Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brodi Ashton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brodi Ashton. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 listopada 2017

Moja lady Jane, czyli (niezupełnie) prawdziwa historia lady Jane Grey

0
Ostatnio dość często sięgam po powieści, które wzbudziły niemałe poruszenie na zagranicznym booktubie, choć ciężko mi powiedzieć, z czego to się wzięło, skoro od dawna nie miałam czasu, by obejrzeć jakikolwiek filmik na YouTubie (no może z wyjątkiem nowych teledysków kpopowych, ale ćśśś). Moja lady Jane to kolejna książka, którą mogę spokojnie włączyć do kategorii polecane przez booktube, bo jakiś czas temu było jej w sieci pełno. Jak możecie się spodziewać, hype znacząco przerósł prawdziwą wartość tej historii. 

Prześmieszna, fantastyczna, romantyczna i (niezupełnie) prawdziwa historia Lady Jane Grey. Książka Moja Lady Jane autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows to jedyna w swoim rodzaju opowieść fantasy osadzona w tradycji ustanowionej przez Narzeczoną dla księcia Williama Goldmana, której bohaterami są król niespecjalnie garnący się do królowania, jeszcze mniej garnąca się królowa i szlachetny rumak, a która nie grzeszy przesadnie nabożnym szacunkiem dla źródeł historycznych. Bo czasem nawet historii trzeba nieco pomóc.
Szesnastoletnia Lady Jane Grey, mająca niebawem wyjść za zupełnie obcego mężczyznę, wplątuje się w konspirację, celem której jest obalenie jej kuzyna, króla Edwarda. Ale Jane nie zawraca sobie głowy takimi błahostkami, skoro ma niebawem zostać królową Anglii.
Opis z LubimyCzytać

Moja lady Jane to powieść pod wieloma względami niezwykła; łączy ze sobą autentyczne wydarzenia historyczne, które zostały jednak odpowiednio absurdalnie zmodyfikowane, nutkę tajemniczej magii i mnóstwo humoru oraz zabawy, można powiedzieć, że gdzieś tam w tle przewija się jeszcze intryga kryminalna, a to wszystko zostało jeszcze doprawione romansem. Trzy autorki wypełniły tę książkę po brzegi miszmaszem różnych gatunków, więc mogłoby się wydawać, że każdy znajdzie coś dla siebie i nie będzie tutaj miejsca na nudę. W rzeczywistości jednak wszystko wypada trochę inaczej. W tym wypadku powiedzenie gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść jest jak najbardziej trafne, bo według mnie Cynthia Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows z jednej strony przedobrzyły, a z drugiej posostawiły mnie z poczuciem niedosytu. Z jednej strony Moja lady Jane jest przepełniona różnymi wątkami i nowatorskimi pomysłami, z drugiej czegoś mi w niej zabrakło. 

Autorki w genialny sposób wplotły wątek magiczny w prawdziwą historię króla Edwarda VI i jego kuzynki, Jane Grey. Spór między katolikami i protestantami został przedstawiony jako walka pomiędzy zwykłymi ludźmi oraz Eodianami, czyli osobami zdolnymi do przemiany w wybraną formę zwierzęcą. Jak więc sami widzicie, odwołania do przeszłości były dość luźne, lecz te najważniejsze elementy jak zamiłowanie Henryka VIII do pozbywania się swoich żon, zmiana sukcesji tronu z Marii, starszej siostry króla na Jane podpisana przez Edwarda na łożu śmierci, małżeństwo Jane z Guifordem zostały zachowane, dzięki czemu książka w przystępny, ale przewrotny sposób przybliża wydarzenia z historii Anglii. Zastosowany przez autorki twist jest niezwykle oryginalny i jestem pod ogromnym wrażeniem, z jaką lekkością wplotły swoje pomysły w czasy panowania króla Edwarda, jednak cała idea Eodianów i Watahy jakoś nie do końca mi podpasowała. 

W Mojej lady Jane pojawia się wiele różnorodnych wątków. Pomijając elementy fantasy, dostajemy także romans, z którego jestem bardzo zadowolona. Dla odmiany rozwijał się dla mnie być może ciutkę zbyt wolno, jednak G i Jane stanowili cudowną parę, choć przez większość czasu nie zdawali sobie z tego sprawy. Podoba mi się to, jak wzajemnie sobie dogryzali, ale przy tym szanowali swoje wzajemne opinie. Byli partnerami, wspólnie podejmowali decyzje, a przy tym doskonale uzupełniali swoje charaktery. W ogóle Jane jest cudowna. Ognistowłosa, odważna i w gorącej wodzie kąpana, z ciętym językiem, walcząca o swoje racje niczym lwica i lojalna do końca. Jest zakochana w książkach, zza których rzadko kiedy wyściubia nosa, interesując się nauką, w szczególności fizyką, historią oraz filozofią. Nie ma drugiej takiej głównej bohaterki jak Jane i jestem nią oczarowana. Gifford z kolei to poeta interesujący się sztuką i teatrem, idealista, który jest bardziej rozważny w swoich działaniach od Jane i który kompletnie stracił dla niej głowę, choć nie potrafi tego okazać. Nie ma w nim zbyt wielu cech, które wyróżniłyby go na tle męskich postaci Young Adult i nie sądzę, bym zapamiętała go na długo. Wciąż jest jednak lepszy od Edwarda, który jest wyjątkowo mdłą postacią. Czytanie z jego perspektywy strasznie mi się dłużyło i tylko czekałam z utęsknieniem na moment, w którym jego fragment dobiegnie końca, bo to chłopak bez żadnej woli walki, maminsynek, kompletnie zagubiony i zależny od innych. To była prawdziwa udręka, a jego działania właściwie nic nie wniosły do całej fabuły, więc nie rozumiem celu, w jakim autorki przedstawiały jego perspektywę. 

Moja lady Jane to także ogromna dawka humoru. To właśnie na zabawnej narracji opiera się cały urok tej powieści, wychwalanej właśnie z tego powodu, tymczasem na mnie to nie zadziałało. We wszystkim trzeba mieć umiar, dla mnie ta współczesny, prześmiewczy styl nie wywarł dobrego wrażenia i budził on we mnie raczej zażenowanie niż wprawiał w dobry nastrój. Od czasu do czasu uśmiechnęłam się pod nosem, lecz przez większość czasu humor wydawał się być wymuszony, bardzo prosty i dość mocno mnie męczył. W pewnym momencie fabuła straciła także na prędkości, utknęliśmy w martwym punkcie i szczerze mówiąc, nie widziałam sensu w dalszym rozwoju historii przedstawionej w Mojej lady Jane.

Książka Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows jest całkiem niezła, ale nie wymagajcie od niej zbyt wiele. Pozwoliła mi się odstresować i odmóżdżyć, gdy tego potrzebowałam, lecz nie wniosła zbyt wiele do mojego życia. Nie zapamiętam jej na zbyt długo, już teraz moje wrażenia po lekturze zaczynają się rozmywać i tylko postać Jane płonie jasno w mojej pamięci. Romans jest w porządku, humor ostatecznie można uznać za znośny, choć nie jest zbyt błyskotliwy, fabuła odrobinę kuleje, lecz można przymknąć na to oko. Moja lady Jane to powieść na jeden raz, ani nie polecam, ani nie odradzam. Jeśli macie ochotę na niezobowiązującą lekturę to spróbujcie.

★★★★★☆☆☆☆☆

Trylogia Ladyjanistki:
Moja lady Jane // My Plain Jane // My Calamity Jane
Czytaj dalej »

sobota, 28 października 2017

Wieczna prawda, czyli Mission Impossible w Podziemiu

0
Podwieczność to jedna z tych trylogii, która jest przejawem mojego masochizmu. Elementy, które mi się w niej podobają, można policzyć na palcach jednej ręki, podczas gdy lista wad ciągnie się w nieskończoność. Mimo to uparłam się, że dokończę tę serię i oto przybywam z recenzją ostatniego tomu, Wiecznej prawdy. Czy autorka po raz kolejny mnie zawiodła, czy może w końcu udało jej się czymś mnie zaciekawić?

Teraz, kiedy Nikki uratowała Jacka, jedyne czego chce, to być z nim i ukończyć szkołę. Lecz Cole podstępem nakłonił Nikki, by się nim pożywiła, przez co sama rozpoczęła proces przemiany w Wiecznie żywą... co oznacza, że sama niedługo musi pożywić się Dawcą… albo umrze. Ogarnięta strachem o własne przetrwanie, Nikki i Jack podejmują rozpaczliwą próbę odwrócenia tego procesu za pomocą wszelkich możliwych środków. Nawet Cole, z którym na każdym kroku oczekiwali walki, stał się ich nieoczekiwanym sojusznikiem. Lecz jak długo może to trwać? Żeby przeżyć, Nikki potrzebuje żywić się Cole’em, Cole potrzebuje Nikki, by przejąć tron Podwieczności, a Jack potrzebuje Nikki, która jest dla niego wszystkim… Razem muszą powrócić do Podziemia, by zmienić przeznaczenie Nikki i ponownie uczynić ją śmiertelną. Lecz nie tylko Cole ma plan wobec Nikki: Królowa nie zapomniała o jej zdradzie i pragnie ją zabić. Czy Nikki będzie zmuszona spędzić wieczność w Podziemiu, czy ma w sobie to, czego potrzeba, by raz na zawsze zniszczyć Podwieczność?
Opis z LubimyCzytać

Wieczna prawda to dla mnie ogromnie pozytywne zaskoczenie, zwłaszcza gdy popatrzę na niezbyt pochlebne recenzje dwóch poprzednich tomów, w których doszukanie się jakichkolwiek zalet było ogromną sztuką. Nie wiem, czy po dwóch częściach przyzwyczaiłam się już do absurdalnych pomysłów autorki i przestały we mnie wywoływać taki niesmak, czy po prostu ostatni tom był bardziej stonowany niż poprzednie, ale jedno jest pewne – Wieczną prawdę czytało mi się najprzyjemniej. Ba!, nawet całkiem dobrze się przy niej bawiłam, nie zmordowała mnie i po przeczytaniu nie mam wrażenia, jakbym zmarnowała kilka godzin mojego życia na beznadziejną lekturę, jak to miało miejsce w przypadku Podwieczności oraz Wiecznej Więzi. Do najlepszych trylogii młodzieżowych na pewno tej serii nie zaliczę, jednak Wieczna prawda rzutem na taśmę ocaliła Brodi Ashton przed okryciem hańbą w moich oczach, a całą Podwieczność przed kompletną klęską.

Wydaje mi się, że przede wszystkim akcja w tej powieści została o wiele lepiej rozłożona niż wcześniej. W dwóch poprzednich częściach przez baaardzo długi okres czasu kompletnie nic się nie działo, a potem pod koniec następowało nagromadzenie ogromnej ilości wydarzeń mających jakoś domknąć historię. W Wiecznej prawdzie akcja była bardziej płynna, jeden wątek logicznie przechodził w drugi, nie było tutaj długich okresów stagnacji, podczas których odczuwałabym znużenie, wszystko w miarę ładnie się układało. Momentami nawet odczuwałam napięcie związane z niebezpiecznymi planami Nikki oraz Jacka! Co prawda mam zastrzeżenia do finału, bo według mnie Brodi Ashton stanowczo zbyt mocno ułatwiła swoim postaciom zadanie, idąc na skróty i nie stawiając na ich drodze właściwie żadnych przeszkód, coś, co wydawało się być niemożliwe oraz awykonalne, okazało się być dziecinną igraszką i strasznie mnie to zirytowało, bo mimo mojej niechęci do Podwieczności wydaje mi się, że autorkę stać na więcej i mogła przygotować coś bardziej... epickiego? Szkoda też, że zupełnie odeszła od nawiązań do mitologii, bo to był jeden z mocniejszych punktów fabuły.

Od pierwszego tomu nie polubiłam się z Nikki i... nie, nic się nie zmieniło. Co prawda pokazała swoje inne oblicze w Wiecznej prawdzie – ale ta nowa twarz okazała się być twarzą nieczułej intrygantki, manipulatorki, która wykorzystuje naiwność i ufność drugiego człowieka do własnych celów. To już chyba wolałam ją w wersji rozpuszczonej, głupiutkiej pięciolatki... Gdzieś w tle przewija się też Jack, lecz nie ma on własnego charakteru, jego rola polega na byciu pomagierem i wyznawaniu Nikki co pięć minut swojej ogromnej, nieskończonej miłości z przerwami na agresywne napady zazdrości. Najbardziej jednak ubolewam nad zmianą, która zaszła w Cole'u. Cole, mój cudowny Cole, co oni ci zrobili?! To była jedyna postać w całej trylogii, która miała w sobie jakąś iskrę, nie była jednowymiarowa i mdła, tymczasem w Wiecznej prawdzie Brodi Ashton kompletnie pozbawiła Cole'a jego charakteru, robiąc z niego sierotkę Marysię, co strasznie mnie boli, bo gdyby nie on, moja przygoda z Podwiecznością pewnie zakończyłaby się w połowie pierwszej części. 

Moja podróż z tą trylogią była długa i wyboista. Wieczna prawda nieco zrekompensowała mi męczarnie, jakie przeżyłam z poprzednimi tomami, bo okazała się być całkiem zgrabnym, interesującym zakończeniem. Cieszę się, że w końcu mam tę serię za sobą i planuję o niej jak najszybciej zapomnieć. Wiem, że ma wielu fanów, ale według mnie istnieje o wiele więcej lepszych powieści z gatunku paranormal romance, a przynajmniej bardziej wciągających i napisanych z większym rozmachem. Ciężko było mi przebrnąć przez Podwieczność, chyba jeszcze ciężej przez Wieczną Więź, więc absolutnie nie polecam wam tej trylogii, mimo że trzecia część wypadła nieźle. W mojej ocenie po prostu nie warto zabierać się za tę serię.

★★★★★★☆☆☆☆

Trylogia Podwieczność:
Podwieczność // Wieczna więź // Wieczna prawda

Za możliwość przeczytania Wiecznej więzi serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc!
Czytaj dalej »

piątek, 10 marca 2017

Wieczna więź, czyli uczucie zdolne przezwyciężyć śmierć

0
Z reguły mam duże problemy z zabraniem się za kolejny tom serii, jednak w przypadku Podwieczności postanowiłam pójść za ciosem. Emocje po pierwszej części zdążyły już opaść, ale wciąż miałam je świeżo w pamięci, gdy zabierałam się za Wieczną więź, licząc na to, że kontynuacja okaże się być chociaż minimalnie lepsza od Podwieczności, choć szczerze mówiąc, nie miałam zbyt wysokich oczekiwań. I dobrze, bo moja recenzja wtedy byłaby o wiele bardziej krytyczna.  

Nikki Beckett dopiero co udało się uwolnić od długu zaciągniętego wobec Podwieczności, a mimo to postanawia tam wrócić dla swojego ukochanego, Jacka. Chłopak każdej nocy pojawia się w jej snach, jednak wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej zdezorientowany i osłabiony. Jedyną osobą zdolną pomóc Nikki w ocaleniu miłości jej życia jest Cole, nieśmiertelny pragnący uczynić ją swoją królową, ale raz już ją oszukał. Choć dziewczyna wie, że nie powinna ufać Wiecznie Żywemu, jest gotowa pokonać wszelkie niebezpieczne pułapki i zmierzyć się z dziwnym światem Podwieczności, by odzyskać Jacka. 

To, co naprawdę podobało mi się w Wiecznej więzi, to głębsze nawiązanie do mitologii! Uwielbiam wszelkie wierzenia sięgające swoimi korzeniami do starożytności, więc z oczywistych względów byłam mocno podekscytowana tą trylogią, ale pierwsza część nie obfitowała specjalnie w nawiązania do opowieści o herosach. Wieczna więź była za to pełna mitów, które zostały bardzo zgrabnie przemycone do fabuły i przedstawione w nowy, odmienny sposób. Pod tym względem Brodi Ashton stanęła na wysokości zadania, wykorzystała mitologię w sposób, który wzbudził we mnie zachwyt. Mimo to nie udało jej się wykorzystać całego potencjału leżącego w wykreowanym przez nią świecie. Z jednej strony Podwieczność jest czymś niespotykanym, nie przypomina żadnej innej krainy z książek w gatunku paranormal romance, ale z drugiej jest ona dość płaska, bez życia i momentami po prostu nudna. W pierwszej chwili jest się urzeczonym, jednak im więcej czasu spędzałam wraz z główną bohaterką w Podwieczności, tym więcej wad i nieprawidłowości dostrzegałam. Nie dość, że poszczególne elementy nie tworzyły całości, to jeszcze większość z nich została oparta o ten sam schemat. A przecież kraina nieśmiertelnych posiadała taki potencjał!

Muszę też przyznać, że ta powieść była wypełniona po brzegi zwrotami akcji, których w ogóle się nie spodziewałam. Nie wiedziałam, czego mam oczekiwać po tej części, a autorce udało się mnie kilka razy porządnie zaskoczyć. Nawet jeśli przeczuwałam, że właśnie taki kierunek ostatecznie obierze fabuła drugiego tomu, nie miałam pojęcia, co może wydarzyć się po drodze. Nie zżyłam się jednak z tą historią na tyle, by odczuwać w związku z tym jakieś emocje, a momentami pojawiało się u mnie duże znużenie całym tematem. Żałuję, że Wieczna więź bardziej mnie nie zainteresowała, ale takie są fakty. Zabrakło jakiegoś urozmaicenia, całość przebiegła w dość jednakowym, niezmiennym tempie.

To chyba nie jest normalne, że przez całą książkę miałam ochotę zamordować główną bohaterkę. Ta dziewczyna kompletnie nie potrafiła wziąć się w garść, nic tylko użalała się nad sobą, podejmowała beznadziejne decyzje, a w dodatku okazało się, że nie ma w niej za grosz inteligencji czy sprytu, choć to jest już zdecydowanie wina świadomego przedstawienia sytuacji przez autorkę. Nikki po kilka razy pytała o to samo zagadnienie i otrzymywała to samo wyjaśnienie, niemal słowo w słowo. Coś, co rozumiało się samo przez się, było dokładnie tłumaczone dziewczynie, jakby była pięciolatką, która nie potrafi wyciągnąć żadnych wniosków czy połączyć ze sobą oczywistych faktów. Był to niezwykle irytujący zabieg, bo cała sytuacja była jasna i klarowna dla wszystkich, czytelnik już wiedział, co się dzieje, ale autorka i tak uparła się, by kilka razy od nowa pisać w dialogach o tych samych zasadach panujących w Podwieczności czy działaniach bohaterów, które byłby wcześniej już wałkowane.

O ile za Nikki nie przepadałam już w pierwszym tomie, choć według mnie tutaj wypada jeszcze gorzej, to zmieniło się moje postrzeganie innych postaci. W poprzedniej części dość mocno polubiłam Jacka i to jemu kibicowałam, ale w Wiecznej więzi autorka przedstawiła wiele retrospekcji ze związku Nikki oraz Jacka, które według mnie były zupełnie nieudane. Nie potrafiłam zrozumieć tej teoretycznie wielkiej miłości między nimi, jak dla mnie cała ich relacja w tej części była mocno naciągana i rozdmuchana. O wiele bardziej podobało mi się postępowanie Cole'a i nie byłam w stanie zrozumieć decyzji głównej bohaterki, która była względem niego strasznie niesprawiedliwa, zachowywała się jak ostatnia hipokrytka i miałam ochotę naprawdę porządnie nią potrząsnąć.

Przy Podwieczności nudziłam się chyba trochę mniej, ale zakończenie zdecydowanie ratuje Wieczną więź w moich oczach. Co się tam wydarzyło... Brodi Ashton genialnie uknuła tę intrygę i głównie z tego powodu oceniam pierwszy i drugi tom jako równe sobie, jednak wciąż mam bardzo mieszane uczucia względem tej trylogii. Są momenty, kiedy naprawdę mi się podoba i widzę jej potencjał, ale są też takie chwile, gdy najchętniej wyrzuciłabym ją przez okno i zapomniała, że miałam z nią w ogóle do czynienia. Z jednej strony jest oryginalna, a z drugiej nudna. Wiem, że wiele osób uwielbia tę trylogię, jednak po dwóch pierwszych tomach mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ja nie jestem jej fanką, a decyzję, czy zechcecie po nią sięgnąć, pozostawiam wam..

★★★★★☆☆☆☆☆

Trylogia Podwieczność:
Podwieczność // Wieczna więź // Wieczna prawda

Za możliwość przeczytania Wiecznej więzi serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc!

Czytaj dalej »

sobota, 14 stycznia 2017

Podwieczność, czyli oryginalne podejście do mitu o Eurydyce i Orfeuszu

0
Czasami zdarzają się takie dni, kiedy po prostu muszę sięgnąć po książkę z gatunku paranormal romance. Uwierzcie mi, nie ma lepszego sposobu na walkę z kacem książkowym niż wciągająca, niezobowiązująca historia o miłości w nadnaturalnym klimacie. O Podwieczności nie wiedziałam wiele, ale nawiązanie do mitologii było dla mnie tak kuszące, że nie potrafiłam się powstrzymać przed sięgnięciem po tę powieść. 

Zeszłej wiosny Nikki Beckett zniknęła w podziemiu zwanym Podwiecznością.
Teraz wróciła do swojego dawnego życia, do rodziny i chłopaka. Ma tylko sześć miesięcy na to, by pożegnać się, nim Podwieczność upomni się o nią – tym razem już na zawsze.
Sześć miesięcy na to, aby znaleźć odkupienie, jeśli ono w ogóle istnieje.
Nikki pragnie spędzić te cenne miesiące, zapominając o podziemiu, a jednocześnie próbuje ponownie zbliżyć się do swojego chłopaka, Jacka, którego kocha najbardziej na świecie. Istnieje tylko jeden problem: Cole, który śledzi Nikki z Podwieczności aż na Powierzchnię. Cole chce przejąć tron w podziemiach i jest przekonany, że to Nikki jest kluczem do jego sukcesu. I zrobi wszystko, aby ją ściągnąć do podziemi, jako swoją królową.
Czas Nikki na powierzchni zbliża się ku końcowi, a jej sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziewczyna pragnie znaleźć sposób na oszukanie losu i uniknięcie powrotu do Podwieczności, gdzie czeka ją nieśmiertelność u boku Cole’a…
Opis z LubimyCzytać

Podwieczność to przede wszystkim bardzo nietypowy pomysł. Sama fabuła biegnie dość utartymi ścieżkami wyznaczonymi już wcześniej w gatunku paranormal romance, ale całe tło historii jest niewątpliwie oryginalne, choć jak na mój gust momentami zbyt dziwaczne. Bardzo luźno powiązane z mitologią, ale na pewno nie w sposób, w jaki się tego spodziewacie i może właśnie dlatego jestem odrobinę rozczarowana tą powieścią, bo według mnie autorka mogła wyciągnąć o wiele więcej z greckich oraz egipskich mitów, by uczynić tę powieść pełniejszą i bardziej intrygującą. Nigdy nie spotkałam się z czymś, co przypominałoby koncept Podwieczności, czyli krainy przypominającą Podziemie Hadesa, zamieszkiwanej przez Wiecznych, którzy odkryli sekret nieśmiertelności oraz tymczasowo przez Dawców, czyli osoby, które oddają swoją energię życiową Wiecznym przez stulecie. Istnieją także Tuneli, w których to, co zostało z Dawców po Karmieniu Wiecznych staje się bateriami zasilającymi Podwieczność (przypomina mi to trochę scenę z Matrixa, lecz o ile pasowało to do filmu sci-fi, o tyle w paranormalu nie sprawdza się tak dobrze), ale choć pomysł jest bez wątpienia nietypowy, odczuwam niedosyt, bo Brodi Ashton bardzo pobieżnie zaznajomiła nas z kolejnymi faktami, nie zagłębiając się w walkę o władzę toczącą się w Podwieczności czy nie przedstawiając dokładniej prawdy o życiu Wiecznych, a to właśnie te aspekty były najbardziej interesujące.

Również relacje między bohaterami wręcz prosiły się o dalsze rozwinięcie. Według mnie podstawa była świetna i potencjał w poszczególnych wątkach był ogromny, więc żałuję, że autorka nie zdecydowała się poświęcić więcej czasu na dopracowanie swoich postaci oraz ich relacji. Głównym powodem, dla którego Nikki zdecydowała się Powrócić do swojego świata była potrzeba naprawienia swoich kontaktów z rodziną, chłopakiem oraz najlepszą przyjaciółką, ale kiedy już pojawiła się na Powierzchni, tak naprawdę nie zrobiła nic, by zacieśnić swoje więzi z bliskimi. Wątek ojca oraz brata Nikki czy Jules, jej najlepszej przyjaciółki, powinny zostać bardziej rozwinięte i według mnie byłoby to tylko z pożytkiem dla fabuły, która wydaje się być dość płytka i jednotorowa, zwłaszcza że przez długi okres nic się nie działo. Główna bohaterka zmarnowała mnóstwo czasu na bezsensowne rozmyślania, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce.

Nikki zupełnie mnie nie zachwyciła swoją postacią, była typowo naiwną, niezdecydowaną bohaterką tego gatunku, której myśli kręciły się głównie wokół porzuconego przez nią chłopaka. Sam Jack jednak zupełnie niespodziewanie mi się spodobał, autorce idealnie udało się uchwycić ich uczucie, które powstało na bazie solidnej przyjaźni. Nie było ono przerysowane ani sztuczne, co z reguły charakteryzuje romanse paranormalne. Polubiłam Jacka chyba nawet bardziej od niegrzecznego Cole'a, chociaż trudno mi w to uwierzyć. Najbardziej podoba mi się jednak przedstawienie tych dwóch bohaterów jako Orfeusza oraz Hadesa. Jack ujął mnie swoim poświęceniem, odwagą oraz bezinteresowną miłością, odwzorowując postać Orfeusza, a Cole niezaprzeczalnie ma w sobie coś pociągającego, bo pod egoistycznym mrokiem skrywa się także wrażliwe, cierpliwe serce Hadesa tęskniącego za Persefoną, która ciągle od niego odchodzi.

Podwieczność jest książką, która czyta się w błyskawicznym tempie. Zanim się obejrzałam, pochłonęłam już połowę i wciąż było mi mało, po prostu musiałam się dowiedzieć, jak dalej potoczy się ta powieść. Kiedy cała historia nabrała już odpowiedniego rytmu, akcja zaczęła w końcu gnać do przodu, przez co trudno było się od niej oderwać. Może nie jest to zbyt wymagająca lektura, jednak zdecydowanie czyta się ją z wypiekami na twarzy i palącą potrzebą poznania zakończenia. Podwieczność to wciągająca książka, która mimo mankamentów, jest w stanie tak zaangażować czytelnika, że nie będzie w stanie jej odłożyć aż do ostatniej strony.

★★★★★☆☆☆☆☆

Trylogia Podwieczność:
Podwieczność // Wieczna więź // Evertrue

Za możliwość przeczytania Podwieczności serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc!


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia