Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katie Alender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katie Alender. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 maja 2016

Od złej do przeklętej, czyli opętana przez złego ducha po raz drugi

15
Od złej do przeklętej to książka, która już samym swoim istnieniem zrobiła mi niespodziankę. Złe dziewczyny nie umierają było kompletną, zakończoną historią, dlatego nie spodziewałam się sequelu. Sądziłam, że skoro autorka zdecydowała się napisać kolejną część, musiała mieć do tego naprawdę dobry powód, ale po przeczytaniu Od złej do przeklętej mogę śmiało powiedzieć, że ta historia powinna była się zakończyć na pierwszym tomie.

Alexis od dziewięciu miesięcy nie widziała swojej siostry, która po opętaniu przez złego ducha trafiła do kliniki psychiatrycznej. Gdy Kasey wraca do domu, dziewczyna nie jest pewna, czy może jej ponownie zaufać po tym wszystkim, co przeszły w ubiegłym roku. Kiedy więc Kasey i jej przyjaciółki zakładają klub Promyczek i nagle z szykanowanych odludków przekształcają się w najpopularniejsze dziewczyny w szkole, Alexis wie, że dzieje się coś złego. Przeczuwając, że Kasey znowu znalazła się w niebezpieczeństwie, Lexi wraz z Megan przyłączają się do klubu, nawet nie podejrzewając, jak straszne będzie to miało  dla nich konsekwencje. 

W tej książce brakuje przede wszystkim porządnej struktury. Historia rozpoczęła się dobrze, ale niektóre sceny zostały zbyt długo przeciągnięte. Ważne dla powieści momenty zostały potraktowane nieco po macoszemu i autorka narzuciła w nich za szybkie tempo, natomiast pojawiło się dużo scen, których zadaniem było zapchanie dziur fabularnych i które ciągnęły się przez całą wieczność. Rozdziały nie były uporządkowane, zupełnie przypadkowe wątki zostały rozwinięte w krótkich fragmentach, a potem porzucone i trudno powiedzieć, czemu one służyły. Zabrakło mi spójności w Od złej do przeklętej, kolejne sceny się ze sobą nie łączyły, w dodatku pojawiło się dużo sekwencji, które zostały powielone z pierwszej części. Jednak w przeciwieństwie do Złe dziewczyny nie umierają, tutaj nie było tego napięcia, odpowiedniego klimatu. Zero grozy, zero tajemnicy, zero mrocznej atmosfery i zero zabawnych wstawek, których w pierwszym tomie było pełno. Początek Od złej do przeklętej był obiecujący, a potem zaczęła się równia pochyła - książka była nużąca i mdła. Nie będę ukrywać, że straciłam całe zainteresowanie i tylko siłą woli zmusiłam się, żeby dobrnąć do końca.

Nie mogę powiedzieć, że ta książka to kompletna pomyłka, bo czytałam o wiele gorsze powieści. Mało prawdopodobne wydaje mi się jednak, że po tak wielkiej nauczce, jaką było opętanie Kasey przez ducha, wszystko zaczęło się od początku i to w niemal identyczny sposób. Kasey poznaje przyjaciółkę, która wciąga ją w te same nadprzyrodzone kłopoty. Duch znowu wydaje się być miły, po czym okazuje się być monstrum, a Alexis nieudolnie próbuje naprawić sytuację. Powtórka z rozrywki. Jasnym punktem tej powieści pozostaje fotografia. Naprawdę uwielbiam sposób, w jaki Katie Alender przedstawia zainteresowanie głównej bohaterki i żałuję, że nie znalazłam tego w książce więcej, ale i tak jestem usatysfakcjonowana tym wątkiem. Każdy opis zdjęcia zrobionego przez Alexis był tak realistyczny i piękny, że aż miałam dreszcze.

Nie jestem jednak zadowolona ze sposobu, w jaki autorka przedstawiła Lexi w tej części. W Złe dziewczyny nie umierają główna protagonistka była prawdziwą kick-assową bohaterką. Tak naprawdę była jedyną postacią w tej książce, która nie była nudna. Uwielbiałam ją. Tymczasem w Od złej do przeklętej... Szkoda gadać. Zabrakło w niej wszystkiego - sarkazmu, pewności siebie, buntowniczej natury i ciekawych opinii na każdy temat. Zniknęły nawet różowe włosy! Alexis przeistoczyła się w kogoś, kogo nie potrafiłam rozpoznać, a o reszcie bohaterów trudno cokolwiek powiedzieć, bo przemykali gdzieś w tle. W dodatku mieliśmy okazję do podziwiania kontynuacji bardzo słabego wątku romantycznego. Carter miał swoje trzy sceny, które w dodatku nie miały sensu. W pierwszej części wybaczyłam Katie Alender sposób, w jaki rozwinęła relację Alexis i Cartera, ale w tym tomie nie jestem w stanie tego zrobić.

Od złej do przeklętej dopadł syndrom drugiego tomu. W tej powieści niemal nic nie zagrało, Złe dziewczyny nie umierają powinny być jednotomówką i zdania nie zmienię. Nawet ponowne wplecenie między paranormalne wątki motywów, których nikt nie spodziewa się w horrorze, tak innowacyjne w pierwszej części, nie wzbogaciło drugiego tomu. Tym razem Katie Alender postanowiła dotknąć problemu, jakim jest chęć zyskania wysokiej pozycji społecznej wśród rówieśników. Autorka stawia nas przed pytaniem: ile jesteś w stanie poświęcić, aby być piękną i popularną? To akurat zupełnie nie są moje klimaty, może dlatego dodatkowo książka mi się nie spodobała. Jeżeli Złe dziewczyny nie umierają przypadła Wam do gustu, odradzam sięgnięcie po kontynuację, bo przez nią pierwsza część może dużo stracić w Waszych oczach, a nic Was nie ominie.

3,5/10

Złe dziewczyny nie umierają | Od złej do przeklętej | As Dead As It Gets

Za możliwość przeczytania Od złej do przeklętej serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Złe dziewczyny nie umierają, czyli walka z duchem nawiedzającym dom

29
Jak doskonale wiecie, fanką horrorów nie jestem. Ani tych filmowych, ani tych książkowych i od czasu Wypowiedz jej imię (recenzja) zrobiłam sobie długą przerwę, zanim zdecydowałam się sięgnąć po kolejną powieść z tego gatunku. Mój wybór padł na Złe dziewczyny nie umierają i chociaż początkowo miałam duże obawy, nie żałuję, że zdecydowałam się ją przeczytać. 

Alexis ma różowe włosy, kocha fotografię i nie pasuje do żadnej grupy w szkole. Samotność jej odpowiada, bo pozwala w minimalnym stopniu zachować pozory normalności, czego szczególnie potrzebuje, odkąd w jej domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Jednak kiedy wydarzenia, które do tej pory brała za urojenia, okazują się być prawdą, Alexis musi zmierzyć się ze złem, które zalęgło się w ich rezydencji i powoli przejmuje władzę nad Kasey, młodszą siostrą Lexi. Niebieskie oczy dziewczynki lśnią zielonym blaskiem, często nie pamięta różnych wydarzeń i używa archaicznych zwrotów. Z czasem Kasey staje się zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale również dla najbliższych jej osób z otoczenia i Alexis a niewiele czasu, by uratować siostrę, zanim demon przejmie nad nią całkowitą kontrolę.

Główna bohaterka jest bardzo charyzmatyczna. Uwielbiam Alexis! Nie jest kolejną licealistką, która usilnie kreuje się na twardzielkę, a wewnątrz jest zagubioną dziewczynką, która nie wie, jak radzić sobie z życiem. To bohaterka, która nie pozwala sobie w kaszę dmuchać, potrafi się każdemu odgryźć, nawet (krwiożercze) cheerleaderki się jej obawiają. Nie próbuje wpasować się na siłę w szkolne środowisko, ma głowę na karku, nie szuka atencji, chociaż sprzeciwia się banalnej rzeczywistości, zwracając uwagę wielu osób na problemy środowiska lub wytykając hipokryzję uczniów startujących do samorządu na oczach wszystkich. W dodatku interesuje się fotografią analogową, o której możemy się nieco więcej dowiedzieć w książce. I jak tu jej nie lubić, skoro ma różowe włosy, zadaje się ze Szwadronem Zagłady oraz świadomie pakuje się w tarapaty? Na jej tle drugoplanowe postaci wypadają blado, zostali jedynie delikatnie zaznaczeni i mam wrażenie, że autorka nie poświęciła im wystarczająco dużo uwagi. Carter był naprawdę słodki, jednocześnie skrywał w sobie mroczne tajemnice, dzięki czemu nie był nudny, jednak pojawił się raptem w czterech scenach. On i Lexi pasowali do siebie, a wątek romantyczny był wyjątkowo subtelny, lecz wszystko potoczyło się zbyt szybko, podobnie jak w wypadku zawiązania nici porozumienia z Megan. Katie Alender tak bardzo skupiła się na tajemnicy okrywającej dom Warrenów, że relacje między bohaterami wypadły nieco płytko.

Rozwiązanie całej zagadki było proste, a autorka nie zostawiła właściwie żadnych niewiadomych, z tego powodu czytanie Złych dziewczyn nie było wymagającym zajęciem. W większości przypadków uznałabym taką prostotę za wadę, ale ta książka zdecydowanie ma w sobie coś, dzięki czemu nie można się od niej oderwać! Częściowo jest to na pewno zasługa niezwykłych zwrotów akcji i interesujących zawirowań, najbardziej oczarował mnie jednak styl pisarski Katie Alender oraz klimat, który na pierwszy rzut oka był lekki i zabawny, ale pod spodem skrywała się cięższa, mroczniejsza atmosfera. Nie mogę powiedzieć, że z powodu Złych dziewczyn w nocy nie zmrużyłam oka, lecz kilka razy włoski stanęły mi dęba, a serce zaczęło bić szybciej. Ta powieść porywa od pierwszej strony i z rosnącym podekscytowaniem oczekiwałam na wielki finał.  

Złe dziewczyny nie umierają są o tyle interesującą lekturą, że autorce udało się w niej połączyć wątki, które teoretycznie nie powinny ze sobą współegzystować w horrorze. Tuż obok opętania młodszej siostry przez złego ducha mamy do czynienia z trudnymi relacjami z rodzicami, obok nieszczęśliwej śmierci z przeszłości mamy problemy licealne, w których zawierają się pierwsze miłości czy brak rówieśniczej akceptacji. Katie Alender tak sprytnie przeplata ze sobą różne, teoretycznie niepasujące do siebie wątki, że powstaje z nich kompletna, wciągająca historia owiana mgiełką tajemniczości i grozy z niezwykle charyzmatyczną bohaterką. Ja świetnie się przy tej książce bawiłam i nie mogę się doczekać drugiej części!
7/10

Za możliwość przeczytania książki Złe dziewczyny nie umierają bardzo dziękuję Wydawnictwu Feeria!


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia