poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Niezłomni, czyli brak pomysłu na emocjonujące zakończenie serii Wybrani

Jestem chyba jedną z niewielu osób, które nie przepadają za serią Wybrani C. J. Daugherty. Pewnie myślicie, że jestem masochistką, skoro właśnie przeczytałam i mam zamiar zrecenzować ostatnią część tego cyklu, który ciągnął się za mną od trzech lat – i no cóż, macie rację. Mimo to uparłam się, że choćby nie wiem co, skończę swoją przygodę z mdłą, bezsensowną i irytującą serią C. J. Daugherty i dzisiaj nadszedł ten wielki dzień podsumowania.
Nie, nie będzie miło. 

Nathaniel zdobywa przewagę. Uczniowie Akademii Cimmeria podupadają na duchu. Udręczona Allie martwi się nie tylko o szkołę, ale także o los Cartera. Wie jednak, że musi odnaleźć w sobie siły do walki, dlatego namawia Isabelle do wznowienia treningów w Nocnej Szkole. Uważa, że tylko wtedy uczniowie nie utracą wiary w zwycięstwo.
Czy Nathaniela można pokonać? Jak wiele będą gotowi poświęcić bohaterowie i jakie tajemnice jeszcze skrywają? Opis z LubimyCzytać

Nie sądziłam, że C. J. Daugherty uda się stworzyć równie nielogiczny (chociaż chyba powinnam powiedzieć wprost idiotyczny) przebieg zdarzeń co w trzeciej części, która wciąż nawiedza mnie w koszmarach, ale guess what? Surprajs! Bo widzicie, nie ma nic irracjonalnego w przekazywaniu w ręce siedemnastolatki przywództwa w organizacji właściwie sprawującej władzę w kraju i trzymającą w kieszeni cały parlament oraz najważniejsze firmy. Użyczanie satelity na rzecz dyrektorki szkoły nie jest niczym zaskakującym, podobnie jak angażowanie rządu, osób należących niegdyś do służb specjalnych i uzdolnionych hakerów do odbicia z rąk szaleńca jednego, mało znaczącego nastolatka, zamiast skierować te siły do walki lub ochrony przed Nathanielem, który sam zachowuje się absurdalnie, a mimo to nikt nie jest w stanie go pokonać. Kiedy jednak już się przymknie oko na nonsensowność fabuły (chociaż trudno to zrobić, niedorzeczność wydarzeń wręcz wali po oczach), po prostu widać, że nic się w Niezłomnych nie klei. Z jednej strony autorka próbowała utrzymać klimat typowy dla powieści sensacyjnych, wprowadzała zawiłe informacje, knuła intrygi, wszystko kręciło się wokół napięcia i zagrożenia, ale z drugiej na siłę wpychała do Niezłomnych problemy typowych nastolatków, które nijak się miały do fabuły. Tęsknota Allie za Carterem, jej nierozwiązana sprawa z Sylvainem, kłótnie z przyjaciółkami, a także brak porozumienia z rodzicami – w żaden sposób nie współgrało to z głównym wątkiem i tylko wywoływało u mnie większą irytację. 

Nie zrozumcie mnie źle – Niezłomni nie są jakąś fatalną, beznadziejną książką, której każdy egzemplarz należy wytropić i spalić, bo obraża mnie ona jako czytelnika. Wręcz przeciwnie, czyta się ją gładko i szybko, w końcu wyciągnęła mnie z kaca książkowego, który utrzymywał się niemal dwa tygodnie. Chodzi jednak o to, że po czwartej, lepszej od poprzednich, części C. J. Daugherty na nowo rozbudziła moje nadzieje, które żyły we mnie, kiedy zabierałam się za Wybranych. Każdy kolejny tom rozwiewał moje wątpliwości, jednak po Zbuntowanych pojawiła się ta iskierka nadziei i pokładałam wiarę w autorce, licząc na to, że po tych wszystkich pokrętnych zawiłościach fabularnych ciągnących się przez kolejne części, zakończenie wbije mnie w fotel. Że będą działy się tak szalone rzeczy, że szczęka opadnie mi z wrażenia, a ja z dziko bijącym sercem nie będę mogła się doczekać rozwiązania. Naprawdę liczyłam na to, że będzie lepiej. Skucha. Niezłomni byli chyba najnudniejszym tomem z całej serii, przez większość czasu niemal nic się nie działo. Allie po prostu siedziała w szkole, czekając na nieuniknione, kłócąc się z Isabelle i marząc o Carterze.

Na koniec poznęcam się jeszcze nad bohaterami. Allie nie lubiłam i nie polubię, koniec kropka. Dla mnie to rozwydrzona, niezrównoważona emocjonalnie i zupełnie niedojrzała dziewucha. Problem w tym, że w Niezłomnych jest właściwie jedyną postacią – pozostałe przewijały się gdzieś w tle, biorąc udział w jednej, może dwóch scenach, więc bohaterowie, których polubiłam, nie byli w stanie uratować tej książki. Zoe była jak zawsze genialna, ale brakowało mi Cartera. Inni nie są warci wspominania, wszystkim bez wyjątku brakuje charakteru i jakiejś iskry. Płytcy jak kałuża.

Nie polecam wam tej serii. Jest o wiele więcej powieści, na które warto poświęcić swój czas. Autorka wyraźnie nie miała pomysłu na sensowne i emocjonujące zakończenie całej historii, Niezłomni to mdła, nieciekawa książka z przewidywalną fabułą, niekończącymi się, miłosnymi rozterkami, przepełniona nielogicznymi wyborami i absurdalnymi wydarzeniami. Zamysł C. J. Daugherty na serię był dobry, ale dla mnie to tylko kolejne rozczarowanie, które czyta się szybko z pobłażliwym uśmiechem na twarzy. Początkowa koncepcja była niezła, lecz nie wyszło. I tyle.


Seria Wybrani:
Wybrani // Dziedzictwo // Zagrożeni // Zbuntowani // Niezłomni

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia