sobota, 16 lipca 2016

Zanim się pojawiłeś, czyli miało sponiewierać, a nie sponiewierało

Zanim się pojawiłeś to książka, którą przeczytał chyba niemal każdy miłujący literaturę osobnik w ostatnim czasie. Widziałam tę okładkę dosłownie wszędzie (nie, żeby jakoś mi to przeszkadzało – w końcu Sama Claflina nigdy za wiele), a po oglądnięciu filmowego zwiastuna łzy stanęły mi w oczach, więc siłą rzeczy czułam potrzebę, by zapoznać się z powieścią Jojo Moyes, która zauroczyła niemal wszystkich blogerów. 

Dwudziestosześcioletnia Louisa Clarke o ekscentrycznym guście, jeśli chodzi o ubrania, straciła pracę w ukochanej kawiarni Bułka z Masłem. W jej niewielkim miasteczku nie ma zbyt wielu możliwości, więc kiedy dostaje szansę podjęcia zawodu opiekunki niepełnosprawnego mężczyzny, postanawia zaryzykować, mimo że nie ma żadnego doświadczenia z paraliżem czterokończynowym. Will Traynor to człowiek, który na skutek wypadku motocyklowego stracił wszystko, w tym także chęci do życia. Kiedyś niezwykle aktywny i uzależniony od adrenaliny, teraz zależny od pomocy innych nie może znieść kolejnych dni spędzonych na wózku. Zgorzkniały swoją egzystencją jest gotowy na drastyczny krok mający na celu uwolnić go od cierpienia. Ale właśnie wtedy w jego życiu pojawia się wielobarwna Lou, która nie zdaje sobie sprawy ze swojego potencjału. Ta znajomość może wywrócić ich świat do góry nogami. 

Wiem, że się powtarzam, ale... Naprawdę łatwo wzruszam się przy książkach czy filmach. Więc kiedy wszyscy mówili, że Zanim się pojawiłeś było emocjonalnie miażdżące i doprowadziło ich do szlochu, spodziewałam się tego samego. Ba!, przygotowałam sobie nawet chusteczki, które leżały koło mnie na łóżku i czekały na moje zalewanie się łzami. Jak już się pewnie domyślacie – nic z tego. Skończyłam czytać, a w mojej głowie pojawiło się pytanie: i to już? to tyle? Myślałam, że będę zachwycona Zanim się pojawiłeś, że lektura zakończy się dla mnie ogromnym kacem książkowym, z którego nie wydostanę się przez najbliższe dwa tygodnie. Tymczasem okazało się, że powieść Jojo Moyes jest dobra, ale nic poza tym. Nie zszokowała mnie, nie poruszyła, nie zmotywowała, nie zapadła mi specjalnie w pamięć, nie sprawiła, że przypomniałam sobie, dlaczego tak bardzo kocham literaturę. Owszem, była przyjemna i podczas czytania moje serce wypełniło się ciepłem, jednak nic ponadto. 

Niewątpliwym plusem jest to, że Jojo Moyes z relacji głównych bohaterów nie zrobiła kolejnej ckliwej, łzawej historii miłosnej z optymistycznym zakończeniem, gdzie ptaszki ćwierkają, a jednorożce biegają po tęczowej ścieżce. Lou i Will powoli się docierali wraz z upływającym czasem, początkowo z trudem znosząc swoje towarzystwo, by przejść do niechętnej akceptacji, a następnie do bliskiej przyjaźni, która w coś więcej przerodziła się dopiero na sam koniec. Nie znajdziecie tutaj patetycznych, emocjonalnych wyznań, robienia maślanych oczu, niekończącego się wzdychania do nieosiągalnego wybranka – więź tworząca się między Louisą i Williamem była bardzo subtelna i opierała się na nieśpiesznej nauce siebie nawzajem oraz próbie dogłębnego zrozumienia. Zanim się pojawiłeś nie jest historią miłosną, jest powieścią, która pokazuje, jaki wpływ odpowiednie osoby potrafią mieć na nasze życie. Pod wpływem mężczyzny, który prowadził tak intensywne życie, Lou zaczyna dostrzegać, że jej istnienie było niepełne, pozbawione celu i ograniczone. Dzięki niemu otworzyła nie tylko oczy, ale także swoje serce na nowe doświadczenia. Zrozumiała, że chce czegoś więcej. Jednak nie tylko on w pewien sposób ją ukształtował, pomógł jej rozkwitnąć – ona również miała ogromny wpływ na jego zachowanie podczas tych kilku miesięcy, kiedy dla niego pracowała. Zanim się pojawiłeś to historia o rozwijaniu się, o pokonywaniu barier i o odkrywaniu siebie. O tym, że każdy skrywa w sobie potencjał i czasem należy opuścić swoją strefę komfortu, aby żyć dobrze. a nie tylko egzystować. Pod tym względem ta historia była niezwykle inspirująca. 

Autorka w swojej powieści poruszyła bardzo kontrowersyjny temat, jakim jest podjęcie decyzji o eutanazji przez nieuleczalnie chorych. Jojo Moyes powstrzymała się jednak od oceny tego zjawiska, oddając głos bohaterom, a każdy z nich prezentował inną postawę wobec samobójstwa osoby chorej i cierpiącej. Jest potępienie, wyparcie i zaprzeczenie, ale pojawia się także akceptacja, zrozumienie i wybaczenie. Żadna z reakcji nie jest przesadnie podkreślona, żadna nie jest uznawana za najlepszą w tej sytuacji. Oprócz tego autorka pokazała także dobitnie, z jakimi trudnościami musi się mierzyć osoba niepełnosprawna. Często nie zastanawiamy się nad tym, jaką trudność dla poruszających się na wózkach mogą stanowić wysokie krawężniki czy brak odpowiedniego podjazdu. Gdy do tego dodamy zachowanie niektórych przechodniów na widok niepełnosprawnego, dostajemy szokujący obraz. Obserwowanie zmagań Willa ze światem zewnętrznym było czymś przykrym i pouczającym.

Zanim się pojawiłeś to ciepła, przyjemna powieść opowiadająca o walce z przeciwnościami losu i o relacji, która odmieniła nie tylko roztrzepaną Louisę, ale także zgorzkniałego Willa. Polubiłam bohaterów, którzy są z krwi i kości, doceniam także odwagę Jojo Moyes, która zdecydowała się poruszyć bardzo trudny temat, a przy tym uniknęła przedstawienia jednoznacznej oceny decyzji podjętej przez niepełnosprawnego mężczyznę. Udało jej się mnie rozbawić, zasmucić, a także wlać we mnie trochę nadziei. Mimo to nie uważam Zanim się pojawiłeś za jakiś fenomen wydawniczy, przebłysk czystego geniuszu. Powieść była przewidywalna i momentami nużąca, wbrew pozorom nie dała mi aż tyle do myślenia i nie sprawiła, że wylałam hektolitry łez. Może miałam za duże oczekiwania, a może Zanim się pojawiłeś jest po prostu przereklamowane – w każdym bądź razie dla mnie była to miła odskocznia, jednak nic więcej. 


Duologia Zanim się pojawiłeś:
Zanim się pojawiłeś // Kiedy odszedłeś

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia