czwartek, 28 lipca 2016

Serial: Miecz prawdy – sezon 2

Właściwie od razu po obejrzeniu pierwszego sezonu Miecza Prawdy zabrałam się za sezon drugi przygód Richarda, Kahlen i Zedda. Byłam bardzo ciekawa, jak scenarzyści dalej pokierują losami Poszukiwacza, bo zakończenie poprzedniego sezonu nie pozostawiło żadnych kluczowych wątków otwartych, przez co całość wydawała się stanowić kompletny, wyczerpujący projekt. 

Tyran Darken Rahl został pokonany, Midlandy nie są jednak bezpieczne. Bez silnego przywódcy na ziemiach D'Hary nie tylko zapanowała anarchia, ale także na skutek użycia magii Ordena pojawiła się szczelina między krainą żywych a umarłych. Opiekun, władca Zaświatów, wypowiada wojnę życiu i przez rozdartą zasłonę między światami wysyła na powierzchnię swoje przerażające sługi. Jedynym sposobem na zamknięcie rozdarcia jest odnalezienie przez Richarda Kamienia Łez, który zaginął ponad tysiąc lat temu.

Dlaczego uważam, że drugi sezon Miecza Prawdy był lepszy od pierwszego?
  • W drugim sezonie stawka jest o wiele wyższa. Tym razem Poszukiwacz musi zmierzyć się z Opiekunem, panem Zaświatów, który pragnie zniszczyć wszelkie życie na ziemi. Ci, którzy do tej pory popierali Richarda, z powodu przepowiedni odwracają się do niego plecami. Pojawiają się również potężniejsi wrogowie, a intrygi są bardziej zawiłe niż w pierwszym sezonie. Wszystko to sprawia, że Miecz Prawdy ogląda się z zainteresowaniem i nawet te gorsze odcinki nie są nużące, jak w przypadku pierwszego sezonu. 
  • Drugi sezon Miecza Prawdy przede wszystkim był bardziej spójny od pierwszego. Wciąż w każdym odcinku Richard zajmuje się innym problemem, ale ostatecznie poboczne wątki zaczynają się ze sobą łączyć, tworząc zgrabną całość. Niemal każdy bohater, z którym spotkaliśmy się na przestrzeni poprzednich odcinków, w końcu wraca i odgrywa znaczącą rolę. Ta formuła o wiele bardziej przypadła mi do gustu i cieszę się, że scenarzyści poszli w tę stronę. Dzięki temu drugi sezon wydaje się być bardziej przemyślany od poprzedniego, miałam też więcej frajdy, kiedy nagle jakaś ważna informacja wiążąca kilka różnych wątków wychodziła na jaw.
  • Cara, Cara i jeszcze raz Cara. Wprowadzenie nowej, ważnej postaci zmieniło nieco dynamikę niewielkiej grupy Richarda i wniosło naprawdę wiele do fabuły. Nie da się nie uwielbiać Cary, a zwłaszcza jej prób normalnego socjalizowania się z innymi ludźmi, co zupełnie nie leży w jej naturze. Mimo że kobieta przyłączyła się do Poszukiwacza i pomaga mu w jego misji ratowania świata, w głębi duszy pozostaje twardą Mord-Sith, dumną ze swojej bezlitosnej przeszłości, która ją zahartowała. Obserwowanie, jak Cara się rozwija, dojrzewa i zaczyna poznawać życie, z którego ograbiono ją w dzieciństwie, było niesamowite. Cała historia tej Mord-Sith została poprowadzona w intrygujący sposób i przez drugi sezon powoli odkrywaliśmy kolejne zaskakujące tajemnice z jej przeszłości. Kreacja Cary zasługuje na szczególne uznanie i jej bezwzględna, stanowcza, może czasami okrutna postawa w całości mnie kupiła.
  • Skoro jesteśmy przy wspaniałych nowych postaciach, muszę również wspomnieć o siostrze Nikki. Nie dołączyła ona do drużyny Poszukiwacza, wręcz przeciwnie i kurczę, w końcu doczekaliśmy się w tym serialu jakiegoś dobrego antagonisty! Aż mnie ciarki przechodziły, Nikki to prawdziwa sadystka, a w dodatku dysponuje niewyobrażalną mocą. Darken Rahl i Opiekun mogą się przy niej schować. 
  • Wspominałam już o tym przy okazji zalet pierwszego sezonu, ale muszę to zrobić ponownie – relacja Kahlen i Richarda zauroczyła mnie bowiem jeszcze mocniej w sezonie drugim. W poprzedniej odsłonie zabrakło mi autentyczności w ich więzi, jednak teraz oboje dojrzeli, a razem z nimi ich związek i o mój Boże, są cudowni! Przeszli tak wiele, jednak to tylko wzmocniło ich miłość. To wspaniałe, jak bardzo się o siebie troszczyli i jak wiele byli w stanie poświęcić dla tego drugiego. Jeżeli miałam jakiekolwiek wątpliwości względem Richarda i Kahlen, ten sezon wszystkie je rozwiał i po prostu rozpływałam się, patrząc na wspólne sceny tej dwójki! Rzeczywiście trudno pozostać odpornym na ich urok. 
  • Finał. W końcu dostałam to, czego zabrakło mi poprzednio. 22 odcinek był tak dobry, że omfgsjsjhdajsaouida. Działy się tam naprawdę szalone rzeczy i chwała za to scenarzystom. Emocjonujący, pełen napięcia, zaskakujący i przede wszystkim satysfakcjonujący. A do tego niektóre bardzo obiecujące wątki pozostawił otwarte, przez co najchętniej od razu zabrałabym się za sezon trzeci, ale oczywiście serial został anulowany i po sześciu latach raczej nie ma nadziei na wznowienie. Tak to jest, jak się zabiera za stare seriale :/ Ja pytam: jak żyć? 
Dlaczego Miecz Prawdy wciąż pozostaje średnim serialem?
  • Liczyłam na to, że w drugim sezonie efekty specjalne ulegną poprawie. No cóż, myliłam się. Jest nawet gorzej, bo teraz pojawiło się więcej magii i fantastycznych stworzeń, więc nie dało się zignorować tej sztuczności. Wciąż jestem zdania, że nawet Power Rangers mogli się pochwalić lepszymi wybuchami. 
  • Pojawiło się dość dużo odcinków, które niemal w całości składały się z retrospekcji i były one wyjątkowo irytujące. Kiedy ktoś ogląda cały sezon na przestrzeni kilku dni, takie przypominajki poprzednich odcinków stają się stratą czasu, a musiałam przez nie przebrnąć na wypadek, gdyby pod koniec pojawiły się jakieś ważne wskazówki. Chyba nie muszę mówić, jak frustrujące to było? 
  • Wiele interesujących wątków zostało tylko muśniętych. Chodzi mi tutaj o Zakon Sióstr Światła, motywację biologicznego ojca Richarda, plany Darken Rahla czy siostry Nikki. To były takie smakowite kąski, a nie zajęły więcej miejsca niż jeden odcinek! Miałam wrażenie, że wszystko toczy się za szybko i trochę na siłę, jakby scenarzyści obawiali się, że nie uda im się utrzymać naszej uwagi, jeśli nie zajmą się nowymi tematami, zamiast pociągnąć to, co miało prawdziwy potencjał. 
  • Tym razem dostaliśmy nowego głównego antagonistę, a jest nim sam Opiekun, czyli facet, który rządzi Zaświatami od wieków, jego jedyną zabawą jest torturowanie dusz i dąży do zagłady wszelkiego życia. Brzmi jak podstawa dla dobrego czarnego charakteru? No to znowu się przejechaliście w swoich nadziejach, bo Opiekun jest tylko irytującym głosem i śmiem twierdzić, że posiada beznadziejny plan przejęcia władzy nad światem. Naprawdę okropny. Pamiętacie post o tym, jak zostać złoczyńcą? Powinien się podszkolić, bo tylko minionki mu się udały. 
Ogólnie rzecz biorąc, Miecz Prawdy jest przyjemnym serialem, który pozwala na absolutne odmóżdżenie. Może nie trzyma w napięciu na krawędzi fotela, może nie wzbudza dreszczyku ekscytacji, gdy się o nim pomyśli, może jest po prostu poprawną produkcją i niczym więcej, jednak podczas oglądania go naprawdę miło spędziłam czas, zwłaszcza przy drugim sezonie. Podejrzewam, że sezon trzeci byłby jeszcze lepszy, bo całość szła w coraz lepszym, bardziej intrygującym kierunku, ale już nigdy się tego nie dowiemy. Jeżeli skończyliście oglądać wszystkie dostępne odcinki ulubionych seriali i poszukujecie czegoś nieskomplikowanego, ale z fajnym klimatem i niesamowitymi pomysłami, jeśli chodzi o kreację świata, dajcie szansę Mieczowi Prawdy, a może pozytywnie się zaskoczycie. 

sezon 1 // sezon 2

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia