Typ pierwszy: miłości aż do porzygu
Jest to prawdopodobnie najbardziej irytujący typ trójkąta miłosnego, który sprawia, że czytelnik ma ochotę wyć z frustracji, zwłaszcza że coś takiego potrafi zniszczyć nawet najlepszą książkę. Najczęściej ten trójkąt miłosny objawia się nieskończonymi rozterkami głównej bohaterki, która nie ma pojęcia, jakiego pana powinna wybrać. Na zmianę robi nadzieję to jednemu, to drugiemu, mizdrząc się do nich niczym pusta lala, a oni właściwie nie mają nic przeciwko temu i tylko bardziej zabiegają o jej względy. Z tego pseudowątku romantycznego, który od początku był chybiony, robi się farsa mogąca się ciągnąć przez wszystkie trzy tomy (a nawet pięć, o zgrozo!). Nikt nie dostrzega w sobie wad, nikt nie jest zniesmaczony podobną sytuacją, a nasza bohaterka potrafi jedynie naprzemiennie myśleć o zaletach to jednego, to drugiego chłopca. Nawet wtedy, gdy już teoretycznie wybrała, bo w praktyce może się okazać, że jeszcze kilka razy zmieni zdanie. Podobny typ trójkąta miłosnego nie prowadzi do niczego dobrego, bo czytelnicy z coraz większą niechęcią spoglądają na dziewczynę i jej wybranków, a przez to także na całą książkę, która zamiast nieść ze sobą coś więcej, na co wskazywał opis, staje się banalną historią o nastoletniej, sztucznej, wręcz tandetnej miłości.
Przykłady: seria Wodospady Cienia C. C. Hunter, Selekcja Kiery Cass
Jest to nieco mniej irytujący typ, ale wciąż potrafi mocno działać na nerwy. Nasze bohaterki tłamszą uczucia w sobie, a ich wybranek nie ma pojęcia o ich emocjonalnych rozterkach. Jednocześnie może to również dotyczyć najlepszego przyjaciela głównej bohaterki, który jest w niej zakochany od dawna, a ona albo faktycznie była zbyt głupia, by się w tym wszystkim połapać, albo wolała udawać, że tego nie widzi i zamknąć biednego chłopaka we friendzone na wieki wieków. Ostateczny bilans jest taki, że mamy dużo niespełnionej miłości, która prowadzi do całej listy przygnębiających przemyśleń sprawiających, że naszym największym marzeniem jest rzucenie książką o ścianę. Na szczęście nie budzi to w nas odruchu wymiotnego, a jedynie ogromne emocje, które w większości wypadków są pożądane. Jedni uwielbiają, inni gardzą, jednak zdecydowanie potrafi on doprowadzić człowieka do frustracji.
Przykłady: Cień i kość Leigh Bardugo, Miasto Kości Cassandra Clare
Przykłady: Cień i kość Leigh Bardugo, Miasto Kości Cassandra Clare
Typ trzeci: zapychanie dziur
Są książki, które zapowiadały się naprawdę dobrze. Ładna okładka, intrygujący opis, nawet wstęp wydaje się być w miarę okej. Myślicie sobie: ta książka może być świetna! Jednak po kilkudziesięciu stronach okazuje się, że fabuła się nie klei, ogólnie coś nie gra, brakuje logiki i przemyślenia. Może autor zdaje sobie z tego sprawę, może ktoś inny podsuwa mu tę myśl, trudno powiedzieć. Oczywistym jednak się staje, że trzeba czytelnika zachęcić do dalszego kontynuowania przygody z powieścią, a czym można zamaskować niedoskonałości i brak pomysłu na kolejne rozdziały? To chyba jasne - miłosnym trójkącikiem! Rozterki głównej bohaterki i jej rozwodzenie się nad dwoma panami wydaje się być idealnym rozwiązaniem, które zapcha fabularne dziury i zajmie czymś czytelnika na tyle, by nie zauważył wad książki, które przez cały czas się mnożą. Ponieważ trójkącik został zlepiony na szybko, bohaterowie w nim uczestniczący są nudni i, tak jak reszta książki, nic nie trzyma się w nim kupy. Brak jakiejkolwiek logiki w rozwoju owego trójkącika jest namacalny i każdy czytelnik z łatwością się domyśla, że miało być to koło ratunkowe. No cóż, skucha.Przykłady: Między teraz a wiecznością Marie Lucas, Plaga samobójców Suzanne Young (bo o ile fabuła ma sens, o tyle sam trójkąt to beznadziejny zapychacz dziur)
Typ czwarty: nieuświadomiona
Główna bohaterka jest nieodwracalnie zakochana w pewnym chłopaku, ale przed całym światem udaje, że tak nie jest, bo... właściwie nie wiadomo dlaczego, jednak uparcie się tego trzyma. I aby utwierdzić siebie oraz innych w przekonaniu, że absolutnie nic nie czuje do swojego oczywistego obiektu westchnień, rzuca się w ramiona pierwszemu lepszemu facetowi, który okazuje się być przy okazji mdłym, irytującym bohaterem. Brzmi znajomo? Nasi biedni panowie robią wszystko, żeby pokazać jej, jak wielki błąd popełnia i są przy tym tak słodcy, tak kochani, po prostu tak wspaniali, że wszystkie czytelniczki mdleją z zachwytu nad nimi, rozpływają się nad ich czynami, a główne bohaterki, no cóż, pozostają niewzruszone i uparcie trzymają z tym nudnym i nieciekawym. Obudzenie w nas chęci mordu gwarantowane. Trudno zrozumieć, czym tak naprawdę kierują się nasze heroiny, skoro mają przed sobą tak cudownego chłopaka, a wybierają beznadziejnego bohatera, w dodatku usprawiedliwiając się co kilka stron i przekonując samą siebie, że jest z tym właściwym, chociaż wszyscy, łącznie z nią, wiedzą, że to kłamstwo!Przykłady: seria Lux Jennifer L. Armentrout, Dotyk Julii Tahereh Mafi, Czerwona królowa Victoria Aveyard
Podsumowując:
Z moich badań wynika, że trudno przejść obojętnie obok jakiegokolwiek typu trójkąta miłosnego. Może on nas zachwycać lub wręcz przeciwnie, wzbudzać w nas ogromną niechęć (przy czym to drugie jest zdecydowanie bardziej rozpowszechnionym zjawiskiem), ale zawsze są to jakieś emocje. A przecież my, mole książkowe, kochamy wszystko, co wzbudza w nas gwałtowne uczucia.Chociaż nie, jednak nie. NIECH KTOŚ POWIE AUTOROM, ŻE JEDEN CUDOWNY FACET WYSTARCZY.
To teraz czas na Wasze badania. Powiedzcie mi, jaki typ miłosnych trójkątów jest dla Was najbardziej denerwujący? Zapomniałam o jakimś rodzaju? W ogóle znacie naprawdę intrygujący, dobrze napisany miłosny trójkąt?
Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach, bo jestem naprawdę ciekawa, co sądzicie o manii tworzenia trójkątów romantycznych przez autorów.