środa, 17 sierpnia 2016

Username: Evie, czyli nieskomplikowana powieść graficzna o dobru i złu

Większość z nas miała styczność z komiksami w dzieciństwie. Wciąż pamiętam tematyczne gazetki, w których można było znaleźć przygody Odlotowych Agentek, W.I.T.C.H czy Wróżek przedstawionych w graficznej formie. Uwielbiałam również wypożyczać z biblioteki dość grube komiksy o przygodach siostrzeńców Kaczora Donalda, czyli Hyzia, Dyzia i Zycia, namiętnie się w nich zaczytywałam i nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po kolejne tomy. Z czasem jednak moja fascynacja komiksami wygasła, chyba wydawało mi się, że z nich wyrosłam, w końcu znałam tylko te dziecięce. Username: Evie otworzyło mi jednak oczy na zupełnie nowy świat – świat powieści graficznych i mam nadzieję, że moja przygoda nie skończy się tylko na projekcie Joe Sugga.

Evie to wyobcowana nastolatka, która z samotnością, szykanowaniem i wyśmiewaniem radzi sobie, chowając się w lodówce. Marzy o ucieczce do miejsca, w którym byłaby akceptowana i kochana. Ojciec Evie w tajemnicy przed nią tworzy wirtualną, idylliczną krainę przeznaczoną tylko dla niej, aby mogła dowolnie ją ukształtować. Dziewczynie wydaje się, że w końcu znalazła swoje miejsce na ziemi, jednak ten prezent może odmienić jej życie w sposób, którego nawet sobie nie wyobrażała, bo najgorsze dopiero przed nią.

Wprost muszę zacząć od oprawy graficznej! Pewnie fani komiksu mieliby się do czego przyczepić, ale jako zupełna nowicjuszka jestem zachwycona – zwłaszcza barwami i cieniowaniem, pięknie to wyglądało. Co prawda, jeśli zwróci się na rysunki większą uwagę, wyraźnie widać, że twarze są trochę koślawe, a sylwetki nieproporcjonalne, lecz twórcy chyba zależało na wrażeniu niedbałości linii. Zauważyłam to dopiero za drugim razem, gdy przeglądałam komiks i bardziej niż na fabule skupiłam się na samych ilustracjach, nie zmienia to jednak faktu, że podczas pierwszego czytania byłam zachwycona i wydaje mi się, że każda osoba, która nie miała dużej styczności z komiksami, powinna podzielić moje zauroczenie grafiką, a zwłaszcza żywymi kolorami.

Nie będę ukrywać, że fabuła jest naiwna, a zakończenie uproszczone i z dość banalnym morałem. Występuje jasny, niemal przerysowany podział na to, co dobre i co złe, Username: Evie miało za zadanie pokazać, że nawet kilka oschłych, nieprzyjemnych słów wypowiedzianych w złej wierze może pociągnąć za sobą całą lawinę okropnych zdarzeń. Główną ideą przyświecającą Joe Suggowi podczas tworzenia tej powieści graficznej było przesłanie, że jeżeli chcemy żyć w przyjaznym, szczęśliwym świecie zmianę musimy zacząć od samych siebie. Teoretycznie po prostocie przedstawionych wątków i tej naiwności widać, że komiks jest skierowany do młodszych czytelników, jednak te ideały powinny przyświecać wszystkim, więc może warto sobie o nich przypomnieć mimo przewidywalności oraz oczywistości fabuły Username: Evie.

W komiksie zabrakło mi głównie humoru Joe Sugga, który swoimi filmikami jest w stanie rozbawić mnie do łez. Mimo to udało mu się stworzyć bohaterkę, z którą może się identyfikować rzesze nastolatków, a pomysł na wirtualną krainę był cudowny, szkoda, że bardziej go nie rozwinął. Uważam, że warto poświęcić Username: Evie swoją godzinkę czasu, bo to bardzo przyjemna, na swój sposób urocza powieść graficzna. Może jakoś specjalnie mnie nie wciągnęła i nie zakochałam się w niej, ale spędziłam przy niej miło czas. Jeśli już się za nią zabierzecie, konieczne dajcie mi znać, jak Wam się podobała! 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia