sobota, 26 września 2015

Lato koloru wiśni, czyli zaledwie wstęp do prawdziwej historii


Wieczorem zastanawiałam się, co przeczytać i w zasadzie nie miałam ochoty na nic, co znajdowało się bezpośrednio na mojej półeczce z czekającymi na przeczytanie książkami, więc przejrzałam mojego ukochanego iPada w poszukiwaniu odpowiedniego ebooka i mój wzrok padł na Lato koloru wiśni Cariny Bartsch., które uznałam za idealny wybór, bo zapowiadało się na lekką, prostą i przyjemną lekturę. 

Emely, studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki najlepszej przyjaciółki do Berlina. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie fakt, że Alex wprowadza się do mieszkania swojego starszego brata, którego Emely nienawidzi z powodu łączących ich, niemiłych wspomnień. Elyas zupełnie nic z tego sobie nie robi, najpierw próbując robić jej na złość, potem całkowicie zmieniając swoje nastawienie i próbując ją poderwać. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że ma konkurenta - tajemniczego wielbiciela Emely, który wysyła jej urocze e-maile. 

Na początku trudno było mi się wbić w historię - styl autorki wydawał mi się być niezwykle ciężki i zmuszałam się do czytania kolejnych stron, mając nadzieję, że później będzie lepiej. Na szczęście nie pomyliłam się i akcja zaczęła powoli się rozkręcać, wciągając mnie w świat słownych potyczek między Elyasem i Emely, a tu nagle BUM i koniec. Byłam tak zszokowana urwaniem historii w połowie, że sprawdziłam nawet w internecie, ile książka powinna mieć stron, bo byłam przekonana, że trafił mi się wybrakowany ebook. Okazuje się, że Lato koloru wiśni to tak naprawdę rozbudowany wstęp do rozwijającej się relacji między Emely a Elyasem i muszę przyznać, że jestem z tego powodu naprawdę rozczarowana, bo cała książka nie wnosi tak wiele, jakbym chciała; dokładnie tak jak wszystkie wstępy. To jednak sprawia, że oczekiwania wobec drugiego tomu są dużo większe, bo chociaż książka jest przewidywalna to jednak sprawia, że chcesz podążać jej torem i dowiedzieć się, jak to wszystko ułoży, nawet jeśli odkrycie tożsamości tajemniczego wielbiciela Emely nie stanowi dla czytelnika żadnego wyzwania.

Emely nie jest typową bohaterką i w zasadzie trudno mi ocenić, czy to dobrze, czy jednak źle. Jest bardzo sarkastyczna, błyskotliwa i ma cięty język, w większości przypadków mówi prosto z mostu, ale to akurat w niej lubię. Nie pozwala sobie w kaszę dmuchać i twardo trzyma się swoich postanowień, ale ten upór nie pozwala jej się przyznać do błędu i pod koniec książki jedynie wprawiał mnie w coraz większą irytację, bo Emely zaczęła się zachowywać jak dziecko, nie chcąc odpuścić. Oprócz tego, choć autorka nie zrobiła z niej biednej damy w opałach, to jednak ilość jej obrażeń jest przytłaczająca. Emely cały czas albo się potykała, albo mdlała, albo wpadała pod pędzący rower, czyli jednym słowem chodząca katastrofa. Czytanie o kolejnych wypadkach głównej bohaterki zaczynało się robić naprawdę nużące i jedynym plusem był fakt, że przez cały czas nie wołała po pomoc, a sama radziła sobie z większością problemów. Dlatego właśnie Emely jest pełna sprzeczności i za jej zawziętość oraz cięte riposty można ją polubić, ale jednocześnie towarzyszy temu ciągła irytacja z powodu jej wypadków i czasami naprawdę dziecinnego zachowania. Jak na swoje dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery lata bohaterowie są bardzo niedojrzali i dotyczy to nie tylko Emely, ale także jej najlepszej przyjaciółki, Alex, oraz jej brata Elyasa, którego Emely nienawidzi z powodu burzliwej przeszłości, a który stara się do niej zbliżyć. Alex to typowa przyjaciółka, która myśli tylko i wyłącznie o sobie, a Emely nie ma nic do powiedzenia, gdy ta wbije sobie coś do głowy. Liczą się tylko ciągłe dramaty Alex i czytanie o nich było prawdziwą torturą. Elyas wypada zdecydowanie lepiej, bo to chłopak o wielu twarzach i ma prawdziwy potencjał, aby rozwinąć się w kolejnym tomie.

Do plusów Lata koloru wiśni można zaliczyć właśnie kłótnie między Emely a Elyasem, które niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy, bo niektóre teksty naprawdę mogły zwalić z nóg. Carina Bartsch nie ustrzegła się przed przesadą, która jednak nie przeszkadza. Historia może nie jest oryginalna, ale ma coś w sobie, bo trudno było się od niej oderwać i czytało mi się ją bardzo przyjemnie, mimo początkowych zgrzytów. To taka książka, która potrafi jednocześnie poprawić ci humor, wciągnąć i nie wypuścić przez kilka godzin, a przy tym sprawić, że niejednokrotnie pokręcisz głową nad przewidywalnością fabuły. Może nie jest zbyt ambitna, nie oczekujcie po niej zbyt wiele, ale jest dobra i gwarantuję, że pozwoli oderwać się na chwilę od rzeczywistości. 

Nie będę Was oszukiwać - Lato koloru wiśni jest typową książką New Adult. Powtarza utarte schematy i pewnie można by ją nazwać nieco banalną, ale jest przyjemna, czyta się ją szybko i zdecydowanie można się przy niej pośmiać, a dla Elyasa warto trochę się poirytować. Przy wszystkich swoich wadach Lato koloru wiśni pozostaje jednak uzależniające, potrafi uderzyć do głowy, dlatego z chęcią sięgnę po kontynuację, czyli Zimę koloru turkusu, bo wiem, że druga część na pewno mnie wciągnie równie mocno, co pierwsza. 

7/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia