czwartek, 23 czerwca 2016

Ognisty pocałunek, czyli demoniczny zawrót głowy

Ognisty pocałunek Jennifer L. Armentrout kupiłam trochę wbrew sobie. Opis nie do końca mnie zainteresował, wydawało mi się, że to nie są moje klimaty, ale to w końcu Jennifer L. Armentrout! Musiałam się przekonać, jak poradzi sobie w zupełnie nowej serii. Przyznaję, że początek był dla mnie niezbyt przyjemnym przeżyciem i byłam nawet gotowa odłożyć książkę na bok. A potem było wielkie BUM i po prostu nie mogłam się oderwać!

Layla jest pół gargulcem, pół demonem i posiada niezwykłe umiejętności. Wychowana wśród gargulców-strażników, którzy chronią świat przed demonami, nauczyła się ukrywać mroczną część swojej natury, dzięki której jej pocałunek jest w stanie zabić wszystko, co posiada duszę. Okazuje się jednak, że pochodzenie Layli skrywa o wiele więcej tajemnic, niż skłonni byli to przyznać jej opiekunowie. Dziewczyna nie jest pewna, komu może zaufać - Zaynowi, opiekuńczemu, uroczemu gargulcowi, z którym się wychowywała czy aroganckiemu, grzesznemu demonowi Rothowi, który wydaje się wiedzieć o niej więcej, niż ktokolwiek inny. Od decyzji, jakie podejmie Layla, zależy los całego świata, bowiem jeden zły ruch może stać się przyczyną demonicznej apokalipsy. 

Ustalmy na początku fakty – to, co zaraz przeczytacie, trudno nazwać recenzją. Bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że obiektywnie Ognisty pocałunek nie jest dobrą książką. A mimo to, z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów, zakochałam się absolutnie i nieodwracalnie w tej powieści. Tak, sama się sobie dziwię i nie potrafię Wam wytłumaczyć, dlaczego po skończeniu Ognistego pocałunku nie mogłam sięgnąć po żadną inną pozycję, dlaczego nie potrafiłam przestać myśleć o bohaterach, dlaczego czułam ogromną potrzebę sięgnięcia po kolejny tom NATYCHMIAST, ponieważ w przeciwnym razie nie potrafiłabym kontynuować swojej egzystencji. Ja wiem, że Jennifer L. Armentrout w tej książce wykorzystała prawdopodobnie każdy możliwy schemat z literatury młodzieżowej – mamy główną bohaterkę, której rodzice pochodzili z dwóch zwalczających się ras, a ona sama czuje się wyrzutkiem, bo nigdzie do końca nie pasuje; mamy trójkąt miłosny, jeden chłopak jest dobry, opiekuńczy i ciepły, drugi za to jest niebezpieczny i stanowi definicję słowa kłopoty (tak właściwie nie powinniśmy tego nazywać trójkątem miłosnym, bo to oczywiste, którego z panów Layla powinna wybrać, no heloł); mamy dwójkę najlepszych przyjaciół głównej bohaterki, którzy są w sobie zakochani, ale wstydzą się do tego przyznać; i tak dalej, i tak dalej. Kolejną wadą Ognistego pocałunku jest główna bohaterka, aż mnie krew zalewała, gdy raz po raz przepraszała za własną naturę! Layla nie potrafiła wciąż spraw w swoje ręce ani przejrzeć na oczy, przydałby się jej jakiś porządny kopniak. W kółko się nad sobą użalała i nie walczyła o siebie. Pod koniec zaczęła pokazywać pazurki i to, że w rzeczywistości jest silną młodą kobietą, a nie zagubioną dziewczynką, więc mogę mieć tylko nadzieję, że w drugiej części będzie bardziej zdeterminowana, by osiągnąć zamierzone cele. Pozostałych postaci też nie można uznać za przejaw geniuszu pisarskiego Jennifer L. Armentrout (oczywiście z wyjątkiem Rotha, który podstępem skrada serca!<3), denerwował mnie zwłaszcza Zayne, który przez cały czas zwracał się do Layli per Laleczko. Seriously? W dodatku wszyscy byli idealni, mieli nienaganny wygląd supermodeli. Nie do końca podoba mi się również rozwiązanie całej intrygi, bo z epickiego wytłumaczenia autorka przerzuciła się na zupełnie przyziemny powód stojący za całą dywersją.

Teoretycznie w Ognistym pocałunku nic nie powinno mi się podobać. Posiada większość cech, które powodują, że zamieniam się w narzekającego hejtera, ale... jestem oczarowana. Akcja gna do przodu, nie ma miejsca na nudę, a zakończenie wbija w fotel i rozdziera serce. Czytałam tę książkę na jednym tchu i nie mogłam przestać. Po prostu nie potrafiłam się oderwać, moje myśli cały czas wracały do tego, co zaraz stanie się z bohaterami, przez co zarwałam większą część nocy, powtarzając, że przeczytam jeszcze tylko jedną stronę. Tę książkę z czystym sumieniem można odłożyć na bok dopiero w momencie, w którym przerzuci się ostatnią kartkę, na pewno nie wcześniej! Emocje, jakich doświadczyłam podczas czytania, sprawiły, że Ognisty pocałunek był wart każdej spędzonej z nim chwili. Nie wiem, co takiego styl Jennifer L. Armentrout ma w sobie, że po prostu uzależnia. Nigdy nie przepadałam za paranormal romance i sądziłam, że zrobiłam się już trochę za stara, by zakochać się w podobnej powieści, ale co to jest za historia! Płomienna, porywająca, kusząca i odurzająca.

Coś z pozoru nieskomplikowanego, prostego, przewidywalnego i pełnego schematów dostało się do mojego serca i sprawiło, że zapomniałam o całym świecie. Upajałam się każdą chwilą spędzoną na czytaniu Ognistego pocałunku, dlatego zachęcam do zapoznania się z tą powieścią mimo jej mankamentów. Ja jestem urzeczona, zachwycona i zaskoczona tym, jak łatwo przyszło mi stracić głowę dla Ognistego pocałunku. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Mój zachwyt tą pozycją przeczy wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi, ale zupełnie się tym nie przejmuję. Ta powieść wywróciła do góry nogami moje czytelnicze życie, ale wiecie co? Nie żałuję. To była zachwycająca przygoda i nic nie zmusi mnie do zmiany zdania. Chyba że drugi tom, który może znacząco podnieść stawkę!

8/10

P. S. Kto jeszcze się rozpływał podczas czytania dodatkowego fragmentu z perspektywy Rotha? Potrzebuję o wiele, wiele, wiele więcej scen z tym pociągającym demonem jako narratorem. 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia