Milion odsłon Tash, czyli jak zostać sławnym vlogerem i nie zwariować

15:15

Jedna z moich ulubionych booktuberek, Ashley z kanału A Dash of Ash, gorąco polecała Milion odsłon Tash, więc gdy tylko dostałam szansę, by przedpremierowo zapoznać się z tą powieścią, bez wahania z niej skorzystałam. Nastawiałam się na inteligentną i bardzo współczesną historię coming of age. Nie ukrywam, że miałam dość duże oczekiwania, bo od dawna nie przeczytałam żadnej książki z gatunku contemporary, która by mnie urzekła, a wyglądało na to, że Milion odsłon Tash może się okazać strzałem w dziesiątkę. Czy rzeczywiście tak było? 

Mogłoby się wydawać, że Natasha to zwykła nastolatka. Od rówieśników odróżnia ją jednak niezrównana miłość do pisarza Lwa Tołstoja, która natchnęła dziewczynę do stworzenia amatorskiego serialu internetowego będącego współczesną adaptacją Anny Kareniny. Nieszczęśliwe rodziny nie cieszyły się zbyt dużą popularnością do czasu, aż znana vlogerka poleciła serial na swoim kanale. W przeciągu jednej doby liczba subskrybentów kanału Tash na YouTubie wzrosła do kilkudziesięciu tysięcy, a ona sama musiała zmierzyć się z setkami komentarzy, fanartów, GIFów, maili i tweetów. Wraz z rosnącą liczbą odsłon kanału Tash odkrywa także siebie – jako uczennica, która po wakacjach rozpocznie ostatnią klasę, zaczyna myśleć o swojej przyszłości, jej matka nagle zachodzi w nieplanowaną ciążę, pojawia się także chłopak, który jej się podoba, ale Tash nie wie, jak ma stworzyć z nim związek przez wzgląd na swoją aseksualność i powolne odkrywanie tego, co się z tym wiąże... Natasha musi odnaleźć w sobie odwagę, by zmierzyć się ze swoimi problemami w realnym świecie.

Milion odsłon Tash to książka bardzo młodzieżowa. Często się zdarza, że gdy któryś z autorów stara się być na czasie i na siłę naśladuje styl mówienia nastolatków czy próbuje przedstawić ich problemy, wypada to co najmniej niezręcznie, ale w książce Kathryn Ormsbee wszystko było zupełnie naturalne i rzeczywiste. Powieść kręci się wokół serialu internetowego tworzonego przez Tash będącą scenarzystką i reżyserką oraz jej najlepszą przyjaciółkę Jack, która odpowiada między innymi za montowanie oraz pilnowanie, by Natasha nie ześwirowała przez wzgląd na swój perfekcjonizm i trudności w dogadywaniu się z aktorami. W Milion odsłon Tash pojawia się wiele tematów, które z własnego doświadczenia znają wszyscy blogerzy, vlogerzy czy też fangirls – posty na Tumblrze, shippowanie i OTP, ale także goniące terminy, przez które klawiatura wydaje się płonąć pod palcami. Można spojrzeć na kręcenie filmów na YouTubie w zupełnie inny sposób, jest to rzut oka za kulisy i wydaje mi się, że stanowi to niezwykle oryginalny, ciekawy dodatek nie tylko dla osób, które na co dzień w tym siedzą. Natasha musiała sobie poradzić z nagłą popularnością w sieci, gdy jej vlog stał się viral, a także z konsekwencjami internetowej sławy, między innymi z sodówką uderzającą do głowy, paniką czy szerzącą się falą hejtu, która potrafi być bardzo bolesna i może namieszać w głowie.

Przy okazji Kathryn Ormsbee przemyciła w swojej powieści wiele problemów socjalnych i wątków, z którymi do tej pory nie spotkałam się w literaturze młodzieżowej. Rodzina Tash składa się głównie z imigrantów – jej dziadkowie od strony ojca przyjechali z Czech i są prawosławni, z kolei jej mama przyleciała z Nowej Zelandii i praktykuje buddyzm, przez co dziewczyna musiała poradzić sobie z ustaleniem własnej tożsamości czy wiary, jaką chciałaby wyznawać, a także iść na kompromisy związane z wychowywaniem się w wielokulturowej rodzinie. Ponadto bardzo ważną kwestią w Milion odsłon Tash jest seksualność. Główna bohaterka wie, że jest aseksualna, jednak dopiero uczy się tak naprawdę, co to oznacza, walcząc z własnymi wątpliwościami i strachem. Momentami Natasha bywała zbyt przewrażliwiona na tym punkcie i miałam ochotę wywrócić oczami, gdy najmniejsza wzmianka mogła stać się iskrą zapalną do kłótni lub gdy po raz kolejny wracała do tych samych przemyśleń, dochodząc do identycznych wniosków, co było dość frustrujące, lecz na pewno trzeba zaliczyć ten wątek na plus. Pojawia się także wiele innych wątków dostarczających materiałów do przemyśleń, ale w większości wypadków autorka wprowadzała je w niezwykle subtelny, nienarzucający się sposób, mimo że wiele z nich porusza istotne kwestie.

Niestety, nie mogłoby być tak kolorowo do końca. Co prawda Kathryn Ormsbee udało się stworzyć ogromną różnorodność wśród postaci w Milion odsłon Tash – nie tylko pod względem seksualności (bo znajdziecie tutaj zarówno, hetero-, homo-, bi-, jak i wcześniej wspomnianych aseksualistów), ale także charakterologicznym. To nie jest długa powieść, mimo to autorce udało się tutaj umieścić mnóstwo bohaterów i jeszcze każdego z nich dość dokładnie przedstawić, za co należą jej się ogromne brawa. Znajdziecie tutaj wyluzowanego rockmana, wycofaną i chłodną gothkę, kochaną miss piękności, zadzierającego nosa gwiazdora, nerda bez wiedzy na temat popkultury... Przekrój jest szeroki, a ja muszę korzystać z tych uproszczeń, bo opisanie wszystkich mogłoby mi zająć kilkanaście stron w Wordzie. Nie mogę jednak powiedzieć, bym zżyła się z którymkolwiek z nich i specjalnie im kibicowała. Mimo tej różnorodności miałam wrażenie, że postaci są dość papierowe. Sama Tash przez większość czasu była w porządku, lecz pod koniec znacząco straciła w moich oczach i miałam ochotę naprawdę mocno nią potrząsnąć.

Milion odsłon Tash to powieść dobra, która pod wieloma względami odróżnia się od innych powieści młodzieżowych na rynku, lecz nie spełniła moich oczekiwań. Myślałam, że bardziej się w nią wciągnę i że będę nią zachwycona, tymczasem kolejne kartki przerzucałam raczej z umiarkowanym zainteresowaniem, a całość była dość przewidywalna. Mimo to Milion odsłon Tash to doskonała lektura na wakacje lub na leniwy wieczór początku zbliżającego się roku szkolnego i szkoda byłoby przegapić tę premierę, bo uważam, że pod względem tematyki i różnorodności wybija się na tle innych książek.

You Might Also Like

0 KOMENTARZY

Witaj drogi Czytelniku!
Każde Twoje słowo sprawi mi wiele radości, niezależnie czy są to słowa pochwały, krytyki, obietnica przeczytania recenzowanej książki w przyszłości - wszystko wywoła na mojej twarzy geekowaty uśmiech.

Google+ Followers