wtorek, 26 kwietnia 2016

Program. Remedium, czyli perfekcyjna iluzja

Program to duologia, którą określiłabym mianem poprawnej. Autorka dobrze poradziła sobie z utrzymywaniem niepokojącego klimatu charakterystycznego dla dystopii, a wykreowane postacie nie wywoływały we mnie żądzy mordu, jednak nie jest to historia, która mnie porwała i sprawiła, że nie mogłam spać po nocach. Ani Plaga samobójców, ani Kuracja samobójców nie wzbudziły we mnie zachwytu, a odczuwane podczas czytania emocje już zdążyły wyblaknąć. Dlaczego więc zdecydowałam się sięgnąć po Remedium, które jest prequelem Programu? Nie mogłam przejść obojętnie obok tak intrygującego opisu, który zapowiadał niesamowitą historię.

Siedemnastoletnia Quinlan McKee pracuje jako sobowtór w wydziale żałoby. Jej zadanie wydaje się być z pozoru łatwe - przez okres nie dłuższy niż tydzień wciela się w postać zmarłej osoby, całkowicie się do niej upodabniając. Przejmuje jej sposób mówienia, uśmiechania się i chodzenia oraz zachowanie, co pozwala rodzicom na pożegnanie się z nieżyjącymi pociechami. Quinn niesie ukojenie w bólu i pomaga przetrwać okres żałoby. Istnieje tylko jeden warunek: nie może zaangażować się emocjonalnie w prowadzoną sprawę. Jednak kiedy Quinlan staje się Cataliną Barnes, zlecenie okazuje się być trudniejsze niż początkowo przypuszczała. Nie tylko między nią a Isaaciem, chłopakiem Cataliny, tworzy się niezdrowa więź, ale także dziwne okoliczności śmierci dziewczyny komplikują sytuację. Czy Quinlan uda się rozwiązać tajemnice, jakie skrywało życie Cataliny i nie zagubi przy tym własnej tożsamości? 

Według mnie Remedium to wisienka na torcie wieńcząca całą serię. Plaga samobójców była średnia, Kuracja samobójców lepsza, ale wciąż nie była rewelacyjna, za to prequel wypada naprawdę, naprawdę dobrze. Sam pomysł jest kontrowersyjny, jak to u Suzanne Young, ale za to jaki interesujący! Autorka bardzo sprytnie manipulowała czytelnikiem przez całą książkę. Niby coś się nie zgadzało, ale podrzucała nam tak delikatne wskazówki, że nie można było się spodziewać takiego uderzenia na koniec. Remedium przypomina tykającą bombę. Napięcie cały czas narastało, tajemnice się nawarstwiały, emocje buzowały, by w końcu wybuchnąć w spektakularnym finale.

Książka została podzielona na trzy części i każda z nich przedstawia nieco inną płaszczyznę pracy sobowtóra. Pierwsza była wprowadzeniem, trochę nudnawym, ale i tak czytało się je bardzo przyjemnie. W drugiej można było obserwować emocjonalne rozterki Quinlan i jej zagubienie, autorka skupiła się na psychice osoby wcielającej się w rolę kogoś innego. Sekrety powoli zaczynały wypływać na światło dzienne, choć w małym natężeniu. Ale to, co się działo w trzeciej części powieści - szok. Tego się nie spodziewałam i szczerze wątpię, by ktokolwiek przewidział takie rozwiązanie! Remedium zostało wspaniale dopracowane pod względem fabularnym, jest bardziej przemyślane niż Plaga i Kuracja samobócjów, Suzanne Young przeszła samą siebie we wplataniu zawiłych komplikacji i mrocznych sekretów w życie Quinlan.

Mam za to mieszane uczucia względem bohaterów. Nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że mam przed Sloane i Jamesa wersja 2.0 Co prawda zarówno Quinn, jak i Deacon wypadają o wiele lepiej niż główni bohaterowie znani z właściwej serii, ale to podobieństwo zadziałało na mnie jak płachta na byka. Wydaje mi się, że tło wydarzeń i sam pomysł były tak mocne, że sylwetki postaci uległy rozmyciu, dla mnie były papierowe. Psychika Quinlan została tak naruszona, że trudno mi wskazać jakiekolwiek cechy jej charakteru, ale nawet jej ciągłe użalanie się nad sobą i brakiem normalnego życia wypada lepiej niż płacz Sloane, który pojawiał się mniej więcej co dwie strony w Pladze samobójców. Deacon również przypadł mi do gustu bardziej niż James, może dlatego, że był bardziej zrównoważony psychicznie i jego motywacja miała sens. Zabrakło mi jednak iskry u nowego duetu Young z Remedium. Quinlan i Deacon jako bohaterowie mnie zawiedli, jednak tak jak mówiłam, pomysł autorki i jego emocjonalne wykonanie są tak dobre, że musiały przysłonić postaci.

Podsumowując, Remedium to według mnie najlepsza książka Suzanne Young, jaką do tej pory miałam okazję czytać. Nie spodziewałam się tego, co dostałam, a otrzymałam interesującą, złożoną historię z niebanalnym pomysłem i mocnym, zaskakującym zakończeniem, które wbija w fotel. Poszukujecie książki, która zapewni Wam dreszczyk emocji i podsunie skomplikowaną zagadkę do rozwiązania? Remedium będzie idealne.

7,5/10


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!


Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia