wtorek, 20 września 2016

Powietrze, którym oddycha, czyli uzdrowienie po śmierci bliskich

Brittainy C. Cherry to autorka książek New Adult, która staje się coraz bardziej znana. Mnie w niej urzekł niezwykły styl pisania, a także różnorodność wątków, jakie prezentuje w swoich powieściach. Powietrze, którym oddycha to jej druga książka, za którą postanowiłam się zabrać i po raz pierwszy mój czytelniczy instynkt niemal zupełnie mnie zawiódł. Spodziewałam się pięknej, bolesnej historii, a dostałam raczej średnią powieść, która w dodatku przez połowę czasu mnie odrzucała.

Elizabeth to młoda kobieta, która po roku wraca do miejscowości, w której mieszkała razem z nieżyjącym mężem. Rany po jego stracie są wciąż świeże i z trudem radzi sobie z codziennością, ale ze względu na córkę stara się jakoś trzymać. Kiedy Liz odkrywa, że naprzeciwko jej posesji do pustego od lat, zaniedbanego domu wprowadził się nowy, tajemniczy sąsiad, pragnie się do niego zbliżyć, odczuwając dziwną fascynację. Z czasem okazuje się, że ją i Tristana łączy więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać: oboje są zranieni, samotni, niemal doszczętnie zniszczeni. Oboje szukają sposobu na to, by jakoś się pozbierać i ponownie zacząć oddychać.

Nie da się nie zauważyć podobieństw występujących między Powietrze, którym oddycha a Ugly Love Colleen Hoover. Specjalnie sprawdziłam i powieść CoHo została wydana ponad rok przed książką Cherry, co może budzić pewne podejrzenia. Ponieważ nie chcę Wam niczego zaspoilerować, powiem jedynie, że występuje mnóstwo tych samych rozwiązań fabularnych, oprócz tego kryminalnego zakończenia, przebieg wątków był niemal identyczny z osią fabuły przedstawionymi w powieści Hoover. Tak naprawdę Powietrze, którym oddycha można uznać za połączenie dwóch książek, bo hobby Tristana i małomiasteczkowa społeczność odrzucająca mrukliwego, odpychającego osobnika przypomina również Bez słów Mii Sheridan. Zupełnie nie potrafię zrozumieć, jak autorka, która stworzyła tak świeże, niekorzystające ze schematów Art&Soul, teraz napisała szablonową, zwyczajną powieść New Adult, która nie tylko niczym się nie wyróżnia, ale wręcz trąca zapożyczaniem z innych książek.

Nie polubiłam także bohaterów, którzy wydawali mi się mocno przerysowani i przez to mało wiarygodni. Elizabeth nie potrafi się pozbierać po śmierci męża, co jest zrozumiałe, zwłaszcza że rany są wciąż świeże, ale wciąż podkreśla, że potrzebuje kogoś, kto się nią zaopiekuje. Sama nie potrafi niczym się zająć i w kółko potrzebuje pomocy ze strony innych ludzi. W niektórych momentach jej pięcioletnia córka była bardziej niezależna i odpowiedzialna od niej, ona sama za bardzo lubiła się nad sobą użalać i tkwić w zawieszeniu, nie chciała ruszyć naprzód. Ta niesamodzielność i niezdecydowanie Liz bardzo działały mi na nerwy, podobnie jak jej niekonsekwencja w zachowaniu. Przez pół książki chciała, by Tristan się w niej zakochał, a przez drugie pół w panice go odpychała. Jeszcze gorszą postacią była najlepsza przyjaciółka Elizabeth, Faye, która była po prostu dziwką. Przepraszam, ale żadne inne słowo nie oddawałoby w pełni jej charakteru oraz postępowania. Każde zdanie padające z jej ust miało jakiś związek z seksem (nie, nie przesadzam, naprawdę tak było), posiadała dwie książki z telefonami do mężczyzn i ocenami ich zdolności w łóżku, a do tego bez żenady rozmawiała przez komórkę z Elizabeth podczas miłosnych igraszek z nowym partnerem. Wiarygodności zabrakło również Tristanowi, który od dawna izolował się od innych, ale nieustannie kręcił się wokół kobiety, która podobno niesamowicie go irytowała i nie mógł znieść jej towarzystwa przez dłuższy czas. Nie wiem nawet, jak mam opisać romans, który rozpoczął się z bardzo niewłaściwych, odrzucających mnie pobudek, by na przestrzeni kilkunastu stron zamienić się w wieczną, niezniszczalną miłość, której ja w ogóle nie dostrzegałam.

W Cherry zabrakło mi samej Cherry. Jej styl w poprzednio czytanej przeze mnie książce jej autorstwa niezwykle mnie urzekł. Gdybym chciała zaznaczyć ulubione cytaty karteczkami indeksującymi, nie byłabym w stanie albo musiałabym je rozmieszczać na każdej stronie co dwa centymetry. Jej słowa były jednocześnie proste i poetyckie, tutaj bardzo mi zabrakło tego drugiego czynnika. Przebłyski jej geniuszu pojawiły się w momentach, w których opisywała dojmujące cierpienie Elizabeth oraz Tristana po stracie bliskich. To były zniewalające, przeszywające słowa, ich ból był wręcz namacalny, ale to wciąż za mało, bym mogła zakochać się w Powietrze, którym oddycha. Czytało się szybko i przyjemnie, jest to powieść dla dojrzałych czytelników, zdecydowanie nie jest to cukierkowaty romans, jednak to nie było to, na co liczyłam, gdy zabierałam się za tę powieść.

Trudno mi powiedzieć, co w tej historii nie zagrało. Powieść wcale nie była zła, ale po Brittainy C. Cherry spodziewałam się czegoś więcej. Może chodzi o to, że niezdrowy sposób, w jaki na początku bohaterowie starali się sobie poradzić ze stratą najbliższych, tak mocno mnie raził, a potem już po prostu nie mogłam się przekonać do ich związku? A może tak dotkliwie odczułam niedosyt pięknych metafor, którymi autorka wspaniale operowała przy okazji Art&Soul? Swój udział w tym wszystkim mogło mieć również dziwne zakończenie, które nijak się miało do większości książki, było bardziej kryminalne niż emocjonalne. Bohaterowie też nie do końca mnie przekonali, zwłaszcza damskie postaci grały mi na nerwach. Nie da się jednak ukryć, że motyw cierpienia i tęsknoty został przedstawiony w niesamowity, poruszający sposób, podobnie jak więź między rodzicem a dzieckiem. Mimo to Powietrze, którym oddycha na pewno nie dołączy do grona ulubionych przeze mnie powieści New Adult. 


Cykl Elements. Żywioły:
Powietrze, którym oddycha // The Fire Between High & Lo // The Silent Waters // ...

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia