wtorek, 17 listopada 2015

Aplikacja, czyli spisek potężnych korporacji

25
Aplikację chciałam przeczytać od momentu, w którym pojawiła się w zapowiedziach. Co prawda opis z tyłu nie zapowiada wybitnej lektury, widziałam też wiele ładniejszych okładek, ale jakieś niesprecyzowane bliżej przeczucie (czyżby Zwątpienie?) sprawiło, że Aplikacja znalazła się na mojej liście must have. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie miałam okazję czytać w tym roku. 

W niedalekiej przyszłości życiem wszystkich ludzi zawładnęła technologia. Trudno oderwać im oczy od handheldów, a rekordy popularności bije aplikacja Lux, bez której nikt właściwie nie potrafi się obejść. Jeśli musisz podjąć jakąś decyzję, od wyboru ubrania po spotykanie się z danym chłopakiem, wystarczy, że zapytasz Luxa, a on wybierze dla ciebie najlepszą opcję. Nie musisz się dłużej martwić, że zmarnujesz jakąś szansę, podejmując złą decyzję. 
Rory Vaughn nie jest wyjątkiem przynajmniej do czasu, gdy dostaje się do elitarnej Akademii Theden. Tam Rory powoli zaczyna odkrywać, że Lux nie jest tak idealny, jak jej się wydawało, a jego twórcy mają dużo wspólnego ze śmiercią jej matki i innymi tajemnicami związanymi z Theden. Wkrótce dziewczyna przestaje postępować zgodnie z rekomendacjami aplikacji, a zaczyna słuchać głosu intuicji, zwanego Zwątpieniem i uważanego za chorobę, który usilnie ignorowała przez całe swoje życie. Jej wybór prowadzi do odkrycia prawdy, której nikt nie mógł się spodziewać. 

Na moje nieszczęście zaczęłam czytać Aplikację w momencie, w którym byłam zawalona sprawdzianami. Skończyło się to tak, że odkładałam ją na bok z wyrzutami sumienia, by zająć się nauką, a później szybko ją podnosiłam, obiecując sobie, że przeczytam jeszcze tylko jeden rozdział, który ostatecznie rozrósł się do rozmiaru dwustu stron. Gdy już się zacznie czytać tę książkę, po prostu nie można się od niej oderwać! To, co Lauren Miller pokazała w swojej powieści, jest innowacyjne i unikatowe. Trudno dopatrzeć się jakichkolwiek schematów, a czytanie tej książki to po prostu czysta przyjemność. Autorka wzięła trochę z każdego gatunku i połączyła w jedną, bardzo zgrabną całość - znajdziemy tu dystopię, sci-fi, thriller, powieść trochę sensacyjną, trochę szpiegowską, a do tego utrzymaną w klimacie młodzieżowym, więc właściwie każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

To książka, o której trudno przestać myśleć, możliwe rozwiązania zagadek wciąż chodziły mi po głowie, a ja nie mogłam spocząć, dopóki wszystkie tajemnice nie zostały rozwikłane, a było ich naprawdę sporo i każda z nich łączyła się z inną. Ile razy wydawało mi się, że w końcu udało mi się dociec prawdy, Lauren Miller zaskakiwała mnie kolejnymi sekretami. Nic nie jest tym, czym się wydaje. Od początku czujemy, że coś się nie zgadza, coś nam umyka. Autorka umiejętnie wplata wątki, które mieszają czytelnikowi w głowie i chociaż snułam różne scenariusze, żaden tak naprawdę się nie sprawdził. Strony skrywają nie tylko tajemnice związane z poszczególnymi postaciami czy spiskiem, ale także pojawia się wiele zagadek związanych z tajnymi stowarzyszeniami, greckimi literami czy fragmentami Raju Utraconego. Razem z bohaterką próbowałam rozwikłać wszystkie tajemnice niczym marna podróbka Sherlocka. Na każdym kroku można spotkać pułapki. Aplikacja jest dopracowana do granic możliwości, dopieszczona w każdym calu zarówno pod względem przedstawionego świata, jak i wszystkich wątków. Trudno nie docenić trudu, jaki Lauren Miller włożyła w stworzenie fabuły. Jedyne, co mnie nieco zawiodło, to końcówka. Trochę za dużo przypadku i szczęścia w tym wszystkim, oczekiwałam nieco większego zaangażowania członków korporacji, która swój plan miała rozpisany na dziesięciolecia i większej ilości przeszkód, ale w ostatecznym rozrachunku jestem usatysfakcjonowana.

Jeżeli chodzi o Rory, początkowo była niezwykle irytująca i z trudem powstrzymywałam się przed przewróceniem oczami, gdy zachowywała się wyjątkowo denerwująco. Jej sposób myślenia i styl bycia potrafiły naprawdę zaleźć za skórę, ale z czasem jej postać zmienia się na lepsze, przede wszystkim staje się bardziej dojrzała i w pewnym momencie nawet zapomniałam, że ma zaledwie szesnaście lat. Nie mogę powiedzieć, że zapałałam do niej sympatią, była mi raczej obojętna, chociaż zdarzały się lepsze momenty z jej udziałem. North był w porządku, ale chociaż teoretycznie miał wszystko, co uwielbiam w męskich bohaterach, nie sprawił, że serce zabiło mi mocniej. Romans między tą dwójką odgrywa dość dużą rolę, ale na szczęście nie jest przytłaczający. Zbyt szybko się rozwinął i wypadło to raczej dziwnie, jednak później ich relacja stała się bardziej naturalna, przede wszystkim nie była ckliwa, z czego strasznie się ucieszyłam. Momentami North i Rory przypominali bardziej zgranych przyjaciół, sojuszników, niż parę i dzięki temu wątek romantyczny nie przytłacza. Z bohaterów najbardziej jednak polubiłam Hershey, choć nic nie wskazywało na to, że tak bardzo przypadnie mi do gustu. Przez pierwszą połowę irytowała mnie nawet bardziej niż Rory, ale później okazała się wspaniałą przyjaciółką. Podobnie było z doktor Tarsus. 

Kiedy zaczynałam czytać tę książkę, spodziewałam się zwyczajnej, młodzieżowej dystopii, bo pierwsze strony nie zachwycają. Tymczasem okazało się, że Aplikacja skrywa w sobie o wiele więcej i całkowicie mnie tym oczarowała. Zostałam wyłączona z życia na dobre kilka godzin przez zaskakujące zwroty akcji, szokujące tajemnice i ogromny spisek korporacyjny. Polecam Wam Aplikację, bo jest to książka warta każdej minuty, jaką jej poświęcicie.

8,5/10

P. S. Dzisiaj na blogu wybiło 1000 komentarzy! Jestem Wam wszystkim niezmiernie wdzięczna za to, że ze mną jesteście, czytacie i komentujecie <3
Czytaj dalej »

niedziela, 15 listopada 2015

LBA #2

24
Do mojego drugiego LBA zostałam nominowana przez Judytę z bloga House of Readers, za co serdecznie jej dziękuję!

1. Najbrzydsza okładka, z jaką się spotkałaś?
Staram się trzymać z daleka od brzydkich okładek, ale ta wybitnie mi się nie podoba. Naprawdę nie wiem, co autorzy tej grafiki chcieli osiągnąć swoim tworem, jednak ja nie mogę na nią patrzeć. Nic mi się w niej nie podoba, ale w zasadzie odpowiada kiepskiej treści, która znajduje się w środku. 

2. Najbardziej brutalny, nieprzyjazny świat z książki?
Wydaje mi się, że takim światem jest rzeczywistość przedstawiona przez Juliannę Baggott w trylogi Świat po Wybuchu. Ludzie żyjący pod kopułami są bezpieczni, ale ci poza nią codziennie stykają się z różnymi zagrożeniami. Wystarczy wspomnieć o Pyłach, czyli ludziach połączonych z ziemią, którzy próbują pożreć każdego, kto wniknie na ich terytorium, o Gruponach, czyli grupach ludzi zrośniętych ze sobą ciałami, śmiertelnie niebezpiecznych, o toksycznej wodzie, o chorobach i deformacjach nieszczęśników, o mechanicznych pająkach, które wczepiają się w skórę i wybuchają. Świat w tej książce jest brutalny, budzący poczucie beznadziei, nieprzyjazny dla wszystkich, którym przyszło w nim żyć i nie spotkałam się do tej pory z żadnym innym światem w książkach, który wprawiłby mnie w takie osłupienie i przygnębienie. To nie jest miejsce, w którym ktokolwiek chciałby żyć, a jednak właśnie o niego ludzie walczą.

3. Gdybyś mogła zadać jedno pytanie jakiejś autorce/autorowi, komu byś je zadała i jakie by było to pytanie?
Myślę, że w chwili obecnej najbardziej chciałabym zadać jakieś pytanie Johnowi Greenowi i byłoby ono raczej którymś z tych abstrakcyjnych. Co by zrobił, gdyby rozpoczęła się apokalipsa zombie albo gdyby przez jeden dzień miał władzę nad światem. 

4. Twoja ulubiona pora roku i dlaczego?
Zdecydowanie wiosna. Nie lubię, gdy jest za ciepło, bo w ogóle nie potrafię funkcjonować w wysokich temperaturach, lub za zimno, ponieważ mogę się wtedy owinąć kilkoma kocami na raz, a i tak jestem lodowata. Wiosna to taka optymalna pora roku dla mnie, w dodatku wszystko wydaje się być przyjemniejsze, gdy na nowo świeci słońce i wszystko powraca do życia po zimie. Wtedy też mam najwięcej energii, którą mogę dobrze spożytkować. 

5. Załóżmy, że istnieje reinkarnacja. W jakim państwie chciałabyś ponownie się narodzić i dlaczego?
Trudne pytanie. Są przecież państwa, które mogłyby zapewnić mi lepsze możliwości rozwoju, w których mogłabym osiągnąć to, co sobie wymarzyłam, a nawet więcej i to bez ogromnego wysiłku. Z drugiej jednak strony wolałabym się odrodzić w państwie, w którym czułabym się najlepiej, w którym byłabym tak po prostu szczęśliwa i niepotrzebny byłby mi do tego sukces. Uwielbiam Hiszpanię, odkąd byłam w niej cztery lata temu, nie mogę przestać o niej myśleć i z chęcią ponownie bym tam pojechała, zwłaszcza do Barcelony. Poznałam tam najwspanialszych ludzi na świecie, atmosfera miasta mnie urzekła i po prostu mam wrażenie, że właśnie tam czułabym się najlepiej, że mogłoby to być moje miejsce :) 

6. Gdybyś mogła wybrać jedną postać z książki na swojego przyjaciela, kto to by był?
Chyba urządzę casting na takiego bohatera! Potrzebuję kogoś, kto jest równie sarkastyczny jak ja, ma dobre, choć momentami czarne poczucie humoru, kogoś zdeterminowanego i gotowego kopnąć mnie w tyłek, gdy będę tego potrzebowała, aby nieco bardziej otworzyć mnie na świat. Kogoś pewnego siebie i swoich umiejętności, to musi być prawdziwy twardziel, miękkim kluchom podziękujemy. Ktoś zna takiego bohatera? Bo nadawałby się ;) 

7. Negatywny bohater, którego darzysz sympatią.
Ogólnie bardzo lubię negatywnych bohaterów, ale muszą oni mieć w sobie coś, co przyciągnie moją uwagę na dłużej. Może dlatego nie spotkałam się jeszcze z antagonistami książkowymi, których naprawdę obdarzyłabym sympatią, bo niewiele czasu jest im tak naprawdę poświęcone. Ale jeśli chodzi ogólnie o negatywnego bohatera, którego darzę sympatią, to jest nim najwspanialszy Hades z Herkulesa <333

8. Jaką książkę chciałabyś przeczytać z tych, które nie zostały wydane w Polsce?
Zdecydowanie chciałabym przeczytać Cress Marissy Meyer, bo dalej nie mogę się pozbierać po tym, że wydawnictwo porzuciło tę serię (jestem tak zdesperowana, że jestem gotowa zamówić wszystkie cztery tomy po angielsku, a co!). Bardzo chętnie przeczytałabym też A Court of Thorns and Roses Sary J. Maas, bo uwielbiam Szklany tron, a słyszałam, że ta książka jest nawet lepsza. Oprócz tego These Broken Stars (przepiękna ta okładka!), Since You've Been Gone i Six of Crows. Jeśli znacie jakieś książki po angielsku, które nie zostały wydane w Polsce i chcielibyście mi je polecić, napiszcie tytuły w komentarzach, chętnie je sprawdzę.

9. Czy zdarzyło ci się przeczytać kiedyś książkę jednotomową, po której lekturze czułaś niedosyt i chciałabyś, aby była kontynuacja?
Większość książek jednotomowych, jakie czytałam, były zamkniętymi powieścią i i niczego im nie brakowało. Jedynym ich mankamentem było to, że tak szybko się kończyły, a ja cierpiałam, wiedząc, że nie będę miała możliwości ponownego spotkania z bohaterami w kolejnym tomie. Przeżywałam to zwłaszcza mocno w przypadku Morza spokoju Katji Millay, bo to jest przegenialna książka i z utęsknieniem czekam na kolejną powieść tej autorki, chociaż nikt nic o niej nie słyszał. Niedawno skończyłam też czytać Aplikację i chociaż nie wzbudziła ona we mnie tak głębokich uczuć, to jest to wspaniała powieść i nie mogłam uwierzyć, że nie będzie kolejnej części. Podobnie miałam w przypadku Wyścigu śmierci Maggie Stiefvater i Black Ice Becci Fitzpatrick, ale mam wrażenie, że kontynuacje mogłyby tylko zaszkodzić tym książkom.

10. Co uważasz za swoją największą wadę?
Są dwie takie rzeczy: ambicja i nadmierne przejmowanie się. Wiem, że wiele osób uznałoby to za zalety, ale naprawdę ciężko mi się z tym żyje, bo nawet jeśli miałoby mnie to zniszczyć, nie potrafię odpuścić. Wszystko musi być doskonałe, albo robię coś na 100%, albo nie robię tego w ogóle. Często zdarza mi się brać na siebie za dużo obowiązków i później zapracowuję się do granic wytrzymałości, aby wszystko wyszło wspaniale, do czego zmusza mnie ambicja. Moje przejmowanie się przyjmuje czasami wręcz absurdalną formę. Jestem prawdopodobnie najbardziej zestresowaną osobą na świecie i jestem tego świadoma, ale jakoś nie potrafię walczyć ze swoim perfekcjonizmem.

11. Czy zdarzyło Ci się, że ktoś zaspoilerował książkę, którą bardzo chciałaś przeczytać? Jaka była Twoja reakcja?
Zdarzyło mi się. I to nie byle kto zaspoilerował mi najważniejszą scenę w książce, zrobiła to bowiem sama autorka! Był okres w moim życiu, kiedy byłam całkowicie zakręcona na punkcie trylogii Niezgodna Veronici Roth, dlatego z utęsknieniem wyczekiwałam na przetłumaczenie trzeciej części na język polski, a w tym czasie namiętnie śledziłam jej bloga, sprawdzając, jak się sprawa ma za oceanem. Roth wrzuciła filmik ze swojego wywiadu i tak się składa, że pierwsze pytanie, jakie pada to właśnie o pewną śmierć w książce. Każdy, kto czytał, wie o co chodzi i rozumie, jaki to musiał być ból - przecież usłyszenie takiego spoileru wszystko przekreśla! I tak było w moim wypadku. Minęło już tyle czasu, a chociaż Wierna stoi u mnie na półce, wciąż jej nie przeczytałam. Nawet nie wiecie, jaka wkurzona chodziłam przez następny tydzień.

To wszystkie pytania. Jeśli ktoś chciałby zrobić LBA, odsyłam do mojego pierwszego, tam znajdują się pytania, które chciałabym Wam zadać. A za niedługo na blogu pojawi się recenzja Aplikacji Lauren Miller! Do zobaczenia. 
Czytaj dalej »

czwartek, 12 listopada 2015

Restart, czyli martwi nadludzie sieją zamęt

30
Restart to książka, którą bardzo chciałam przeczytać. Opis mnie zaintrygował i zapowiadał naprawdę dobrą zabawę, a ja uwielbiam wszelkiego rodzaju dystopie. Nie pozwoliłam książce zbyt długo leżeć na półce, bo chciałam jak najszybciej się przekonać, czy moje dobre przeczucia i tym razem się sprawdzą. 

W przyszłości na terenie USA wybuchła epidemia wirusa KDH, który sprawił, że niektórzy ludzie po śmierci powracają jako restarci - są silniejsi, szybsi, zwinniejsi od każdego człowieka i posiadają zdolność samoleczenia. Im dłużej restart pozostaje martwy, tym mniej przejawia cech człowieczych, nie tylko pod względem fizycznym, ale także uczuciowym. Wren Conolly została trzykrotnie postrzelona w klatkę piersiową. Po 178 minutach powróciła do życia jako restart, będąc najdłużej martwym restartem na swoim terytorium. Nie odczuwa właściwie żadnych emocji, dzięki czemu jest najlepszym żołnierzem pracującym dla Korporacji Odnowy i Rozwoju Populacji - organizacji, która sprawuje ścisłą kontrolę nad restartami, obawiając się z ich strony buntu. 
Jednym z zadań Wren 178 jest szkolenie restartów na zabójczo skutecznych żołnierzy, a wszyscy wiedzą, że jej podopieczni są najtwardsi. Najnowszy rekrut Wren jest jednak najgorszym, z jakim miała do tej pory do czynienia - Callum był martwy przez zaledwie 22 minuty, co czyni z niego praktycznie człowieka. Przejawia sobą wszystkie te cechy, którymi Wren gardzi, ma w sobie jednak coś, co sprawia, że Wren nie potrafi pozostać w stosunku do niego obojętna. A to oznacza kłopoty.

Zacznę od tego, że pomysł jest genialny. Ludzie powracający do życia nie jako jęczący pod nosem, powłóczący nogami zombie, których cała egzystencja opiera się na potrzebie zdobywania mózgu, a jako doskonalsi od człowieka pod niemal każdym względem restarci, budzi nadzieję na niezwykłą, wciągającą historię. Ta nadzieja utrzymuje się przez pierwszą część książki, która może nie jest wybitna, ale można zaliczyć ją do tych rewelacyjnych. Coraz bardziej się nakręcałam, zafascynowana przedstawionym przez autorkę światem i główną bohaterką, która miała charakterek. Dużo się działo, momentami było brutalnie, ale nie przesadnie i zapowiadało się na naprawdę wspaniałą lekturę. Aż zaczęłam się martwić tym, że książka ma tak niewiele stron i za szybko ją skończę! 
Później było już tylko gorzej.
Nagle zrobiło się ckliwie, Wren stała się mdła, a ja zastanawiałam się, co się wydarzyło. Z historii, która była pełna gnającej na złamanie karku akcji, która zachwyciła mnie pomysłem i podejściem autorki do niego, zrobiło się banalne romansidło dla nastolatek, gdzie para całuje się co kilka zdań. Za dużo czułości, za mało... czegokolwiek innego. Książka całkowicie straciła na głębi, wszystko stało się przewidywalne, a Amy Tintera w wielu sprawach poszła po prostu na łatwiznę. Bohaterom udawało się wszystko, dosłownie wszystko, chociaż większość podejmowanych przez nich działań była z góry skazana na porażkę i sami nazywali to misją samobójczą. Żadnych komplikacji, żadnych przeszkód, przez co Restart zaczął wydawać się nudny, mimo że cały czas coś się działo. Zawiodła zwłaszcza końcówka. Miałam nadzieję, że punkt kulminacyjny wzbudzi wielkie emocje, że wydarzy się coś nieoczekiwanego, oczekiwałam napięcia sięgającego zenitu i zaskoczenia, a nie dostałam nic. Wszystko poszło zbyt gładko.

Zawiodłam się nie tylko na rozwoju fabuły, ale także na bohaterach. Na początku książki Wren była świetna, w końcu bohaterka z jajami! Jej zdystansowanie, obojętność, brutalność - to wszystko znajdowało odzwierciedlenie w jej czynach, nie był to tylko wymysł autorki mający przyciągnąć czytelników. Wren 178 była prawdziwą twardzielką i strasznie ją polubiłam, wydawało mi się, że w jej kreacji nie ma słabego punktu. Później pojawia się jednak Callum i wszystko się sypie. Przez pięć lat Wren nic nie czuła, a wystarczyło zaledwie kilka dni, by zaczęła się uśmiechać, czuć wstyd, smutek, wściekłość, a Callum 22 nawet wyzwolił w niej umiejętność płaczu! Z postaci, która była w stanie rozwalić dziewięciu strażników, nagle zrobiła się dziewczynka, która tylko szukała ciepła drugiego ciała i nie może przestać myśleć o Callumie, którego jednak polubiłam. Momentami był naprawdę słodki, ale w miarę rozwoju akcji także dojrzał, zmężniał, więc nie mogłam się do niego przyczepić. To taki rodzaj bohatera, który nawet jeśli jest niedopracowany, budzi twoją sympatię.

Restart miał ogromny potencjał, ale mnie rozczarował. To, co ratuje tę książkę, to pierwsza połowa, która zaskakiwała i była niezwykle wciągająca. Miała w sobie wszystko to, czego oczekiwałam i co tak bardzo lubię w dystopiach. Niestety, później mój entuzjazm słabł, a na koniec ledwie się tlił. Sięgnę po drugą część, jeśli się ukaże, ale nie będę na nią czekać z niecierpliwością.

6/10
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 listopada 2015

Wypowiedz jej imię, czyli historia Krwawej Mary opowiedziana na nowo

34
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, którą wybrałam na naszą wspólną Noc Czytania w Halloween. Wypowiedz jej imię miałam zamiar przeczytać od dawna, ale dopiero wspólna akcja zmusiła mnie do działania, za co bardzo Wam kochani dziękuję. Okazało się jednak, że wybór książki był kompletnie nietrafiony.

W noc Halloween w łazience prywatnej szkoły dla dziewcząt Bobbie, Naya i Caine przyzywają ducha legendarnej Krwawej Mary. Niewinna zabawa zamienia się w koszmar i dramatyczną walkę o przetrwanie, gdy zjawa z drugiej strony lustra przenika do ich świata, dając im pięć ostatnich dni życia. Nastolatkowie nie mają jednak zamiaru się poddać i szukają sposobu, by uciec przed klątwą, którą na siebie nałożyli. W ten sposób trafiają na trop zagadki z XX wieku, a także odnajdują jedyną żyjącą ofiarę, która umknęła Krwawej Mary i od lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Czego tak naprawdę szuka Mary - zemsty za to, co wydarzyło się w przeszłości, czy wiecznego spokoju?

Po Wypowiedz jej imię spodziewałam się lekkiego, ale mimo wszystko przerażającego horroru dla nastolatków, który sprawiłby, że następnego dnia unikałabym luster i ciemnych pomieszczeń (nawet jeśli z przymrużeniem oka). Nie byłam nastawiona na nic wybitnego, ale jednak chciałam poczuć ten dreszczyk emocji, zwłaszcza że to była noc duchów, a więc książka o Krwawej Mary powinna być dostarczycielem odpowiedniego klimatu. Niestety, nic takiego się nie wydarzyło. Proporcjonalnie do ilości przeczytanych stron mój entuzjazm malał. Co prawda pojawiły się momenty, które rozbudzały moją nadzieję na to, że jednak nie będzie tak źle, że autor może zaraz się poprawi, ale każdy z nich kończył się tym samym - ogromnym rozczarowaniem. Pomysł miał potencjał, zwłaszcza podobała mi się historia Mary i interpretacja tej postaci, ale wykonanie było wręcz fatalnie. Cała książka dłużyła mi się niemiłosiernie, była po prostu nudna, a to ostatnia rzecz, jakiej spodziewałabym się po horrorze. Nie odczuwałam żadnego napięcia, nawet gdy dotarłam do punktu kulminacyjnego. Może dwa razy na te 270 stron serce zabiło mi szybciej, ale trwało to zaledwie chwilę i było to bardziej spowodowane zaskoczeniem niż przerażeniem.

Największym mankamentem Wypowiedz jej imię jest prawdopodobnie styl autora, który z czasem stał się bardzo irytujący. James Dawson próbował być jednocześnie zabawny, błyskotliwy, czasem trochę poetycki oraz wyjątkowy, a wyszły z tego takie cuda jak na przykład "szczękał zębami jak dzięcioł z kreskówi" (od kiedy dzięcioły mają zęby?) albo porównania miłosnego uniesienia do tsunami shake'a truskawkowego. Początkowo patrzyłam na to z przymrużeniem oka, ale im dalej, tym gorzej to wypadało.

Chciałabym powiedzieć, że bohaterowie chociaż częściowo wynagradzają te braki w książce, ale nic z tego. Są tak płascy i mdli, że z trudem przebijałam się przez kolejne "podniosłe" przemyślenia Bobbie, która kreowana była na inteligentną, posłuszną uczennicę, która jednocześnie jest sarkastyczną outsiderką lubiącą pisać mroczne powieści. Taka mieszanka mogłaby być podstawą do stworzenia naprawdę intrygującej postaci, jednak Bobbie to tak naprawdę nieco snobistyczna dziewczyna, która potrafi myśleć tylko o doskonałym wyglądzie Caine'a, mimo że jest ścigana przez krwiożerczego ducha i nie zostało jej już wiele czasu. W jednej chwili jest silna, a w drugiej przechodzi załamanie nerwowe, w jej prowadzeniu widać niekonsekwencję, która kuje w oczy, a jej ciągnące się w nieskończoność wywody o chęci bycia pocałowaną przez Caine'a przyprawiają o mdłości. Sam chłopak nie prezentuje sobą nic oprócz wyglądu. Na każdym kroku podkreślany jest fakt, że jest on przystojny i to właściwie tyle. Został stworzony tylko po to, by odgrywać rolę pierwszego chłopaka Bobbie, co miało również związek z Mary, ale na tym koniec. Jedynie Naya ma charakterek i z wszystkich postaci to właśnie ona najbardziej przypadła mi do gustu. Pozostałe dziewczyny stanowią przekrój przez doskonale znane wszystkim schematy lafirynd, głupiutkich blondynek czy dziwaczek.

Mogłabym długo rozwodzić się nad tym, co w tej historii nie zagrało: słabo zarysowani, denerwujący bohaterowie, brak szokujących zwrotów akcji czy odpowiedniego klimatu, wymuszony styl autora i brak ciarek spowodowanych strachem, ale jest także pewna rzecz, która wzbudziła moje zainteresowanie, mianowicie historia Krwawej Mary. Większości osób kojarzy się ona z Marią Tudor, ale autor przedstawił swoją własną wersję. Przeszłość Mary możemy śledzić w snach Bobbie i nie mam wątpliwości, że była to najjaśniejsza część książki. Ciekawie było zetknąć się z nowym podejściem do tej postaci. 

Wypowiedz jej imię nie spełniło moich oczekiwań. Nie miałam żadnych dreszczy, nie czułam się nabuzowana emocjami, szczerze mówiąc z trudem powstrzymałam się przed zaśnięciem. Myślałam, że dostanę nieco krwisty horror zabarwiony dobrym humorem, a musiałam zmierzyć się z raczej słabą książką.

4/10
Czytaj dalej »

piątek, 6 listopada 2015

Stosik #1

40
W październiku pozwoliłam sobie zaszaleć z ilością kupowanych książek i jestem z tego powodu niezwykle szczęśliwa - widok tylu cudownych egzemplarzy razem dostarcza cudownych uczuć! (Szkoda tylko, że nie mieszczą się na mojej specjalnie wydzielonej półeczce z nieprzeczytanymi książkami i kilka w ostatecznym rozrachunku wylądowało na biurku, ale to tylko większa zachęta do czytania!). 

Od lewej:
  • Slated Teri Terry - posiadanie brata czasami okazuje się być przydatne, zwłaszcza gdy ten brat ma dziewczynę, która często lata do Londynu do rodziny i może ci zwozić różne książki w zabójczo niskich cenach ;)
  • Fałszywy książę Jennifer A. Nielsen - na tę książkę polowałam od dawna i moja cierpliwość się opłacała! Nabytek z wymiany na LC.
  • Plaga samobójców Suzanne Young - początkowo nie byłam do niej przekonana, ale pozytywne opinie nakłoniły mnie do jej kupna, zobaczymy, co z tego wyniknie.
  • Fangirl Rainbow Rowell - jestem strasznie zadowolona, że udało mi się ją wygrać w konkursie na LC, bo to niezbędna pozycja do przeczytania dla każdej fangirl!
  • Piąta fala. Bezkresne morze Rick Yancey - pierwsza część mnie zachwyciła i liczę na to, że z drugą będzie tak samo; zakup na znak.com.pl
  • Kochani, dlaczego się poddaliście Ava Dellaira - wymiana na LC.
  • Dziedzictwo ognia Sarah J. Maas - wprost musiałam mieć tę książkę i nic nie mogło mnie powstrzymać przed jej kupnem, zwłaszcza po przeczytaniu tak pozytywnych recenzji!
  • Aplikacja Lauren Miller - odkąd ta książka pojawiła się w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Jestem w trakcie czytania i muszę przyznać, że bardzo trudno się od niej oderwać.
  • Wypowiedz jej imię James Dawson - od dawna chciałam przeczytać tę książkę, ale jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Teraz Noc Czytania była źródłem zachęty, aby w końcu ją kupić. Recenzja niedługo.
  • Restart Amy Tintera - książka, która była załączona do Epikboxa, z czego jestem bardzo zadowolona, bo i tak miałam zamiar ją kupić :)
  • Misja Ivy Amy Engel - wyjątkowo udana wymiana na LC z przesympatyczną dziewczyną :)


Którą z tych książek chcielibyście przeczytać? A może lekturę macie już za sobą? Dajcie znać, które z nich najbardziej Was interesują :)
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia