Czarne jak heban to zakończenie mojej przygody z trylogią o Lumikki Andersson (recenzje poprzednich tomów: tutaj i tutaj). Chociaż intrygująca, a momentami nawet inspirująca historia młodej Finki przypadła mi do gustu, nie mogę powiedzieć, że wzbudziła we mnie ogromne emocje. Aż do teraz.
W szkole trwają przygotowania do spektaklu o Królewnie Śnieżce, w którym Lumikki gra główną rolę. Po kilku próbach z partnerem ze sceny zaczyna łączyć ją coraz bardziej skomplikowana relacja. Czyżby to miała być miłość? A może chwilowa fascynacja? W tym samym czasie Lumikki zaczyna dostawać listy od tajemniczego wielbiciela, którego zauroczenie powoli przeradza się w obsesję. Prześladowca grozi dziewczynie krwawą zemstą, jeśli ta nie spełni jego żądań. Lumikki stara się odkryć tożsamość Cienia, ale żeby ją poznać, będzie musiała się zmierzyć ze swoją mroczną przeszłością.
Czarne jak heban to bezapelacyjnie najlepsza część całej trylogii! Salla Simukka przeszła samą siebie, racząc nas mroczną interpretacją baśni o Śnieżce, w której sercu zalęgła się ciemność. Właśnie nawiązań do baśni brakowało mi najbardziej w drugim tomie, w pierwszym było ich niewiele, za to w tym autorka całkowicie rozwinęła skrzydła, racząc nas idealnie wkomponowanymi w fabułę, poetyckimi porównaniami do historii rozpowszechnionej przez braci Grimm. Jestem urzeczona sposobem, w jaki Salla Simukka wykorzystała Śnieżkę do kreacji niepowtarzalnego klimatu Czarnych jak heban (wiem, że ciągle się powtarzam, ale te nawiązania są naprawdę genialne!).
Po zakończeniu lektury jestem jednocześnie zszokowana i zakochana jednocześnie. To niesamowite, jak autorka zgrabnie operuje niedopowiedzeniami i tajemnicami, doprowadzając nas do białej gorączki, kiedy wyciąga kolejne asy z rękawa, a napięcie sięga zenitu. Po raz pierwszy nieustraszona Lumikki zostaje zaszczuta, nie potrafi poradzić sobie z trudną sytuacją, w której się znalazła za sprawą psychologicznych gierek prześladowcy, a to sprawia, że czytelnik, który widział zawsze główną bohaterkę opanowaną, zaczyna odczuwać coraz większy niepokój. Dostawałam ciarek przy każdej wysyłanej przez szalonego wielbiciela wiadomości, nie mogąc się doczekać rozwiązania zagadki. Autorce udało się zupełnie zbić mnie z tropu, a z powodu zaskoczenia szczęka opadła mi chyba aż do podłogi. Salla Simukka dopracowała fabułę w każdym najdrobniejszym szczególe, a ja mogę Was zapewnić, że nikt z Was nie spodziewa się tego, co przyszykowała na wielki finał.
Najbardziej żałuję, że Czarne jak heban to tak krótka książka, bo w tym momencie po głowie krążą mi tylko dwa słowa: chcę więcej! To było coś niesamowitego, poruszającego i uderzającego do głowy, a jak na złość ta część trylogii jest najkrótsza, liczy sobie zaledwie 189 stron. Stąd moje pytanie: jak żyć? Czarne jak heban są dla mnie ogromnie pozytywnym zaskoczeniem, tajemnicze, mroczne i nieprzewidywalne, z niezapomnianą atmosferą i charakterystycznym, porywającym stylem pisania Salli Simukki. Po tę książkę naprawdę warto sięgnąć (nie trzeba znać wydarzeń z dwóch poprzednich tomów)!
Po zakończeniu lektury jestem jednocześnie zszokowana i zakochana jednocześnie. To niesamowite, jak autorka zgrabnie operuje niedopowiedzeniami i tajemnicami, doprowadzając nas do białej gorączki, kiedy wyciąga kolejne asy z rękawa, a napięcie sięga zenitu. Po raz pierwszy nieustraszona Lumikki zostaje zaszczuta, nie potrafi poradzić sobie z trudną sytuacją, w której się znalazła za sprawą psychologicznych gierek prześladowcy, a to sprawia, że czytelnik, który widział zawsze główną bohaterkę opanowaną, zaczyna odczuwać coraz większy niepokój. Dostawałam ciarek przy każdej wysyłanej przez szalonego wielbiciela wiadomości, nie mogąc się doczekać rozwiązania zagadki. Autorce udało się zupełnie zbić mnie z tropu, a z powodu zaskoczenia szczęka opadła mi chyba aż do podłogi. Salla Simukka dopracowała fabułę w każdym najdrobniejszym szczególe, a ja mogę Was zapewnić, że nikt z Was nie spodziewa się tego, co przyszykowała na wielki finał.
Najbardziej żałuję, że Czarne jak heban to tak krótka książka, bo w tym momencie po głowie krążą mi tylko dwa słowa: chcę więcej! To było coś niesamowitego, poruszającego i uderzającego do głowy, a jak na złość ta część trylogii jest najkrótsza, liczy sobie zaledwie 189 stron. Stąd moje pytanie: jak żyć? Czarne jak heban są dla mnie ogromnie pozytywnym zaskoczeniem, tajemnicze, mroczne i nieprzewidywalne, z niezapomnianą atmosferą i charakterystycznym, porywającym stylem pisania Salli Simukki. Po tę książkę naprawdę warto sięgnąć (nie trzeba znać wydarzeń z dwóch poprzednich tomów)!
8/10