Pieśń Dawida, czyli oda płynąca z głębi serca

16:55

Prawo Mojżesza całkowicie mnie zauroczyło. Nie spodziewałam się tak wspaniałej historii, ale okazuje się, że choć powieści Amy Harmon wyglądają niepozornie, potrafią wchłonąć czytelnika. Po raz kolejny spodziewałam się czegoś, a otrzymałam coś zupełnie innego. Może Pieśń Dawida nie utrzymała poziomu pierwszej części, ale zaskoczyła mnie i warto się z nią zapoznać.  

Dawid Taggert zniknął.
Wydawało się, że pełen energii młodzieniec, który większość życia spędził imprezując, wszczynając bójki, pijąc alkohol i podróżując po całym świecie, w końcu odnalazł nieoczekiwany spokój i znalazł swoje miejsce na ziemi u boku pięknej, niewidomej Millie. Dzięki dziewczynie wyciszył się i zrozumiał, co jest dla niego najważniejsze w życiu, w końcu czuł się akceptowany oraz bezpieczny. Aż pewnego dnia sprzedał mieszkanie, zrzekł się praw do swojej marki, zabrał samochód i wyjechał bez słowa pożegnania, bez wskazówki, gdzie go szukać. Zostawił jedynie kasety, na których zwierza się Millie ze wszystkiego, czego nie zdążył jej powiedzieć.

Pieśń Dawida została napisana w zupełnie inny sposób niż pierwszy tom. Retrospekcje przeplatają się z czasem rzeczywistym, naprzemiennie słuchamy Taga, który nagrał na taśmach opowieść o jego znajomości z Millie i śledzimy teraźniejsze wydarzenia z punktu widzenia Mojżesza, który próbuje zrozumieć, co się dzieje z jego zaginionym przyjacielem. Może z tego powodu trudniej było mi się zżyć z bohaterami tej historii i momentami odczuwałam niedosyt – skoro już Mojżesz pojawił się w książce jako jeden z narratorów, chciałam poznać więcej szczegółów z jego życia z Georgią, tymczasem musiałam zadowolić się okruchami wplatanymi między historię znajomości Dawida i Millie, która niespecjalnie mnie porwała. Ich miłość była bardzo subtelna i słodka, a ja niespecjalnie przepadam za tak banalnym przedstawieniem uczucia, jakim jest miłość, która przecież ma wiele kolorów, w tym także tych mrocznych. 

Millie była dla mnie zbyt wyidealizowana. Za jej pomocą Amy Harmon poruszyła ważny problem – rzadko się zdarza, by osoba niewidoma grała tak dużą rolę w fabule i autorka wyraźnie starała się pokazać czytelnikowi, że powinien nauczyć się traktować osoby niepełnosprawne na równi, bo w niczym nie są gorsi od osób pełnosprawnych. Millie była niezależna i świetnie radziła sobie z trudnościami, jakie stawały na jej drodze z powodu ślepoty, jednak była doskonała pod każdym względem i to uczyniło z niej postać bezbarwną. Nie tylko inteligentna i wygadana, ale także pełna empatii, akceptacji dla swojego losu, cierpliwa, nigdy się nie denerwowała. Oraz, oczywiście, była przepiękna, ze wspaniałym, wysportowanym ciałem i delikatną twarzyczką. Trochę żałuję, że Amy Harmon postanowiła z niej zrobić Mary Sue, zwłaszcza pod względem wyglądu, bo ciekawie byłoby obserwować jak Tag, niepoprawny podrywacz i wielbiciel damskich wdzięków, zakochuje się w kimś, kto odbiega od standardowych kanonów piękna, ale i tak w pierwszej kolejności urzeka go swoim charakterem, nie wyglądem. Takie przełamanie było według mnie potrzebne, może wtedy inaczej spojrzałabym na Millie, która jak dla mnie była strasznie jednowymiarowa. Taggert z kolei był niesamowicie intrygujący w Prawie Mojżesza, a w Pieśni Dawida odkrywamy jego zupełnie nowe, dojrzalsze oblicze. Dawid zdecydowanie miał swoje momenty, ale chyba jednak wolałam go w poprzednim tomie, gdy był dziki i nieobliczalny, posiadał tę iskrę szaleństwa czającą się pod płaszczykiem względnego spokoju.

Podczas gdy Prawo Mojżesza było dramatyczną, pełną niespodziewanych zwrotów akcji i gwałtownych emocji, fascynującą lekturą, Pieśń Dawida jest zdecydowanie subtelniejszą, cieplejszą i spokojniejszą powieścią. Trudno porównywać ze sobą te dwie części, ponieważ mają nie tylko zupełnie różną formę, ale także inny rytm oraz ogólny wydźwięk. Prawo Mojżesza było dysonansem, a Pieśń Dawida bardziej przypomina harmonijną odę. Ja osobiście przepadłam dla historii przedstawionej w pierwszym tomie, jednak powieść przedstawiająca losy Taga oraz Millie również może wiele nauczyć – choćby tego, że słowo wojownik ma wiele znaczeń, a największa walka to ta, którą trzeba stoczyć z samym sobą. Można z tej historii wiele wynieść, chociaż skupia się głównie na rozwoju delikatnej, romantycznej relacji. Może właśnie brak pogłębienia i rozwoju pozostałych wątków oraz zupełnie inny klimat powieści sprawił, że Pieśń Dawida nie zauroczyła mnie tak mocno tak poprzedni tom, ale epilog? Dosłownie mną wstrząsnął.


Duologia Prawo Mojżesza 
Prawo Mojżesza // Pieśń Dawida 

Za możliwość przeczytania Pieśni Dawida serdecznie dziękuję Wydawnictwu EditioRed (Helion)!

You Might Also Like

0 KOMENTARZY

Witaj drogi Czytelniku!
Każde Twoje słowo sprawi mi wiele radości, niezależnie czy są to słowa pochwały, krytyki, obietnica przeczytania recenzowanej książki w przyszłości - wszystko wywoła na mojej twarzy geekowaty uśmiech.

Google+ Followers