to książka jak każda inna obyczajówka, jednak to właśnie ona poruszyła najgłębsze skryte w moim sercu uczucia. Pokochałam bohaterów oraz całą historię przedstawiającą ich życie, duży wpływ miały na to umiejętności autorki, która wykazała się dobra ręką do pisania. Polecam tę historię szczególnie na wiosnę ponieważ pokaże wam ona jak cieszyć się każdym dniem i podniesie was na duchy w nawet najgorszy dzień.

~Wiktoria (wiktoriaczytarazemzwami.blogspot.com)


P. S. I LIKE YOU
Kasie West

Cześć, tutaj Patrycja (Jabłuszkooo). Bardzo dziękuję Pauli za zaproszenie do udziału w jej małym projekcie. Miałam lekki dylemat jaką książkę polecić na wiosnę, ale ostatecznie zdecydowałam się na książkę Kasie West ,,P.S. I Like You". Ogólnie autorka strasznie kojarzy mi się z wiosną, więc sądzę, że to dobry wybór. Powieść, którą wybrałam opowiada o Lily, dziewczynie kochającej alternatywne zespoły, grającej na gitarze i tworzącej własne teksty, a także kimś, kto uważa się odmiennym od reszty. Pewnego dnia zapisuje wers piosenki jednego z zespołu na ławce, następnego dnia odkrywa, że ktoś dopisał kolejny wers. Dziewczyna zaskoczona jest faktem, że ktoś też słucha tak odmiennego zespołu jak ona. Akcja książki nie zdradza nam kim jest tajemnicza osoba korespondująca od tego momentu z Lily, co jeszcze bardziej wzbudza ciekawość czytelnika. Myślę, że ta książka jest idealnym wstępem do zaczytanej wiosny :)

~Patrycja (jabluszkooo.blogspot.com)


PRAWIE JAK GWIAZDA ROCKA
Matthew Quick

Rozkwitające kwiaty, coraz dłuższe i cieplejsze dni, pełno kwiatów - właśnie tak kojarzy mi się wiosna ( i większości z Was pewnie też). Dlatego kiedy pomyślałam o tym jaką książkę wybrać było dla mnie oczywiste, że przedstawię powieść "Prawie jak gwiazda rocka".
Pełna optymizmu i motywacji do działania. W której autor zgrabnie przemyca wątki trudnego dorastania. Tak najprościej określić tą książkę.
Jednak, żeby nie było tak kolorowo trzeba nadmienić, że nawet w najpiękniejszy dzień może spać deszcz. Zimny i niespodziewany, który zniszczy nasze plany. Może to wyjście na spacer, a może jakąś zabawę. Na główną bohaterkę również czeka taka niemiła niespodzianka, jednak po przeczytaniu odkryjecie jak cieszyć się mimo kałuż na swojej drodze.
Mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu przesympatyczna Amber oraz jej przyjaciele, którzy tworzą mieszankę wszystkich możliwych charakterów, ale ta nieprzeciętna siedemnastolatka dogaduje się z wszystkimi i sprawia, że na ich twarzach pojawia się uśmiech.

~ Paulina (bookzoone.blogspot.com)


PROMYCZEK
Kim Holden


Wiosna kojarzy mi się z początkiem, odnowieniem i życiem. Tak w trzech słowach opisałabym tę porę roku (notabene moją ulubioną) i znalezienie książki, która odpowiadałaby tej charakterystyce, wcale nie było takie łatwe, jak początkowo zakładałam. Dopiero po dłuższej chwili zastanowienia uświadomiłam sobie, że znam wręcz idealną powieść, o której na pewno wcześniej słyszeliście – jest nią cudowny, porażający i przepiękny Promyczek Kim Holden. Przeczytałam naprawdę wiele powieści z gatunku New Adult, jednak żadna nie doprowadziła mnie do tego punktu emocjonalnego, w który wpędziła mnie historia opowiedziana przez Kim Holden. Główna bohaterka, Kate, pozostaje dla mnie niedoścignionym wzorem pod względem zarażania innych ludzi pozytywną energią oraz umiejętności cieszenia się z małych rzeczy, według mnie ta dziewczyna jest uosobieniem wiosny i naprawdę nie mogłabym trafić lepiej. Promyczek rozerwał mnie na strzępy w każdym możliwym tego słowa znaczeniu; ta powieść jednocześnie niszczy i scala, doprowadza do łez i do szczerego śmiechu. To jedna z najpiękniejszych historii, jakie czytałam w życiu i chociaż złamała mnie, rozbiła na kawałeczki, po prostu zniszczyła, jednocześnie napełniła mnie optymizmem oraz nadzieją.


Promyczek to oczywiście moje polecenie, ten rok trwa już trzy miesiące, a ja jeszcze nigdzie wam go nie wciskałam, musiałam to nadrobić ;) 
To teraz zdradźcie mi w komentarzach, jaka książka kojarzy wam się z wiosną! Bardzo chętnie się przekonam, jakie powieści wam teraz w duszy grają, gdy za oknem jest słoneczko, ptaszki ćwierkają i aż chce się żyć! Z góry ostrzegam, że to wcale nie jest takie proste, jak się wydaje – mam wrażenie, jakby z pozostałymi porami roku kojarzyły nam się określone, literackie gatunku, a wiosna wcale nie ma takiego przywileju. 
Czytaj dalej »

niedziela, 19 marca 2017

Serial: The Crown – sezon 1

0
Po oglądnięciu czterech koreańskich dram zaledwie w dwa tygodnie zaczęłam odczuwać pewien przesyt azjatyckimi produktami i postanowiłam zrobić sobie od nich przerwę. Aby trochę urozmaicić swój program, zdecydowałam się sięgnąć po brytyjski serial, o którym ostatnio zrobiło się naprawdę głośno. Nie byłam przekonana, czy The Crown ostatecznie mi się spodoba, jednak potrzebowałam odskoczni, a produkcja o królowej, która do tej pory kojarzyła mi się z zimną, wyniosłą kobietą tak bardzo odbiegała klimatem od koreańskich dram, jak tylko mogła. Ostatecznie The Crown okazało się być czymś o wiele więcej niż tylko odskocznią, a ja sama jestem pod ogromnym wrażeniem całego serialu.

The Crown ma opowiadać historię Elżbiety Windsor od momentu jej koronacji aż do czasów współczesnych. Pierwszy sezon obejmuje jej drogę do tronu i kilka pierwszych lat planowania młodej królowej, która przejęła koronę po niespodziewanej śmierci jej ojca, króla Jerzego VI, w 1952 roku. Rozpoczyna się od ślubu Filipa oraz Elżbiety, a kończy w momencie, w którym jest ona już ukształtowaną władczynią. 


To, co podoba mi się w The Crown to fakt, że rzeczywistość rodziny królewskiej i jej zachowanie nie zostaje sztucznie upiększone, ale nie jest również w żaden sposób oceniane. Z ekranu emanuje naturalność i prawdziwość Windsorów, którzy zostali ukazani jako czujący, oddychający ludzie, mimo że naród chce w nich widzieć jedynie przedmiot – noszoną z dumą koronę. Nie są idealni, ale nie są także nadmiernie obarczeni wadami; są po prostu ludzcy. Popełniają błędy, kłócą się z najbliższymi, podejmują wyrachowane decyzje, które trudno nam zrozumieć, ale ciężar odpowiedzialności na ich barkach uniemożliwia podążanie za głosem serca. The Crown odsłania przed nami brytyjską monarchię w sposób do tej pory niespotykany, ale z ogromną dozą subtelności oraz szacunku, tutaj królują niedomówienia, które nadają całej produkcji niesamowitej atmosfery. Początkowo nie byłam pewna, czy historia Elżbiety II będzie w stanie mnie sobą zainteresować, ale jestem wprost oczarowana, choć nie jest to mój typowy wybór serialu. Nie ma tutaj pędzącej do przodu akcji, skandali, masowo wypadających trupów z szaf, knujących arystokratów próbujących wbić sobie nawzajem nóż w plecy, jednak to wcale nie znaczy, że The Crown pozbawione jest emocji czy napięcia. Skrywają się one pod pozornie spokojną powierzchnią podobnie jak monarcha musi okiełznać własne uczucia i zdystansować się od otaczającej go rzeczywistości. Do gustu niezwykle przypadła mi formuła całego serialu – każdy kolejny odcinek skupia się wokół jednego ważnego historycznego wydarzenia, wplatając w to również bardziej osobiste rozterki, dzięki czemu całość jest spójna i płynna, mimo że akcja obejmuje kilka lat rządów młodziutkiej królowej.


Na szczęście The Crown skupia się nie tylko na obowiązkach nowej, niepewnej monarchini nieprzygotowanej do przejęcia władzy po ojcu, ale także na trudnych relacjach rodzinnych, pozostałych członkach dworu czy samym rządzie reprezentowanym głównie przez Winstona Churchilla. Mamy możliwość wyjścia poza pałac i zetknięcia się z opinią publiczną czy politycznymi rozterkami po wojnie. Fabuła może nie jest ekscytująca, skoro brakuje tutaj poważnych zdrad, morderstw, intryg czy pikantnych szczegółów, ale jest niesamowicie wciągająca. Jednak choć krążymy między różnymi wątkami, ostatecznie wszystko jest w jakiś sposób powiązane z Elżbietą, która ma być dla swoich ludzi symbolem. The Crown bardzo dużo miejsca poświęca na dokładne wytłumaczenie, czemu służy monarchia w dzisiejszych czasach, jaka jest jej rola. Królowa jest najważniejszą osobą w państwie i teoretycznie wszyscy liczą się z jej opinią, lecz ostatecznie nie ma nic do powiedzenia. Bo symbole nie mówią. 


Muszę wspomnieć o dbałości o szczegół, z jaką została zrealizowana cała produkcja. Ogląda się ją z prawdziwym zachwytem! Nie sposób nie docenić cudownej muzyki, kostiumów, scenografii... Jednak to bohaterowie przykuwają wzrok, są olśniewający oraz nietuzinkowi, a ich historie, wszystkie bez wyjątku, poruszają. Elżbieta kieruje się w swoim życiu rozsądkiem, jest pozbawiona charyzmy i zdeterminowana, by postępować zgodnie z obowiązującymi od setek lat zasadami, co powinno z niej uczynić mało interesującą postać, jednak jej charakter jest wielopoziomowy. Z jednej strony to młoda kobieta, która pragnie być jedynie żoną i matką, a z drugiej królowa, która w imię panujących na dworze reguł musi odrzucić wszelkie osobiste przekonania, by dobrze spełniać swoją rolę, przez co sprawia wrażenie oziębłej. Brak doświadczenia w politycznych gierkach ją gubi, a potrzeba sprostania oczekiwaniom jako władczyni doprowadza do rozpadu jej dobrych relacji z mężem czy siostrą. Sam Filip również jest fascynującą postacią. Sfrustrowany i nieszczęśliwy, zamknięty w pałacu i sprowadzony do roli królewskiej ozdoby, wrzucony w sam środek życia, którego nie chciał, a wszystko to w imię miłości do Elżbiety. Łatwo polubić księcia Edynburga, zdecydowanie trudniej ocenić jego działania, bo zamiast okazywać wsparcie, obarczał swoją żonę pretensjami i subtelnymi oskarżeniami. A to tylko dwójka głównych bohaterów. Król Jerzy VI, Maria – królowa wdowa, księżniczka Małgorzata, książę Edward, który abdykował i w końcu Winston Churchill... Każde z nich skrywało drugie, a nawet trzecie oblicze, wszyscy byli cudownie niejednoznaczni i skomplikowani, a obserwowanie ich wzajemnych interakcji było niesamowite. Chyba jeszcze nigdy nie oglądałabym serialu tak skupionego na bohaterach, jednak ostateczny obraz – inteligentny, pełen niuansów, wielowarstwowy – jest genialny.


The Crown urzeka swoją subtelnością, oczarowuje widza prawdziwością oraz intymnością. Piękna, bogata scenografia, aktorzy, którzy odwalili kawał dobrej roboty i nie mogę wyjść z podziwu nad ich umiejętnościami, wspaniały klimat połowy XX wieku... To wszystko tworzy produkcję bez wątpienia wartą poświęcenia jej czasu. Nie sądziłam, że The Crown aż tak mi się spodoba. Może nie wbiło się do czołówki moich ulubionych seriali, jednak pozostaję pod ogromnym wrażeniem całości i chętnie się przekonam, co przyniesie ze sobą kolejny sezon. 

Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia