Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo Mojżesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo Mojżesza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

Pieśń Dawida, czyli oda płynąca z głębi serca

0
Prawo Mojżesza całkowicie mnie zauroczyło. Nie spodziewałam się tak wspaniałej historii, ale okazuje się, że choć powieści Amy Harmon wyglądają niepozornie, potrafią wchłonąć czytelnika. Po raz kolejny spodziewałam się czegoś, a otrzymałam coś zupełnie innego. Może Pieśń Dawida nie utrzymała poziomu pierwszej części, ale zaskoczyła mnie i warto się z nią zapoznać.  

Dawid Taggert zniknął.
Wydawało się, że pełen energii młodzieniec, który większość życia spędził imprezując, wszczynając bójki, pijąc alkohol i podróżując po całym świecie, w końcu odnalazł nieoczekiwany spokój i znalazł swoje miejsce na ziemi u boku pięknej, niewidomej Millie. Dzięki dziewczynie wyciszył się i zrozumiał, co jest dla niego najważniejsze w życiu, w końcu czuł się akceptowany oraz bezpieczny. Aż pewnego dnia sprzedał mieszkanie, zrzekł się praw do swojej marki, zabrał samochód i wyjechał bez słowa pożegnania, bez wskazówki, gdzie go szukać. Zostawił jedynie kasety, na których zwierza się Millie ze wszystkiego, czego nie zdążył jej powiedzieć.

Pieśń Dawida została napisana w zupełnie inny sposób niż pierwszy tom. Retrospekcje przeplatają się z czasem rzeczywistym, naprzemiennie słuchamy Taga, który nagrał na taśmach opowieść o jego znajomości z Millie i śledzimy teraźniejsze wydarzenia z punktu widzenia Mojżesza, który próbuje zrozumieć, co się dzieje z jego zaginionym przyjacielem. Może z tego powodu trudniej było mi się zżyć z bohaterami tej historii i momentami odczuwałam niedosyt – skoro już Mojżesz pojawił się w książce jako jeden z narratorów, chciałam poznać więcej szczegółów z jego życia z Georgią, tymczasem musiałam zadowolić się okruchami wplatanymi między historię znajomości Dawida i Millie, która niespecjalnie mnie porwała. Ich miłość była bardzo subtelna i słodka, a ja niespecjalnie przepadam za tak banalnym przedstawieniem uczucia, jakim jest miłość, która przecież ma wiele kolorów, w tym także tych mrocznych. 

Millie była dla mnie zbyt wyidealizowana. Za jej pomocą Amy Harmon poruszyła ważny problem – rzadko się zdarza, by osoba niewidoma grała tak dużą rolę w fabule i autorka wyraźnie starała się pokazać czytelnikowi, że powinien nauczyć się traktować osoby niepełnosprawne na równi, bo w niczym nie są gorsi od osób pełnosprawnych. Millie była niezależna i świetnie radziła sobie z trudnościami, jakie stawały na jej drodze z powodu ślepoty, jednak była doskonała pod każdym względem i to uczyniło z niej postać bezbarwną. Nie tylko inteligentna i wygadana, ale także pełna empatii, akceptacji dla swojego losu, cierpliwa, nigdy się nie denerwowała. Oraz, oczywiście, była przepiękna, ze wspaniałym, wysportowanym ciałem i delikatną twarzyczką. Trochę żałuję, że Amy Harmon postanowiła z niej zrobić Mary Sue, zwłaszcza pod względem wyglądu, bo ciekawie byłoby obserwować jak Tag, niepoprawny podrywacz i wielbiciel damskich wdzięków, zakochuje się w kimś, kto odbiega od standardowych kanonów piękna, ale i tak w pierwszej kolejności urzeka go swoim charakterem, nie wyglądem. Takie przełamanie było według mnie potrzebne, może wtedy inaczej spojrzałabym na Millie, która jak dla mnie była strasznie jednowymiarowa. Taggert z kolei był niesamowicie intrygujący w Prawie Mojżesza, a w Pieśni Dawida odkrywamy jego zupełnie nowe, dojrzalsze oblicze. Dawid zdecydowanie miał swoje momenty, ale chyba jednak wolałam go w poprzednim tomie, gdy był dziki i nieobliczalny, posiadał tę iskrę szaleństwa czającą się pod płaszczykiem względnego spokoju.

Podczas gdy Prawo Mojżesza było dramatyczną, pełną niespodziewanych zwrotów akcji i gwałtownych emocji, fascynującą lekturą, Pieśń Dawida jest zdecydowanie subtelniejszą, cieplejszą i spokojniejszą powieścią. Trudno porównywać ze sobą te dwie części, ponieważ mają nie tylko zupełnie różną formę, ale także inny rytm oraz ogólny wydźwięk. Prawo Mojżesza było dysonansem, a Pieśń Dawida bardziej przypomina harmonijną odę. Ja osobiście przepadłam dla historii przedstawionej w pierwszym tomie, jednak powieść przedstawiająca losy Taga oraz Millie również może wiele nauczyć – choćby tego, że słowo wojownik ma wiele znaczeń, a największa walka to ta, którą trzeba stoczyć z samym sobą. Można z tej historii wiele wynieść, chociaż skupia się głównie na rozwoju delikatnej, romantycznej relacji. Może właśnie brak pogłębienia i rozwoju pozostałych wątków oraz zupełnie inny klimat powieści sprawił, że Pieśń Dawida nie zauroczyła mnie tak mocno tak poprzedni tom, ale epilog? Dosłownie mną wstrząsnął.

★★★★★★☆☆☆☆

Duologia Prawo Mojżesza 
Prawo Mojżesza // Pieśń Dawida 

Za możliwość przeczytania Pieśni Dawida serdecznie dziękuję Wydawnictwu EditioRed (Helion)!
Czytaj dalej »

niedziela, 11 września 2016

Prawo Mojżesza, czyli szaleństwo artysty i prostolinijna miłość kowbojki

17
Prawo Mojżesza to niepozorna powieść i bardzo łatwo byłoby przejść koło niej bez zwracania na nią uwagi. Okładka ładna, ale niespecjalnie przyciągająca wzrok, tytuł jest mylący, a opis sugeruje raczej zwyczajną historię jakich na rynku romansowym wiele. Tajemniczy, skrzywdzony chłopak i małomiasteczkowa dziewczyna zafascynowana jego historią? Pomyślisz sobie, że to już było. Pewnie masz rację, ale śmiem wątpić, by istniała książka podobna do Prawa Mojżesza. Bo to, co znajdziemy w środku, jest po prostu niesamowite. 

Znaleziono go w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Miał zaledwie kilka godzin i był bliski śmierci. Jego matka, młoda narkomanka, porzuciła go zaraz po narodzinach. Zmarła zresztą kilka dni później. Mojżesz przeżył — dziecko z problemami, z którego wyrósł chłopak z problemami. Był urodziwy i egzotyczny, niespokojny, mroczny i milczący. Samotny. Budził lęk i ciekawość.
I oto któregoś lipcowego dnia osiemnastoletni Mojżesz zjawił się na farmie rodziców niespełna siedemnastoletniej Georgii. Miał pomagać w codziennych zajęciach. Był pracowity i energiczny, ale też oschły i nieprzenikniony. Fascynujący i przerażający. Georgia, wbrew ostrzeżeniom i zakazom, zbliżyła się do niego... I zaczęła tonąć.
Opis LubimyCzytac

Prawo Mojżesza niezwykle pozytywnie mnie zaskoczyło. Początkowo odpychał mnie tytuł, który sugerował zupełnie inną zawartość książki. Potem przeczytałam opis i sądziłam, że będę miała do czynienia z lekką, przyjemną lekturą, która pozwoli mi mile spędzić kilka godzin i dość szybko o niej zapomnę. Jak bardzo się myliłam! Prawo Mojżesza posiada niezwykłą głębię, świetnie zarysowanych bohaterów z krwi i kości, dość zaskakujący przebieg wydarzeń. Przez to wszystko trudno było mi się od tej powieści oderwać! Po prostu czułam potrzebę, by już, zaraz, natychmiast dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy Georgii i Mojżesza, ale jednocześnie chciałam w pełni rozkoszować się lekturą, która mimo że należy do New Adult i czerpie z pewnych schematów, jest niezwykle świeża i zadziwiająca. 

To, co chyba najbardziej zachwyciło mnie w tej książce, to sposób przedstawienia sztuki. Jestem świadoma tego, że wątek artystyczny bardzo często występuje w powieściach New Adult, jednak Amy Harmon przedstawiła malarstwo w niezwykle oryginalny i jednocześnie niepokojący sposób. Po raz pierwszy spotkałam się z uchwyceniem artysty nie tylko jako geniusza, ale także jako szaleńca, podczas gdy malarstwo było bardziej przekleństwem niż cudownym darem od losu. Tworzone przez Mojżesza dzieła były jednocześnie piękne i przerażające, wypełnione nadzieją oraz nieprzeniknionym mrokiem, przyczyniające się do cierpienia i niosące ulgę. Chaos przeplatany z subtelnością, artyzm z drapieżnością i gniewem. Gorączkowo pochłaniałam opisy talentu Mojżesza i nie mogłam przestać zachwycać się tym wątkiem, który w wykonaniu Amy Harmon nabrał ogromnej głębi oraz dziwnej autentyczności. Obrazy mężczyzny były wyzwalające i złowrogie, a ja w stu procentach napawałam się tą niepokojącą, tajemniczą aurą unoszącą się wokół pękniętego geniusza, szalonego artysty.

Na uwagę zasługują także bohaterowie, bo wyrwali się z ram charakterystycznych dla tego gatunku. Georgia nie jest kolejną damą w opałach, która czeka, aż to mężczyzna pierwszy wykona ruch; bierze swój los we własne ręce i nie boi się ryzykować, mimo że może się przez to sparzyć. Jest zdeterminowana oraz impulsywna, charakteryzuje się jednak kruchością, którą potrafi w niej dostrzec jedynie Mojżesz. Na początku książki Georgia jest radosną, trochę naiwną dziewczyną, a potem przekształca się w młodą kobietę, która zaznała goryczy życia, ale wciąż kurczowo trzyma się tych dobrych rzeczy. Mojżesz, mimo że nieokiełznany i odpychający, nie jest do bólu płytkim przykładem tajemniczego twardziela. Ta jego intensywność oraz dzikość potrafią zafascynować, ale on skrywa o wiele, wiele więcej. Jest po prostu niesamowity, pełnokrwisty, porywający.

Amy Harmon stworzyła nie tylko romans obsadzony w realiach małomiasteczkowej społeczności ze skrzywdzonymi, borykającymi się z demonami przeszłości bohaterami, ale również historię, która podstępem zagnieździ się w twoim sercu i sprawi, że trudno będzie ci przejść obok niej obojętnie. Prawo Mojżesza to niebanalna opowieść o życiu i śmierci, o gniewie oraz odkupieniu, o odrzuceniu i przebaczeniu. Nie spodziewałam się tego, co otrzymałam, a dostałam wielowymiarowe postaci, intensywną, zaskakującą fabułę, oprócz emocjonalnych kwestii poruszającą także problem rasizmu czy małomiasteczkowej mentalności. Na zakończenie dodam, że nawet przeciwnicy powieści obyczajowych powinni dać tej książce szansę, bo w postać Mojżesza został wpleciony element nadnaturalny. Ja sama gorąco polecam wam tę powieść, bo okazała się być dużo lepsza, niż początkowo przewidywałam i po prostu nie mogłam się od niej oderwać.

★★★★★★★☆☆☆

Duologia Prawo Mojżesza:
Prawo Mojżesza // Pieśń Dawida

Za możliwość przeczytania Prawa Mojżesza serdecznie dziękuję Wydawnictwu EditioRed (Helion)!
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia