Czerwona Królowa była książką interesującą, ale nie porywającą. Zakochałam się w świecie podziałów na Srebrnych i Czerwonych, w dworskich intrygach i płomiennym księciu, w miarę polubiłam główną bohaterkę, ale zabrakło mi jakiegoś mocnego uderzenia, czegoś, co ostatecznie przekonałoby mnie do fabuły, która momentami była zbyt szablonowa. Czy Szklany miecz sprostał moim oczekiwaniom?
Po potwornych wydarzeniach na Kościńcu Mare Barrow najchętniej skupiłaby się na zemście. Nie może jednak pozwolić, by mrok ogarnął jej duszę, ponieważ stoi przed ogromnym wyzwaniem i jeśli mu sprosta, być może odmieni losy konfliktu między Szkarłatną Gwardią a Srebrnymi. Mare musi odnaleźć takich ludzi jak ona - z czerwoną krwią, ale dysponujących mocą, której nie posiadają nawet Srebrni. Wyrusza na skazaną na porażkę wyprawę ścigana przez okrutnego króla Mavena. Mare ma tylko jedną szansę, by odmienić losy swojego ludu. Jednak czy wcześniej nie zamieni się w potwora, którego próbuje pokonać?
Wydaje mi się, że pod wieloma względami Szklany miecz jest pełniejszy od swojej poprzedniczki. Przede wszystkim jest bardziej rozwinięty - intrygi są jeszcze bardziej złożone, kolejne wątki jeszcze bardziej zawiłe, bohaterowie pokazują swoje kolejne warstwy, a wykreowany przez autorkę świat jest niemal trójwymiarowy i wszystko to tworzy perfekcyjnie dopracowaną całość. W przypadku Czerwonej Królowej nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że to wszystko już było, tylko teraz zostało mi podsunięte pod nos w nowym opakowaniu przez Victorię Aveyard. W Szklanym mieczu nie dopatrzyłam się jednak kolejnego zlepienia znanych schematów - autorka ruszyła ścieżką, której w ogóle się nie spodziewałam.
Wydaje mi się, że pod wieloma względami Szklany miecz jest pełniejszy od swojej poprzedniczki. Przede wszystkim jest bardziej rozwinięty - intrygi są jeszcze bardziej złożone, kolejne wątki jeszcze bardziej zawiłe, bohaterowie pokazują swoje kolejne warstwy, a wykreowany przez autorkę świat jest niemal trójwymiarowy i wszystko to tworzy perfekcyjnie dopracowaną całość. W przypadku Czerwonej Królowej nie potrafiłam pozbyć się wrażenia, że to wszystko już było, tylko teraz zostało mi podsunięte pod nos w nowym opakowaniu przez Victorię Aveyard. W Szklanym mieczu nie dopatrzyłam się jednak kolejnego zlepienia znanych schematów - autorka ruszyła ścieżką, której w ogóle się nie spodziewałam.
Cała książka jest wprost przepełniona nagłymi zwrotami akcji, których nie sposób przewidzieć, ale ostatnie sto stron to istne szaleństwo! Autorka skleiła moje serce tylko po to, by za chwilę brutalnie rozerwać je na malutkie kawałeczki i jeszcze je podeptać. Finał był bolesny, wręcz miażdżący i chyba każdego doprowadzi do białej gorączki. Razem z bohaterami przeżywałam ich wzloty oraz upadki, co mnie samą zaskoczyło - w pewnym momencie przestałam być tylko świadkiem wydarzeń, zaczęłam brać w nich czynny udział. Nie spodziewałam się, że aż tak zaangażuję się w tę historię, choć muszę przyznać, że dość długo mi to zajęło. Fabuła Szklanego miecza była naprawdę wciągająca, cały czas coś się działo, lecz z jakiegoś powodu nie żyłam tą powieścią. Na pewno znacie to przytłaczające uczucie, które towarzyszy Wam, kiedy czytacie poruszającą książkę i Wasze serca galopują w klatce piersiowej. Niestety, przez większość powieści przeszłam z dość dużym zaciekawieniem, ale raczej obojętnie. Dopiero kiedy Victoria Aveyard powoli zaczęła odpalać kolejne fajerwerki, nie potrafiłam zapanować nad własnymi emocjami, bo autorka uderzyła w moje najczulsze struny.
Mare to największy mankament Szklanego miecza. O ile w pierwszej części była dziewczyną z ikrą, o tyle tutaj idea jej postaci kompletnie się rozsypała. Rozumiem, że w poprzednim tomie główna bohaterka przeszła naprawdę wiele i odcisnęło to swoje piętno na jej osobowości oraz postępowaniu, ale... Mare na zmianę zachowywała się jak męczennica i drama queen. Po Czerwonej Królowej uważałam, że jest to dobrze wykreowana postać, jednak tutaj irytowała mnie na każdym kroku swoimi huśtawkami nastroju i mrocznymi przemyśleniami. Mare specjalnie odizolowała się od reszty grupy, twierdząc, że każdy może zdradzić każdego, a ona sama zamienia się w nieczuły sopel lodu, by już po chwili narzekać na dojmującą samotność. Myślała jedno, mówiła drugie, robiła trzecie, doprowadzając mnie tym na granicę wytrzymałości. W Szklanym mieczu na wierzch wyszły wszystkie jej najgorsze cechy charakteru. Rozumiem zamysł autorki, która chciała pokazać, że nawet protagonistka może mieć w sobie ciemność i podejmować błędne decyzje, lecz Victoria Aveyard przesadziła na tym polu z niepotrzebnym dramatyzmem.
Szklany miecz to pełna akcji, druzgocących scen oraz mistrzowskich intryg powieść z mocnym zakończeniem wbijającym w fotel. Po jej przeczytaniu jestem kompletnie rozbita i nie wiem, jak mam funkcjonować w oczekiwaniu na kolejną część.
Szklany miecz to pełna akcji, druzgocących scen oraz mistrzowskich intryg powieść z mocnym zakończeniem wbijającym w fotel. Po jej przeczytaniu jestem kompletnie rozbita i nie wiem, jak mam funkcjonować w oczekiwaniu na kolejną część.
8/10
Za możliwość przeczytania Szklanego miecza serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte/Moondrive!