poniedziałek, 8 lutego 2016

Niebo jest wszędzie, czyli próba poradzenia sobie ze stratą ukochanej siostry

Jandy Nelson to autorka, która szturmem zdobyła polski rynek wydawniczy swoją powieścią Oddam ci słońce. Ja mam ją jeszcze przed sobą, ale za to skorzystałam z okazji, by zabrać się za debiut pisarki - Niebo jest wszędzie.

Lennie z trudem próbuje uporać się ze śmiercią swojej starszej, ukochanej siostry, Bailey. Wciąż rozpaczliwie chwyta się ostatnich znaków jej obecności, dlatego coraz więcej czasu spędza z chłopakiem zmarłej siostry, Tobym. Tylko przy nim jej ból wydaje się być mniejszy, tylko on wydaje się rozumieć jej stratę. Lennie i Toby zaczynają się do siebie niebezpiecznie zbliżać, a wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w szkole pojawia się nowy uczeń, Joe, który sprawia, że dziewczyna jest w stanie na kilka chwil zapomnieć o Bailey. Jednak czy Lennie ma jeszcze prawo do szczęścia, skoro nie może się nim dzielić z siostrą?

Niebo jest wszędzie to książka trudna do oceny, bo jest pełna sprzeczności - tuż koło pięknych, podniosłych metafor występuje młodzieżowy slang. Z jednej strony jest skomplikowana i unikatowa, z drugiej przewidywalna i momentami banalna. Winą za to można obarczyć fakt, że jest to debiutancka powieść autorki, dlatego posiłkowała się znanym schematem, w którym to ta ładniejsza, bardziej radosna i pragnąca być w centrum uwagi siostra umiera, a ta, która wciąż żyje, ma z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia i szuka ukojenia w ramionach ukochanego siostry. Prawda, że brzmi znajomo? Ale mimo tak oczywistego wykorzystania szablonu, Niebo jest wszędzie pozostaje książką interesującą i wyróżniającą się na tle pozostałych. Wiersze, które Lennie pisze na przypadkowych skrawkach papieru, kubkach po kawie czy nawet ryje w drewnie są fantastyczne i stanowią jeden z najpiękniejszych punktów książki. Pokazują tęsknotę dziewczyny za siostrą dużo lepiej niż jej pozbawione sensu, momentami irytujące zachowanie, uwielbiałam je czytać i zakochałam się w samym pomyśle słów pełnych bólu wymykających się wprost z wnętrza, które musiały zostać natychmiast utrwalone.

Kreacja bohaterów również bardzo mi się podobała. Rodzina Lennie jest zdrowo szurnięta, nie do końca w pozytywnym tego stopnia znaczenia, ale te dziwactwa sprawiły, że obdarzyłam ich ogromną sympatią i współczuciem. Mimo faktu, że Niebo jest wszędzie opowiada głównie o próbie poradzenia sobie z żałobą, która dotknęła niemal całą okolicę bez wyjątku, Gram oraz Big swoim wariactwem wnoszą nieco humoru do książki. Polubiłam również najlepszą przyjaciółkę głównej bohaterki, Sarę, która jest prawdziwa we wszystkim, co robi i stara się wspierać Lennie najlepiej, jak potrafi, chociaż w głównej mierze moją przychylność zapewniła sobie image'em
"gotogrungepunkhippirockemotrashmetalowegomodowegofrikamózgowcazchcicąnachłopakówwalniętąhiphopowąrastamankę" (mam nadzieję, że wszyscy mnie docenią za przepisanie tego słowa z książki). Jednak to Joe jest postacią, która skradła całe show i w którym prawdopodobnie każda czytelniczka zdążyła się już zakochać. Wprowadził nie tylko uśmiech, radość, kolor i życie do domu Lennie, ale także do całej książki i nie ma ani jednej rzeczy, którą chciałabym w nim zmienić.

Natomiast mnóstwo rzeczy zmieniłabym w Lennie. Co zaskakujące, nie jest to postać zła, przynajmniej jak na główną bohaterkę. To zwyczajna dziewczyna, która ma głowę na karku i jest odpowiedzialna, ale przy tym nie wie, czego chce od życia, zwłaszcza po stracie Bailey. Możemy oglądać, jak powoli rozkwita, wychodzi ze swojej skorupy i daje sobie prawo do szczęścia nawet po śmierci siostry, jednak trudno odczuwać do Lennie sympatię po tym, co wydarzyło się między nią a Tobym, którego od początku nie lubiłam. Byłam zniesmaczona ich zażyłą relacją, która wytworzyła się na fundamencie cierpienia, bo choć Jandy Nelson próbowała to jakoś usprawiedliwić, do mnie jej wytłumaczenie nie trafiło. Lennie po prostu była egoistką i lubiła się nad sobą użalać, ignorując fakt, że inni cierpią tak samo jak ona.

Niebo jest wszędzie to przede wszystkim książka prawdziwa, która pokazuje, jak tragedia może oddziaływać na życie wielu osób. Czasami w sposób niemal absurdalny okazują swoją żałobę, ale każdy musi znaleźć swój własny sposób na poradzenie sobie z rzeczywistością, w której nie ma ukochanej osoby. To książka wzbudzająca emocje, jednocześnie wzruszająca i niezwykle subtelna. Może gdyby nie fakt, że Kochani, dlaczego się poddaliście? (wciąż się wzdrygam na myśl o tej książce) przeczytałam jako pierwsze i mam ogromny uraz do podobnego schematu, Niebo jest wszędzie otrzymałoby wyższą ocenę. Może. Bo mimo niewątpliwych zalet pojawiających się w całej książce, która jest delikatna niczym mgiełka, nie mogę przymknąć oka na zgrzyty i wtórność tematu. Dostrzegam jednak ogromny potencjał w twórczości Jandy Nelson, dlatego nie mogę się doczekać chwili, kiedy sięgnę po Oddam ci słońce.

7/10

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia