Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suzanne Young. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suzanne Young. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 sierpnia 2016

Program. Epidemia, czyli poszukiwanie własnej tożsamości

20
Program to, przynajmniej dla mnie, bardzo dziwna seria. Były momenty, w których ją uwielbiałam, w większości jednak uważałam ją za dobrą, ale nie zachwycającą, bo brakowało mi jakiejś iskry w fabule, czegoś, co trzymałoby mi na krawędzi fotela, nie pozwalając się oderwać od lektury, dopóki nie poznam zakończenia. Czytałam kolejne tomy, lecz choć każdy kolejny był lepszy od poprzedniego, wciąż nie mogłam znaleźć tego, czego szukałam. Aż pojawiła się Epidemia.

Quinlan McKee przez wiele lat była najlepszą w swoim fachu – jako sobowtór na pewien czas wcielała się w rolę zmarłych nastolatek, kopiując ich wygląd, zachowanie oraz przyzwyczajenia, by dać rodzinie szansę na pożegnanie się z ukochanym dzieckiem i pogodzenie się z jego śmiercią. Kiedy jednak Quinn odkryła, że wydział żałoby, dla którego pracowała, przez ponad dekadę ukrywał przed nią jej prawdziwe pochodzenie, a ludzie, którym najbardziej ufała, ją zdradzili, dziewczyna zrozumiała, że nic nie jest takie, jakie jej się wydawało. Tymczasem fala samobójstw wśród nastolatków zatacza coraz szersze kręgi, skłaniając Quinlan do poszukiwania odpowiedzi na dręczące ją pytania u samego źródła. 

Według mnie Epidemia to najlepsza część całej serii Program. Czytało mi się ją najszybciej, najprzyjemniej i o ile w przypadku poprzednio przeczytanych przeze mnie tomów czasami zmuszałam się do lektury, z dużym trudem przerzucając kartki, o tyle w przypadku Epidemii byłam szczerze zainteresowana dalszym losem bohaterów i nie mogłam się doczekać, aż wszystko stopniowo zacznie się wyjaśniać. Ten tom ze wszystkich chyba był najbardziej bogaty w akcję oraz urozmaicony, autorka nie skupiła się tylko na jednym temacie, w końcu pojawiła się ta upragniona przeze mnie wielowątkowość! Suzanne Young nie zrezygnowała z dalszego przedstawiania zawiłości pracy sobowtóra, ale tym razem mieliśmy szersze spojrzenie na falę samobójstw, wybuch choroby, a także jej rozprzestrzenianie się i pierwsze próby zapobiegania jej, dzięki czemu fabuła wydawała mi się być pełniejsza. Dostajemy także wszystkie odpowiedzi na nurtujące nas pytania, autorce bardzo zgrabnie udało się domknąć całą historię, chociaż muszę przyznać, że nie do końca przekonuje mi wyjaśnienie, skąd się wzięła cała plaga samobójstw, dla mnie było to naciągane, jednak pozostałe wytłumaczenia w pełni mnie satysfakcjonują.

W Remedium nie do końca byłam przekonana do bohaterów, uważając, że mamy do czynienia ze Sloane i Jamesem wersją 2.0 Epidemia pokazała mi, jak bardzo się myliłam! Quinn wspaniale rozwinęła się w tej części, stając się wielowymiarową postacią, której ciężko nie polubić. Jej oddanie oraz lojalność, mimo że wielokrotnie mogły ją doprowadzić do porażki, były niezachwiane, Trzymała emocje na wodzy w najbardziej stresujących sytuacjach, zachowując się jak rasowa twardzielka, ale pozwalała sobie również na chwile słabości, wiedząc, że nie ma w nich nic złego. Niezmiennie jestem zachwycona także Deaconem, którego przeszłość oraz motywy mamy szansę poznać w tym tomie. Ten chłopak ciągle mnie zaskakiwał, idealnie równoważąc w sobie arogancję z troskę o innych. Związek Quinlan oraz Deacona ewoluuje, ich więź staje się prawdziwsza niż kiedykolwiek wcześniej i byłam po prostu zauroczona rozwojem tej relacji. Na uwagę zasługują również Aaron oraz Reed, którzy wprowadzili element humorystyczny do tej melancholijnej, momentami przygnębiającej lektury. Uwiódł mnie zwłaszcza Reed, który może nie odegrał wielkiej roli w fabule, ale udało mu się podbić moje serce.

Według mnie Remedium oraz Epidemia zdecydowanie stanowią tę lepszą część całego cyklu. Urzekli mnie nie tylko różnorodni bohaterowie, którzy są świetnymi kłamcami – niejednokrotnie przyjaciel okazywał się wrogiem, a wróg przyjacielem – ale także uniwersalność tej serii, która w oryginalny sposób dotyka tematu samobójstw i społecznej paranoi, a także opowiada o sztuce odnajdywania samego siebie. Pokazuje, jak łatwo można się zatracić i zagubić po drodze oraz jak bardzo na człowieka może wpłynąć strata ukochanej osoby. Epidemia bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, swoim poziomem zupełnie deklasując poprzednie części. Naprawdę świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki i gorąco ją polecam wraz z Remedium, jeśli poszukujecie czegoś świeżego i innowacyjnego. 


Cykl Program

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


Czytaj dalej »

wtorek, 26 kwietnia 2016

Program. Remedium, czyli perfekcyjna iluzja

12
Program to duologia, którą określiłabym mianem poprawnej. Autorka dobrze poradziła sobie z utrzymywaniem niepokojącego klimatu charakterystycznego dla dystopii, a wykreowane postacie nie wywoływały we mnie żądzy mordu, jednak nie jest to historia, która mnie porwała i sprawiła, że nie mogłam spać po nocach. Ani Plaga samobójców, ani Kuracja samobójców nie wzbudziły we mnie zachwytu, a odczuwane podczas czytania emocje już zdążyły wyblaknąć. Dlaczego więc zdecydowałam się sięgnąć po Remedium, które jest prequelem Programu? Nie mogłam przejść obojętnie obok tak intrygującego opisu, który zapowiadał niesamowitą historię.

Siedemnastoletnia Quinlan McKee pracuje jako sobowtór w wydziale żałoby. Jej zadanie wydaje się być z pozoru łatwe - przez okres nie dłuższy niż tydzień wciela się w postać zmarłej osoby, całkowicie się do niej upodabniając. Przejmuje jej sposób mówienia, uśmiechania się i chodzenia oraz zachowanie, co pozwala rodzicom na pożegnanie się z nieżyjącymi pociechami. Quinn niesie ukojenie w bólu i pomaga przetrwać okres żałoby. Istnieje tylko jeden warunek: nie może zaangażować się emocjonalnie w prowadzoną sprawę. Jednak kiedy Quinlan staje się Cataliną Barnes, zlecenie okazuje się być trudniejsze niż początkowo przypuszczała. Nie tylko między nią a Isaaciem, chłopakiem Cataliny, tworzy się niezdrowa więź, ale także dziwne okoliczności śmierci dziewczyny komplikują sytuację. Czy Quinlan uda się rozwiązać tajemnice, jakie skrywało życie Cataliny i nie zagubi przy tym własnej tożsamości? 

Według mnie Remedium to wisienka na torcie wieńcząca całą serię. Plaga samobójców była średnia, Kuracja samobójców lepsza, ale wciąż nie była rewelacyjna, za to prequel wypada naprawdę, naprawdę dobrze. Sam pomysł jest kontrowersyjny, jak to u Suzanne Young, ale za to jaki interesujący! Autorka bardzo sprytnie manipulowała czytelnikiem przez całą książkę. Niby coś się nie zgadzało, ale podrzucała nam tak delikatne wskazówki, że nie można było się spodziewać takiego uderzenia na koniec. Remedium przypomina tykającą bombę. Napięcie cały czas narastało, tajemnice się nawarstwiały, emocje buzowały, by w końcu wybuchnąć w spektakularnym finale.

Książka została podzielona na trzy części i każda z nich przedstawia nieco inną płaszczyznę pracy sobowtóra. Pierwsza była wprowadzeniem, trochę nudnawym, ale i tak czytało się je bardzo przyjemnie. W drugiej można było obserwować emocjonalne rozterki Quinlan i jej zagubienie, autorka skupiła się na psychice osoby wcielającej się w rolę kogoś innego. Sekrety powoli zaczynały wypływać na światło dzienne, choć w małym natężeniu. Ale to, co się działo w trzeciej części powieści - szok. Tego się nie spodziewałam i szczerze wątpię, by ktokolwiek przewidział takie rozwiązanie! Remedium zostało wspaniale dopracowane pod względem fabularnym, jest bardziej przemyślane niż Plaga i Kuracja samobócjów, Suzanne Young przeszła samą siebie we wplataniu zawiłych komplikacji i mrocznych sekretów w życie Quinlan.

Mam za to mieszane uczucia względem bohaterów. Nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że mam przed Sloane i Jamesa wersja 2.0 Co prawda zarówno Quinn, jak i Deacon wypadają o wiele lepiej niż główni bohaterowie znani z właściwej serii, ale to podobieństwo zadziałało na mnie jak płachta na byka. Wydaje mi się, że tło wydarzeń i sam pomysł były tak mocne, że sylwetki postaci uległy rozmyciu, dla mnie były papierowe. Psychika Quinlan została tak naruszona, że trudno mi wskazać jakiekolwiek cechy jej charakteru, ale nawet jej ciągłe użalanie się nad sobą i brakiem normalnego życia wypada lepiej niż płacz Sloane, który pojawiał się mniej więcej co dwie strony w Pladze samobójców. Deacon również przypadł mi do gustu bardziej niż James, może dlatego, że był bardziej zrównoważony psychicznie i jego motywacja miała sens. Zabrakło mi jednak iskry u nowego duetu Young z Remedium. Quinlan i Deacon jako bohaterowie mnie zawiedli, jednak tak jak mówiłam, pomysł autorki i jego emocjonalne wykonanie są tak dobre, że musiały przysłonić postaci.

Podsumowując, Remedium to według mnie najlepsza książka Suzanne Young, jaką do tej pory miałam okazję czytać. Nie spodziewałam się tego, co dostałam, a otrzymałam interesującą, złożoną historię z niebanalnym pomysłem i mocnym, zaskakującym zakończeniem, które wbija w fotel. Poszukujecie książki, która zapewni Wam dreszczyk emocji i podsunie skomplikowaną zagadkę do rozwiązania? Remedium będzie idealne.

7,5/10


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


Czytaj dalej »

wtorek, 19 stycznia 2016

Program. Kuracja samobójców, czyli nowe spojrzenie na Program

29
Program. Plaga samobójców (recenzja) to książka, która była interesująca, ale mnie nie zachwyciła. Miałam jednak bardzo dobre przeczucia względem drugiej części, bo w pomyśle Suzanne Young wyczułam ogromny potencjał. Czy autorce udało się go wykorzystać?

Sloane i Jamesowi udało się uciec przed Programem. Zdeterminowani, aby walczyć z okrutnym procederem, przyłączają się do grupy buntowników. Jednak nawet teraz nie są naprawdę wolni, ani tym bardziej bezpieczni - ścigani przez agentów nastolatkowie przez cały czas czują się osaczeni, nie wiedzą, komu mogą zaufać, a czasu na zniszczenie Programu i powstrzymanie szerzącej się epidemii mają coraz mniej. Pomóc im może tylko Kuracja - tajemnicza tabletka, która przywraca wymazane wspomnienia, jednak za straszną cenę.

Autorka po mistrzowsku utrzymuje unikatowy klimat z pierwszej części. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że chociaż klaustrofobiczne odczucia nieco zmalały po wyzwoleniu się Sloane z macek Programu, to paranoiczna atmosfera tylko się zagęszcza. Przez cały czas bohaterowie na swojej drodze napotykają rozmaite intrygi oraz mierzą się z przekłamanymi informacjami, nie wiedzą, komu mogą zaufać i ten specyficzny, melancholijny nastrój działa również na czytelników. Jest to zdecydowanie jedna z najmocniejszych stron całej serii, bo do tej pory nigdzie nie spotkałam się z podobnym klimatem wzbudzającym poczucie zagrożenia nie tylko u bohaterów. Przez cały czas byłam na krawędzi wybuchu, emocje wręcz we mnie buzowały. 

Kuracja samobójców pod wieloma względami wydaje mi się być pełniejsza od swojej poprzedniczki. Wciąż główną osią fabuły pozostaje związek Jamesa i Sloane, ale wszystko jest bardziej spójne, dzięki czemu całość wypada zgrabniej. W książce pojawiło się to, czego najbardziej brakowało mi w Pladze samobójców - autorka poświęciła więcej czasu na przedstawienie genezy Programu oraz na rozwój samej epidemii. Pozwoliła również spojrzeć na stosowane przez lekarzy metody z szerszej perspektywy, co bardzo mi odpowiadało. Rozwiązanie całej zagadki może nie było szokujące, bo właśnie takiego wyjaśnienia się spodziewałam, jednak w końcu jestem usatysfakcjonowana przedstawioną historią i nie mam wrażenia, że została ona spłycona na rzecz romansu. Kuracja samobójców podoba mi się o wiele bardziej od pierwszej części - o ile Plaga samobójców nie wzbudziła mojego zachwytu, ponieważ miałam nieodparte wrażenie, że czegoś jej brakuje, o tyle tutaj wszystkie moje wątpliwości zostały rozwiane i w pełni mogłam cieszyć się fascynującą lekturą. Trudno było przewidzieć, w którą stronę ostatecznie pójdzie autorka, dlatego im mniej stron pozostawało do epilogu, tym większy czułam niepokój. Suzanne Young zdecydowanie wie, jak stopniować napięcie! Zakończenie było naprawdę zaskakujące.

Największym mankamentem według mnie pozostaje trójkąt miłosny. W pierwszej części nie zapałałam ogromną sympatią do Sloane, ale dostrzegłam w niej potencjał. W Kuracji samobójców dziewczyna bardzo się rozwinęła, rozkwitła i zaczynałam ją podziwiać, jednak po powrocie Realma nie mogłam uwierzyć, że mam do czynienia z tą samą postacią, którą właśnie polubiłam. Sloane znowu stała się denerwująca, z trudem znosiłam jej irytujące zachowanie objawiające się w obecności Michaela. Na szczęście jest wciąż James, który pozostaje równie wspaniały jak w pierwszej części. Dużym plusem okazało się wprowadzenie nowych, drugoplanowych postaci. Może autorka nie poświęciła im dużo uwagi, ale pojawienie się Casa, Dallas, a nawet krótki wkład Asy, dodały tej książce wyczekiwanej przeze mnie świeżości. Z miejsca polubiłam ich wszystkich i jestem niesamowicie zadowolona, że w książce znalazło się również 60 stronicowe opowiadanie, bo dzięki niemu możemy zaobserwować rozwój poszczególnych bohaterów. Dzięki niemu inaczej spojrzałam na Realma, zaczęłam mu współczuć, a nawet rozumieć jego wybory, mimo że za nim nie przepadam, po opowiadaniu również inaczej odbieram zachowanie Jamesa. To opowiadanie zdecydowanie podniosło wartość całej książki. 

Program. Kuracja samobójców to świetna, zrównoważona kontynuacja, która swoim poziomem przebiła pierwszą część. Autorka sprostała moim wysokim oczekiwaniom, dzięki czemu bez reszty zatopiłam się w lekturze i nawet po przeczytaniu ostatniego zdania wciąż potrzebowałam czasu na uporządkowanie swoich odczuć. Kuracja samobójców pozwoliła mi na oderwanie od rzeczywistości, a jednocześnie zmusiła do refleksji, bo pod wieloma względami jest to wyjątkowa, inteligentna powieść z niezwykłym przesłaniem. W ponurym świecie wykreowanym przez Suzanne Young znalazło się miejsce na promyk światła - autorka pokazała, że w najtrudniejszym okresie należy wierzyć we własne siły, zaufać własnemu instynktowi i walczyć do końca w słusznej sprawie, nawet jeśli wydaje się, że na końcu drogi czeka na nas tylko porażka. Serdecznie polecam Wam tę książkę!

7/10

Za możliwość przeczytania Programu. Kuracji samobójców serdecznie dziękuję wydawnictwu Feeria!


Czytaj dalej »

piątek, 18 grudnia 2015

Program. Plaga samobójców, czyli pełna desperacji walka z epidemią

33
Plaga samobójców to książka o intrygującym opisie i przepięknej okładce. Uważam, że autorka, która zdecydowała się w powieści dystopicznej zawrzeć motyw epidemii samobójstw, musi być bardzo odważna, bo jest to niezwykle trudny, delikatny temat.

W USA młodzi ludzie masowo decydują się na odebranie sobie życia. W celu powstrzymania epidemii szerzącej się wśród nastolatków, uruchomiono Program - osoby do osiemnastego roku życia poddawane są przymusowemu leczeniu, które polega na usunięciu wyszczególnionych wspomnień chorego, które rzekomo powodują u niego depresję. Po udziale w Programie młodzi ludzie wydają się być puści, wydrążeni, dlatego każdy skrupulatnie ukrywa swoje uczucia, nie pozwalając sobie na chwilę słabości, bowiem choćby najmniejszy przejaw załamania skutkuje zamknięciem w placówce Programu.
Sloane straciła już swojego brata w wyniku epidemii i najlepszą przyjaciółkę, która trafiła do Programu. Jedyna osoba, dzięki której wciąż dzielnie się trzyma, to jej chłopak, James. Obiecali sobie, że nie pozwolą, by coś złego im się stało, ale choć ich miłość jest silna, nie jest wystarczająca. Wkrótce dopada ich depresja. A później Program.

Plaga samobójców to książka, która daje do myślenia. Cały czas budzi w czytelniku poczucie bliżej nieokreślonego niepokoju, od pierwszych stron towarzyszy nam napięcie i presja nałożona na młodych ludzi przez dorosłych, którzy żyją w ciągłym strachu o swoje dzieci. Ten swoisty klimat klaustrofobii i paranoi jest niezwykle odczuwalny przez całą powieść, bo każdy może zdradzić każdego. Przez cały czas znajdujemy się na krawędzi, emocje w nas buzują, mamy ciarki, a wszystko to wywołane jest stanem permanentnego zagrożenia widocznego w książce. Nikt nikomu nie może ufać.

Bohaterów można albo pokochać, albo znienawidzić. Sama skłaniam się raczej ku pierwszej wersji, choć jest to raczej zasługa postaci drugoplanowych. W moim odczuciu Sloane brakuje ikry, ale wydaje mi się, że jej prawdziwa osobowość nie została jeszcze w pełni odkryta, dopiero ją poznajemy, podobnie jak ona na nowo poznaje siebie. Mam nadzieję, że będzie to o wiele lepsza wersja Sloane niż ta prezentowana przez większą część książki. Bardzo za to polubiłam Jamesa, którym jestem zauroczona, i związek, jaki razem stworzyli - nie tylko wspierali się wzajemnie, ale również potrafili się razem dobrze bawić, ich relacja w żaden sposób nie była wymuszona. Wspaniale dopełniali się jako para i tworzyli zgrany duet. Nie da się jednak ukryć, że to ich przyjaciele kupili sobie moją sympatię. Zapałałam nią nie tylko do Lacey, ale również do Millera i żałuję, że nie znalazło się dla nich nieco więcej miejsca. Wszystko zostało bowiem zdominowane przez miłość Jamesa i Sloane, a w czasie trwania Programu pojawienie się również tego trzeciego, który wprowadził zamęt w życie uczuciowe głównej bohaterki. Było to o tyle irytujące, że przeskok był ogromny - trudno było zauważyć moment, w którym między Sloane a innym pacjentem wytworzyła się tak silna więź.

Według mnie autorka za bardzo skupiła się na wątku romantycznym, a za mało uwagi poświęciła samej epidemii. Lakonicznie opisała jej początki i niespecjalnie zagłębiła się w zmiany zachodzące w świecie, w którym samobójstwa stały się prawdziwą plagą zagrażającą liczebności populacji. Geneza Programu również nie została czytelnikom przybliżona, co sprawiło, że miałam mnóstwo pytań na temat świata przedstawionego, ale nie doczekałam się żadnych odpowiedzi. Może byłabym jakoś w stanie przełknąć ten fakt, gdyby nie to, że niemal cała książka skupia się wokół miłosnych rozterek głównej bohaterki. Trójkąt miłosny staje się typowym elementem dystopii i, chociaż u Suzanne Young jest wciągający, przyczynia się do powstawania wielu niedopowiedzeń w kwestii choroby, na której zapadają młodzi ludzie. Przez to Plaga samobójców wydaje się być spłycona i cierpi na tym cała historia. Liczę jednak na to, że w kolejnym tomie autorka bardziej rozwinie wątek zarówno epidemii, jak i sposobu działania Programu, bo od początku można wyczuć, że coś z tą organizacją jest nie tak, ale z powodu małej ilości informacji trudno cokolwiek stwierdzić. Całość została zdominowana przez romans.

Plaga samobójców to książka, która była dobra, ale brakowało jej czegoś, co wzbudziłoby mój zachwyt. Mam jednak wrażenie, że Suzanne Young jeszcze nie pokazała, na co ją stać, bo cała historia skrywa w sobie potencjał, który może przerodzić się w niezwykłą kontynuację, po której będziemy zbierać szczęki z podłogi. Ja przynajmniej będę trzymać za to kciuki.

6,5/10
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia