Miłosne trójkąty, czyli za co je jednocześnie kochamy i nienawidzimy

14:30

Miłosne trójkąty na stałe zagościły w książkach young adult. Niemal każdy na nie narzeka, jednak jak naprawdę z tymi miłosnymi trójkątami bywa? Ja, Wasza odważna, niezrównana i wspaniała Geek Girl postanowiłam narazić na szwank swoje zdrowie psychiczne, aby przedstawić Wam wyniki moich badań na blogu. Uwierzcie mi, łatwo nie było, ale czego nie robi się dla czytelników? Doceńcie to. 

Typ pierwszy: miłości aż do porzygu 
Jest to prawdopodobnie najbardziej irytujący typ trójkąta miłosnego, który sprawia, że czytelnik ma ochotę wyć z frustracji, zwłaszcza że coś takiego potrafi zniszczyć nawet najlepszą książkę. Najczęściej ten trójkąt miłosny objawia się nieskończonymi rozterkami głównej bohaterki, która nie ma pojęcia, jakiego pana powinna wybrać. Na zmianę robi nadzieję to jednemu, to drugiemu, mizdrząc się do nich niczym pusta lala, a oni właściwie nie mają nic przeciwko temu i tylko bardziej zabiegają o jej względy. Z tego pseudowątku romantycznego, który od początku był chybiony, robi się farsa mogąca się ciągnąć przez wszystkie trzy tomy (a nawet pięć, o zgrozo!). Nikt nie dostrzega w sobie wad, nikt nie jest zniesmaczony podobną sytuacją, a nasza bohaterka potrafi jedynie naprzemiennie myśleć o zaletach to jednego, to drugiego chłopca. Nawet wtedy, gdy już teoretycznie wybrała, bo w praktyce może się okazać, że jeszcze kilka razy zmieni zdanie. Podobny typ trójkąta miłosnego nie prowadzi do niczego dobrego, bo czytelnicy z coraz większą niechęcią spoglądają na dziewczynę i jej wybranków, a przez to także na całą książkę, która zamiast nieść ze sobą coś więcej, na co wskazywał opis, staje się banalną historią o nastoletniej, sztucznej, wręcz tandetnej miłości.
Przykłady: seria Wodospady Cienia C. C. Hunter, Selekcja Kiery Cass

Typ drugi: ja cię kocham, a ty śpisz
Jest to nieco mniej irytujący typ, ale wciąż potrafi mocno działać na nerwy. Nasze bohaterki tłamszą uczucia w sobie, a ich wybranek nie ma pojęcia o ich emocjonalnych rozterkach. Jednocześnie może to również dotyczyć najlepszego przyjaciela głównej bohaterki, który jest w niej zakochany od dawna, a ona albo faktycznie była zbyt głupia, by się w tym wszystkim połapać, albo wolała udawać, że tego nie widzi i zamknąć biednego chłopaka we friendzone na wieki wieków. Ostateczny bilans jest taki, że mamy dużo niespełnionej miłości, która prowadzi do całej listy przygnębiających przemyśleń sprawiających, że naszym największym marzeniem jest rzucenie książką o ścianę. Na szczęście nie budzi to w nas odruchu wymiotnego, a jedynie ogromne emocje, które w większości wypadków są pożądane. Jedni uwielbiają, inni gardzą, jednak zdecydowanie potrafi on doprowadzić człowieka do frustracji.
Przykłady: Cień i kość Leigh Bardugo, Miasto Kości Cassandra Clare

Typ trzeci: zapychanie dziur
Są książki, które zapowiadały się naprawdę dobrze. Ładna okładka, intrygujący opis, nawet wstęp wydaje się być w miarę okej. Myślicie sobie: ta książka może być świetna! Jednak po kilkudziesięciu stronach okazuje się, że fabuła się nie klei, ogólnie coś nie gra, brakuje logiki i przemyślenia. Może autor zdaje sobie z tego sprawę, może ktoś inny podsuwa mu tę myśl, trudno powiedzieć. Oczywistym jednak się staje, że trzeba czytelnika zachęcić do dalszego kontynuowania przygody z powieścią, a czym można zamaskować niedoskonałości i brak pomysłu na kolejne rozdziały? To chyba jasne - miłosnym trójkącikiem! Rozterki głównej bohaterki i jej rozwodzenie się nad dwoma panami wydaje się być idealnym rozwiązaniem, które zapcha fabularne dziury i zajmie czymś czytelnika na tyle, by nie zauważył wad książki, które przez cały czas się mnożą. Ponieważ trójkącik został zlepiony na szybko, bohaterowie w nim uczestniczący są nudni i, tak jak reszta książki, nic nie trzyma się w nim kupy. Brak jakiejkolwiek logiki w rozwoju owego trójkącika jest namacalny i każdy czytelnik z łatwością się domyśla, że miało być to koło ratunkowe. No cóż, skucha.
Przykłady: Między teraz a wiecznością Marie Lucas, Plaga samobójców Suzanne Young (bo o ile fabuła ma sens, o tyle sam trójkąt to beznadziejny zapychacz dziur)

Typ czwarty: nieuświadomiona
Główna bohaterka jest nieodwracalnie zakochana w pewnym chłopaku, ale przed całym światem udaje, że tak nie jest, bo... właściwie nie wiadomo dlaczego, jednak uparcie się tego trzyma. I aby utwierdzić siebie oraz innych w przekonaniu, że absolutnie nic nie czuje do swojego oczywistego obiektu westchnień, rzuca się w ramiona pierwszemu lepszemu facetowi, który okazuje się być przy okazji mdłym, irytującym bohaterem. Brzmi znajomo? Nasi biedni panowie robią wszystko, żeby pokazać jej, jak wielki błąd popełnia i są przy tym tak słodcy, tak kochani, po prostu tak wspaniali, że wszystkie czytelniczki mdleją z zachwytu nad nimi, rozpływają się nad ich czynami, a główne bohaterki, no cóż, pozostają niewzruszone i uparcie trzymają z tym nudnym i nieciekawym. Obudzenie w nas chęci mordu gwarantowane. Trudno zrozumieć, czym tak naprawdę kierują się nasze heroiny, skoro mają przed sobą tak cudownego chłopaka, a wybierają beznadziejnego bohatera, w dodatku usprawiedliwiając się co kilka stron i przekonując samą siebie, że jest z tym właściwym, chociaż wszyscy, łącznie z nią, wiedzą, że to kłamstwo!
Przykłady: seria Lux Jennifer L. Armentrout, Dotyk Julii Tahereh Mafi, Czerwona królowa Victoria Aveyard

Podsumowując:
Z moich badań wynika, że trudno przejść obojętnie obok jakiegokolwiek typu trójkąta miłosnego. Może on nas zachwycać lub wręcz przeciwnie, wzbudzać w nas ogromną niechęć (przy czym to drugie jest zdecydowanie bardziej rozpowszechnionym zjawiskiem), ale zawsze są to jakieś emocje. A przecież my, mole książkowe, kochamy wszystko, co wzbudza w nas gwałtowne uczucia.
Chociaż nie, jednak nie. NIECH KTOŚ POWIE AUTOROM, ŻE JEDEN CUDOWNY FACET WYSTARCZY.
To teraz czas na Wasze badania. Powiedzcie mi, jaki typ miłosnych trójkątów jest dla Was najbardziej denerwujący? Zapomniałam o jakimś rodzaju? W ogóle znacie naprawdę intrygujący, dobrze napisany miłosny trójkąt? 

Podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach, bo jestem naprawdę ciekawa, co sądzicie o manii tworzenia trójkątów romantycznych przez autorów.

You Might Also Like

36 KOMENTARZY

  1. Hah! Wszystkie są wkurzające, ale najbardziej, to chyba typ pierwszy i drugi. Tekst jak zwykle śmieszny i przezabawny!

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie kocham Cię za ten post :D
    Najgorszy jest typ, w którym przez 99,9% książki główna bohaterka rozmyśla kogo wybrać - a jak jest z jednym to robi maślane oczy do drugiego - i na odwrót :_:
    Ściskam moją Geek Girl :3
    Szarlotka xD
    my-life-in-bookland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Najgorszy typ to chyba ten pierwszy. Bohaterka, która non stop rozmyśla nad tym, którego ma wybrać, cały czas nie może się zdecydować i co chwilę zmienia zdanie... Ugh. "Rywalki" to dla mnie koronny przykład takiego trójkąta (najgorzej było w "Elicie"!). Tyle rozterek, tyle dramatów, a przecież i tak od początku można było się domyślić, jak to się skończy.

    OdpowiedzUsuń
  4. ŚWIĘTA PRAWDA! Genialny post. Nic dodać, nic ująć:)
    http://www.lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam lubię trójkąty miłosne wtedy, gdy są odpowiednio zbudowane. Co za dużo, to nie zdrowo, więc wszystkie te uczucia trzeba wyważyć. Najbardziej irytują nie trójkąty, w których bohaterka nie zmienia obiekt westchnień co kilka rozdziałów, nie wiedząc, którego wybrać :/ Albo gdy wybiera chłopaka, którego nie lubię XD


    Pozdrawiam :*
    ksiazki-mitchelii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny post, aczkolwiek trójkąt miłosny w Pladze bardzo mi się podobał. W ogóle nie poszedł w żadną opisaną przez Ciebie stronę i wyglądał inaczej. Tak czy siak tego elementu w książkach (i nie tylko) jest zdecydowanie za dużo. A może by tak pójść w drugą stronę? Dziewczyny, jeden chłopak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja bardzo nie lubię trójkąta miłosnego w Pladze. Postać Realma doprowadza mnie do szału, w ogóle go nie polubiłam, a tłumaczenia Sloane, że łączy ich jakaś "więź" zupełnie do mnie nie trafiają, bo nikt oprócz niej tej więzi nie widzi. Dla mnie ten trójkąt w Pladze jest zbyteczny i trochę właśnie zapycha dziury. Od początku wiadomo, że James to jedyny słuszny wybór i będzie ostateczny, więc całe to zamieszanie z Michaelem jest niepotrzebne. I naprawdę działało mi na nerwy ;)

      Usuń
  7. Zgadzam się z tobą, tylko..możesz mi wytłumaczyć, dlaczego pod typem nieuświadomiona jest Czerwona królowa? Byłabym wdzięczna:D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponieważ wpisywałam nazwy trylogii/serii, a jest to szczególnie widoczne w "Szklanym mieczu", który niedawno przeczytałam. Nie chcę za bardzo spoilerować, ale jest to dość szczególna sytuacja - według mnie Cal to idealny facet dla Mare. Jest wspaniały i każda kolejna strona w "Szklanym mieczu" tylko mnie w tym utwierdzała. A Mare wydawała się w ogóle tego nie dostrzegać, wzdychając wciąż do Mavena, wspominając jego piękne, niebieskie oczęta i usprawiedliwiając go cały czas. Właśnie dlatego wrzuciłam tę książkę do tej kategorii. Mam nadzieję, że chociaż trochę rozjaśniłam sytuację :) Musisz przeczytać "Szklany miecz" i wtedy sama się przekonasz, o czym mówię :)

      Usuń
    2. A no właśnie, bo w Czerwonej królowej jakoś tego nie zauważyłam. Jeśli naprawdę Mare taka jest w ,,Szklanym mieczu'' to kiepsko ;/ No cóż, zobaczymy :D

      Usuń
  8. Co do trójkąta miłosnego to prawda- tak mnie odstraszają te książki, że omijam szerokim łukiem!
    Buziaki,
    SilverMoon z bloga Books obsession

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja znam jeszcze jeden typ trójkąta - bohaterka myśli, że jej wielki ukochany zginął, umarł, uciekł, zniknął, z jakiś powodów nie ma go przy niej, więc wiążę się z nowym, a potem przeżywa dramat gdy jej pierwszy chłoptaś wraca do niej, zapewniając o swej wielkiej miłości. Wie, że tego pierwszego kocha bardziej, no ale nie może zranić uczuć tego drugiego. Zgroza. Słowem - trójkąciki miłosne to całkowite dno! Najgorsze są te "teamy" w stylu Gale czy Peeta, Edward czy Jacob, ten czy tamten. XD Idzie szału dostać! Dziewczyno, weź się zdecyduj i daj nam święty spokój! Pisarze jednak lubią znęcać się nad czytelnikami...
    Bardzo, bardzo fajny post. ^.^ Jak ja uwielbiam ten walentynkowy szał!
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, faktycznie, zupełnie zapomniałam o tym rodzaju trójkąta! Czy słusznie od razu skojarzyłam go z "Delirium"? ;) Ale chyba za bardzo zaspoilerowałabym opisem tego trójkąta osobom, które jeszcze tej trylogii nie czytały, więc chyba dobrze się złożyło, że o tym zapomniałam :)
      Tak, ja też uwielbiam ten okres! Tak bardzo, że gdy wszyscy inni publikują zestawienia swoich ulubionych powieści miłosnych, ja postanowiłam ponarzekać sobie na trójkąty romantyczne xD

      Usuń
    2. Haha, tak, właśnie o "Delirium" myślałam. ^.^ No i o "Klątwie tygrysa" - ta sama śpiewka, ten sam dramat. Ale może rzeczywiście wyszedłby zbyt wielki spojler, bo w sumie na tych trójkątach opiera się cała fabuła tych serii! xD

      Usuń
    3. "Delirium" jeszcze jest w porządku, ale "Klątwa tygrysa" to czarna rozpacz! W sumie to ciekawe, że te dwie książki niby mają dotykać różnych spraw, a można je sprowadzić do tego samego. Z tym, że w "Klątwie tygrysa" tych rozstań i powrotów było o wiele więcej, a do tego były bardziej irytujące, przynajmniej według mnie. W ogóle już niewiele z tej książki pamiętam, wszystkie cztery tomy połknęłam właściwie na raz, ale jakoś specjalnie za nimi nie przepadam. W ogóle całkiem o nich zapomniałam, a to chyba mówi najwięcej o tej serii ;)

      Usuń
  10. Miłość do porzygu - największe zło w tego typu książkach. Nie cierpię bohaterek latających od jednego do drugiego. No na miłość boską, jak można się tak zachowywać, robić nadzieję 2 chłopakom, po czym na końcu jednego zdeptać butem bo w końcu się księżniczka zdecydowała. Ale niestety było za późno, żeby odrzucony nie został ze złamanym sercem. No paranoja.
    Drugi typ, ja cię kocham a ty śpisz - osobiście w większości mi to nie przeszkadza. Ale niestety czasami autorzy nie radzą sobie z takim wątkiem i wychodzi, że bohaterka jest głucha, ślepa i zapatrzona w siebie.
    Z typem trzecim chyba się jeszcze nie spotkałam i mam nadzieję, że nie spotkałam. Chociaż mam ochotę na Plagę Samobójców, może odniosę inne wrażenie.
    Ty czwarty - rzeczywiście spotkałam się z takimi bohaterkami, ale nie na tyle żeby mnie to bardzo denerwowało i doprowadzało do szału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Typ czwart może nie doprowadza do szału, ale zdecydowanie można się nastawić na wywracanie oczami i patrzenie z politowaniem na głupotę głównej bohaterki, bo chyba inaczej tego nie da się nazwać ;) Ogólnie lubię upór u naszych heroin, ale taka zaciętość w chęci zrobienia wszystkim na złość jest po prostu denerwująca.
      Ciesz się, że z typem trzecim się nie spotkałaś, ale on najwcześniej występuje w słabych książkach - Plaga samobójców to wyjątek od reguły, bo jest całkiem dobrą powieścią, tylko ten nieszczęsny trójkąt wepchnięty na siłę...

      Usuń
  11. Wszystkie wymienione przez Ciebie typy są wkurzające, ale chyba najbardziej pierwszy. To niezdecydowanie bohaterki doprowadza mnie do szału, przez co mam ochotę walić książką w ścianę. Jak wiem, że w powieści jest trójkąt miłosny, to strasznie mnie od niej odpycha :) Post genialny :D
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm... myślę, że najgorsze jest to, jak bohaterka jest z panem numer 1 i ma romans z panem numer 2, a jak już jest z ukochanym panem numer 2 to sytuacja jest odwrotna - ma romans z panem numer 1. Pamiętam też, jak bardzo mnie irytował wątek miłosny Darach anioła. Najpierw Jace i Clary nie mogli ze sobą być - jednak potajemnie i tak byli. A jak już mogli, to coś nie szło. Ale nie można tak wszystkiego uogólniać. Jest wuele książek, w których te wątki sprawiają, że chce się czytać dalej. Na przykład... Każdego dnia, Księga wyzwań Dasha i Lily... Zostań, jeśli kochasz. Przypomniał mi się jeszcze jeden przypadek typu "O nie! Ja nie mogę być z tobą, a ty ze mną. Tak bardzo tego pragniemy. I co my teraz zrobimy?". To dopiero denerwuje! Nie sądzisz? Okay, nic dodać, nic ująć... nie mam pomysłu co jeszcze napisać, więc...
    Buziaki,
    Sunrice

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszy i trzeci typ sprawia, że mam ochotę wziąć książkę i rzucić nią o ścianę. Miałam tak w przypadku trzeciego tomu Klątwy tygrysa. Tak dobry paranormal, no tak mi się podobał, ale, kuźwa mać, trójkącik miłosny w trzecim tomie dogłębnie zniszczył moją psychikę oraz moje nerwy. Ja nie wiem, jak tak można bezczelnie psuć własną książkę. Kochani pisarze, co wy macie w łbach?
    Tym czwarty jestem w stanie znieść (choć książka na tym traci, Sekret Julii to idealny przykład), a typ drugi nawet lubię w niektórych przypadkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klątwa tygrysa faktycznie była dość zaskakującym paranormalem, głównie ze względu na swoją egzotyczność, ale w pewnym momencie wszystko się po prostu posypało. Tak swoją drogą: kogo bardziej wspierałaś? Kishana czy Rena? :)

      Usuń
  14. Ja narzekam na trójkąty, ale faktycznie coś w nich jest ciekawego ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie najbardziej wkurzają te wymyślone na prędce zapychacze dziur. W ogólnie nie lubię miłosnych trójkątów :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie trójkąty nie przeszkadzają, byleby fabuła była ciekawa i wciągająca.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się z Plagą, tak bardzo, że gdybyś mnie teraz zobaczyła machałabym rękami, żeby to podkreślić! :D Wątek między Realmem a Sloan ogóle nie trzymał się kupy, nie wiem skąd ta miłość miała się wziąć, od pierwszego do ostatniego momentu absolutnie mi nie grał i do teraz nie mam pojęcia, po co autorka w ogóle go wprowadzała. Nienawidzę rozterek głównej bohaterki, którego wspaniałego faceta powinna wybrać, bo obaj są taaaacy cudowni i idealni i ogólnie to zrobią dla niej wszystko. Tylko, że tak samo nienawidzę trójkąta, w którym jeden z kolesi jest okropny i już od pierwszej strony wiadomo, jak się potoczy opowieść i z kim skończy bohaterka.
    Jedyna wersja trójkąta, którą toleruję, to ta gdzie opada mi szczęka na wybór dziewczyny, najczęściej jest to jedna z tych 'złych' postaci. Tylko wtedy jakoś przeboleję...
    A tak ogólnie to podpisuję się rękami i nogami pod ostatnim gifem, ponieważ główne pytanie, które zawsze sobie zadaję widząc ten motyw to 'po jaki ch*j to się tu w ogóle znalazło???' (najmocniej przepraszam za słownictwo)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię uwielbiam za ten komentarz! Nie znoszę trójkącika miłosnego w Pladze, Realma nie lubiłam od pierwszego momentu, w którym się pojawił. Pominę fakt, że między Sloane i Michaelem nie ma żadnej chemii, ale ja po prostu nie jestem w stanie zaakceptować mętnego wytłumaczenia autorki, że łączy ich jakaś "więź", którą próbowała usprawiedliwiać głupie zachowanie Sloane i ranienie Jamesa. Ten trójkącik był zupełnie niepotrzebny, miał za zadanie zająć tylko trochę miejsca, bo innego wytłumaczenia nie widzę, skoro od początku było wiadome, kogo Sloane wybierze. Po prostu... Grrrr. Cieszę się, że ktoś mnie rozumie! I masz w nagrodę serduszka <333333333333
      Dla mnie do tej pory najbardziej zaskakującym miłosnym trójkątem pozostaje ten z "Daru Julii". Wszystko nagle odwróciło się o 180 stopni i aż uwierzyć nie mogłam, różnica między pierwszym a trzecim tomem jest kolosalna. Chyba dlatego tak bardzo uwielbiam ostatni tom, a nie znoszę pierwszego. A jaki trójkąt ciebie najbardziej wprawił w zaskoczenie?

      Usuń
    2. Niestety takiego jak ze świecą szukać... :D Chociaż przyznaję, że nie spodziewałam się, iż Julia wybierze Warnera, to był szok i chyba pierwszy wątek, który potoczył się dokładnie tak jak chciałam ;). Normalnie autorki stronią od takich zagrań, jednak to sprawiło, że Dotyk Julii jako seria awansował na półkę 'świetna' i uwielbiam, że nie bała się reakcji czytelników. Np. mam to wrażenie, że Lauren Oliver pozostawiła zakończenie Delirium otwarte, tylko żeby nie narazić się jednej z grup :?
      Zdziwiły mnie też Rywalki, bo poniekąd myślałam, że America będzie się trzymać zębami starej miłości, a jednak w końcu poddała się urokowi Maxona :D. Tylko szkoda, że jej wieczne rozterki miłosne były takie irytujące (zwłaszcza w ostatnim tomie, brr...)

      Usuń
  18. Najbardziej nie lubię tych trójkątów, gdzie bohaterka nie może zdecydować się, z którym chce być. A jeśli te jej rozważania przeciągają się na ileś tomów, to po prostu ręce opadają.
    Trójkąt, gdzie bohaterka nie jest świadoma tego, że przyjaciel ją kocha, też nie należy do moich ulubionych. Jak można być tak ślepym i nie zauważyć uczuć przyjaciela?

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ciekawy post! Co do trójkątów miłosnych, nie znoszę ich i po prostu nie mogę przeboleć jak widzę, że bohaterka znów waha się między jednym a drugim kolesiem. Dla mnie najbardziej irytujący jest ty pierwszy, gdzie laska kręci z dwoma na raz i ojojo, jaka ona biedna, bo nie może się zdecydować :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Trójkąt miłosny to już chyba standard w młodzieżówkach, nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam jakąkolwiek powieść, w której nie występował. Swoją drogą, genialnie to ujęłaś - dosadnie, ale z przymrużeniem oka, plus jeszcze te rewelacyjne gify (jak zobaczyłam Alana to zrobiło mi się jakoś wyjątkowo smutno). Oho, w Selekcji rozterki sercowe Ameriki były wyjątkowo denerwujące. A friendzone to czasem taka zabawna sprawa. :D
    The heartlines books

    OdpowiedzUsuń
  21. Wszystkie typy trójkątów miłosnych mnie strasznie irytują, ale najbardziej chyba typ 2 :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Nic dodać, nic ująć :D Trójkąty miłosne potrafią być naprawdę irytujące, szczególnie jeśli bohaterka przez całą książkę zastanawia się, którego chłopaka ma wybrać. Pierwszy typ szczególnie mnie denerwuje :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Typ pierwszy to najgorsze co może być w książkach! Ja, która i tak już jestem uważana za zimną Tea bez serca, nie przepadam za lekturami, gdzie miłość jest na głównym miejsca, a jak jeszcze mamy tam właśnie typ pierwszy to już w ogóle -.-

    OdpowiedzUsuń
  24. Może nie chodzi nawet o jakieś ich konkretne rodzaje, ile o to, że są absolutnie WSZĘDZIE! Zapewne gdyby trójkąty były rzadszym wątkiem nie mielibyśmy takiego niesmaku gdy w piętnastej książce YA pojawia się ZNOWU dwóch IDEALNYCH facetów i obaj kochają się w tej jednej BEZNADZIEJNEJ lasce. Swoją drogą jak te mdłe i płaczliwe bohaterki to robią że nie jedno a dwa super ciacha padają im do stóp? Czy ja jestem za mało beznadziejna czy to po prostu nierealne? XD

    Pozdrawiam,
    o-ksiazkach-inaczej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Ale cudowny post, nie wiem jak go przeoczyłam!
    Jak ja nie mogę znieść tych trójkątów miłosnych, brrr. To takie pójście na łatwiznę i właśnie idealnie sprawdza się jako zapychacz dziur, bo bohaterka przez pół książki będzie przeżywać kogo tutaj wybrać. Chociaż faktycznie najbardziej przeszkadza typ "miłość aż do porzygu" z Americą na czele!
    Miłą odskocznią jest taka "Cinder" czy "Królowa Tearlingu" w przypadku wątków miłosnych, jak nie czytałaś to polecam :)

    OdpowiedzUsuń

Witaj drogi Czytelniku!
Każde Twoje słowo sprawi mi wiele radości, niezależnie czy są to słowa pochwały, krytyki, obietnica przeczytania recenzowanej książki w przyszłości - wszystko wywoła na mojej twarzy geekowaty uśmiech.

Google+ Followers