Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 października 2021

Lore, czyli boska moc na wyciągnięcie ręki

0

Moja relacja z powieściami Alexandry Bracken jest dość trudna. Podobały mi się jej Mroczne umysły, natomiast duologia Pasażerka okazała się być dla mnie drogą przez mękę. Lore jednak od początku przyciągało mnie motywem greckiej mitologii, który uwielbiam w książkach, więc postanowiłam zaryzykować. 

Współczesny Nowy Jork. Na świecie wciąż żyją greccy bogowie. Co siedem lat Zeus zsyła część z nich na ziemię, gdzie przez siedem dni pozbawieni są nieśmiertelności. W tym czasie polują na nich ludzie i półbogowie, by przejąć ich moce. To kara, na jaką Zeus skazał niepokornych bogów.
Lore pochodzi z rodu Perseusza. Przed siedmiu laty jej rodziców i siostry wymordowali potomkowie Kadmosa. Dziewczyna cudem uniknęła śmierci i ukryła się w Nowym Jorku. Stara się zapomnieć o swoim pochodzeniu, jednak przeszłość nieoczekiwanie pojawia się pod jej drzwiami pod postacią rannej Ateny, która w zamian za pomoc zgadza się wyświadczyć jej wielką przysługę. Lore będzie musiała wiele poświęcić. Czy uda jej się odnaleźć w sobie siłę, by zapobiec upadkowi świata?

Lore to książka, która bardzo mocno opiera się na fabule i pędzącej do przodu akcji, więc jest to historia dla fanów mocnych wrażeń oraz zaskakujących zwrotów, które zapierają dech w piersiach i zostawiają czytelnika z mętlikiem w głowie. Momentami miałam wrażenie, że dzieje się aż za dużo, przez co wkradał się chaos i odrobinę gubiłam się w wątkach, które zaczęły zlewać się ze sobą, ale całość jest tak wciągająca, że nie sposób się od niej oderwać. Jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłu autorki, który jest niezwykle oryginalny i im bardziej zagłębiałam się w świat Lore oraz zasady rządzące Agonem, tym bardziej byłam zachwycona. Co prawda żałuję, że nie dostaliśmy więcej szczegółów, bardzo chętnie poznałabym całą historię Agonu czy tajniki funkcjonowania poszczególnych Domów i ich łowców, jednak przekazanie tylu informacji mogłoby być trudne, biorąc pod uwagę liczne wydarzenia. Alexandra Bracken bardzo sprytnie dawkowała różne wiadomości odnośnie bogów czy zasad rządzących tym światem, dzięki czemu nie czułam się przytłoczona, a niektóre tajemnice udało jej się zachować do samego końca. Zostałam mile zaskoczona, bo często mi się zdarza, że udaje mi się wcześniej przewidzieć kierunek, w jakim zmierza fabuła, tymczasem tutaj nie byłam pewna, jak wszystkie wątki zostaną rozwiązane. Byłam trzymana w napięciu aż do ostatniej strony i chociaż zabrakło mi mocnego uderzenia na sam koniec to podziwiam rozmach, z jakim została poprowadzona cała historia. 

Lore jest przepełnione akcją i przez to zabrakło miejsca na rozwój bohaterów, którzy są dla mnie najsłabszym ogniwem. Nie czułam się związana emocjonalnie z żadną z postaci, momentami wybory Lore mocno mnie irytowały, a ona sama była niezdecydowana, nie została poprowadzona w konsekwentny sposób, ciągle sama sobie zaprzeczała swoimi słowami i działaniami. Generalnie lubiłam większość bohaterów, ale jednocześnie nie czułam potrzeby, by im kibicować, nie zżyłam się z nimi, byli mi obojętni, bo wszyscy wypadają dość płasko. Pojawia się również wątek romantyczny, który jest zepchnięty na dalszy plan, ale i tak wolałabym, gdyby w ogóle go nie było, ponieważ wydawał mi się być wymuszony i zupełnie niepotrzebny, nie uwierzyłam w ten związek, podobnie jak nie uwierzyłam w wiele relacji, które zostały przedstawione w książce. 

Lore w genialny sposób łączy w sobie starożytne, greckie wierzenia ze współczesnością. Mogłoby się wydawać, że połączenie igrzysk śmierci z Percy Jacksonem nie wypali, lecz ta mieszanka okazała się być niezwykle udana. To jedna z najbardziej zaskakujących młodzieżówek tego roku i chociaż niektóre elementy mogłyby zostać lepiej dopracowane to świetnie się przy niej bawiłam! Lore to fenomenalna przygoda, która zabierze was w świat okrutnych bogów, gdzie za chwałę płaci się własnym życiem, a niewłaściwy krok może być tym ostatnim. Cieszę się, że postanowiłam dać tej książce szansę, bo zakochałam się w tej fabule!

★★★★★★☆☆☆
Czytaj dalej »

poniedziałek, 20 lipca 2020

Wyścig do słońca, czyli wartka akcja, błyskotliwy humor i wierzenia ludu Nawaho

0
Wyścig do Słońca należy do cyklu Rick Riordan przedstawia, który pozwala rdzennym autorom na przedstawienie mało znanych kultur i ich tradycyjnych opowieści szerszej publiczności. Już sama idea tej serii jest niesamowita, lecz te powieści zachwycają nie tylko mitami z różnych zakątków świata, ale także starannością wykonania i wartościami, jakie przekazują młodym czytelnikom, dlatego byłam bardzo podekscytowana perspektywą przeczytania Wyścigu do Słońca, który przybliża nam wierzenia ludu Nawaho (sami siebie określają mianem Diné).

Uczennica siódmej klasy, Nizhoni Begay, od niedawna ma zdolność dostrzegania potworów, takich jak mężczyzna w eleganckim garniturze, który siedział na trybunach podczas jej meczu koszykówki. Okazuje się, że to pan Charles, nowy dyrektor rafinerii, w której pracuje jej tato. Mężczyzna jest niepokojąco zainteresowany Nizhoni, jej bratem Makiem, ich pochodzeniem z ludu Nawaho oraz legendą o Bohaterskich Bliźniętach. Dziewczyna wie, że pan Charles jest niebezpieczny, ale ojciec nie chce jej uwierzyć.
Kiedy następnego dnia tato znika, pozostawiając wiadomość: „Uciekajcie!”, rodzeństwo oraz najlepszy przyjaciel Nizhoni, Davery, wyruszają z misją ratunkową. Potrzebują jednak pomocy Świętych Ludzi Diné, którzy udają dziwaczne postacie, a ich wsparcie ma swoją cenę – dzieciaki muszą przejść serię prób, w których sama natura wydaje się zwracać przeciwko nim. Jeśli Nizhoni, Mac i Davery dotrą do Domu Słońca, otrzymają wszystko, co niezbędne, by pokonać potwory uwolnione przez pana Charlesa. Jednak Nizhoni będzie potrzebować czegoś więcej niż broni, by wypełnić swoje bohaterskie przeznaczenie…
Opis z LubimyCzytać

Jestem zachwycona Wyścigiem do Słońca! Ta książka ma w sobie wszystko, czego oczekiwałabym od powieści skierowanej do młodszych czytelników: pędzącą do przodu fabułę z taką ilością prób i wyzwań, że po prostu nie można się nudzić, różnorodnych, wielowymiarowych bohaterów, z którymi dzieci mogą się bez trudu identyfikować, genialne poczucie humoru pozwalające na wzięcie oddechu pomiędzy zaskakującymi zwrotami akcji, piękne, ważne wartości oraz oczywiście potwory! Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni tak świetnie się bawiłam podczas czytania książki, Wyścig do Słońca jest po prostu cudowny: zabawny, trzymający w napięciu i ekscytujący aż do ostatniej strony. Nie mogłam się oderwać od tej powieści, która przypomniała mi, czym jest prawdziwa radość z czytania, a przy okazji dotyka tego, jak ważna jest rodzinna miłość i poznanie samego siebie, z wprawą wplatając w fabułę mitologię Nawahów oraz mądrości ludowe.

Nizhoni Begay to główna bohaterka Wyścigu do Słońca, z której perspektywy poznajemy całą opowieść i przechodzi niesamowitą przemianę od pełnej złości dziewczyny pragnącej akceptacji oraz uznania rówieśników do dumnej zabójczyni potworów, która uczy się, jak wybaczać i jest na tyle odważna, by odrzucić swoje największe marzenie dla uratowania swojej rodziny. Nie poddaje się, nawet jeśli miewa chwile słabości, a brzemię na jej barkach wydaje się zbyt ciężkie; ma problemy z kontrolowaniem gniewu, jednak ciągle pracuje nad sobą. Nizhoni musi walczyć z potworami zagrażającymi jej bliskim, ale przede wszystkim ze swoimi wątpliwościami i lękami, co czyni z niej niezwykle ludzką postać i uświadamia nam, że bohaterstwo wcale nie musi oznaczać wymachiwania mieczem. Czasami bohaterowie mają o wiele skromniejsze umiejętności – jak choćby odporność na niezwykle ostre chrupki serowe – dzięki czemu każdy czytelnik może się poczuć jak śmiały heros. Uwielbiam także Davery'ego, który pokazuje, że wiedza to równie pożyteczna broń, jego przyjaźń z Nizhoni była inspirująca. Bardzo polubiłam też Kobietę Pająka i Dziewczynkę z Czarnego Gagatu... Aż żałuję, że Rebecca Roanhorse nie zawarła w swojej powieści większej ilości postaci z mitów Diné, bo jestem nimi szczerze zauroczona.

Podczas swojej wypełnionej przygodami podróży bohaterowie poznają, czym jest prawdziwa odwaga, poświęcenie, lojalność, a także odkrywają znaczenie własnych korzeni oraz przeszłość ludu Diné, w którym wszyscy traktują się jak wielka rodzina. Rebecca Roanhorse w przepiękny sposób podkreślała wartość rodziny oraz bliskich przyjaciół w swojej powieści, a także konieczność przekazywania sobie starych opowieści i tradycji z pokolenia na pokolenie, aby kultura rdzennej ludności nie zaniknęła. Jednocześnie bardzo podoba mi się jej niezwykłe podejście do tematu zmian, jakie zachodzą w społeczności Nawaho, która musiała się zaadaptować do nowych warunków i wyzwań, jakie stawia przed nią współczesny świat. Autorka podtrzymuje konieczność poznania własnego dziedzictwa, ale także podkreśla fakt, że kultura jest tworem żywym, pełnym energii, który adaptuje się do kolejnego pokolenia i w ten sposób może przetrwać, wzbogacając się o nowe elementy. Wyścig do Słońca jest także bolesnym przypomnieniem, że rdzenni mieszkańcy wciąż muszą mierzyć się z niezrozumieniem, rasizmem, pojawiają się także wątki szkolnego znęcania się, homofobii czy szkód, jakie przedsiębiorstwa naftowe wyrządzają środowisku. Nie spodziewałam się tak szerokiego przekroju niezwykle trudnych tematów w powieści skierowanych do dzieci i jestem zachwycona, zarówno reprezentacją rdzennych mieszkańców Ameryki, jak i innymi wątkami przedstawionymi przez Rebeccę Roahorse. A wszystko to wplecione w zapierającą dech w piersiach przygodę! 

Wyścig do Słońca jest moją ulubioną powieścią z tego cyklu. W cudowny, zrównoważony sposób łączy ze sobą wartką akcję, błyskotliwy humor i ważne wartości. To podnosząca na duchu, a jednocześnie zabawna historia, którą mogę polecić wam z całego serca! Największy minus tej książki? Jest zdecydowanie za krótka! Mogłabym czytać w nieskończoność o przygodach Nizhoni i wierzeniach ludu Nawaho, jestem zakochana w Wyścigu do Słońca i jestem głęboko przekonana, że ta opowieść będzie w stanie oczarować każdego bez względu na wiek!

★★★★★★☆☆☆☆

Seria Rick Riordan przedstawia:
Wyścig do słońca // Posłaniec burzy // Strażnik ognia // Smocza perła // Aru Shah i koniec czasu // Aru Shah i pieśń śmierci
Czytaj dalej »

środa, 2 października 2019

Posłaniec Burzy, czyli czas ratować świat przed podstępnym bogiem śmierci z mitologii Majów

0
Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam mitologię! Już od dziecka byłam zafascynowana historiami pochodzącymi ze starożytnego Egiptu, Grecji czy Rzymu, a powieści oparte na mitach tylko jeszcze bardziej rozpalały moją ciekawość. Wśród autorów podobnych książek niedoścignionym numerem jeden pozostawał dla mnie Rick Riordan, ale z czasem zaczęłam się także interesować mitologią azjatycką i niesamowicie cieszę się, że powstała seria Rick Riordan przedstawia, dzięki której mam szansę poznawać kulturę z zupełnie nowych zakątków świata. O legendach Majów nie wiedziałam zupełnie nic, dlatego byłam tym bardziej podekscytowana faktem, że mogę przeczytać Posłańca Burzy.

Zane Obispo spędza niemal każdy dzień na badaniu wulkanu drzemiącego za jego domem. Wulkan, zwany przez niego „Bestią”, to jedyne miejsce, w którym chłopiec może się schronić przed innymi dzieciakami – często się z niego naśmiewają, bo Zane kuleje i musi chodzić o lasce.
Pewnego dnia w kraterze Bestii rozbija się dwusilnikowy samolot, a wkrótce potem Zane’a zaczepia tajemnicza dziewczyna o imieniu Brooks. Chce, by chłopak spotkał się z nią na osobności – zdradzi mu wówczas straszliwą tajemnicę. Zane godzi się, choć głównie dlatego że śliczne dziewczęta zwykle się do niego nie odzywają… Brooks wyjawia mu, że wulkan jest w rzeczywistości istniejącym od stuleci więzieniem boga śmierci Majów, którego los jest bezpośrednio związany z przeznaczeniem Zane’a.
„Co za bzdury”, myśli Zane. Jest przecież tylko lekceważonym przez wszystkich trzynastolatkiem i nieważne, jakie jest jego przeznaczenie – on, Zane, nie chce mieć z tym nic wspólnego, zwłaszcza jeśli ma to związek z jakimś bogiem śmierci. Ale Brooks otwiera mu oczy: magia, potwory i bogowie naprawdę istnieją, a według pradawnej przepowiedni, głoszącej zniszczenie świata, Zane ma do odegrania ważną rolę. Uwikłany w sieć niebezpiecznych tajemnic chłopiec wyrusza na wyprawę, która zabierze go daleko od domu i wystawi na ciężkie próby.
Opis z LubimyCzytać

Posłaniec Burzy jest to powieść skierowana raczej do młodszych, lecz gwarantuję, że dorośli także nie będą się przy niej nudzić! Ta historia jest przepełniona zaskakującymi zwrotami akcji, subtelnym humorem oraz pięknymi wartościami, które trafią do czytelnika w każdym wieku. Różnorodność, jaka panuje w tej książce, od razu mnie w sobie rozkochała; autorka sięgnęła nie tylko po raczej mało znane w naszej części świata wierzenia Majów, ale także przemyca elementy kultury latynoskiej czy pokazuje, że niepełnosprawność lub odmienność nie oznacza, że ktoś jest gorszy. Myślę, że właśnie to przesłanie sprawia, iż Posłaniec Burzy jest tak wartościową lekturą – pośród wszystkich zawirowań związanych z pradawną przepowiednią, podstępnymi magami, przerażającymi demonami i próbami ratowania świata przed nieuchronną zagładą z rąk boga śmierci J.C. Cervantes zwraca uwagę czytelnika na kwestię tolerancji i tego, że inność, postrzegana przez społeczeństwo jako wada, może się w rzeczywistości okazać największą zaletą. Krótsza noga Zane'a sprawia, że chłopak znacząco kuśtyka, przez co spotyka się z szykanami ze strony swoich rówieśników, tymczasem wychodzi na jaw, że jego niepełnosprawność jest tak naprawdę oznaką jego boskiego pochodzenia i źródłem jego uśpionych mocy. Sam bohater ma niskie poczucie własnej wartości, marzy jedynie o tym, by wtopić się w tłum, ale z czasem zaczyna akceptować siebie takim, jakim jest i myślę, że J. C. Cervantes daje młodym czytelnikom naprawdę piękną lekcję tolerancji.

Moim głównym zarzutem względem Posłańca Burzy jest nierównomiernie rozłożona akcja. Pierwsza połowa książki charakteryzowała się powolnym tempem i o ile byłabym w stanie przymknąć na to oko, gdyby nieśpieszny początek wynikał z wprowadzenia nas w mitologię, o tyle w przypadku Posłańca Burzy po prostu niewiele się dzieje, przez co kilkaset stron wypada mało atrakcyjnie, wręcz nużąco. Z kolei druga połowa historii była już wypełniona niezliczonymi, zadziwiającymi wydarzeniami, pojawia się wiele nowych, ciekawych bohaterów, przeszkody na drodze Zane'a Obsipio tylko się na siebie nawarstwiają, a poznane odpowiedzi prowadzą do kolejnych pytań i tajemnic. Dopiero po dwusetnej stronie Posłaniec Burzy wciągnął mnie w swoją magiczną rzeczywistość i wydaje mi się, że gdyby tempo powieści zostało lepiej zrównoważone, całość wypadłaby lepiej. Jestem natomiast oczarowana tym, jak zostały przedstawione wierzenia Majów i choć autorka nie szczędziła informacji na ten temat, wciąż czuję niedosyt, bo byłam tak zafascynowana kulturą Majów, że najchętniej nie przestawałabym o niej czytać! Nie miałam pojęcia, że te legendy są tak bogate – bogowie i bogurodzeni to zaledwie wierzchołek góry lodowej, oprócz nich występuję też zmiennokształtni, olbrzymy, czarownicy, wróżbici czy demony, a napojem bogów okazuje się być gorąca czekolada!

Posłaniec Burzy to książka, która łączy w sobie nieziemską przygodę, ważne wartości, błyskotliwy humor i wiedzę o intrygującej kulturze Majów. Myślę, że każdy czytelnik, niezależnie od wieku, znajdzie w tej powieści coś dla siebie, bowiem jest to historia, która zarówno bawi, jak i uczy. Magiczny, mityczny świat w Posłańcu Burzy ma tak wiele do zaoferowania, że koniecznie musicie się w nim zagłębić i lepiej go poznać! Czuję, że J.C. Cervantes skrywa jeszcze wiele asów w rękawie, którymi zaskoczy nas w następnej części i już nie mogę się doczekać, aby poznać kontynuację losów Zane'a.


Trylogia Posłaniec Burzy:
Posłaniec Burzy // The Fire Keeper // The Shadow Crosser

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki!
Czytaj dalej »

sobota, 14 stycznia 2017

Podwieczność, czyli oryginalne podejście do mitu o Eurydyce i Orfeuszu

0
Czasami zdarzają się takie dni, kiedy po prostu muszę sięgnąć po książkę z gatunku paranormal romance. Uwierzcie mi, nie ma lepszego sposobu na walkę z kacem książkowym niż wciągająca, niezobowiązująca historia o miłości w nadnaturalnym klimacie. O Podwieczności nie wiedziałam wiele, ale nawiązanie do mitologii było dla mnie tak kuszące, że nie potrafiłam się powstrzymać przed sięgnięciem po tę powieść. 

Zeszłej wiosny Nikki Beckett zniknęła w podziemiu zwanym Podwiecznością.
Teraz wróciła do swojego dawnego życia, do rodziny i chłopaka. Ma tylko sześć miesięcy na to, by pożegnać się, nim Podwieczność upomni się o nią – tym razem już na zawsze.
Sześć miesięcy na to, aby znaleźć odkupienie, jeśli ono w ogóle istnieje.
Nikki pragnie spędzić te cenne miesiące, zapominając o podziemiu, a jednocześnie próbuje ponownie zbliżyć się do swojego chłopaka, Jacka, którego kocha najbardziej na świecie. Istnieje tylko jeden problem: Cole, który śledzi Nikki z Podwieczności aż na Powierzchnię. Cole chce przejąć tron w podziemiach i jest przekonany, że to Nikki jest kluczem do jego sukcesu. I zrobi wszystko, aby ją ściągnąć do podziemi, jako swoją królową.
Czas Nikki na powierzchni zbliża się ku końcowi, a jej sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziewczyna pragnie znaleźć sposób na oszukanie losu i uniknięcie powrotu do Podwieczności, gdzie czeka ją nieśmiertelność u boku Cole’a…
Opis z LubimyCzytać

Podwieczność to przede wszystkim bardzo nietypowy pomysł. Sama fabuła biegnie dość utartymi ścieżkami wyznaczonymi już wcześniej w gatunku paranormal romance, ale całe tło historii jest niewątpliwie oryginalne, choć jak na mój gust momentami zbyt dziwaczne. Bardzo luźno powiązane z mitologią, ale na pewno nie w sposób, w jaki się tego spodziewacie i może właśnie dlatego jestem odrobinę rozczarowana tą powieścią, bo według mnie autorka mogła wyciągnąć o wiele więcej z greckich oraz egipskich mitów, by uczynić tę powieść pełniejszą i bardziej intrygującą. Nigdy nie spotkałam się z czymś, co przypominałoby koncept Podwieczności, czyli krainy przypominającą Podziemie Hadesa, zamieszkiwanej przez Wiecznych, którzy odkryli sekret nieśmiertelności oraz tymczasowo przez Dawców, czyli osoby, które oddają swoją energię życiową Wiecznym przez stulecie. Istnieją także Tuneli, w których to, co zostało z Dawców po Karmieniu Wiecznych staje się bateriami zasilającymi Podwieczność (przypomina mi to trochę scenę z Matrixa, lecz o ile pasowało to do filmu sci-fi, o tyle w paranormalu nie sprawdza się tak dobrze), ale choć pomysł jest bez wątpienia nietypowy, odczuwam niedosyt, bo Brodi Ashton bardzo pobieżnie zaznajomiła nas z kolejnymi faktami, nie zagłębiając się w walkę o władzę toczącą się w Podwieczności czy nie przedstawiając dokładniej prawdy o życiu Wiecznych, a to właśnie te aspekty były najbardziej interesujące.

Również relacje między bohaterami wręcz prosiły się o dalsze rozwinięcie. Według mnie podstawa była świetna i potencjał w poszczególnych wątkach był ogromny, więc żałuję, że autorka nie zdecydowała się poświęcić więcej czasu na dopracowanie swoich postaci oraz ich relacji. Głównym powodem, dla którego Nikki zdecydowała się Powrócić do swojego świata była potrzeba naprawienia swoich kontaktów z rodziną, chłopakiem oraz najlepszą przyjaciółką, ale kiedy już pojawiła się na Powierzchni, tak naprawdę nie zrobiła nic, by zacieśnić swoje więzi z bliskimi. Wątek ojca oraz brata Nikki czy Jules, jej najlepszej przyjaciółki, powinny zostać bardziej rozwinięte i według mnie byłoby to tylko z pożytkiem dla fabuły, która wydaje się być dość płytka i jednotorowa, zwłaszcza że przez długi okres nic się nie działo. Główna bohaterka zmarnowała mnóstwo czasu na bezsensowne rozmyślania, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce.

Nikki zupełnie mnie nie zachwyciła swoją postacią, była typowo naiwną, niezdecydowaną bohaterką tego gatunku, której myśli kręciły się głównie wokół porzuconego przez nią chłopaka. Sam Jack jednak zupełnie niespodziewanie mi się spodobał, autorce idealnie udało się uchwycić ich uczucie, które powstało na bazie solidnej przyjaźni. Nie było ono przerysowane ani sztuczne, co z reguły charakteryzuje romanse paranormalne. Polubiłam Jacka chyba nawet bardziej od niegrzecznego Cole'a, chociaż trudno mi w to uwierzyć. Najbardziej podoba mi się jednak przedstawienie tych dwóch bohaterów jako Orfeusza oraz Hadesa. Jack ujął mnie swoim poświęceniem, odwagą oraz bezinteresowną miłością, odwzorowując postać Orfeusza, a Cole niezaprzeczalnie ma w sobie coś pociągającego, bo pod egoistycznym mrokiem skrywa się także wrażliwe, cierpliwe serce Hadesa tęskniącego za Persefoną, która ciągle od niego odchodzi.

Podwieczność jest książką, która czyta się w błyskawicznym tempie. Zanim się obejrzałam, pochłonęłam już połowę i wciąż było mi mało, po prostu musiałam się dowiedzieć, jak dalej potoczy się ta powieść. Kiedy cała historia nabrała już odpowiedniego rytmu, akcja zaczęła w końcu gnać do przodu, przez co trudno było się od niej oderwać. Może nie jest to zbyt wymagająca lektura, jednak zdecydowanie czyta się ją z wypiekami na twarzy i palącą potrzebą poznania zakończenia. Podwieczność to wciągająca książka, która mimo mankamentów, jest w stanie tak zaangażować czytelnika, że nie będzie w stanie jej odłożyć aż do ostatniej strony.

★★★★★

Trylogia Podwieczność:
Podwieczność // Wieczna więź // Evertrue

Za możliwość przeczytania Podwieczności serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc!


Czytaj dalej »

piątek, 16 grudnia 2016

Berło Serapisa i inne opowiadania, czyli potężna dawka humoru na zły dzień

0
Nie jestem miłośniczką dodatkowych opowiadań do serii, z reguły bardzo rzadko po nie sięgam, ale jak możecie się domyślić, Rick Riordan zawsze jest wyjątkiem wyjątków, więc bez dłuższego wahania wyposażyłam się w jego zbiór dziewięciu opowiadań. Nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać, ale jak zawsze zostałam przez tego autora mile zaskoczona.

Berło Serapisa i inne opowiadania to jedyna taka książka Ricka Riordana na świecie, zawierająca wszystkie opowiadania ze świata greckich i rzymskich herosów oraz egipskich magów. To obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów, w której będzie można znaleźć crossovery między egispką a grecką rzeczywistością, nieznane przygody Percy'ego Jacksona, a wszystko to utrzymane w atmosferze trzymającej w napięciu przygody! 

Każde opowiadanie stanowi odrębną całość i chronologicznie pochodzą z różnych etapów historii Percy'ego, bo to głównie wokół syna Posejdona skupiają się kolejne fragmenty (już sam ten fakt wystarczył mi do absolutnego szczęścia!). Niektóre z opowiadań zostały umiejscowione jeszcze przed wydarzeniami z Ostatniego Olimpijczyka, niektóre tuż po, inne wiążą się już ściśle z powieściami z serii o Olimpijskich Herosach, a jedno z z nich odwołuje się nawet do momentu, w którym Percy jeszcze nie wiedział, iż jest półbogiem! Tak bogaty przekrój pozwalał spojrzeć na znane nam z kolejnych tomów wydarzenia z innej, nieco szerszej perspektywy, docenić zmianę w stylu pisania autora i odnowić swoją miłość do poszczególnych bohaterów (nawet nie wiedziałam, że tak bardzo tęskniłam za cudownym Percabeth!).  

To, co łączy wszystkie dziewięć opowiadań, to niewątpliwie wspaniały, błyskotliwy humor Ricka Riordana, który jak zawsze wybija się na pierwszy plan w każdej opowiadanej przez niego historii. Uwielbiam sposób, w jaki ten autor pisze, wprawiając czytelnika w doskonały nastrój zaledwie kilkudziesięciostronicowymi dodatkami! Wydaje się, że to niewiele, ale każde opowiadanie było w stanie doświadczyć mi tych samych emocji, co pełnowymiarowa powieść: bałam się o bohaterów, kibicowałam im, w napięciu czekając na rozwiązanie akcji, a jednocześnie nie mogłam powstrzymać się od szerokiego uśmiechu, bo czytanie Riordana to czysta radość. Za każdym razem, kiedy zabieram się za jego twórczość, czuję się tak, jakbym po długim okresie czasu znalazła się z powrotem w domu albo spotykała się ze starym przyjacielem – to wszystko jest tak przyjemnie znajome, a jednocześnie za każdym razem autor jest w stanie zaskoczyć mnie czymś nowym.

Berło Serapisa i inne opowiadania to idealny dodatek dla fanów twórczości Ricka Riordana, ale raczej nie polecałabym go osobom, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z uniwersum stworzonym przez tego pisarza. Nie wszystkie nowelki były na tym samym poziomie, niektóre stanowiły po prostu miły przerywnik w codzienności, inne z kolei pozwalały na poznanie psychiki pobocznych bohaterów, którzy jednak odegrali potem ważną rolę w fabule książek. Głównie kupiły mnie cztery tytuły: Korona Ptolemeusza, Percy Jackson i laska Hermesa, Leo Valdez i pościg za Bufordem oraz Pamiętnik Luke'a Castellana. Jednak chociaż ten zbiór opowiadań nie jest pozbawiony wad i odrobinę gorszych momentów, to stanowi tak świetną rozrywkę, że po wielu tygodniach wyciągnął mnie z kaca książkowego! Jeśli szukacie dobrego lekarstwa na czytelniczy zastój, nie znajdziecie lepszego specyfiku od pełnej humoru twórczości Ricka Riordana.

★★★★★★
Czytaj dalej »

poniedziałek, 25 lipca 2016

Miecz Lata, czyli powstrzymujemy strasznego wilka Fenrira od rozpoczęcia Ragnaröku

23
Z wujkiem Rickiem łączy mnie skomplikowana relacja. Z jednej strony jestem pełna uwielbienia dla jego geniuszu, bo sposób, w jaki łączy starożytne mity z nowoczesnością jest zachwycający, ale z drugiej zdążyłam się już zawieść na kilku jego pozycjach. Numerem jeden po dziś dzień pozostaje Percy Jackson, z którym częściowo dorastałam – może nie w takim wymiarze, jak z Harry'm Potterem, ale ta seria zdecydowanie przez długi czas była obecna w moim życiu. Kroniki rodu Kane były już raczej poprawne, na pewno mnie nie oczarowały, mam za sobą także dwa pierwsze tomy Olimpijskich herosów, którzy na razie nie spełnili moich oczekiwań. Może dlatego do Miecza Lata podchodziłam z tak dużą rezerwą. Tymczasem okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, bo znowu dostałam Ricka Riordana w jego najlepszym wydaniu. 

Od tragicznej śmierci matki przed dwoma laty Magnus Chase żyje na własną rękę na ulicach Bostonu. Dzięki wrodzonemu sprytowi i umiejętnościom przetrwania, które wpoiła mu rodzicielka, udaje mu się trzymać z daleka od policjantów, kuratorów i kłopotów. Kiedy jednak Magnus dowiaduje się, że poszukuje go wuj Randolph, przez którym mama zawsze go ostrzegała, chłopak wie, że wydarzy się coś złego, coś, co odmieni jego życie na zawsze. Próbując przechytrzyć krewnego, wpada wprost w jego pułapkę, a Randolph opowiada mu o skandynawskiej historii i jego dziedzictwie, zaginionej przed wieloma wiekami broni, od której zależą losy świata. Magnus staje przed wyborem, który może wszystko zmienić – albo przyczyni się do powstrzymania Ragnaröku, albo go przyspieszy, pogrążając świat w ciemności.

Uwielbiam Ricka Riordana i jego Easter Eggs. W Mieczu Lata pojawiła się Annabeth, krzyżując świat bogów olimpijskich z bogami Asgardu i chociaż jej rola nie jest znacząca to w każdym fanie autora takie nawiązanie do innej serii powinno wzbudzić entuzjazm. Może słyszeliście o Wielkim pożarze Chicago? Okazuje się, że wywołały go ogniste olbrzymy. To właśnie takie detale, szczegóły, który na pierwszy rzut oka wydają się być błahe i nieistotne dla fabuły, tworzą całą, fascynującą atmosferę jego powieści i zdecydowanie nie zabrakło ich w Mieczu Lata. Rick Riordan wspaniale łączy rzeczywiste wydarzenia z magią i mitologią (oczywiście nawiązanie do Avengersów i Chrisa Hemswortha musiało się pojawić!<3), porusza także tematy tabu pod przykrywką przygód młodych półbogów i to jedna z tych rzeczy, za które najbardziej cenię jego książki. W Mieczu Lata łamie kolejne stereotypy, między zaskakującą intrygę i gnającą do przodu akcję wplatając ważne przesłanie. Młoda, tradycyjna muzułmanka pragnąca zostać pierwszą kobietą pilot w amerykańskich liniach lotniczych, krasnolud bardziej zainteresowany modą niż standardowym rzemiosłem i głuchoniemy elf poszukujący akceptacji na świecie – za pomocą kolejnych postaci Riordan w nienachalny sposób dotykał tak ważnego problemu, jakim jest tolerancja czyjejś odmienności i ta kwestia zasługuje na szczególne podkreślenie.

Przemyślana, absorbująca fabuła, w której po prostu nie ma miejsca na nudę, autor cały czas zaskakiwał nas kolejnymi zwrotami akcji, stawiając na drodze Magnusa mnóstwo przeszkód, z którymi musiał się zmierzyć. W dodatku Rick Riordan tak wspaniale poradził sobie z przedstawieniem mitologii nordyckiej, że od razu zapragnęłam dowiedzieć się o niej więcej na własną rękę, bo nigdy nie miałam z nią większej styczności. Autor bardzo sprytnie przeprowadza nas przez zawiłości wierzeń wikingów, a ja z fascynacją dowiadywałam się nowych rzeczy o bogach i ich dziejach czy Ragnaröku. Sposób przedstawienia mitologii jak zawsze był świeży i fascynujący. Nie można też mówić o książkach Riordana bez wspomnienia o fantastycznym humorze zawartym na kartach kolejnej powieści. Miecz Lata jest po brzegi wypełniony zabawnymi wstawkami, a tytuły każdego rozdziału są po prostu rozbrajające, dlatego radzę zwrócić na nie uwagę podczas czytania! Trudno było mi się nie uśmiechać, jego poczucie humoru w tej powieści było równie fantastyczne co przy Percy'm, więc Magnus może mnie w sobie rozkochać z równą skutecznością co syn Posejdona. Wujek Rick powrócił w wielkim stylu!

Miecz Lata to wciągająca, porywająca lektura trzymająca w napięciu od pierwszych stron ze świetnie wykreowanymi, różnorodnymi bohaterami i doskonale przedstawioną mitologią nordycką przenikającą się ze współczesnym światem. Ostatnio zaczynałam wątpić w Ricka Riordana, ale tą powieścią udowodnił mi, że ma jeszcze wiele do przekazania i nie powinnam go skreślać. Naprawdę świetnie się bawiłam podczas czytania Miecza Lata, który zdecydowanie zasłużył na miejsce wśród moich ulubionych powieści od Ricka Riordana, wybijając się na tle Kronik rodu Kane czy Olimpijskich herosów! Jeżeli mieliście podobne wątpliwości co ja, możecie o nich zapomnieć i śmiało zabierać się za cudowny Miecz Lata!

★★★★★

Trylogia Magnus Chase i bogowie Asgardu:
Miecz Lata // The Hammer of Thor // ...
Czytaj dalej »

niedziela, 5 czerwca 2016

Greccy herosi według Percy'ego Jacksona, czyli niezbędnik każdego półboga (i nie tylko)

17
Greccy herosi według Percy'ego Jacksona byli absolutnie impulsywnym zakupem. Tak naprawdę nigdy nie planowałam zabierać się za ten zbiór dwunastu mitów o półbogach, ale podczas składania ostatniego zamówienia w księgarni zobaczyłam, że tytuł jest na przecenie i spontanicznie wrzuciłam go do koszyka. Ostatnimi czasy baaardzo rzadko zdarzają mi się podobne akcje, lecz tutaj zaryzykowałam. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to była wspaniała decyzja! 

Kto uciął głowę Meduzie? Kogo wychowała niedźwiedzica? Kto ujarzmił Pegaza? Wie to doskonale każdy heros, a Percy Jackson opowie wam o bohaterskich czynach Perseusza, Atalanty, Bellerofonta i wielu innych greckich bohaterów.
Ten zbiór opowieści w zabawnym, swobodnym stylu, do jakiego Percy przyzwyczaił już czytelników („Sam miałem swego czasu złe doświadczenia, ale herosi, o których wam opowiem, to oldskulowe przykłady totalnego pecha. Dzielnie schrzanili wszystko, czego nikt przed nimi nie zdołał schrzanić.”), z dynamicznymi ilustracjami Johna Rocco, doskonale uzupełni kolekcję każdego fana twórczości Ricka Riordana – oraz każdego, kto potrzebuje herosa.
Szykujcie zatem płonące włócznie. Zakładajcie lwie skóry. Polerujcie tarcze i nie zapomnijcie włożyć strzał do kołczanu. Cofamy się w czasie o cztery tysiące lat, żeby ścinać głowy potworom, ratować królestwa, wpakować paru bogom strzały w tyłek, najechać na Królestwo Podziemi i okradać złych ludzi. A następnie, w ramach deseru, ginąć tragicznie i w męczarniach. Gotowi? Doskonale. Do dzieła!
Lubimyczytac

Strasznie się cieszę, że Rick Riordan w tym zbiorze postawił głównie na mniej znanych herosów. Jestem ogromną fanką mitologii greckiej, Parandowskiego czytałam kilka(naście) razy, a mimo to autorowi udało się kilka razy mnie zaskoczyć przedstawionymi historiami. Oprócz takich półboskich celebrytów jak Herakles, Perseusz czy Orfeusz znalazło się miejsce dla Kyrene, Psyche, Faetona czy Otrery i czytanie o ich przygodach było dla mnie czystą przyjemnością! Klasyczne opowieści ze starożytności nadal nimi są, autor zachował to, co powinno zostać zachowane, ale odświeżył mity w wyjątkowy, porywający sposób.

Humor, humor i jeszcze raz humor. W trylogii o bogach egipskich czy w Olimpijskich herosach wydawało mi się, że dowcip Riordana nie jest już tak błyskotliwy, tymczasem w Greckich herosach według Percy'ego Jacksona otrzymujemy ponownie komiczną narrację w najlepszym wydaniu, dosłownie nie mogłam przestać się uśmiechać i pod koniec zaczynała mnie już boleć szczęka od nieschodzącego z twarzy banana. Zabawny, genialny styl pisania Ricka Riordana i jego pomysłowość to po prostu cud, miód i orzeszki! Mitologia à la Percy Jackson dała mi podczas czytania mnóstwo radości, bo ten młody syn Posejdona swoim stylem bycia i sposobem opowiadania dostarcza mnóstwo powodów do śmiechu.

Muszę również zwrócić uwagę na stronę graficzną Greckich herosów według Percy'ego Jacksona (źródło). Wszystkie strony zawierają kolorowe obramowanie, ponadto znajdziemy tu mnóstwo ilustracji. Każdy rozdział rozpoczyna się od małego obrazu przedstawiającego bohatera mitu, można też znaleźć mnóstwo pionowych grafik zajmujących 1/3 szerokości strony, które urozmaicają lekturę. Muszę jednak przyznać, że liczyłam na więcej całostronicowych ilustracji - na każdą opowieść przypada dokładnie jedna przedstawiająca konkretną scenę lub postać, więc w sumie mamy ich dwanaście, ale po cichu czuję niedosyt, bo John Rocco jest naprawdę utalentowanym ilustratorem i żałuję, że w książce nie znalazło się więcej całostronicowych obrazów.

Podsumowując, Greccy herosi według Percy'ego Jacksona to po prostu mnóstwo genialnego humoru i oryginalnie przedstawionych mitów. Dawkowałam sobie kolejne historie o herosach i każdego dnia czytałam dwie nowe opowieści, rozkoszując się kreatywnością autora. Jestem zachwycona jego nowatorskim podejściem, dzięki któremu księgę sporej wielkości pochłania się w mgnieniu oka. Ostatnio tylko zawodziłam się na Ricku Riordanie, po którym spodziewam się naprawdę wiele, a Greccy herosi według Percy'ego Jacksona przypomnieli mi, za co tak bardzo pokochałam jego twórczość.

7,5/10
Czytaj dalej »

sobota, 3 października 2015

Syn Neptuna, czyli wielki powrót Percy'ego Jacksona

24

Moja przygoda z Rickiem Riordanem ciągnie się już od paru dobrych lat i nie zapowiada się na to, by miała się wkrótce skończyć. Najpierw ten autor skradł moje serce niepowtarzalną serią Percy Jackson i bogowie olimpijscy, byłam chyba jedną z pierwszych fangirl jego powieści. Później były Kroniki rodu Kane, które były dobre, ale daleko im było do Percy'ego. Kiedy jednak dowiedziałam się, że Riordan wraca do świata greckich mitów, nie ucieszyłam się - bałam się, że nie sprosta moim oczekiwaniom, że nie poczuję tej samej magii, którą poczułam za pierwszym razem. Zagubionego herosa przeczytałam trzy lata temu i nie byłam zachwycona, dlatego postanowiłam zrobić sobie przerwę. Teraz, zachęcona przez liczne recenzje, ponownie sięgnęłam po Olimpijskich herosów. Jak odebrałam drugą część cyklu Ricka Riordana?

Percy budzi się z długiego snu i właściwie niczego nie pamięta. Wilczyca Lupa opiekuje się nim, uczy sztuki przetrwania i władania mieczem, ale chociaż Percy wie, że jest półbogiem, nie potrafi sobie niczego przypomnieć. W końcu wyrusza w wędrówkę, podczas której mierzy się z rozmaitymi potworami i trafia do Obozu Jupiter, ale ta nazwa nic mu nie mówi. Pamięta tylko jedno imię: Annabeth.
Hazel powróciła z Podziemia po siedemdziesięciu latach niezasłużonej tułaczki. Wie, że Śmierć w końcu ją odnajdzie, ale stara się czerpać z życia i zapomnieć o klątwie, która na niej ciąży od chwili urodzenia. Jednocześnie Hazel musi się zmierzyć ze swoimi wątpliwościami i wyrzutami sumienia, by naprawić błąd z przeszłości, przez który losy całego świata są zagrożone.
Frank nie jest typowym herosem. Jego babcia twierdzi, że pochodzą z długiego i zasłużonego rodu bohaterów, ale chłopak nie potrafi w to uwierzyć, bo w niczym nie jest tak naprawdę dobry. Wstydzi się swojej niezdarności zwłaszcza w pobliżu Hazel, która jest jego najbliższą przyjaciółką w obozie i to właśnie jej powierza swój największy sekret, od którego zależy jego życie.
Ta trójka półbogów zostaje zmuszona do dalekiej podróży do miejsca, w którym nawet bogowie są bezsilni, na terytorium niepokonanego tytana. Straszliwe potwory powracają do życia, gdyż sama Śmierć została uwięziona i nikt nie pilnuje bram Podziemia, a wszystko to ma związek z Przepowiednią o Siedmiorgu.

Szczerze mówiąc, początek szedł mi bardzo opornie. Nie mogłam odnaleźć właściwego dla siebie rytmu, męczyłam się i zmuszałam, by przewracać kolejne strony. Może to wina uprzedzeń, których nie zdołałam uniknąć, gdy podchodziłam do lektury tej książki, a może po prostu czułam się sfrustrowana dziurami w pamięci Percy'ego. Trudno powiedzieć, bo od pierwszych stron akcja pędzi do przodu, więc nie mogłam w tym doszukiwać się swoich problemów z wbiciem się w fabułę. Martwiłam się, że ten stan się utrzyma i przez większość czasu będę się po prostu męczyć, ale w pewnym momencie zauważyłam, że za każdym razem, gdy odkładałam książkę na bok, nie mogłam się doczekać, by do niej powrócić i sprawdzić, co zaraz stanie się z bohaterami. Niepostrzeżenie Percy i spółka wkradli się do mojej podświadomości, sprawiając, że z coraz żywszym zainteresowaniem śledziłam ich kolejne ruchy, zastanawiając się, jakie przeszkody jeszcze na nich czekają. Rick Riordan ma bowiem to do siebie, że nie pozwala swoim bohaterom na odpoczynek, rzucając im tylko kolejne kłody pod nogi. Przygoda goni przygodę, ale czy właśnie nie za to kochamy tego autora?

Dużym problemem okazali się być jednak bohaterowie. Percy pozostaje moim absolutnym numerem jeden w świecie półbogów i niesamowicie się cieszę, że znowu mogliśmy się z nim spotkać i mogłam przypomnieć sobie, dlaczego uważam go za genialną postać. W tej materii na szczęście nic się nie zmieniło. Gorzej sprawa ma się z Hazel i Frankiem, do których musiałam przywyknąć, bo nie od razu zdobyli sobie moją sympatię. Właściwie dalej mam duże wątpliwości co do Franka, który na siłę był kreowany na wspaniałego herosa, który ma super, super, super moce, tylko jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Riordan starał się za jego pośrednictwem zaprezentować przemianę, jaką przechodzi od niepewnego siebie chłopaka do silnego mężczyzny, ale w tym wypadku coś nie zagrało i nie będę tego ukrywać. Do Hazel przekonałam się mniej więcej w połowie książki i może nie zostanie moją ulubioną bohaterką, ale przynajmniej nie irytowała mnie jak Frank i skrywała w sobie kilka ciekawych tajemnic.

Rick Riordan po mistrzowsku wplata kolejne postaci czy szczegóły z mitów w fabułę i zabarwia to wszystko intrygą. Pojawiło się dużo wiadomości o rzymskim obozie i jego funkcjonowaniu, ale to grecki Obóz Herosów pozostaje mi bliższy i chyba nic tego nie zmieni.

Syn Neptuna sprawił, że na nowo zapałałam miłością do mitologii greckiej. Znajdziemy w nim przemyślaną, absorbującą fabułę, wartką akcję i humor, ale nie udało się uniknąć drobnych potknięć w postaci kilku niezbyt interesujących bohaterów. Jednocześnie odczuwam niedosyt, jakby Rick Riordan nie do końca spełnił moje oczekiwania, ale z chęcią sięgnę po kolejne tomy, by poznać dalsze losy półbogów.

7/10


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia