Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danielle L. Jensen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danielle L. Jensen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 października 2021

Pozłacany wąż, czyli same zachwyty, bo to genialna książka

0

 

Nie ukrywam, że jestem ogromną fanką Danielle L. Jensen. Przeczytałam praktycznie każdą powieść, jaka wyszła spod jej pióra i do tej pory jeszcze ani razu się nie rozczarowałam, za każdym razem jest w stanie zaskoczyć mnie czymś nowym, więc nie mogłam sobie odpuścić Pozłacanego węża, który był jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego roku. 

ICH BITWY ZAKOŃCZYŁY SIĘ ZWYCIĘSTWEM
Lidia powraca do Mudaire, by zacząć naukę w świątyni uzdrowicieli. Jednak zamiast walczyć o ocalenie życia, jest przekonana, że robi więcej złego niż dobrego. Zagłębia się w historię bogów i odkrywa prawdę, która na zawsze zmieni jej życie.
Killianowi w końcu udało się objąć dowództwo królewskiej armii, ale wcale nie czuje się zwycięzcą. Przytłoczony przeszłością, poddaje się mroczniejszemu obliczu swojego znaku – i w ten sposób ryzykuje, że rozpocznie wojnę.
ALE WOJNA DOPIERO SIĘ ZACZĘŁA
Po pokonaniu tyrana Urcona, Marek próbuje zawrzeć trwały sojusz z Arinoquianami. Dręczy go jednak świadomość, że wśród jego przyjaciół kryje się zdrajca i że może utracić wszystko, o co walczył.
Rozdarta między coraz większą lojalnością wobec Trzydziestego Siódmego Legionu a potrzebą uwolnienia rodaków, Teriana tonie w sieci tajemnic. Podejmuje decyzję, która może albo ocalić wszystkich, których kocha – albo posłać ich do grobu.

TA KSIĄŻKA JEST GENIALNA. Wiedziałam, że Pozłacany wąż będzie dobry, jednak nie spodziewałam się, że w moich rękach znajdzie się tak fenomenalna historia, która zawładnie moimi myślami i sercem, nie pozwalając mi na złapanie oddechu. Danielle L. Jensen z powieści na powieść prezentuje coraz wyższy poziom, a ja już boję się tego, co wydarzy się w nadchodzącym finale Mrocznych Wybrzeży, ponieważ autorka posiada niezrównany talent do budowania napięcia i podnoszenia stawek. Dostałam 730 stron perfekcyjnej, dopracowanej w każdym szczególe powieści, która wciągnęła mnie do tego stopnia, że w ogóle nie odczuwałam jej długości, mogłaby być dwa razy dłuższa, a dla mnie nadal byłaby za krótka, ponieważ tak doskonale spędziłam przy niej czas. Danielle L. Jensen niczego nie zostawiła przypadkowi, każdy wątek ma znaczenie i składa się na niesamowitą całość. Kiedy już wydawało mi się, że koniec z zaskakującymi rewelacjami, nagle pojawiała się informacja, po której mój mózg dosłownie eksplodował. Jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo złożona i skomplikowana jest fabuła Pozłacanego węża, bogata pod względem politycznych intryg, militarnych taktyk, budowy świata oraz systemu magicznego, a przy tym czyta się ją niezwykle przyjemnie, nie czując obciążenia różnorodnością wątków. 

Po Mrocznym niebie byłam zakochana w Lidii oraz Killianie, nadal pozostają moimi ulubieńcami, ale w tej części obdarzyłam również większą sympatią Terianę i Marka, mimo że w pierwszym tomie niekoniecznie mnie do siebie przekonali. Z reguły nie przepadam za licznymi narracjami, a w Pozłacanym wężu wydarzenia są przedstawione za pomocą czterech perspektyw, jednak każda z tych postaci jest tak dopracowana, wyjątkowa i wnosi coś świeżego do całej historii, że z radością zagłębiałam się w kolejnych rozdziałach. Jedynym minusem jest to, że niektóre rozdziały były krótkie, liczyły sobie zaledwie cztery strony, dlatego czułam się wybita z rytmu, gdy tak szybko przeskakiwałam z perspektywy Lidii do Marka, przy czym oboje znajdują się po przeciwnych stronach globu, ale poza tym nie mam na co narzekać. Wszyscy bohaterowie przechodzą przez kolejne przemiany, zmagają się z własnymi słabościami i pragnieniami, dylematami moralnymi, są tak niesamowicie ludzcy, że niemal czułam ich obecność przy sobie. 

Mroczne Wybrzeża to seria, która mną zawładnęła, a Pozłacany wąż tylko ugruntował jej pozycję wśród moich ulubionych serii fantasy. Brakuje mi słów, by opisać, jak bardzo jestem oczarowana tą powieścią, która zmiażdżyła mnie, złamała mi serce, a jednocześnie dostarczyła ogromnych emocji. Śmiałam się i płakałam, a niektóre momenty były tak epickie, że dostałam gęsiej skórki, co przy książkach zdarzyło mi się dopiero drugi raz w życiu. Pozłacany wąż jest perełką, wybija się na tle innych powieści swoją oryginalnością, genialnymi zwrotami akcji, pięknie wykreowanym światem i bohaterami, którym będziecie kibicować z całych sił. Zaufajcie mi, ta książka jest warta każdej minuty, jaką z nią spędzicie. 

★★★★★★★★★☆

Seria Mroczne Wybrzeża:
Mroczne Wybrzeża // Mroczne niebo // Pozłacany wąż // Scorched Earth

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 listopada 2020

Mroczne Niebo, czyli Zepsucie podbija świat, którego jedyną nadzieją są naznaczeni

0

 

Czy znacie autorkę, której książki nigdy was nie zawiodły? Autorkę, której każda kolejna powieść jest jeszcze lepsza od poprzedniej? Autorkę, która za każdym razem ma coraz bardziej oryginalne pomysły wzbudzające w was zachwyt? Dla mnie taką autorką jest Danielle L. Jensen, więc kiedy doszły do mnie słuchy, że Mroczne niebo ma zostać u nas wydane, zaczęłam szaleć z radości. Akcja powieści toczy się w tym samym momencie co Mroczne Wybrzeża, dlatego możecie przeczytać te tomy w dowolnej kolejności. Nawet jeśli nie czytaliście Mrocznych Wybrzeży, nic nie stoi na przeszkodzie, abyście zaczęli od Mrocznego nieba, które zabierze was w niezapomnianą przygodę!

Uciekinierka o tajemniczej przeszłości.
Lidia jest uczoną. Pewnego dnia wtrąca się w sprawy najpotężniejszego mężczyzny w całym Imperium Celendoru, a książka doprowadza ją do upadku. Ratując życie, ucieka na zachód, na drugą stronę Bezkresnych Mórz. Tam zostaje uwikłana w wojnę, a obie strony konfliktu pragną wykorzystać jej nowo zdobyte moce.
Dowódca w niesławie.
Killian to wybraniec boga wojny, ale kiedy Mudamorę atakuje kraina rządzona przez Zepsucie, dar go zawodzi. Okryty niesławą, zyskuje status obrońcy jedynej nadziei królestwa – księżniczki Malahi. Przez tę decyzję zostaje jednak uwikłany w sieć politycznych intryg, które poddadzą próbie jego przysięgę – i serce.
Oblężone królestwo.
Kiedy armie Zepsucia podbijają Mudamorę, Lidia i Killian zawiązują sojusz, by ocalić tych, których najbardziej kochają, niespodziewanie przynosi to jednak katastrofalne skutki. Cały świat znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie, o wiele poważniejszym, niż ktokolwiek sobie uświadamia.
Opis z LubimyCzytać

Nie lubię, kiedy w trakcie serii zmieniają się główni bohaterowie, dlatego miałam obawy, sięgając po Mroczne niebo... Ale Killiana i Lidię pokochałam całym sercem, chyba nawet bardziej niż Marka i Terianę! Zostałam wciągnięta w tę historię już od pierwszej strony i nie byłam w stanie jej odłożyć na bok, moje myśli ciągle krążyły wokół wydarzeń przedstawionych w powieści i tego, jakie przeszkody staną jeszcze na drodze naszych bohaterów. W tej historii nie ma żadnego zbędnego elementu, każde słowo ma znaczenie, wszystko pięknie się ze sobą łączy, tworząc niezwykle intrygującą i porywającą całość. Autorka nie daje nam ani chwili na złapanie oddechu, wir akcji oraz politycznych intryg pochłonął mnie od samego początku. Pierwszy rozdział zaczyna się od mocnego uderzenia i wydawało mi się, że później nastąpi spowolnienie fabuły... Nic bardziej mylnego! Napięcie z każdą stroną wzrastało coraz bardziej, prowadząc do zapierającego dech w piersiach finału, który zupełnie mnie zmiażdżył. Nie jestem pewna, czy w ogóle oddychałam w trakcie czytania tej książki! 

W tej powieści jest tyle niesamowitych elementów: zaczynając od bohaterów, którzy są wielowymiarowi, którzy cierpią, zmagają się z własnymi demonami, ale każdego dnia walczą o coś lepszego, kończąc na niezwykle rozległej i przemyślanej budowie świata przedstawionego, który zauroczył mnie już od pierwszej strony. Rzadko zdarza się, żebym nie potrafiła wskazać w książce słabszego momentu czy uwierającej mnie wady, ale w przypadku Mrocznego nieba jest to po prostu niemożliwe, ta historia jest kompletna i porywająca. Autorka niesamowicie pogłębiła rzeczywistość znaną mi wcześniej z Mrocznych Wybrzeży, pokazując drugą stronę podzielonego globu i chociaż jest ona wypełniona desperacją oraz mrokiem w obliczu potężnych sił nadnaturalnego wroga, pozostaje ona niezwykle piękna. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak Danielle L. Jensen kreuje ten świat, a jeszcze bardziej tego, jak pozwala rozwijać się swoim postaciom. Killiana pokochałam od samego początku; to urodzony wojownik naznaczony przez samego boga wojny, nikt jednak nie rozumie, że Killian nie jest niezwyciężony i że jak wszyscy odczuwa strach. Przez cały czas jest on rozdarty pomiędzy swoim obowiązkiem a wolnością, honorem a pragnieniami, a do tego ma niezwykle miękkie serce. Do Lidii z kolei musiałam się przekonać, jednak to, jak rozkwita w trakcie trwania powieści... Kiedy ją poznajemy, jest arystokratką pozbawioną możliwości wyboru, która nie potrafi zawalczyć o zmianę własnego losu, zamiast tego woli odnajdować schronienie wśród ukochanych książek. Z czasem jednak Lidia wychodzi ze swojej skorupy, jej droga ku odnalezieniu siebie, swojego miejsca i celu jest nadzwyczajna. A do tego powoli rozwijający się wątek romantyczny, który jest ucieleśnieniem subtelności, a jednocześnie jest słodką torturą dla czytelnika... 

Mroczne niebo jest nie tylko jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w 2020 roku, to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałam w życiu! Koniecznie musicie poznać tę historię, która kompletnie wami zawładnie. Gwarantuję, że nie będziecie w stanie jej odłożyć na bok, że ten świat całkowicie was pochłonie. To przepięknie napisana powieść fantasy z niesamowitymi bohaterami, których nie da się nie pokochać, wypełniona jest po brzegi magią, mrokiem oraz walką, a wszystko to jest okraszone pięknym stylem autorki, który trafia wprost do serca. Błagam, przeczytajcie tę książkę. Naprawdę warto. 

★★★★★★★★★☆

Seria Mroczne Wybrzeża:
Mroczne Wybrzeża // Mroczne niebo // Gilded Serpent // ...


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki!

Czytaj dalej »

piątek, 10 lipca 2020

Zdradziecka królowa, czyli błędy przeszłości nie definiują naszej przyszłości

0
Jestem wierną fanką twórczości Danielle L. Jensen. Najpierw zostałam zauroczona przez wykreowany przez nią świat trolli w Trylogii Klątwy, później bez wahania sięgnęłam po jej Mroczne Wybrzeża, gdzie piraci porwali mnie w samo serce przygody, ale chociaż czytałam te powieści z przyjemnością, to właśnie do Królestwa Mostu zapałałam największą miłością. Kiedy jednak sięgałam po kontynuację losów Lary, nie spodziewałam się, że autorka zachwyci mnie do tego stopnia!

Kiedy mąż Lary został wzięty do niewoli, ona sama myślała tylko o jednym: „Zrobię wszystko, co konieczne, by cię uwolnić”.
Lara – królowa na wygnaniu i zdrajczyni – patrzyła, jak jej ojciec podbija Ithicanę, i nie mogła zapobiec katastrofie. Ale kiedy dowiaduje się, że jej mąż Aren został wzięty do niewoli, wie, że ojciec zachował go przy życiu wyłącznie z jednego powodu – jako przynętę dla zdradzieckiej córki.
A ona całkowicie świadomie zamierza połknąć tę przynętę.
Ryzykując życie na Burzliwych Morzach, powraca do Ithicany z planem uwolnienia nie tylko króla, ale też całego Królestwa Mostu spod władzy swego ojca, i to za pomocą jego własnej broni – sióstr, których życie uratowała.
Jednak kiedy Lara i jej towarzyszki opracowują plan uwolnienia Arena z pałacu ojca, wkrótce odkrywają, że choć do środka nietrudno się dostać, zupełnie inaczej wygląda kwestia wydostania Arena i samych siebie z powrotem na zewnątrz. Ucieczka z pałacu wydaje się niemożliwa, a do tego w rozgrywce uczestniczy znacznie większa liczba graczy, niż Lara sądzi, w wojnie zaś o korony, królestwa i mosty wrogowie i sojusznicy nieustannie zmieniają strony. Jednak jej największym przeciwnikiem może się okazać właśnie ten mężczyzna, którego próbuje uwolnić – mąż, którego zdradziła.
Kiedy wszystko, co Lara kocha, jest zagrożone, ona sama musi podjąć decyzję, dla kogo – i dla czego – walczy: dla swojego królestwa, dla męża czy dla samej siebie.
Opis z LubimyCzytać

Zdradziecka królowa jest po brzegi wypełniona epicką akcją. Nie mogłam się od niej oderwać, z szybko bijącym sercem czytając o kolejnych pościgach, heroicznych, choć krwawych walkach i skomplikowanych intrygach politycznych, które obejmowały kilka zwaśnionych narodów. Historia przedstawiona w drugim tomie jest niezwykle dynamiczna, sytuacja ciągle się zmieniała, a stawka z każdą stroną zdawała się tylko rosnąć, prowadząc nas do finału, który zapiera dech w piersiach swoim rozmachem. Opisy bitw są tak obrazowe i intensywne, że miałam wrażenie, jakbym stała się częścią fabuły i na własne oczy mogła śledzić przebieg kolejnych potyczek, które sprawiały, że cała drżałam w obawie o losy swoich ulubionych bohaterów, bo aż do ostatniego zdania nie byłam w stanie przewidzieć, jak zakończy się ta cudowna, wypełniona bólem, poświęceniem i miłością opowieść. Zdradziecka królowa trzyma w ogromnym napięciu, naprzemiennie mnie niszczyła i scalała na nowo, nie chciałam, żeby ta historia kiedykolwiek się kończyła, ona jest po prostu zbyt dobra. Od dawna nie miałam okazji doświadczyć tak wielkiej gamy emocji podczas czytania, ale ta książka tego dokonała, zabierając mnie ze sobą na przygodę życia. Każdy element jest niezwykle dopracowany, a intrygi są tak błyskotliwe, że nie mogę wyjść z podziwu nad geniuszem autorki, która utkała tak zagmatwaną sieć.

Pierwsza część w dużej mierze skupiała się na budowie relacji Arena oraz Lary i na trudnych stosunkach pomiędzy Maridriną a Ithicaną, tymczasem Zdradziecka królowa zdaje się być pełniejszą historią, cały świat zbudowany przez autorkę się rozszerzył i pogłębił, Danielle L. Jensen ukazała zagmatwane stosunki pomiędzy poszczególnymi państwami, pojawiło się mnóstwo nowych bohaterów, którzy byli w stanie zmienić losy całej rozgrywki. Konflikt się rozrósł i przestał dotyczyć jedynie Arena oraz Lary, oni sami również dojrzeli i zaszły w nich przemiany, które mnie zachwyciły. Lara nie musi dłużej udawać, mogła odrzucić pętające ją więzy iluzji, którą zbudowała, by przeniknąć do obozu wroga i uwielbiam jej nową twarz – walecznej królowej, która nie cofnie się przed niczym, by obronić to, na czym jej najbardziej zależy. Wcześniej liczyło się dla niej ocalenie jedynie własnej skóry i zapewnienie przeżycia siostrom, jednak teraz marzenie Arena o lepszym świecie stało się także jej marzeniem. Jest bezwzględna, silna i niezłomna, ale posiada w sobie również delikatność. Jest bronią, lecz jest także człowiekiem. Aren z kolei musi zmagać się z własnym poczuciem winy, które kształtuje go na nowo i chociaż czytanie rozdziałów z jego perspektywy łamało mi serce, nie zatracił wszystkich swoich cech, za które pokochałam go już w pierwszej części. Tym razem relacja Arena i Lary została zepchnięta na nieco dalszy plan, jednak uwielbiam sposób, w jaki została przedstawiona, jak musieli się nauczyć, kim tak naprawdę chcą dla siebie być zupełnie od nowa. Tyle napięcia, złości, żalu, ale też tęsknoty i miłości... Ich związek jest przepiękny, nawet jeśli sponiewierał moją duszę, wysyłając ją na prawdziwy rollercoaster emocji.

Rzadko kiedy powracam do raz przeczytanych książek, ale jestem przekonana, że do Zdradzieckiej królowej powrócę jeszcze wiele razy. Ta powieść zupełnie mnie pochłonęła i zawładnęła moim umysłem, zostałam oczarowana przez historię Lary i Arena. Świat stworzony przez Danielle L. Jensen fascynuje, ta powieść aż kipi od emocji, które udzielają się czytelnikowi, sprawiając, że razem z bohaterami przeżywa ich wzloty i upadki, odczuwa ich ból jak swój własny, podobnie jak oni szukając wyjścia z trudnej sytuacji. Zdradziecka królowa to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Jest nie tylko niesamowitą rozrywką dzięki genialnie opisanym sekwencjom akcji, ale także przekazuje ważne wartości, opowiadając o braniu odpowiedzialności za swoje czyny, odkupieniu win i walce do samego końca, nawet jeśli wszystko wydaje się być stracone, nawet gdy cały świat cię nienawidzi i staje przeciwko tobie. Nie sądziłam, że pokocham tę serię tak bardzo, ale ze wszystkich powieści Danielle L. Jensen, jakie przeczytałam do tej pory, Królestwo Mostu jest jej najbardziej udanym tworem. Wyraźnie rozwinęła się jako pisarka i nie mogę się doczekać, aż poznam kolejne historie, które wyjdą spod jej palców. A wam z całego serca radzę – jak najszybciej przeczytajcie tę opowieść. Gwarantuję, że was w sobie rozkocha!

★★★★★★★★☆☆

Seria Królestwo Mostu:
Królestwo Mostu // Zdradziecka królowa // ... // ...
Czytaj dalej »

sobota, 17 sierpnia 2019

Mroczne Wybrzeża, czyli starożytny Rzym spotyka Piratów z Karaibów

0
Miałam już okazję zapoznać się z twórczością Danielle L. Jensen przy okazji jej Trylogii Klątwy (której, notabene, jeszcze nie skończyłam, wstyd się przyznawać, ale trzeci tom wciąż przede mną). Może ta historia nie należy do moich ulubionych, ale bez wątpienia była to solidna fantastyka młodzieżowa, przy której świetnie się bawiłam. Kiedy tylko w zapowiedziach pojawiły się Mroczne Wybrzeża, wiedziałam, że muszę sięgnąć po tę książkę, bo kto nie kocha piratów i Starożytnego Rzymu?! Ale powieść ta zupełnie przerosła moje oczekiwania!

Teriana jest drugim oficerem na Quincense, statku oddanym bogini mórz, i spadkobierczynią jednej z Triumwiratu Maarinów. Jej lud zrodził się z morza i zna jego tajemnice, ale kiedy najlepsza przyjaciółka Teriany zostaje zmuszona do niechcianego małżeństwa, dziewczyna łamie przykazanie swojego ludu, by jej przyjaciółka mogła uciec – a wybór ten ma śmiertelnie niebezpieczne konsekwencje.
Marek jest dowódcą niesławnego Trzydziestego Siódmego legionu, który pomógł Imperium Celendoru podbić cały Wschód. Legion jest jego jedyną rodziną, a nawet jego towarzysze nie znają tajemnicy, którą ukrywa od dzieciństwa. Marek zrobi wszystko, by nie wyszła ona na jaw bez względu na koszty, ktokolwiek musiałby je ponieść – on czy reszta świata.
Kiedy jeden z senatorów Imperium dowiaduje się o istnieniu Mrocznych Wybrzeży, bierze do niewoli załogę Quincensei grozi wyjawieniem tajemnicy Marka, o ile nie ruszą na podbój nowych terytoriów, zmuszając dowódcę legionistów i Terianę do zawarcia niespodziewanego – i niechętnego – sojuszu. Łączą wysiłki dla dobra swoich rodzin, ale oboje muszą zdecydować, jak daleko są skłonni się posunąć i jak wiele są gotowi poświęcić.
Opis z LubimyCzytać

To, co najbardziej urzekło mnie w Mrocznych Wybrzeżach, to wykreowany przez autorkę niesamowity świat, który zapiera dech w piersiach i intryguje subtelną, magiczną atmosferą. Wyraźnie widać inspirację autorki starożytnym Rzymem, ale jednocześnie wiele elementów zostało zaczerpniętych z wyobraźni Danielle L. Jensen, nadając tej fantastycznej krainie unikatowego rysu. Świat przedstawiony jest piękny oraz, zachwyca dbałością o szczegóły i różnorodnością. Plastyczny, barwny styl pisania autorki sprawił, że miałam wrażenie, jakbym to ja znalazła się w samym sercu przygody; bez trudu mogłam poczuć kołysanie i ciche skrzypienie desek Quincense pod stopami, słony zapach morskiej bryzy czy przypiekające promienie słońca na twarzy, gdy wraz z bohaterami przemierzałam niezbadane wody. Widać, że autorka ma mnóstwo pomysłów na kreację rzeczywistości i nie mogę się doczekać, aż poznam kolejne smaczki, jakie dla nas przygotowała, bo wiele wątków i elementów pozostało częściowo owianych tajemnicą; Danielle L. Jensen pokazała nam wystarczająco dużo, abyśmy nie czuli niedosytu, jednocześnie pozostawiając sobie ogromne pole do popisu w kolejnej części. Mroczne Wybrzeże to jednak nie tylko dopracowany świat fantastyczny, ale także doskonale wykreowani bohaterowie z zagmatwaną przeszłością i tajemnicami skrytymi w mroku oraz idealnie zrównoważone tempo akcji. Wszystkie elementy składają się na obraz wciągającej, znakomicie napisanej historii, która porywa od pierwszych stron, sprawiając, że nie można jej odłożyć na bok! Od dawna nie miałam okazji czytać książki, która pochłonęłaby mnie do tego stopnia, a kiedy tylko zakończyłam lekturę, od razu chciałam się zabrać za drugi tom, na który niestety będziemy musieli jeszcze poczekać. 

Mroczne Wybrzeża zostały poprowadzone z dwóch perspektyw – Teriany i Marka, którzy pochodzą z dwóch różnych światów, dlatego obserwowanie, jak ich wychowanie i wierzenia najpierw ścierają się ze sobą, a później wzajemnie uzupełniają było pięknym przeżyciem. Mogłabym się rozpływać nad Markiem w nieskończoność, najwyraźniej mam słabość do żołnierzy z mroczną przeszłością, którzy każdego dnia muszą wybierać pomiędzy tym, co słuszne a tym, co zapewni im przetrwanie. Marek jest cudownie złożonym bohaterem, nic, co go dotyczy, nie jest ani czarne, ani białe; jest błyskotliwy, diabelsko inteligentny, a przy tym ma w sobie delikatność i empatię, choć nie zawaha się przed wydaniem bezlitosnych rozkazów, które pozbawią życia tysiące istnień. Teriana z drugiej strony potrafiła grać mi na nerwach – podejmowała głupie, ryzykowne decyzje, momentami bywała niedojrzała i rozwydrzona, ale w wielu sytuacjach nadrabiała swoim uporem, hartem ducha i temperamentem, zwłaszcza pod koniec zaczęła zdobywać moją sympatię, więc istnieje jeszcze duże pole do jej rozwoju. Teriana i Marek spędzali ze sobą dużo czasu, więc naturalnie zaczęli się poznawać i pojawił się między nimi cień sympatii, jednak mam mieszane uczucia względem łączącego ich uczucia. Mam wrażenie, jakby łącząca ich miłość została wymuszona, pojawiła się zbyt szybko i znikąd, nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji, choć ich ostatnia wspólna scena była tak piękna, że zaczęłam spoglądać na naszą parę łaskawszym okiem i jestem ciekawa, jak ich losy potoczą się w drugim tomie. O wiele bardziej od romansu urzekła mnie jednak głęboka przyjaźń pomiędzy członkami legionu Trzydziestego Siódmego. Jako żołnierze przeszli wspólnie przez piekło, a choć tragiczne wydarzenia omal ich nie złamały, z czasem wzmocniły ich oddanie i bezwarunkowe zaufanie. Muszę też wspomnieć o Mikim i Kwintusie, którzy od pierwszego akapitu zdobyli moje serce, zarówno jako para, jak i postaci. Drugoplanowi bohaterowie nie stanowią tła w tej książce, a odgrywają pełnoprawne role i kocham ich wszystkich bez wyjątku, bo stanowią zabawną, uroczą zgraję, której nie da się nie pokochać. 

Mroczne Wybrzeża to historia, która jest pełna zwrotów akcji, pięknych wartości i przyjaźni, a przede wszystkim jest to niezapomniana przygoda, która wciąga od pierwszej strony i trzyma w napięciu aż do ostatniej. Jestem zafascynowana światem wykreowanym przez Danielle L. Jensen, każde słowo z tej książki budowało w mojej głowie spektakularny obraz rzeczywistości, do której chciałabym się jak najszybciej ponownie przenieść. Autorka doskonale połączyła intrygi i polityczne napięcia z zabawnymi fragmentami, tworząc kompletną, porywającą całość. Bardzo polecam wam Mroczne Wybrzeża, a sama nie mogę się już doczekać kolejnej części!

★★★★★★★☆☆☆

Seria Mroczne Wybrzeża:
Mroczne Wybrzeża // ...

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 19 lutego 2018

Niedoskonali, czyli tragiczna w skutkach miłość pod Samotną Górą

Niedoskonali to pierwsza książka, którą przeczytałam od prawie czterech miesięcy, jest to również moja pierwsza recenzja napisana po długiej przerwie, dlatego mam nadzieję, że wybaczycie mi wszelkie nieścisłości oraz błędy. Nie wiem, który już raz zabieram się za stworzenie tego wpisu, za każdym razem miałam wrażenie, że z mojej recenzji wychodził bełkot, a jako perfekcjonistka nie chciałam opublikować postu słabej jakości. Dalej nie jestem zadowolona, lecz gdybym nie zdecydowała się w końcu zaryzykować, pewnie całe wieki musielibyście czekać na moją opinię na temat Niedoskonałych, a to nie wchodziło w grę.

Niedoskonali opowiadają historię miłości delikatnej Pénélope, starszej siostry Anais, która pewnego dnia miała zostać królową miasta wykutego pod Samotną Górą, oraz Marca, prawej ręki księcia trolli Tristana. Chociaż darzą się oni uczuciem, otaczające ich spiski i knowania wśród arystokracji trolli sprawiają, że ich miłość zostaje skażona przez niepewność oraz brak zaufania. Pénélope z powodu przypadkowego ujawnienia swojej nieuleczalnej choroby, uniemożliwiła ukochanej siostrze zostanie królową. Teraz jej ojciec, książę D'Angoulême daje jej ostatnią szansę na udowodnienie swojej przydatności – ma szpiegować ukochanego i zdobyć informacje na temat spisku jego oraz Tristana przeciwko koronie. Jeśli zawiedzie, jej życie będzie zagrożone. Marc dla sprawy poświęcił wszystko, pragnąc poprawić warunki życia trolli mieszanej krwi i pozbawić okrutnego tyrana władzy. Jest jednak jedna rzecz, której nie jest w stanie poświecić – życie oraz szczęście Pénélope są dla niego najważniejsze, dla niej jest w stanie sprzeciwić się nawet swojemu długoletniemu przyjacielowi i postąpić przeciw prawom panującym w Trollus. Marc i Pénélope muszą lawirować pośród skomplikowanych rozgrywek politycznych, a każda ze stron próbuje ich wykorzystać dla własnych korzyści. Będą musieli zrezygnować ze wszystkiego, co jest dla nich ważne, by ochronić swoją miłość. Lecz co jeśli bycie razem jest dla nich największym zagrożeniem?

Rzadko kiedy sięgam po prequele, bo z reguły są to cieniutkie książki, które niewiele wnoszą do całej historii. Robię wyjątki tylko wtedy, gdy naprawdę lubię daną serię lub coś w opisie mnie zaintryguje. Jednym z takich wyjątków stali się właśnie Niedoskonali, ta powieść jednak nie do końca sprostała moim oczekiwaniom. Już tłumaczę dlaczego – Danielle L. Jensen kompletnie nie wykorzystała okazji, jaką dawało jej napisanie prequelu. Niemal wszystko to, co się wydarzyło w Niedoskonałych, zostało już wcześniej opisane w Trylogii Klątwy, tylko wtedy zajęło to dwie strony. Sądziłam, że autorka wzbogaci historię Pénélope i Marca w więcej szczegółów, zdradzi nieco więcej informacji na temat napiętej sytuacji politycznej w Trollus przed pojawieniem się w mieście Cecil, ukaże relacje między grupą przyjaciół z innego punktu, tymczasem nic podobnego nie nastąpiło. Niedoskonali bardzo mocno skupia się na intrygach wśród arystokracji, lecz jednocześnie miałam wrażenie, jakby donikąd one nie prowadziły, przez co nie odczuwałam tak dużego niepokoju związanego z odkrywaniem kolejnych tajemnic spiskowców. Jak zawsze jednak w przypadku książek Danielle L. Jensen intryga jest na najwyższym poziomie, a fabuła pozostaje niezwykle zawiła do samego końca, sprawiając, że czytelnik cały czas musi mieć się na baczności, bo autorka cały czas zaskakuje nowymi zwrotami akcji, w sieć manipulacji oraz potyczek słownych wplatając niespodziewane fakty.

Niedoskonali skupia się oczywiście na relacji głównych bohaterów, którzy znają się od dziecka i od dawna darzą się miłością, lecz boją się wykonać ten pierwszy ruch, przekonani, że czeka ich odrzucenie. Jeśli mam być szczera, na początku kompletnie nie dostrzegałam głębi ich uczucia, jak na parę, między którą od lat powinno iskrzyć, byli wyjątkowo mdli i niewiarygodni. Bez wątpienia troszczyli się o siebie i nie chcieli, by temu drugiemu stała się krzywda, ale żadna wyraźna więź ich nie łączyła, przynajmniej w moich oczach. W momencie, w którym na ich związek zaczęła oddziaływać polityka i niezliczone spiski, liczyłam na pojawienie się jakiegoś napięcia w ich relacji, nieprzewidywalności, żaru, czegokolwiek, co byłoby w stanie nadać fabule ekscytującego charakteru, ale nic takiego nie nastąpiło. Wydaje mi się jednak, że moje rozczarowanie nie jest wywołane tym, iż autorka mnie zawiodła. Chodzi raczej o to, że z powodu znajomości Trylogii Klątwy spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a początek Niedoskonałych kompletnie wybił mnie z rytmu. Z czasem jednak zaczęłam się przekonywać do związku Marca i Pénélope, zwłaszcza w drugiej połowie książki. Ich relacja była bardzo delikatna i łagodna, pełna słodyczy oraz opiekuńczości, czym bez wątpienia odróżnia się od tego, jak w większości powieści young adult ukazywana jest miłość. Nie byłam w stanie jedynie zrozumieć ich braku odpowiedzialności, który doprowadził do dalszych, tragicznych wydarzeń, taka lekkomyślność według mnie zupełnie nie pasuje do charakteru Marca, lecz z drugiej strony rozumiem, skąd się ona wzięła.

Niedoskonali ma ponad trzysta stron, więc jak na dodatek serii całkiem sporo. Danielle L. Jensen mogła przedstawić złożoną, przekonującą historię miłosną, tymczasem wydaje mi się, że nie do końca wykorzystała swoje możliwości oraz potencjał zawarty w tej opowieści. Sprawiła jednak, że znowu zatęskniłam za światem wykreowanym przez autorkę i gdy tylko skończyłam czytać tę lekturę, znowu zabrałam się za Porwaną pieśniarkę. Była to całkiem przyjemna lektura, z dopracowanymi intrygami oraz słodką, choć tragiczną historią miłosną, lecz Niedoskonałych poleciłabym głównie fanom Trylogii Klątwy.

★★★★★☆☆☆☆☆

Trylogia Klątwy:
Porwana pieśniarka // Ukryta łowczyni // Waleczna czarownica
Czytaj dalej »

czwartek, 1 grudnia 2016

Ukryta łowczyni, czyli tyrania, poszukiwania czarownicy oraz kończący się czas

0
Chociaż początkowo nie byłam przekonana do Porwanej pieśniarki, początek niezwykłej trylogii o trollach okazał się być strzałem w dziesiątkę. Może nie była to idealna lektura, ale mankamenty nie przeszkadzały w czerpaniu czystej radości z czytania o przygodach Cécil oraz Tristana. Ja sama dałam się porwać tej fali, stąd decyzja o zapoznaniu się z kontynuacją była jedynie formalnością.

W mieście pod górą tyran sprawuje władzę absolutną. Jedyny troll, który byłby zdolny mu się przeciwstawić, został oskarżony o zdradę i uwięziony. Cécile uciekła z mrocznego Trollus, ale już wkrótce zdała sobie sprawę, że wcale nie znajduje się poza zasięgiem władzy króla i jego manipulacji Cécile mieszka z matką w Trianon i każdego wieczora występuje na deskach sceny operowej. Za dnia zaś niestrudzenie szuka Anushki, czarownicy, która przez pięć stuleci umykała trollom. A niezależnie od tego, czy zwycięży, czy poniesie porażkę, jej bliscy zapłacą wysoką cenę.
Aby odnaleźć Anushkę, dziewczyna musi zagłębić się w magię, która jest mroczna i zabójcza. Czarownica jest jednak przebiegła, a Cécile może się okazać nie tylko łowczynią, ale i zwierzyną.
Opis z LubimyCzytać

Ukryta łowczyni zaskoczyła mnie pod tym względem, że zabrakło w niej wad, które wytykałam poprzedniemu tomowi, ale za to zaczęłam mieć zarzuty względem czegoś, co w poprzedniej części świetnie wychodziło Danielle L. Jensen, przez co trudno mi ocenić, który tom był lepszy. Przede wszystkim ilość zwrotów akcji przestała być tak przytłaczająca – uwielbiam szybki, zaskakujący przebieg wydarzeń, ale w Porwanej pieśniarce było tego tyle, że nawet ja dostawałam zawrotów głowy od pędzącej do przodu akcji. W Ukrytej łowczyni wciąż pojawia się wiele zagadek, niespodziewanych rozwiązań, cała historia wciąż ma dość szybkie tempo, ale nie było ono już tak bardzo gorączkowe. Całość była lepiej poukładana, mniej chaotyczna i dzięki temu bardziej dopracowana. Nie przytłaczał również wątek miłosny, który w Porwanej pieśniarce zdominował niemal całą treść. Więź łącząca Cécil oraz Tristana stała się o wiele bardziej dojrzała i tylko wzmocniła się przez ich dramatyczne przejścia. Strasznie się z tego powodu ucieszyłam, bo dzięki drobnemu wycofaniu się z wzajemnego afektu tej pary mieliśmy szansę mocniej zagłębić się w pokrętne intrygi i poznać inne oblicze bohaterów, gdy złączenie nie kierowało ich wyborami oraz uczuciami. 

Wciąż miałam dość duży problem z Cécil. W pewnym momencie jej postać zaczęła irytować mnie tak bardzo, że musiałam odłożyć książkę na bok i odpocząć od ciągłego niezdecydowania, naiwności oraz gwałtowności tej dziewczyny. Zupełnie nie potrafię zrozumieć jej wyborów podejmowanych przez pierwszą połowę książki, a jej przemyślenia były tak małostkowe i dziecinne, że mogłam jedynie wywracać oczami. Cécil naprawdę mocno grała mi na nerwach, zwłaszcza na początku, ale na szczęście w drugiej połowie książki zyskała trochę rozsądku i zaczęła brać na siebie konsekwencje swoich własnych czynów, zamiast uciekać od odpowiedzialności. Jedynym plusem jest to, że Cécil posiada wiele cech, które odróżniają ją od heroin ya, jest nieco delikatniejsza i bardziej płaczliwa, ale równie zawzięta i dzięki temu bardziej ludzka. Liczę, że polubię się z nią bardziej w trzecim tomie. Za to do Tristana nie trzeba mnie przekonywać. O ile to w ogóle jest możliwe, zaczęłam go podziwiać jeszcze bardziej, a czytanie narracji prowadzonej z jego perskepktywy stało się jeszcze większą przyjemnością. Nieustannie odkrywamy nowe twarze księcia trolli i każda jego kolejna odsłona jest jeszcze lepsza od poprzedniej.

Ogromnym minusem Ukrytej łowczyni jest jej przewidywalność. Historia przedstawiona w drugim tomie opierała się na próbach schwytania tajemniczej Anushki, wiedźmy, która rzuciła klątwę na trolle i znalazła sposób na zachowanie nieśmiertelności, dzięki czemu te istoty zostały zamknięte pod górą przez ponad pięć stuleci. Teoretycznie cała zagadka zostaje rozwiązana na ostatnich pięćdziesięciu stronach, w praktyce nie sądzę, by jakikolwiek czytelnik nie domyślił się tożsamości wielowiekowej czarownicy. Rozwiązanie było tak oczywiste i tak słabo zamaskowane, że czułam pewnego rodzaju niesmak, bo wiem, że Danielle L. Jensen potrafi tworzyć zawiłe, szokujące w swojej szczegółowości intrygi, co pokazała po raz kolejny za pomocą postaci króla trolli, który jest po prostu geniuszem zła, mistrzem spisków oraz dalekosiężnych planów. Z jednej strony mamy narrację Cécil, zupełnie oczywisty wątek odarty z jakiejkolwiek tajemnicy, a z drugiej perspektywę Tristana i ogrom manipulacji oraz knucia, jakie ma miejsce w Trollus, gdzie nie można być niczego pewnym. Z jednej strony irytacja i rozczarowanie, z drugiej podziw i zaskoczenie. Da się jednak odczuć, że w tym tomie gra rozgrywa się o coraz wyższą stawkę i nieustannie towarzyszyło mi napięcie związane z kolejnymi wyborami bohaterów.

Ukryta łowczyni to według mnie udana, choć przewidywalna kontynuacja Porwanej pieśniarki. Nie jest ani o wiele lepsza, ani dużo gorsza – po prostu inna pod wieloma względami, lecz autorce udało się utrzymać niezwykły, baśniowy klimat, złowrogą aurę nieuchronności, magiczną, ale też brutalną walkę o władzę. Liczę na to, że w kolejnym tomie intrygujący wątek zdolności Cécil oraz elfów zostanie bardziej rozwinięty, bo czuję ogromny niedosyt, nasza główna bohaterka w końcu weźmie się w garść, a Danielle L. Jensen przestanie momentami zasypywać nas banałami i wtedy otrzymamy naprawdę ciekawe zakończenie trylogii.

★★★★★★☆☆☆☆

Trylogia Klątwy:
Porwana pieśniarka // Ukryta łowczyni // Waleczna czarownica
Czytaj dalej »

piątek, 1 lipca 2016

Porwana pieśniarka, czyli trolle, klątwa i magiczny spisek w baśniowym wydaniu

29
Początkowo do Porwanej pieśniarki Danielle L. Jensen podchodziłam bardzo nieufnie. No bo trolle? Seriosuly? Kojarzyły mi się one głównie z małymi, szkaradnymi, otyłymi potworkami o skórze z kamienia i nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić, jak autorce uda się je wykorzystać w swojej powieści. Ostatecznie postanowiłam zaryzykować i Porwana pieśniarka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. 

Pięć stuleci temu ludzka czarownica rzuciła klątwę, więżąc trolle w mieście ukrytym pod Samotną Górą. Przez wieki wspomnienia o tych okrutnych, żądnych władzy istotach władających złowrogą magią zatarły się w ludzkiej pamięci, stając się bajkami opowiadanymi niegrzecznym dzieciom na dobranoc. Niespodziewanie pojawia się przepowiednia, według której po złączeniu ludzkiej kobiety i księcia trolli klątwa zostanie przełamana. Cécil de Troyes, w której rozpoznano kobietę z przepowiedni, zostaje wbrew sobie porwana i dostarczona do Trollus, gdzie zostaje zmuszona do poślubienia mrocznego księcia. Cécil nie ma jednak zamiaru się poddać i planuje ucieczkę z miasta pod górą. 

Porwana pieśniarka pod wieloma względami była odświeżającą lekturą. Początkowo negatywnie podchodziłam do idei trolli, ale szybko okazało się, że Danielle L. Jensen znacząco odbiegła od standardowego wyobrażenia tych stworzeń i wciąż wiele szczegółów na temat ich pochodzenia ukrywa przed czytelnikiem. Mam swoje podejrzenia, co nie zmienia faktu, że autorka miała wspaniały pomysł na przedstawienie tej fascynującej rasy i jej niecodziennej natury. Obdarowała ich bogatą historią, skomplikowaną hierarchią i nowym systemem magicznym. Podoba mi się również to, że klimat Porwanej pieśniarki przypomina francuskie późne średniowiecze, a podobne tło bardzo rzadko można spotkać w literaturze młodzieżowej. Autorka bardzo zgrabnie poradziła sobie ze stworzeniem nowego świata, którego wizja ogromnie mi się spodobała, choć jest ona wciąż niepełna i jestem ciekawa, jak autorka rozwinie swój pomysł na wykreowaną rzeczywistość. Na razie jestem zachwycona Trollus, które początkowo wydawało się być bezdusznym miejscem, ale w miarę zagłębiania się w lekturę powoli zakochiwałam się w jego pięknych płaskorzeźbach oświetlonych wpadającym przez szczelinę światłem księżyca, wodospadem i przede wszystkim kryształowym ogrodem. Danielle L. Jensen udało się wykreować naprawdę interesujące miasto ukryte pod górą. 

Mam pewne zastrzeżenia co do bohaterów, bo chociaż nie byli uciążliwi i podejmowali w miarę rozsądne decyzje, to nie mogę powiedzieć, że bardzo się z nimi zżyłam. Gdzieś w tych wszystkich gnających na złamanie karku wydarzeniach zaginęły drugoplanowe postaci, może z wyjątkiem Marca, który miał złożoną osobowość i dramatyczną przeszłość, ale raczej przemykał w cieniu. Cécil była w gorącej wodzie kąpana, żyła teraźniejszością, nie do końca myślała o konsekwencjach swoich czynów i potrafiła być naiwna, ale miała czyste serce i zrobiłaby wszystko, by ochronić innych przed niesprawiedliwością. Zaskoczyło mnie to, jak szybko dziewczyna zaaklimatyzowała się w Trollus, jakby porwania młodych dziewczyn przez mityczne stworzenia, aby wzięły ślub z księciem w nieznanych celach i uwięzienie pod ogromną górą było na porządku dziennym. Cécil właściwie natychmiast otrząsnęła się z oszołomienia, zaakceptowała swój los, zrezygnowała z walki o własną wolność i zaczęła przywiązywać się do istot, które potrafiły być bardzo okrutne dla ludzkiej rasy i nie do końca mi się to podobało. Po kimś z takim temperamentem spodziewałam się większego sprzeciwu, nie prędkiej aprobaty. Tristan był o wiele ciekawszą postacią, bo pod chłodną pozą manipulatora skrywał wiele uczuć i tajemnic. Powoli wraz z Cécil przekopywaliśmy się przez chroniące go warstwy pancerza, a i tak nie udało nam się odkryć wszystkiego. Tristan ma naprawdę wiele do zaoferowania jako postać, bo jest mistrzem zawiłych intryg i półprawd. Żałuję, że nie dostaliśmy większej ilości fragmentów z jego perspektywy, ale te, które się pojawiły, były cudowne. Podobnie jak nieśmiało rodzące się uczucie między Cécil i Tristanem. Początkowo oboje odnosili się do siebie chłodno, ale z czasem zaczęli się do siebie zbliżać mimo otaczających ich uprzedzeń, okrucieństw, klątw i przelanej krwi. Autorka zadbała, by łącząca ich więź rozwijała się powoli i ostrożnie, ale w pewnym momencie niepotrzebnie to wszystko przyspieszyła i z nieśmiałej relacji powstał związek opierający się na melodramacie. Mimo że wcześniej wszystko było idealnie wyważone, nagle wątek romantyczny zaczął dominować nad pozostałymi w fabule. Na szczęście Danielle L. Jensen wciąż zaskakiwała nas nagłymi zwrotami akcji, powstrzymując historię od przeistoczenia się w romans i chwała jej za to, bo udało jej się stworzyć naprawdę intrygujący spisek i poprowadziła fabułę w niespodziewanym kierunku. 

Porwana pieśniarka to urokliwa opowieść pełna magii i tajemnic, gdzie na każdym kroku toczy się walka o władzę. Danielle L. Jensen stworzyła barwną, wielowymiarową historię, którą czyta się na jednym tchu i którą aż żal odkładać na bok. Lekko baśniowa atmosfera, pędząca do przodu akcja i klimatyczny świat sprawiły, że z wielką przyjemnością przeczytałam Porwaną pieśniarkę i już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za kontynuację!

★★★★★★★☆☆☆

Cykl Klątwa:
Porwana pieśniarka // Ukryta łowczyni // ...
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia