piątek, 23 września 2016

Epikbox #5

Uwielbiam Epikboxy. To niesamowite uczucie, gdy rozpakowujesz pudełko i nie wiesz, czego się spodziewać, a każdy kolejny gadżet wywołuje pisk radości rozchodzący się po całym domu... Największa magia tych boxów opiera się właśnie na tajemnicy oraz na dodatkach umilających każdemu czytelnikowi jego hobby. Tymczasem Epikbox #5 okazał się dla mnie pod tym względem kompletną pomyłką i jestem ogromnie rozczarowana jego zawartością. Sądziłam, że pudełko poprawi mi humor, tymczasem jestem strasznie zawiedziona. Zresztą sami zaraz przekonacie się dlaczego. 
Design urzekł mnie już w chwili, w której tylko go ujrzałam, niesamowicie mi się spodobał, dlatego liczyłam, że zawartość mnie zachwyci, ale im dalej w pudełko, tym gorzej...
Piórnik był pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy. Ogólnie fajny przedmiot, napis jest świetny, ale wykonanie nie do końca – materiał się obiera, a zamek zacina i muszę na niego bardzo uważać. 
Później przyszedł czas na mapę dotyczącą książki znajdującej się w Epikboxie, jednak zupełnie nie wiem, co mam z nią zrobić. A papierologii tylko przybywało wraz z odkrywaniem kolejnych gadżetów...
Pocztówki raczej mi się podobają (jedynie ta z Dzielnicy Cudów nie przypadła mi do gustu, dlatego taktownie umieściłam ją na dole xD), chociaż jest to kolejny item, dla którego nie znajdę zastosowania. Razem z mapą kartki utkną gdzieś zapomniane na dnie szuflady. 
Ten design jest naprawdę fantastyczny, w rzeczywistości wygląda jeszcze lepiej niż na zdjęciach, ale z pliku TBR list również raczej nie będę korzystać. Wszystkie moje książki do przeczytania są odseparowane od tych, które są już za mną. Wciąż nieprzeczytane przeze mnie powieści stoją w widocznym miejscu, więc wiem, za jakie lektury zabiorę się w najbliższym czasie i nie muszę ich spisywać. Ogólnie jestem mocno zorganizowanym człowiekiem, dlatego podobny gadżet jest mi zupełnie niepotrzebny. 
I kolejny zupełnie nieprzydatny dla mnie przedmiot! Bardzo, bardzo, bardzo rzadko korzystam ze słuchawek. Chyba jedynie wtedy, gdy wybieram się w odległą podróż autobusem lub samolotem – nie czuję potrzeby, by słuchać muzyki w komunikacji miejskiej czy w innych okolicznościach, właściwie nigdy nie mam słuchawek przy sobie i jakoś specjalnie mi się nie plączą, dlatego taki organizer jest dla mnie bezużyteczny.
Kolejne karteczki, z którymi nie wiem, co zrobię! O ile zakładka bardzo mi się podoba wraz z twarzą z cytatem, o tyle pozostałe papiery są mi zupełnie niepotrzebne do szczęścia.
Na koniec została książka. Kurczę, Prawdodziejkę Susan Dennard też planowałam przeczytać, ale raczej nie miałam zamiaru jej kupować i nie będę ukrywać, że byłam zawiedziona wyborem tej powieści, bo mocno ściskałam kciuki za Szóstkę wron Leigh Bardugo, której pragnę od bardzo dawna. No nic, teraz pozostaje mi tylko liczyć na to, że Prawdodziejka okaże się równie fascynującą lekturą. 
Tak prezentuje się zawartość piątego pudełka razem. Nie udało mi się w nim znaleźć nic, co bardzo by mi się spodobało, przyciągnęło moją uwagę i strasznie żałuję, że moje odczucia są bardziej negatywne niż pozytywne po otworzeniu boxa. Szczerze mówiąc, otrzymałam taki mały śmietnik – mnóstwo papierków i karteczek, które są kompletnie bezużyteczne. Naprawdę jestem mocno rozczarowana. 

Jakie są wasze odczucia po odpakowaniu piątego Epikboxa? Podoba wam się jego zawartość i będziecie z niej korzystać czy podobnie jak ja nie znaleźliście w środku nic dla siebie? Dajcie mi znać w komentarzach, bo jestem naprawdę ciekawa, czy nie jestem przypadkiem odosobniona w swoich uczuciach. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia