Jak pewnie większość książkoholików, obecnie bardzo rzadko sięgam po książki rodzimych autorów. Na pewno nie jest to powód do dumy i usilnie staram się to zmienić poprzez dawanie szansy kolejnym polskim pisarzom. Jakub Ćwiek jest jednym z tych autorów, na których powieści czaję się od dłuższego czasu. Co prawda bardziej ciągnie mnie do Chłopców, ale o Kłamcy słyszałam dość dużo pozytywnych opinii, dlatego nie wahałam się, uznając, że to najwyższy czas, by zaznajomić się z twórczością kolejnego polskiego pisarza. Na razie wygląda jednak na to, że żaden rodzimy twórca nie jest w stanie mnie do siebie w pełni przekonać.
Odkąd nie ma Boga, anioły nie grają fair. I to tłumaczyłoby obecność Kłamcy...
Ocalony po szturmie na Valhallę Loki – adoptowany syn Odyna, patron oszustów i zdrajców – postanawia przystać do zwycięzców i staje się anielskim chłopcem na posyłki.
Szybko jednak okazuje się, że w świecie, gdzie zabłąkane, mitologiczne bóstwa bratają się z piekielnymi demonami, niezwykłe zdolności boga kłamstwa służyć mogą znacznie ważniejszym celom. Wyćwiczone sztuczki doskonale dezorientują wroga, a bezwzględność i pogarda wobec regulaminów i zasad czynią go naprawdę groźnym przeciwnikiem zła i występku. Tak przynajmniej sądzą archaniołowie, coraz bardziej zależni od pomocy nowego sojusznika. I może mają rację…
Ale Loki ma własne plany.
Opis z LubimyCzytac
Wydaje mi się, że autor wyszedł z błędnego założenia, że każdy, kto sięgnie po tę powieść, będzie zaznajomiony z mitologią nordycką. Ja sama, gdybym niedawno nie przeczytała Magnusa Chase'a i bogów Asagrdu Ricka Riordana, nie miałabym do końca pojęcia, kto jest kim i co się dzieje, a już zwłaszcza nie potrafiłabym zrozumieć idei Ragnaröku i tego, jaką rolę mają w nim odegrać poszczególne postaci. Podejrzewam, że osoby wchodzące zupełnie bez przygotowania w fabułę Kłamcy, miałyby ciężki orzech do zgryzienia, bo autor tak naprawdę nie wytłumaczył żadnych zawiłości dotyczących religii Wikingów, a do tego pomieszał ją z innymi wierzeniami, łącząc mitologię nordycką z grecką, słowiańską, a nawet z wiarą chrześcijańską. To była jedna, wielka, wybuchowa mieszanka, w której ciężko było mi się odnaleźć.
Chaos brał się nie tylko z połączenia różnych mitologii, ale również ze sposobu prowadzenia narracji. W powieści widzimy przebieg wydarzeń nie tylko z perspektywy Lokiego, ale także wielu innych osób, które nie zawsze mają jakieś duże znaczenie dla fabuły. Zmienia się nie tylko narrator, ale bardzo często pojawiały się nowe lokalizacje, które nie miały ze sobą żadnego związku, wprowadzając jeszcze większy zamęt. Praga, Hiszpania, Egipt, Wrocław, Nowy Jork, Montecarlo, Walhalla... A żeby było lepiej, różniły się także epoki i okresy czasowe, zdarzały się przeskoki między mileniami. Od samej myśli można dostać zawrotów głowy, nie wspominając o próbie połapania się w tej poszatkowanej, rozłożonej na wiele pojedynczych fragmentów fabule. Próbowałam znaleźć metodę w tym szaleństwie, ale poszczególne wątki rzadko się ze sobą wiązały. Zupełnie nie rozumiem zamysłu na tę książkę. Akcja pędzi do przodu, lecz nie potrafię się pozbyć wrażenia, że jest jakaś... płaska, bez określonego celu, puenty, mającego sens ogniwa spajającego kolejne wydarzenia.
Z tego powodu trudno mi też napisać cokolwiek o bohaterach. Loki, które teoretycznie jest głównym bohaterem i wokół którego kręci się większa część akcji, mimo wszystko jest dziwnie schowany i trudno mi określić jego charakter. Szczerze mówiąc, po Kłamcy spodziewałabym się czegoś o wiele lepszego. Niby jest błyskotliwy, ale nie do końca, niby jest oszustem, któremu nie można ufać, ale nie jest to aż tak dostrzegalne, niby robi wszystko po swojemu, starając się, by jego było na wierzchu, ale... No właśnie, cały czas czegoś mi w jego kreacji brakowało. Najlepiej wypadał w momentach, w których odsłaniał swoją ludzką twarz, jednak to zdecydowanie za mało. Moją uwagę zwrócił także archanioł Michał, lecz nie został on wystarczająco wyeksponowany, bym mogła napisać o nim coś więcej.
Z tego powodu trudno mi też napisać cokolwiek o bohaterach. Loki, które teoretycznie jest głównym bohaterem i wokół którego kręci się większa część akcji, mimo wszystko jest dziwnie schowany i trudno mi określić jego charakter. Szczerze mówiąc, po Kłamcy spodziewałabym się czegoś o wiele lepszego. Niby jest błyskotliwy, ale nie do końca, niby jest oszustem, któremu nie można ufać, ale nie jest to aż tak dostrzegalne, niby robi wszystko po swojemu, starając się, by jego było na wierzchu, ale... No właśnie, cały czas czegoś mi w jego kreacji brakowało. Najlepiej wypadał w momentach, w których odsłaniał swoją ludzką twarz, jednak to zdecydowanie za mało. Moją uwagę zwrócił także archanioł Michał, lecz nie został on wystarczająco wyeksponowany, bym mogła napisać o nim coś więcej.
Podsumowując, Kłamca nie jest książką złą. Pojedyncze fragmenty są wypełnione akcją, sarkastycznym humorem i niespodziewanymi wydarzeniami, trudno było przewidzieć, co zaraz się stanie. Bohaterowie są w miarę w porządku, przynajmniej nie irytują, a to zawsze trzeba zaliczyć na plus. Praca boga kłamstw dla aniołów sama w sobie jest interesującym pomysłem, chociaż jak na razie donikąd nie zmierza. Przeczytałam tę powieść dość szybko mimo momentów znudzenia, ale to pewnie dzięki niewielkiej objętości – to 270-stronicowa książeczka. Zdarzały się autentycznie zabawne momenty, lecz Kłamca nie jest powieścią, którą bym poleciła. Na razie nie wiem także, czy zabiorę się za kolejne części, ponieważ ich opisy raczej mnie nie zainteresowały, jednak zobaczymy.
★★★★☆☆☆☆☆☆
Seria Kłamca:
Seria Kłamca:
Kłamca // Kłamca 2. Bóg marnotrawny // Kłamca 3. Ochłap sztandaru // Kłamca 4. Kill'em all