K-drama: Hwarang

15:15

Historyczne dramy koreańskie, czyli sageuki, są moimi ulubionymi. Zaczęło się oczywiście od Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo, które urzekło mnie nie tylko pięknym, łamiącym serce romansem, ale także krwawą walkę o władzę w pałacu i dworskimi intrygami, zakochałam się w czasach Goryeo, pięknych strojach i ogólnie klimacie dramy historycznej. Potem przyszedł czas na Cesarzową Ki, którą bardzo polubiłam (choć na razie utknęłam na 22 odcinku, bo pojawił się pewien motyw, którego nie znoszę, ale absolutnie nie jest to wina tej dramy) oraz na Queen for Seven Days – na razie widziałam tylko 6 odcinków, bo serial jest obecnie emitowany, jednak już mogę powiedzieć, że prawdopodobnie będzie to jedna z moich ulubionych produkcji, bo udało jej się mnie doprowadzić do łez tylko pierwszymi trzema minutami. Dlatego do Hwarang podchodziłam z wielkimi nadziejami, przekonana, że żaden sageuk nie będzie w stanie mnie zawieść... 

Tytułowi Hwarang to dosłownie kwietni rycerze – była to grupa pięknych, młodych mężczyzn wprawionych zarówno w sztukach walki, jak i sztukach pięknych, którzy rzeczywiście istnieli w starożytnym państwie Silla. W dramie grupa dopiero powstaje na rozkaz królowej-matki Ji So, młodzi arystokraci pochodzący z rodzin ministrów mają pomóc królowej w podporządkowaniu sobie Rady Królewskiej, będąc jej zakładnikami, ale także mają być czymś w rodzaju żywej tarczy dla jej syna, Sam Maek Jonga, czyli prawowitego króla Jinheunga. Monarchini jednak nie chce oddać mu władzy i ukrywa go przed całym światem – ujrzenie twarzy Jinheunga oznacza śmierć. W ten właśnie sposób ginie najlepszy przyjaciel głównego bohatera, który przejmuje po nim tożsamość, aby zemścić się na królu bez twarzy. Jako Sun Woo staje się synem medyka o szlacheckim pochodzeniu i starszym bratem Ah Ro, którą poprzysiągł chronić za wszelką cenę. Sun Woo zostaje wcielony do Hwarangów przez królową-matkę, ale z racji swojego pochodzenia półkrwi zostaje wyrzutkiem, podobnie jak Jinheung, który podaje się za Ji Dwi, ukrywając fakt, że jest królem.


Po oglądnięciu Hwarang mam mnóstwo myśli w głowie, którymi chciałabym się z wami podzielić, bo ten serial jest jednocześnie absurdalnie okropny i wspaniale odmóżdżający. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć: to nie jest dobra drama. Słaba główna bohaterka, beznadziejny, pozbawiony jakiejkolwiek chemii romans, właściwie zero akcji, fabuła na szczęście przez większość czasu trzyma się kupy, lecz niewiele się dzieje, a oprócz ładnych strojów niemal nic nie wskazuje na to, że to drama historyczna. Choć Hwarang mają bliskie stosunki z dworem, a wśród nich znajduje się nawet król, to możecie zapomnieć o skomplikowanych pałacowych intrygach, walka o przejęcie tronu też nie była zbyt pasjonująca i niewiele elementów faktycznie wzbudziło we mnie jakieś głębsze emocje (chociaż dwa momenty wycisnęły ze mnie łzy). Jeżeli spodziewaliście się typowego, rozdzierającego serce sageuka to wyrzućcie z głowy podobne oczekiwania, bowiem Hwarang to serial, który nie wymaga udziału szarych komórek podczas oglądania – łatwa, przyjemna rozrywka z mnóstwem przystojnych aktorów mających cieszyć oko widza swoją aparycją. Momentami ja sama zastanawiałam się, jak to się dzieje, że wciąż oglądam ten serial, ale trzeba przyznać, że przynajmniej trzyma w miarę równy poziom od początku do końca i potrafi być wciągający. 


Powiem otwarcie – bromance ratuje ten serial. I'm here for it. Między piątką, w porywach szóstką, pięknych panów dochodzi do różnego rodzaju interakcji i uwielbiałam oglądać, kiedy się ze sobą kłócili, walczyli, drażnili, a jednocześnie stawali za sobą murem mimo dzielących ich różnic. Sun Woo, Ji Dwi, Soo Ho, Ban Ryu, Yeo Wool i Han Sung razem to moje życie. Jak w każdej grupie pojawiały się między nimi napięcia, ale to, jak wraz z kolejnymi odcinkami coraz bardziej otwierali się na siebie, starając się sobie nawzajem zaufać, było cudowne. Chyba nigdy nie oglądałam serialu, w którym bromance tak bardzo by mi się podobał, a już na pewno nie takiego, w którym przebiłby główny wątek romantyczny, który był mdły, niekomfortowy i po prostu beznadziejny. Zero iskrzenia między Ah Ro i Sun Woo (nawet jeśli wzdychałam do jego słodkich tekstów), w dodatku mimo iż okazało się, że nie są rodzeństwem i byli w sobie zakochani, Ah Ro wciąż nazywała go bratem, co dla mnie byłoby co najmniej niezręczne. Po prostu nie widzę tej dwójki razem, chyba zupełnie przegapiłam tę ich "miłość" na ekranie i nie ma to nawet związku z tym, że cierpię na Second Lead Syndrome, bo Ji Dwi/król Jinheung jest genialny. Romansową stronę Hwarang ratuje słodka relacja Ban Ryu i Soo Yeon, oparta na schemacie Romeo i Julii z tą różnicą, że nikt nie umiera (w ogóle w tej dramie coś mało śmierci, aż zaskoczona jestem), a oni we dwójkę byli naprawdę uroczy. Na wyróżnienie zasługuje także braterska więź Han Sunga i Dan Se, to chyba mój ulubiony wątek z całego serialu i strasznie żałuję, że tak rzadko pojawiali się na ekranie, a zakończenie ich linii fabularnej... Nie, po prostu nie. Cierpię bardzo.


Scenariusz jest najsłabszym punktem Hwarang i to aż boli. Dwa pierwsze odcinki były prawdziwą męką, potem fabuła wcale jakoś specjalnie nie przyspieszyła, nabrała nieco prędkości dopiero w połowie, choć dalej to nie był poziom, jakiego oczekiwałabym od historycznej dramy. Tak naprawdę coś zaczyna się dziać dopiero w dwóch ostatnich odcinkach, gdzie pojawiło się więcej intryg w walce o koronę, ale uważam, że wszystko poszło naszym bohaterom zbyt gładko, wręcz bezproblemowo i jakoś tak... mało ekscytująco. Sporo wątków nie zostało dociągniętych do końca albo nie zostały wyjaśnione, jak choćby dziwne omdlenia Sun Woo czy kwestia zostania Hwa Won przez Ah Ro. Z jednej strony cieszę się, że przynajmniej na koniec scenarzystka się obudziła i dodała nieco akcji, ale z drugiej nastąpiło to zbyt późno i zostało nagle ucięte, byłam wręcz zaskoczona, że to już koniec. Ogólnie Hwarang mija na różnych treningach i zadaniach, co jakiś czas w roli głównego, czarnego charakteru pojawia się pazerna królowa-regentka, która nie chce ustąpić, do tego nijaki romans i niekończące się dramaty o brzemieniu przejmowania władzy w państwie. Jak na rycerzy Hwarang walczyli wyjątkowo mało. To raczej komedia dla nastolatków z elementami coming of age i jedynie kostiumy sugerują inne czasy. 


Jeszcze trochę ponarzekam sobie na bohaterów, bo o ile w pierwszych odcinkach Ah Ro zapowiadała się na ciekawą bohaterkę jako początkujący medyk oraz bajarz skupiający wokół siebie mnóstwo osób podczas opowiadania miłosnych historii. Wydawało się, że będzie niezależna i z ikrą, lecz szybko wpadła w rolę damy w opałach, którą ciągle trzeba ratować i w każdym odcinku płakała co najmniej trzy razy, to cud, że aktorka nie odwodniła się podczas kręcenia dramy z powodu tego potoku łez. Postać Ah Ro była niedorzeczna i po prostu słaba, niczego nie wniosła do fabuły oprócz irytacji i ciągłego narażania Sun Woo na utratę życia. Brakowało mi także rozwoju postaci, ale ten zarzut nie tyczy się jedynie Ah Ro, a całej grupy, jedynie Sun Woo przechodzi jakąś przemianę, choć pod sam koniec stracił nieco charakter. Cała ta drama obrała bardzo dziwną ścieżkę i nie można było przewidzieć, w jakim kierunku podąży, bo wyglądało to trochę tak, jakby sama scenarzystka nad tym nie panowała. Ogólnie Hwarang jest serialem niewymagającym, prostym w odbiorze i zapewniającym odpowiednią dozę rozrywki. Ja trafiłam na tę popularną dramę w odpowiednim momencie, gdy właśnie potrzebowałam podobnej nieskomplikowanej historii, która po prostu zajęłaby mój czas i może dlatego nie potrafię powiedzieć, że ten serial mi się nie podobał. Był w miarę wciągający, pojawiło się kilka naprawdę uroczych momentów, a bromance między Ji Dwi i Sun Woo czy Ban Ryu i Soo Ho był cudowny. Jeżeli podejdziecie do Hwarang bez większych oczekiwań, powinniście się w miarę dobrze bawić. Ale czy polecam tę dramę? Niekoniecznie. 

You Might Also Like

0 KOMENTARZY

Witaj drogi Czytelniku!
Każde Twoje słowo sprawi mi wiele radości, niezależnie czy są to słowa pochwały, krytyki, obietnica przeczytania recenzowanej książki w przyszłości - wszystko wywoła na mojej twarzy geekowaty uśmiech.

Google+ Followers