Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 kwietnia 2021

Licho nie śpi, czyli bestialskie morderstwa w Bieszczadach

0

 

Czy macie takie motywy w książkach, które uwielbiacie, ale z jakiegoś powodu rzadko po nie sięgacie? Ja uwielbiam połączenie kryminału/thrillera z romansem/erotykiem, jednak nieczęsto zagłębiam się w podobne tytuły. Tym razem z pomocą przyszła mi najnowsza książka Emilii Szelest.

Dla Damiana Bieszczady są kryjówką. Były policjant ucieka przed swoją przytłaczającą przeszłością, uzależnieniem i mrokiem, który czai się głęboko w jego duszy. Praca w tartaku ma zagłuszyć palące wyrzuty sumienia, a odosobnienie przynieść upragnione ukojenie.
Magda Jaskólska, młoda asesor prokuratury, zostaje rzucona na głęboką wodę – przełożeni przydzielają jej sprawę, którą wszyscy już dawno spisali na straty. W okolicy giną młode dziewczyny, ale jedyny podejrzany… już siedzi w więzieniu. Zdesperowana i pozbawiona wsparcia Magda nie cofnie się przed niczym, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Aby to zrobić, musi przedrzeć się przez mur nieufności, odkryć głęboko skrywane miejscowe sekrety, a przede wszystkim uporać się z dziką namiętnością, która nieoczekiwanie przejmuje nad nią kontrolę.
Opis z LubimyCzytać

Licho nie śpi to książka, którą dość trudno mi oceniać, ponieważ z jednej strony było w niej sporo irytujących mnie elementów, a z drugiej jest bardzo zgrabnym połączniem moich ulubionych gatunków, w dodatku nie sposób było jej odłożyć na bok, ponieważ moje myśli wciąż krążyły wokół tego, jak potoczy się cała fabuła. Klimat Bieszczad nadaje całej historii unikatowości i tajemniczości, uwielbiam sposób, w jaki autorka wykorzystała miejsce akcji, czyniąc je niejako kolejnym bohaterem. Do tej pory nie miałam okazji poznać bieszczadzkich legend, więc zdecydowanie zaliczam to na plus. Niestety, dość szybko domyśliłam się, jakie rozwiązanie kryje się za seryjnymi morderstwami, lecz tym razem nie odebrało mi to frajdy z lektury, ciekawie było podążyć tropami podrzuconymi przez autorkę i cieszę się, że bardziej był to kryminał z elementami erotycznymi niż czysty romans z wrzuconą gdzieś w tle zbrodnią, żeby dodać dreszczyku emocji. Całe śledztwo interesowało mnie w tej powieści najbardziej i zostałam nim w pełni usatysfakcjonowana, chociaż odczuwam odrobinę irytacji, że Magda, niby uzdolniona, profesjonalna pani asesor prokuratury, tak łatwo oddała przywództwo facetowi, którego właściwie nie znała, a sama była w całej tej sprawie bezradna. 

Największy problem mam z bohaterami oraz ich relacją. Damian jest policjantem, który ucieka przed swoimi demonami w świat niezobowiązującego seksu i narkotyków. Jest przedstawiony jako genialny śledczy, lecz w rzeczywistości nie popisał się w żadnym momencie swoją smykałką do rozwiązywania kryminalnych zagadek; przez większość czasu myślał albo o swoim uzależnieniu, albo o kobiecym tyłku, który akurat znalazł się na jego radarze. Został wykreowany na nieczułego, stanowczego i bezczelnego dupka, w tej roli sprawdza się doskonale. Trochę żałuję, że bliżej nie została nam przedstawiona jego trudna przeszłość i to, jak zaczyna się z nią zmagać, ponieważ myślę, że byłby to interesujący wątek. Najbardziej nie podoba mi się jednak lekkie podejście do jego nałogu, przez który naraża osoby wokół siebie. Magda, nasza druga narratorka, wykazała się w tym zakresie ogromną niekonsekwencją, ponieważ niby trzyma się zasad i ma sztywny kij w tyłku, jak to podkreślił Damian, a jednak zupełnie zignorowała fakt, że ćpał, dała nawet na to swoje przyzwolenie. Chyba już dawno żadna bohaterka nie irytowała mnie tak bardzo jak ta dziewczyna, która na siłę robiła wokół siebie mnóstwo szumu, miała być z niej w zamierzeniu równa babka, silna, pyskata, umiejąca postawić na sobie, tymczasem była to raczej karykatura. Ich relacja też była dziwna; zaczęła się od niechęci (znikąd), ich słowne przepychanki zupełnie nie miały sensu, każda kłótnia była absurdalna, a później (również znikąd) pojawiły się między nimi cieplejsze uczucia, jakby nie spędzili połowy książki na działaniu sobie na nerwy. Nie było między nimi żadnego przyciągania. 

Licho nie śpi to książka, którą można połknąć w kilka godzin. Szybko się ją czyta, zapewnia sporo niewymagającej rozrywki na jeden wieczór. Na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu ze względu na dużą ilość wulgaryzmów i specyficzny humor, zagadka nie jest zbyt skomplikowana, a sami bohaterowie mnie nie zachwycili... Jednak było w niej coś uzależniającego, co sprawiło, że całkiem nieźle się bawiłam i chciałam poznać jej zakończenie. 

★★★★★☆☆☆☆☆
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece!
Czytaj dalej »

sobota, 5 stycznia 2019

Hashtag, czyli pierwsze nieudane spotkanie z twórczością Mroza

0
W końcu nadeszła ta wiekopomna chwila! Długo opierałam się książkom tego autora, które dosłownie zalewają rynek i chyba niewiele osób jest w stanie za nim nadążyć. Skoro jednak Hashtag można było przeczytać w ramach akcji czytaj.pl, stwierdziłam, że albo teraz uda mi się w końcu przeczytać coś od Mroza, albo dalej będę to przekładać w nieskończoność. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją, więc jak pewnie się domyślacie, nareszcie zabrałam się za jednego z najpopularniejszych polskich autorów. Niestety, nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia. 

Jedna przesyłka zmieniła jej życie
"Twoja paczka już na ciebie czeka!" – brzmiała wiadomość, która wydawała się zwykłą pomyłką. Tesa nie spodziewała się żadnej przesyłki, niczego nie zamawiała w sieci – a nawet gdyby to zrobiła, z pewnością nie wybrałaby dostawy do paczkomatu. Jeśli nie musiała, nie wychodziła z domu.
Postanowiła jednak sprawdzić tajemniczą przesyłkę – i okazało się to największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniła. Wpadła bowiem w spiralę zdarzeń, która miała zupełnie odmienić jej życie…
Gdy Tesa na nowo odkrywa swoją przeszłość, przez media społecznościowe przetacza się nowy trend. Kolejni internauci zamieszczają wpisy z hashtagiem #apsyda. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że osoby te od lat uznawane były za zaginione…
Opis z Lubimyczytać

To, co najbardziej podoba mi się w Hashtagu, to jego niepokojący klimat. Bardzo rzadko sięgam po thrillery, dlatego byłam mocno zaskoczona tym, jak bardzo wsiąkłam w całą atmosferę tej historii, niepokojącą i pełną napięcia. Niestety, właściwie na tym możemy zakończyć moje zachwyty. Pomysł dobry, lecz wykonanie pozostawia wiele do życzenia; treść jest rozlazła i nijaka, pełna niepotrzebnych, nudnych informacji, styl był niezwykle toporny i irytujący, bohaterowie również nie zachęcają do kontynuowania lektury, a choć samo zakończenie okazało się dość niespodziewane i wymagające naszej wcześniejszej, absolutnej uwagi, by odnaleźć podsuwane nam przez autora tropy, nie wywarło na mnie dużego wrażenia, nie poczułam szoku związanego z tym, kto jest sprawcą. Nie mogę też powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowana tym zakończeniem; nawet jeśli znamy imię zbrodniarza i jak dokonał przestępstw, jego motywacja nie została jasno pokazana, przez co czuję niedosyt i wciąż zastanawiam się, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodziło. 

Pióro autora było fatalne. Spodziewałam się naprawdę fajnego, lekkiego stylu pisania, tymczasem to była istna męczarnia. Mało dialogów, za to cała ściana tekstu z nudnymi przemyśleniami głównej bohaterki, niewiele akcji, za to mnóstwo niechcianych informacji, które naprawdę nie były potrzebne mi do szczęścia. Wolałabym, żeby autor bardziej skupił się na intrydze, która naprawdę mnie zafascynowała, zamiast męczyć nas finansowymi terminami i związanymi z nimi pracami naukowymi czy zasadami działania kryptowaluty. Dla mnie to były zapychacze mające za zadanie zwiększyć objętość całej powieści, a do fabuły niewiele wniosły. Hashtag czyta się szybko, ale zdecydowanie nieprzyjemnie, momentami po prostu mnie męczył. Niby jakaś fabuła jest, jakieś postaci się przewijają, pojawia się intryga, lecz ekscytujących wrażeń na próżno tu szukać. Szału nie ma, o. 

Tesa nie jest bohaterką, z której perspektywy dobrze się czyta. Rozumiem, że różnorodność w powieściach jest bardzo ważna, ale to była droga przez mękę. Kobieta jest już niemal chorobliwie otyła, co musiało zostać podkreślone dosłownie w co drugim zdaniu; czytaliśmy albo o jej zbyt dużej masie, albo o tym, że ciągle się poci, albo o tym, że choć nienawidzi swojej powierzchowności, wciąż objada się słodyczami i niezdrowymi przekąskami. Zrozumiałam za drugim, trzecim, dziesiątym razem, ale pisanie o tym bezustannie naprawdę potrafiło zirytować. W dodatku Tesa to zahukana osoba z fobią społeczną, dla której wyjście z domu jest największym osiągnięciem życiowym, ma za sobą kilka prób samobójczych i bardzo niskie poczucie własnej wartości, które uwydatnia się bez przerwy przy kolejnych sytuacjach. Nie ma w niej żadnej cechy, która czyniłaby ją interesującą, a czytanie o kolejnych wydarzeniach w pierwszej osobie z perspektywy takiej bohaterki jest nie tylko denerwujące, lecz także zwyczajnie ciężkie, zwłaszcza że oprócz Tesy, w całej powieści pojawia się właściwie jeszcze tylko jedna postać, która odgrywa większą rolę, reszta właściwie nie istnieje, więc jesteśmy zdani na ciągłe towarzystwo Tesy, której naprawdę nie da się polubić. 

Podsumowując, Hashtag to raczej nieudane pierwsze spotkanie z Remigiuszem Mrozem. Na jego szczęście zawsze daję autorom drugą szansę, dlatego planuję sięgnąć po jego inną książkę, żeby sprawdzić, czy Hashtag był wpadką przy pracy, czy raczej twórczość Mroza nie jest dla mnie. Osobiście odradzam, bo może nie była to najgorsza książka, jaką przeczytałam w 2018 roku, ale niewiele jej brakuje. Rozlazła treść, zapychacze, przez które ciężko przebrnąć, niesatysfakcjonujące zakończenie i główna bohaterka, której nie sposób polubić. Wszystko to składa się na obraz powieści, po którą po prostu nie warto sięgać.

★★★★☆☆☆☆☆☆
Czytaj dalej »

wtorek, 22 sierpnia 2017

Naznaczeni. Mroczna strona, czyli uczeń przerasta mistrza

0
Kiedy zabierałam się za pierwszą część Naznaczonych, nie miałam wielkich oczekiwań. Tymczasem literackie Zabójcze umysły w wersji young adult bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, nie spodziewałam się, że aż tak wsiąknę w tę historię i będę tak zadowolona z kryminalnej intrygi, którą stworzyła autorka. Nic więc dziwnego, że na drugi tom wyczekiwałam z utęsknieniem i kiedy tylko do mnie dotarł, od razu zaczęłam czytać, licząc na to, że Naznaczeni. Mroczna strona dorówna pierwszej części. 

Cassie ma 17 lat i niezwykły talent do wnikania w ludzkie umysły. Dzięki niemu dołączyła do elitarnego programu FBI, gdzie wraz z czwórką pozostałych uczestników rozwiązuje sprawy kryminalne z przeszłości. Michael odczytuje emocje z twarzy równie łatwo, jak reszta ludzi czyta nagłówki w gazetach. Sloane potrafi analizować dane lepiej niż niejeden komputer. Lia to chodzący wykrywacz kłamstw a Dean rozumie morderców lepiej niż ktokolwiek inny. Ale kiedy dochodzi do kolejnej zbrodni, chłopak nie chce mieć ze sprawą nic wspólnego. Morderca traktuje swoje ofiary w taki sposób, jak robił to kiedyś ojciec Deana… Zaczyna się śmiertelna gra. Czy Cassie uda się pomóc chłopakowi? Czy uczucie, które się między nimi pojawia, nie skomplikuje sprawy? Czy Naznaczonym uda się uciec przed psychopatycznym mordercą?
Opis z LubimyCzytać

Mam wrażenie, jakby w tym tomie autorce zabrakło trochę pomysłu na to, jak pociągnąć akcję. Miała skonstruowaną, w miarę porządną intrygę, miała jakieś początkowe założenia, ale jakby z czasem doszła do wniosku, że za mało się dzieje i zrobiła chyba najgorsze, co mogła zrobić; czyli dała nam powtórkę z rozrywki z pierwszego tomu. Naprawdę starałam się zrozumieć, co kierowało autorką, gdy w tak lekceważący sposób ukazała FBI, jeśli chodzi o ochronę utalentowanych dzieciaków przebywających w ich tajnym programie. Jennifer Lynn Barnes mogłaby zachować choć trochę realizmu w swojej powieści. Naprawdę ostatkiem sił powstrzymuję się przed spojlerami, bo to było tak niedorzeczne, że chciałabym się tym z wami podzielić i trochę wyżyć na autorce, ale powiem wam tylko, że to nie miało żadnego sensu, było absurdalne i pod wieloma względami było identyczne jak zakończenie pierwszego tomu, więc wygląda na to, że ani bohaterowie, ani pisarka nie wyciągnęli żadnych wniosków i po raz kolejny popełniają ten sam błąd. W dodatku, o ile w pierwszym tomie miałam problem z odgadnięciem, kto jest mordercą, o tyle w tym wypadku część kryminalna okazała się być przewidywalna mimo wszystkich komplikacji. 

W tym tomie zabrakło mi trochę bohaterów i ich talentów, które przecież są niezwykle fascynujące. Większa część Naznaczonych. Mrocznej strony kręciła się wokół wewnętrznych rozterek Cassie dotyczących wydarzeń z poprzedniej części, a także tego, co czuje względem dwóch chłopaków w domu naznaczonych. Co prawda pojawiają się pierwsze wskazówki dotyczące przeszłości pozostałych postaci, więc możemy się dowiedzieć odrobinę więcej o ich historii, ale zabrakło mi w tym ich samych, ich charakterów i ikry. Cassie na szczęście nie jest już taką straszną Mary Sue, straciła idealny rys, więc nie była już tak bardzo irytująca, jednak tęsknię za Sloane, Michaelem czy Lią, bo wiele wnosili do fabuły. Pojawiła się za to nowa agentka, która okazała się być niezwykle intrygującą osobą i sama nie wiem, co o tym sądzić. Czasami Jennifer Lynn Barnes ma przebłyski geniuszu, a czasami zawodzi na całej linii. 

Chociaż mówię to z bólem serca, Naznaczeni. Mroczna strona nie wywarła na mnie tak dobrego wrażenia jak pierwsza część. Trudno mi określić, czy jest to związane z niechlubną klątwą drugiego tomu, czy może urok nowości już przeminął, a sama fabuła nie jest na tyle dobra, by mnie kupić. Naznaczeni zawierają motywy, z którymi do tej pory nie spotkałam się w literaturze młodzieżowej i o ile zachwyciło mnie to w przypadku mojego pierwszego spotkania z twórczością Jennifer Lynn Barnes, o tyle drugi tom powinien bazować na czymś więcej, tymczasem mam wrażenie, że znowu powtórzył się ten sam schemat. W dodatku zbyt łatwo zorientowałam się w tym, kto jest sprawcą kolejnych zbrodni, co zostawiło mnie z niesmakiem, bo choć przyznaję, że autorka całkiem zgrabnie to sobie obmyśliła to jednak fakt, że byłam w stanie się wszystkiego domyślić i to na jeszcze dość wczesnym etapie śledztwa, okazał się być ogromnie rozczarowujący. Jeżeli lubicie klimaty Zabójczych umysłów i chcecie się przekonać, jak to wypada w wersji młodzieżowej, to sięgnijcie po Naznaczonych. Ja będę kontynuowała swoją przygodę z tą serią, bo jestem ciekawa, jak autorka to dalej pociągnie, lecz Mroczna strona niestety nie była tak wciągająca jak pierwszy tom.

★★★★★☆☆☆☆☆

Seria Naznaczeni:
Naznaczeni // Mroczna strona // All In // Bad Blood
Czytaj dalej »

sobota, 26 listopada 2016

Niebezpieczne kłamstwa, czyli przeszłość dopadnie cię nawet na końcu świata

0
Becca Fitzpatrick to autorka, która towarzyszy mi od dawna. Na bieżąco czytałam jej serię Szeptem, która najpierw mnie zachwyciła, by potem przeistoczyć się w mały koszmarek, z tomu na tom tracąc cechy, za które ją polubiłam. Potem zachwyciłam się Black Ice i to właśnie w takim wydaniu chciałam widzieć tę autorkę, więc byłam niezmiernie zadowolona, gdy okazało się, że jej kolejna powieść będzie utrzymana w podobnych klimatach thrilleru dla młodzieży. Oczekiwałam, że Niebezpieczne kłamstwa w pełni dorównają zaskakująco dobremu Black Ice, jednak jak to zwykle z moimi oczekiwaniami bywa, zostały zupełnie zawiedzione. 

Stella to nie jest moje prawdziwe imię.
Thunder Basin w Nebrasce nie jest moim prawdziwym domem.
Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków. Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny – czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać…
Im bardziej czuję się bezpieczna, tym większe grozi mi niebezpieczeństwo.
Opis z Lubimy Czytać

Prawda jest taka, że podczas czytania Niebezpiecznych kłamstw dość mocno się wynudziłam. Właściwie nic się nie dzieje – Stella trafiła do wyjątkowo sennego miasteczka i odbiło się to na atmosferze książki, w której wszystko kręci się wokół nowo poznanego chłopaka, emerytowanej policjantki będącej opiekunką dziewczyny oraz samych rozterek głównej bohaterki, której wywody mogły się ciągnąć przez kilka stron. Ta powieść nie wzbudziła we mnie żadnych emocji, bo praktycznie nie wydarzyło się nic ciekawego, co mogłoby wywołać u mnie jakąś gwałtowniejszą reakcję i nuda jest najodpowiedniejszym słowem do opisania moich wrażeń po zakończeniu lektury. Teoretycznie Niebezpieczne kłamstwa są thrillerem dla młodzieży, jednak możecie zapomnieć o jakimkolwiek stopniowaniu napięcia czy o zaskakujących zwrotach akcji (nie jestem pewna, czy potrafiłabym wskazać choć jeden w tej książce). Mam wrażenie, że Becca Fitzpatrick ustanowiła tym samym jakiś rekord, a sama powieść powinna znaleźć się na półce między New Adult a contemporary, bo jest raczej słabą mieszanką tych dwóch gatunków. Jeżeli interesował was wątek programu ochrony świadków, zbrodni, którą widziała główna bohaterka czy konsekwencji jej złożenia zeznań, nie sięgajcie po tę powieść, ponieważ zupełnie się zawiedziecie. Niebezpieczne kłamstwa opowiadają o skrzywdzonej dziewczynie próbującej ruszyć do przodu i poszukującej swojego miejsca na ziemi w sennym miasteczku, o jej życiu w nowym, nieznanym środowisku, a kryminalny aspekt tej historii został zredukowany do śmiesznego minimum. 

Główną bohaterką jest rozpieszczona, zapatrzona w siebie, humorzasta nastolatka, którą najchętniej bym zamordowała. Stella jest typową przedstawicielką grupy rozkapryszonych panienek z dobrych domów, liczyły się dla niej tylko pieniądze oraz nieustanna zabawa, zdobywała wszystko, czego pragnęła metodą wybrzydzania oraz bezsensownego buntu. Lekceważyła ludzi, którym autentycznie na niej zależało. Na szczęście z biegiem książki Stella przechodzi przemianę, staje się bardziej znośna, ale jednocześnie bezbarwna. Nie potrafię wymienić żadnych cech jej charakteru czy zainteresowań oprócz tego, że kurczowo trzyma się zamkniętych etapów swojego życia. Na szczęście w tym zestawieniu Chet, czyli przystojny sąsiad Stelli, wypada nieco lepiej, chociaż jak na mój gust był nadmiernie wyidealizowany. Dojrzały, wrażliwy, czuły, odważny, seksowny, pewny siebie, męski, z poczuciem humoru i dużym bagażem emocjonalnym – z daleka czuć było od niego Gary'ego Stu. Tak naprawdę jedyną interesującą postacią była Winny, siedemnastoletnia ciężarna kelnerka, z którą Stella zaprzyjaźniła się w pracy. Dziewczyna miała prawdziwą ikrę i szkoda, że jedynie przewijała się gdzieś z tyłu książki. 

Pomysł na fabułę dawał tak duże pole do popisu, a autorka zupełnie zdeptała ten wątek, zostawiając nas z banalną historią miłosną między urodzonym na wsi kowbojem i zranioną dziewczyną z wielkiego miasta uciekającą przed przeszłością. Przez większość czasu tylko krzywiłam się z niesmakiem i kręciłam głową, bo to jeden z najgorszych przypadków niewykorzystanego potencjału, z jakim miałam do czynienia w ostatnim czasie. Becca Fitzpatrick mogła stworzyć porywającą powieść z dreszczykiem i zawiłymi intrygami, a zamiast tego dostaliśmy nudną, pozbawioną polotu i głębszego przemyślenia książkę, o której zapomni się na następny dzień. Niebezpieczne kłamstwa to gorzkie rozczarowanie. Ostatecznie nie jest to jednak powieść ani dobra, ani zła. Po prostu nijaka, a to chyba najgorsze, co można powiedzieć o książce. 

★★★★☆☆☆☆☆☆
Czytaj dalej »

wtorek, 25 października 2016

Naznaczeni, czyli młodzi geniusze rozwiązują kryminalne zagadki

0
Należę do dziwnego gatunku ludzi, który lubuje się w oglądaniu seriali kryminalnych i informacje związane z prowadzeniem śledztwa wsiąkają we mnie niczym w gąbkę, ale nie przepadam za książkami z tego gatunku. Przeczytałam kilka, żeby nikt mi nie mógł zarzucić, że nie wiem, o czym mówię, bo nawet nie spróbowałam, lecz... w kryminałach brakuje mi jakiejkolwiek iskry i w większości przypadków po prostu się nudzę. Miałam jednak dobre przeczucia co do Naznaczonych Jennifer Lynn Barnes i chociaż książka nie jest pozbawiona mankamentów, bawiłam się przy niej wprost wyśmienicie i nie mogę się doczekać, by kontynuować przygodę z grupą młodych, kryminalnych geniuszy!

Niewyjaśnione zagadki z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć.
Siedemnastoletnia Cassie ma naturalną zdolność rozszyfrowywania ludzi. Na podstawie najdrobniejszych szczegółów potrafi ustalić, kim jesteś i czym się zajmujesz. Ale nigdy nie traktowała tej umiejętności poważnie – przynajmniej do czasu, gdy upomniało się o nią FBI. Biuro rozpoczęło tajny program, do którego wciąga wyjątkowych nastolatków, by przy ich pomocy zamknąć niechlubne sprawy z przeszłości, i potrzebuje pomocy Cassie. Dziewczyna przeprowadza się na drugi koniec kraju, żeby wziąć udział w szkoleniu razem z grupą rówieśników obdarzonych talentami równie niezwykłymi, jak jej własny. Ale nikt, kto bierze udział w programie Naznaczeni, nie jest tym, za kogo się podaje. Kiedy na ich drodze staje prawdziwy morderca – uwikłani w śmiertelną grę w kotka i myszkę – muszą wykorzystać wszystkie swoje zdolności, żeby ocaleć.
Ta książka podnosi poziom adrenaliny i nie daje zasnąć, zanim nie dotrzesz do ostatniej strony.
Opis z Lubimy Czytać

W Naznaczonych bardzo spodobało mi się ujęcie tematu nieziemsko uzdolnionych dzieciaków. Każda z ich umiejętności została doskonale przedstawiona, a ja nie mogłam przestać zachwycać się ich błyskotliwym geniuszem. Autorka naprawdę dobrze udźwignęła temat naturalnych zdolności naszych profilerów, eksperta od odczytywania emocji czy ludzkiego wykrywacza kłamstw. Towarzystwo było naprawdę nietuzinkowe i razem tworzyli mieszankę wybuchową, chociaż potrafili współpracować niczym dobrze naoliwiona maszyna. Problemem jest fakt, że wszystko przychodziło im zbyt łatwo. Nie popełniali niemal żadnych błędów, a kolejne trudne zagadnienia rozwiązywali w mgnieniu oka. Gdyby autorka zdecydowała się nieco utrudnić bohaterom życie, byłabym bardziej usatysfakcjonowana – po prostu czuję, że mogło być pod tym względem lepiej. 

Nie jestem również pewna, czy autorka dokładnie przemyślała fabułę – rozwiązanie całej zagadki nie do końca pokrywało się ze wskazówkami, jakie były nam podrzucane od czasu do czasu, ale muszę przyznać, że zostałam mocno zaskoczona takim obrotem sytuacji. Co prawda pod sam koniec zaczęłam się domyślać, kto okaże się mordercą, jednak zorientowałam się dosłownie na kilka stron przed wyjaśnieniem. Właśnie ta nieprzewidywalność w zakresie kryminalnym mnie urzekła, to dla mnie ogromny plus dla Naznaczonych, bo niejednokrotnie kryminały dla dorosłych rozgryzałam po pierwszych kartkach, a tutaj napięcie było wspaniale stopniowane i prowadzenie śledztwa zostało przedstawione w sposób naprawdę umiejętny. Niestety, w innych aspektach ta książka nie była aż tak zaskakująca, choćby rozwijający na naszych oczach trójkąt miłosny został poprowadzony w tak oczywisty oraz mdły sposób, że nie mogłam się powstrzymać przed wywracaniem oczami. Autorka mogłaby sobie odpuścić cukierkowy trójkąt romantyczny, zwłaszcza że te relacje wypadły sztucznie i nieprzekonywująco. 

Główna bohaterka okazała się być irytująca idealna. Od dawna nie miałam do czynienia z tak oczywistym przedstawicielem denerwującego gatunku Mary Sue. Cassie niemal od razu zostaje nową gwiazdą zespołu. Jest porażająco inteligentna. Zjawiskowo piękna. Od razu wzbudza sympatię członków grupy i pożądanie w szeregach męskiej części. Wszystko przychodzi jej bezproblemowo, do tego wzorcowo została wyposażona z traumatyczne przeżycie z dzieciństwa i wszystko się zgadza! Na szczęście można na to przymknąć oko, a wszystko dzięki naturalnej zdolności, która zafascynowała mnie od początku. Byłam strasznie ciekawa, w jaki sposób Cassandra profiluje otaczających ją ludzi i dzięki pierwszoosobowej narracji otrzymałam odpowiednią dawkę jej talentu. 

Naznaczeni to dynamiczna powieść, którą czyta się w tempie błyskawicznym. Była mroczna i tajemnicza, czuć było ciężką atmosferę związaną z wnikaniem do umysłów seryjnych morderców, ale jednocześnie stanowiła przyjemną odskocznię od codzienności. Gorąco polecam ten kryminał dla młodzieży, bo gdy przymknie się oko na niedoskonałości w postaci typowych dla young adult wątków, otrzymuje się niebanalną, intrygującą, pełną napięcia historię z dreszczykiem, którą pochłania się na jednym wdechu.

★★★★★★☆☆☆☆

Seria Naznaczeni:
Naznaczeni // Mroczna strona // All in // Bad blood
Czytaj dalej »

środa, 26 sierpnia 2015

Mara Dyer. Zemsta, czyli mroczne tajemnice i odrobina psychozy

26

Nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać po finałowym tomie Mary Dyer. Pierwsza część była w porządku, ale nie wzbudziła we mnie specjalnego entuzjazmu. Druga z kolei sprawiła, że zafascynowałam się całą historią, uległam jej czarowi i chciałam od razu dorwać w swoje ręce ostatnią część. Te mieszane uczucia sprawiły, że podchodziłam do Zemsty z cichymi obawami, ale też z dużymi oczekiwaniami.

Mara Dyer została zamknięta w Horyzontach, gdzie została ubezwłasnowolniona i zaczęto na niej przeprowadzać eksperymentalną kurację. Dziewczyna wie, że musi uciekać, ale leki podawane jej przez doktor Kells zmuszają ją do posłuszeństwa i odbierają zdolność zabijania myślami. Mara nie chce się jednak poddać, zwłaszcza, że musi uzyskać odpowiedzi na najważniejsze pytania: kto i dlaczego próbuje zniszczyć jej życie, a także co się dzieje z Noahem?

Wszyscy, którzy znają Marę, wiedzą, że w powieści nie zabraknie trupów i krwi lejącej się strumieniami, chociaż teraz zmieniła taktykę działania - spodobało jej się podrzynanie gardeł. Była przetrzymywana wbrew własnej woli, torturowano ją, przeprowadzano na niej eksperymenty i zastraszano, więc kiedy dostała szansę, by wziąć sprawy we własne ręce, nie zawahała się - nawet mimo chwilowej blokady zdolności jest skuteczna. Mara staje się jeszcze bardziej niestabilna niż wcześniej, zwłaszcza że w pobliżu nie ma Noaha, który łagodziłby jej paranoidalne, mordercze nastroje. Przez to ostatnia część zawiera w sobie najwięcej mroku, balansując na granicy upiornego klimatu i prawdziwego horroru - właśnie to sprawia, że ta historia jest taka dobra, podobnego nastroju na próżno szukać w innych młodzieżówkach i, oprócz niespodziewanego tła fabuły, właśnie on wyróżnia całą trylogię o Marze Dyer. Michelle Hodkin testuje granice wytrzymałości stworzonych przez siebie bohaterów, ale nigdy nie posuwa się za daleko; znalazła równowagę i dzięki temu nie popadła w przesadę, która sprawiłaby, że książka stałaby się po prostu niesmaczna. Jestem absolutnie zakochana w nieziemskim, nieco psychotycznym klimacie tej książki. 

Mara to chyba najbardziej specyficzna główna bohaterka, z jaką przyszło mi się mierzyć. Jest uznawana za wariatkę i nie da się ukryć, że posiada w sobie coś z psychopatki. Nigdy nie była, nie jest i nie będzie wzorem cnót, ale w końcu do niej dotarło, że nie chce się zmieniać, że odpowiada jej to, kim jest, nawet jeśli nie ma w niej nic szlachetnego. Nie żałuje niczego, nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu zadawania bólu innym czy zabójstw, ale przy tym Mara posiada uczucia. I tu pojawia się największy zgrzyt - miłość do Noaha. Nie dziwię się, że dziewczyna się w nim zakochała, to jeden z moich ulubionych męskich bohaterów, więc całkowicie ją rozumiem; jednak to, jak przez większość tomu Mara nie potrafi się ogarnąć i myśli jedynie o odnalezieniu Noaha gryzło mi się z jej wizerunkiem twardej dziewczyny, która potrafi zniszczyć wszystko, co stanie jej na drodze. Zwłaszcza że miała inne poważne kłopoty. Mimo wszystko uwielbiam szaloną Marę, która całkowicie akceptuje znajdującą się w jej duszy ciemność i która nieraz sprawiła, że na moich ramionach pojawiała się gęsia skórka.

Ostatni tom to oczywiście odpowiedzi na nurtujące nas przez poprzednie tomy pytania. Spisek okazał się być bardziej rozbudowany, niż początkowo podejrzewałam i obejmował mnóstwo intryg oraz korporację, przez co można było łatwo się pogubić. Niektóre wyjaśnienia okazały się być po prostu nudne, a te, które najbardziej mnie interesowały, zostały jedynie powierzchownie dotknięte w samej końcówce i autorka nie rozwinęła ich dalej. Wydaje mi się, że pisarka chciała upchnąć w ostatnim tomie wszystkie odpowiedzi, a nagle okazało się, że ma na to za mało stron, dlatego część Zemsty to zbitek informacji oddzielonych niewielkimi odstępami czasu. Może dlatego uzyskane odpowiedzi nie szokują tak bardzo. W dodatku zakończenie, ostatnie kilka stron, było zbyt banalnych jak na całą historię. Jest to bolesne, bo z upiornego klimatu nie zostało właściwie nic, a wiele wątków zostało porzuconych. Wydaje mi się też, że w paru kwestiach Michelle Hodkin poszła po prostu na łatwiznę.

Opowieść o Marze Dyer, mimo potknięć i mankamentów, pozostaje nieszablonowa. Gra na uczuciach, wzbudzając gwałtowne emocje, przez cały czas towarzyszy nam upiorny klimat, który jest głównym atutem całej trylogii, a tutaj jest go pod dostatkiem. Finał serii jest dobry, posiada wiele fascynujących elementów, ale mimo wszystko zabrakło tego czegoś. Polecam wam jednak całą trylogię, bo mimo że nie przepadam za krwawymi horrorami, zakochałam się w lekko psychodelicznych książkach Michelle Hodkin.

7/10 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia