środa, 13 stycznia 2016

Można Inaczej + wywiad z Sebastianem Kołpakiem

6
To nie będzie post z rodzaju tych, które często zamieszczam na blogu. Nie dość, że na blogu pojawi się pierwszy wywiad, nie tak zwyczajny, bo z chłopakiem, który jako siedemnastolatek zjeździł autostopem Europę, ale także chciałabym przekonać Was do wewnętrznej mobilizacji. Do wsłuchania się w siebie i spróbowania przeżycia stu najbliższych dni na pełnych obrotach. Dlaczego właśnie stu? Bo przez ten czas w mózgu tworzą się nowe ścieżki nerwowe. Za sto dni będziecie kimś zupełnie innym i jeśli przeżyjecie ten czas na maksa, będziecie o wiele lepsi, niż jesteście teraz. Otwórzcie oczy. Weźcie głęboki wdech. Przeczytajcie ten post. Zainspirujcie się. I zróbcie coś, co będzie warte zapamiętania.
Uważam, że w dzisiejszych czasach najbardziej brakuje nam odwagi. Wszyscy marzą o rzuceniu znienawidzonej pracy, jednak nikt tego nie robi. Wszyscy mówią, że powiedzą pewnej osobie, co o niej tak naprawdę myślą, ale przez cały czas milczą. Żyjemy według ograniczeń, które sami sobie narzuciliśmy, bo obawiamy się tego, co inni o nas pomyślą albo paraliżuje nas strach przed nieznanym. Dlatego podążamy wytyczonymi szlakami i udajemy, że wszystko jest w porządku, chociaż wewnętrznie powoli usychamy. Prawda, że brzmi to strasznie? Może mam skłonności do pesymistycznej przesady, ale przecież wszyscy wiedzą, jak trudno jest wyjść poza własne granice komfortu. 
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego o tym piszę. Czy Geek Girl postanowiła przejść na ciemną stronę mocy? Otóż nie. Wręcz przeciwnie. Postanowiłam odnaleźć tą jasną! A wszystko za sprawą konferencji Można Inaczej, która odbyła się 3 grudnia w Rzeszowie. Na miejscu pojawiło się ponad 130 osób (dodam tutaj, że wszystkie pieniądze ze sprzedaży biletów zostały przekazane na rzecz fundacji Od siebie dla innych, o której możecie przeczytać tutaj). 
Czy byłam nastawiona entuzjastycznie? Nie. Nie jestem typem osoby, która pojawia się na jakichkolwiek wydarzeniach. Ale kiedy konferencja się rozpoczęła... Rozpoczęła się magia. Najpierw - cztery prelekcje. Na scenie pojawili się przesympatyczny Arek Nepelski, który prowadzi motywacyjne warsztaty, Zuza Marczuk, która od podstaw stworzyła projekt społeczny Migająca Młodzież, Łukasz Olszówka, zaledwie dwudziestodwuletni reżyser, muzyk i filmowiec oraz niezwykle charyzmatyczny Daniel Sowa, były przewodniczący Rady Młodzieży Miasta. Następnie każdy mógł wybrać warsztat, w jakim będzie uczestniczył, według własnych zainteresowań. Na drugiej godzinie warsztatów poznałam właśnie Sebastiana, usłyszycie o nim więcej już za chwilę! Ale najpierw chcę Wam powiedzieć, co ta konferencja mi dała. 
Można Inaczej pokazało mi, że życie nie musi opierać się na utartych schematach, że można z niego czerpać jak najwięcej w zupełnie inny sposób. Zachęciło do odważnego stawienia czoła oczekiwaniom innych, do bycia autentycznym, do podążania własną ścieżką. 
Można Inaczej sprawiło, że marzenia, które spychałam wgłąb siebie, uważając, że powinnam się skupić na czymś bardziej realnym, znowu we mnie odżyły. Bo w życiu najważniejsza jest pasja i ten ogień, jaki z niej czerpiemy. Ta konferencja była dla mnie ogromną inspiracją i dała mi mocnego kopa, który sprawił, że do tej pory rozpiera mnie energia i chęć, by wykorzystać swój potencjał w stu procentach, mimo że minął już miesiąc! Uwierzcie, że Można Inaczej - inaczej niż tylko siedzieć nad grubymi podręcznikami, ucząc się do sprawdzianu, który nie będzie miał żadnego znaczenia za kilka tygodni, inaczej niż chodzić do pracy, która nie sprawia przyjemności, ale daje dużo pieniędzy. Szczerze mówiąc, trudno oddać słowami atmosferę tego spotkania, chęć do działania i zmian dało się wprost poczuć w powietrzu! :) Ta konferencja otworzyła mi oczy na nowe możliwości oraz pozwoliła poznać nowych, wspaniałych ludzi. Jedną z tych pozytywnie zakręconych na punkcie świata osób jest właśnie Sebastian Kołpak, który poprowadził warsztaty. Tak bardzo mnie on zainspirował, że postanowiłam przeprowadzić z nim wywiad, bo według mnie jest ucieleśnieniem wszystkiego, co reprezentuje sobą Można Inaczej. Odważył się zrobić coś, o czym wielu z nas marzy, a jednak rzadko kiedy realizuje ten pomysł, dlatego mam nadzieję, że dzięki tej rozmowie Wy też poczujecie motywację do spełniania swoich marzeń! Muszę Was jednak uprzedzić, że Sebastian to straszna gaduła, dlatego króciutki post rozrósł się do tasiemca :) Nie przedłużając - Seba, mając siedemnaście lat, ruszył w podróż autostopem do Hiszpanii. Po drodze przejechał 8 krajów i nie wydał więcej niż 50 euro, ale wrócił bogatszy o wspomnienia, których wielu z nas może mu tylko pozazdrościć. 

1. Jak w ogóle w twojej głowie zrodził się pomysł podróży autostopem po Europie? 
Tak naprawdę czasami pytam o to samego siebie. Sięgam myślami w przeszłość, ale nie mogę sobie przypomnieć momentu, w którym pojawiło się marzenie, żeby pojechać gdzieś autostopem. Na pewno przyczyniło się do tego kilka rzeczy. Przede wszystkim zawsze chciałem podróżować: pociągało mnie odkrywanie świata, poznawanie ludzi i innych kultur. Nie byłoby w tym nic wyjątkowego, gdyby nie to, że dodatkowo zawsze chciałem dać się ponieść wszystkiemu dookoła - "bez" pieniędzy, bez konkretnego planu, ruszyć po prostu przed siebie, bez zarezerwowanych noclegów i biletów na przejazdy, bez bladego pojęcia co może ci się dzisiaj przydarzyć, gdzie możesz trafić, kogo możesz spotkać... A nawet gdzie możesz dzisiejszej nocy spać. Żyć chwilą, zanurzyć się w danym miejscu, jego kulturze, no i w czasie. Uczyć się codziennie czegoś nowego. Kiedyś trafiłem na bloga Przemka Skokowskiego "Autostopem przez życie", znalazłem też inne blogi, filmiki podróżnicze, wspaniałe opowieści, które doprowadziły do tego, że w marcu 2014 roku, jeszcze jako 16-latek, ruszyłem autostopem... do Warszawy. W wakacje tamtego roku pojechałem też na kilkudniowego tripa do znajomych na Słowacji, przez Czechy i Austrię. I tak to się zaczynało... Z kciuka na kciuk coraz bardziej się zakochiwałem :)

2. Pewnie jest to jedno z najczęstszych pytań, które masz okazję usłyszeć, ale co na to twoi rodzice? Nie bali się o ciebie?
To oczywiste, że się bali. Biorąc pod uwagę wszystko - bardzo ich podziwiam. To zabawne, ale ja w życiu nie puściłbym swojego dziecka. Najwidoczniej mi zaufali. Na początku zgodzili się na pierwszy autostop do Warszawy, zobaczyli, że jest okej, że odbieram, jak mama dzwoni co pół godziny, a w czasie ostatniej podróży do Hiszpanii już nawet się denerwowała, kiedy to ja cały czas do niej dzwoniłem i chwaliłem się, gdzie jestem, co robię i co mi się właśnie przydarzyło. To niby oczywiste, ale rodzice bardziej się martwią o mnie w czasie takiej podróży niż ja sam. Ja po prostu widzę, co się dzieje i wiem, co robię, a rodzice mogą sobie tylko wyobrażać różne rzeczy. O autostopie nie mówi się najlepiej - bo kto nie jeździ, ten nie wie, dlatego zawsze będzie kojarzył autostop z porwaniami, zabójstwami i gwałtami. Mam styczność z mnóstwem ludzi, którzy od lat tym sposobem odkrywają świat, a nigdy nie słyszałem o podobnych tragediach. Ludzie mają po prostu mentalność, że lubią głosić sensacje tego typu - nieważne czy są prawdziwe, czy nie. I to jest smutne, bo strasznie nas to ogranicza. Ja na przykład nie wyobrażam sobie, żebym nie robił teraz tego, co robię - to stało się nie tylko moim sposobem na spełnianie marzeń, ale wręcz częścią mojej osoby. Rodzice po prostu widzą moje szczęście i wiedzą, jak bardzo wiążę z tym moją przyszłość. Są niesamowici!

3. A ty sam nie miałeś żadnych wątpliwości? W końcu tak jak mówisz, słyszy się wiele negatywnych rzeczy odnośnie łapania stopa. 
Pierwsze kciuki były trochę stresujące, bo nie wiedziałem, kto się zatrzyma, o czym z nim rozmawiać, jak się zachowywać podczas jazdy, żeby nie było sztywno. Poza takim stresem, który teraz przerodził się raczej w coś ekscytującego, nie bałem się skrajnych przypadków, o których tyle się mówi. Siedziały gdzieś w mojej głowie, ale wiedziałem, że jestem zdany tylko na siebie i musiałem być po prostu czujny, odpowiedzialny. Mając taką pasję, trzeba się z tym liczyć. Oczywiście z umiarem - bo osobiście polecam czasami po prostu komuś zaufać (w granicach rozsądku) i tak oto tworzy się prawdziwa podróż z przygodami :) Trzeba brać pod uwagę to, że może być niebezpiecznie, ale nie można żyć obawami. Nie miałem wątpliwości, że chcę spełniać swoje marzenia. Były i wspaniałe, i ciężkie momenty. Ale to jest tak jak w życiu - nie ma co się załamywać, należy uczyć na błędach.

4. Jakie największe trudności napotkałeś na swojej drodze podczas podróży? Nie miałeś czasem myśli, że chciałbyś wrócić do domu i spać w wygodnym łóżku?
Za łóżkiem nie tęskniłem nigdy - serio, serio! No, może pomijając "spanie" na ławce w większych miastach :)
Jeśli chodzi o trudności - było ich kilka. Chyba największym koszmarem była jedna przygoda podczas pierwszej podróży na Słowację. Zostawiłem swój telefon w samochodzie, którym jechałem z Pragi do Brna w Czechach. Dalej miałem łapać stopa do Austrii, kiedy mój telefon ruszył w drogę... na Słowację. Po 5 minutach od wyjścia z auta sięgnąłem do kieszeni, żeby sprawdzić godzinę w telefonie i... Ogarnęło mnie takie przerażenie, jakiego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić. Pominę to, co działo się potem, bo to naprawdę niesamowita przygoda (więcej szczegółów znajdziecie na blogu Sebastiana), ale tak w mega dużym skrócie: jako 16-latek przejechałem Austrię bez żadnego telefonu, kiedy mama nawet nie wiedziała, w jakim państwie jestem, a telefon koniec końców odzyskałem drugiego dnia w Bratysławie dzięki serii cudów. Autostop to jest po prostu jakaś magia! Wracając do niemiłych przygód, to w czasie ostatniej podróży do Hiszpanii największym zagrożeniem dla mnie było... pęknięcie plecaka, który rwał się już w szwach (koniec końców wytrzymał). Do tego jeszcze to długie czekanie na autostop... Albo 10 kilometrów na piechotę w słońcu z wielkim i ciężkim plecakiem! Podróż to po prostu niezła szkoła życia.

5. Jak długo się przygotowywałeś do takiej podróży? 
Z reguły nie dłużej niż tydzień. Parę dni przed wyjazdem pojawia się pomysł i od tego momentu wszystko się zaczyna - rozmowy z rodzicami, szybkie zakupy, pakowanie się, drukowanie mapek i lada dzień stoję już z kartonem na wylotówce z Białegostoku. Do Hiszpanii zacząłem się przygotowywać 2 dni przed wyjazdem. Przedtem nawet nie wiedziałem, gdzie dokładnie chcę jechać. To jest spontan. Następnym razem jednak spróbuję trochę bardziej to ogarnąć - wszystkiego trzeba w życiu spróbować.

6. Które z odwiedzonych miejsc podobały ci się najbardziej? 
Najmniej oczywiste miejsca. Przede wszystkim stacje przy autostradach - jak dla mnie autostopowe raje, pełne samochodów zza granicy, którymi można się gdzieś zabrać po krótkiej rozmowie z kierowcą, ze sklepami, toaletami, prysznicami, darmowym wi-fi, dostępem do prądu, miejscem na namiot na niedalekiej łące czy na rozłożenie karimaty... UWIELBIAM! 
A tak bardziej serio to zakochałem się m. in. w Trieste we Włoszech, gdzie na spontana spędziłem 2 dni, w potężnych, niesamowitych Alpach, których nawet nie miałem w planie czy w kosmicznym Sitges niedaleko Barcelony, gdzie nieoczekiwanie spędziłem 3 dni w hotelu! Najbardziej LGBTQ-owe miejsce jakie można sobie wyobrazić, mega pozytywni ludzie, życie nocne, plaże, siesta, festa, viva la vida i te sprawy! Na samą myśl chce mi się wrócić.

7. Jaka przygoda z podróży najbardziej zapadła ci w pamięć? 
Nie umiem wybrać jednej takiej przygody - na serio! Były ich dziesiątki - mniejsze i większe. I o każdej mógłbym opowiadać i opowiadać... Na przykład w czasie ostatniej podróży włoska rodzina zaprosiła mnie do siebie do domu na noc. Do takiego typowego, klimatycznego, włoskiego miasteczka. Pani Cecilia przyrządziła na kolację tradycyjne włoskie danie, które zjedliśmy jak rodzina przy jednym stole. Następnego dnia zrobili mi niespodziankę i wsadzili w pociąg do Wenecji. Niewiarygodne przygody mam też z Polakami spotkanymi w podróży. To właśnie Polacy przypadkowo spotkani w Sitges przygarnęli mnie do hotelu na 2 noce, z Polakami też przejechałem przez Alpy, zaraz po tym jak przemierzałem przez 2 dni Włochy z innym Polakiem, który zaopiekował się mną jak ojciec, a w 2 dni o Włoszech dowiedziałem się od niego więcej niż przez całe życie. Kocham autostop. W Barcelonie złapałem na stopa Podlasianina. Przez 4 dni przemierzaliśmy zachodnią Europę, zrobiliśmy jajecznicę w korku na francuskiej autostradzie i całą drogę słuchaliśmy disco polo... To tylko szczypta tego wszystkiego.

8. Jakie są według ciebie największe zalety autostopu?
Autostop jest po prostu dobrym rozwiązaniem, kiedy chcesz podróżować, a nie masz za wiele pieniędzy. To nieprawda, że do spełniania podróżniczych marzeń potrzebujesz dużo forsy - to głupie myślenie. Podróżując takim sposobem przeżyjemy przygody, o jakich typowy turysta może śnić i zyskamy znajomości na całym świecie. Nauczymy się radzić sobie z wieloma trudnościami, a do tego poznamy tradycje, język, kulturę, dane państwo, czy region poprzez samych mieszkańców! Każdy człowiek wnosi coś do naszego życia. Po takiej podróży na pewno nie wrócicie już tacy sami! Setki wspomnień, przygód, niespodzianek...
Teraz już konkretniej: autostop kocham przede wszystkim za to, że mogę dać się ponieść. Każdego dnia budzę się o wschodzie słońca w jakimś odległym miejscu, nie wiem, gdzie dzisiaj trafię, kogo spotkam na swojej drodze... To jest takie niesamowite uczucie! Żyjesz chwilą, żyjesz miejscem w którym właśnie jesteś. Nawet największe problemy z codzienności odchodzą gdzieś daleko, bo teraz jesteś tu i teraz. Jedziesz przed siebie, ufasz, budujesz siebie i przede wszystkim poznajesz siebie samego.
Naprawdę nie wiem, jak to opisać! Po prostu dopóki nie spróbujesz, dopóty mi nie uwierzysz, że leżenie wieczorem na karimacie na stacji benzynowej przy autostradzie 2000 km od domu po cholernie wyczerpującym dniu może dać Ci tyle szczęścia i uśmiechu, że to jest nie do opisania! :)

9. Masz zamiar ponownie wyruszyć w podróż autostopem? Jeśli tak, gdzie tym razem chciałbyś trafić?
No jasne, że mam zamiar! Chciałbym trafić... wszędzie. Codziennie odkrywam nowe miejsca na świecie czy nawet w Polsce, które muszę poznać. Prędzej czy później. Lista marzeń jest długa i się nie kończy. Do Hiszpanii, czy też Włoch chciałbym wrócić jak najszybciej i odwiedzić rodziny, z którymi wciąć utrzymuję kontakt. A jeśli chodzi o ten rok... jako że właśnie kończę osiemnaście lat, zamierzam wyrobić sobie paszport i wizę i uderzyć na wschód. Białoruś, Ukraina, Rosja... Być może Skandynawia i przekroczenie koła podbiegunowego. To też uzależnione jest od obecnej sytuacji w Europie. Mama już definitywnie zabroniła mi jechać na południe. Ale może to i dobra motywacja żeby spróbować w drugą stronę.
A jeśli chodzi o moje największe marzenie (w którym raczej autostop nie wchodzi w grę, więc trochę sobie jeszcze poczekam) jest... Islandia. Taki wielki życiowy cel.

10. Co powiedziałbyś osobom, które marzą o podróży autostopem, ale wciąż się wahają albo się boją? Jakie rady masz dla przyszłych autostopowiczów?
Przede wszystkim odważyć się i spróbować. Bo to jest ten pierwszy krok, a potem to już uzależnia! Pamiętam, że zanim pierwszy raz ruszyłem gdzieś autostopem, dręczyły mnie wątpliwości. Przede wszystkim mój młody wiek mógł być problemem. Jak się jednak okazało - nie stało to na przeszkodzie, a nawet wzbudzało większe zaufanie w kierowcach.
Jeśli chodzi o kontakt z kierowcą, trzeba się dostosować. On nie jest chętny do rozmowy - to ja też. Jeśli dużo mówi - słuchamy i angażujemy się w rozmowę. W skrócie - jeśli nie chcemy zostać wysadzeni, nastrajamy się na fale, na których nadaje kierowca i jesteśmy dobrymi ludźmi. Na koniec fajnie jest dać jakąś pocztówkę kierowcy, napisać na odwrocie "dziękuję, autostopowicz Seba", czy coś takiego, a gwarantuję, że kierowca będzie wręcz szczęśliwy, że Cię zabrał.
Poza tym:
- ograniczać wydawanie kasy (czasem może się naprawdę przydać)
- spać, gdzie się da, w granicach rozsądku oczywiście (nie bać się "pod-mostów", opuszczonych budynków, plaż, krzaków, stacji benzynowych).
Odkąd jeżdżę stopem, dla mnie łóżko może być wszędzie. Wierzcie lub nie, ale śpiąc na stacji benzynowej w Hiszpanii czy na plaży we Włoszech, czułem się tak bardzo flow i byłem tak bardzo szczęśliwy, jaki nie jestem we własnym łóżku nawet po powrocie.
- trzeba pamiętać bardzo, ale to BARDZO o bezpieczeństwie. Swoim i swojego dobytku. Pilnować czy ma się cały czas portfel i telefon przy sobie!
- pamiętać, że taka przygoda wiążę się z cierpieniem, strasznymi przygodami, w których trzeba szukać tylko nauczki na przyszłość. Podróż to fajna szkoła życia - naprawdę:)
- polecam takie portale jak Couchsurfing (megafajna sprawa, ludzie z całego świata oferują sobie nawzajem darmowe noclegi, a nawet chętnie pokażą miasto), czy też grupy na facebooku "Autostopowicze czyli MY", "Non-STOP w drodze" i wiele innych
- a, i przede wszystkim - NIE BAĆ SIĘ. nie bójcie się pytać ludzi, zrobić coś szalonego, zmieniać plany, ZAUFAĆ ŻYCIU.

11. Udało ci się spełnić swoje największe marzenie. Jakie jest następne w kolejce? 
Największe marzenie... To chyba było odnalezienie swojej pasji, odnalezienie mojej trajektorii:) 
Moim wielkim celem jest nauczyć sie co najmniej 10 języków obcych. Na razie słabo mi idzie, bo - muszę przyznać - strasznie się lenię.
Aktualnie moim największym marzeniem jest Islandia, jak już wspomniałem. I wcale nie chodzi tu tylko o samą podróż. Islandię wybrałem sobie jako takie miejsce, gdzie chcę spędzić bardzo dużo czasu, podczas którego zmuszę się do poznania samego siebie. Właśnie skończyłem osiemnaście lat i moim celem jest ukształtowanie siebie. Ogarnięcie się. Zwalczenie wkurzających mnie wad i praca nad sobą. Jeśli się uda, chciałbym, żeby Islandia była dla mnie takim przełomowym momentem, żebym z dala od codzienności, a nawet z dala od kontynentu, mógł sobie wiele rzeczy ogarnąć, bez większego planu, po prostu się zanurzyć. 


Jeżeli macie jakieś pytania do Sebastiana, na pewno bardzo chętnie na nie odpowie! Opis jego przygód możecie znaleźć na jego blogu KLIK. Odwiedźcie też jego stronę na facebooku i zadawajcie pytania! Mam nadzieję, że poczuliście się zainspirowani do zmiany i spróbujecie czegoś nowego :) Zwłaszcza, że ta inicjatywa została zorganizowana od początku do końca przez ludzi w moim wieku - przez szesnasto-, siedemnasto-, osiemnastolatków, którzy po prostu chcą czegoś więcej. Kolejna edycja Można Inaczej odbędzie się w czerwcu i tym razem będzie miała zasięg na całą Polskę; prawda, że robi to wrażenie? Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej lub śledzić działania tej ekipy, zapraszam Was na ich fanpage.

Czytaj dalej »

niedziela, 10 stycznia 2016

Pierwszy grób po prawej, czyli strzeżcie się śmiertelnicy

27
Kiedy zobaczyłam zakrwawioną kosę oraz sandałki z czaszkami, było dla mnie oczywiste, że nie będę w stanie się powstrzymać przed przeczytaniem Pierwszego grobu po prawej Daryndy Jones. Bo kto nie lubi zakapturzonej, przerażającej kostuchy będącej ucieleśnieniem mroku i zła, która została unowocześniona i w dodatku zrobiła się krnąbrna? No właśnie!

Charley Davidson, oprócz wspomagania miejscowej policji, trudni się również fachem kostuchy. Rozwiązuje swoje sprawy skuteczniej niż detektywi, ponieważ za informatorów posiada denatów, którzy z chęcią pomagają w przyskrzynieniu ich zabójców. Tym razem Charley musi zmierzyć się z tajemniczym zabójstwem trójki prawników, co okazuje się być trudne, gdy w tym samym momencie stara się rozwikłać tajemnicę Reyesa Farrowa, który nie przypomina niczego, z czym do tej pory spotkała się w swoim życiu.

Wydaje mi się, że Pierwszy grób po prawej to ten typ książki, w którym każdy znajdzie coś dla siebie - jest to powieść przepełniona nie tylko genialnym poczuciem humoru, ale także zaskakującymi wątkami kryminalnymi oraz skomplikowanym romansem, a wszystko to doprawione szczyptą fantastyki. Nie ukrywam, że jestem ogromną fanką książek, w których główną bohaterką jest Śmierć we własnej osobie, a przebojowa, nadaktywna Charley z ciętym językiem świetnie odświeża wizerunek znanej wszystkim kostuchy. Trudno jej nie polubić, bo łączy w sobie wszystkie cechy, jakie uwielbiam u bohaterek książkowych: jest inteligentna, pełna energii, zdecydowana, pyskata, ale przy tym podatna na zranienia, nie przed wszystkim potrafi się obronić. Przedstawienie kostuchy jako normalnej dziewczyny, która po prostu widzi duchy i pomaga im przejść na drugą stronę było strzałem w dziesiątkę! W dodatku wszystkie jej przygody ubarwiają autoironiczne komentarze lub komiczne wpadki, dlatego w każdym momencie mogliśmy zostać czymś zaskoczeni. 

Nie da się jednak ukryć, że do książki wdarło się nieco zwodniczego chaosu. Pierwszy grób po prawej to historia wielowątkowa, w której Charley próbuje jednocześnie rozwiązać dwie tajemnice, tę paranormalną, związaną z Reyesem i dotyczącą zabójstwa trójki prawników, do tego dochodzą trudne relacje z macochą i nieufnymi policjantami na posterunku czy jej praca jako kostuchy. Ta mieszanka jest wprost wybuchowa i autorka nie do końca sprostała wyzwaniu. Zabrakło spójności. Wygląda to tak, jakby Darynda Jones nie była pewna, na którym wątku powinna się najbardziej skupić, dlatego w różnych scenach pojawia się szalony misz-masz. Początkowo to rozwikłanie zagadki śmierci prawników było najważniejsze i żałuję, że w ostatecznym rozrachunku część kryminalna została nieco zepchnięta na ubocze, bo Charley jako detektyw sprawowała się świetnie. Mimo to akcja toczy się wartko i nie można narzekać na brak zaskakujących wydarzeń. Zakończenie było naprawdę nieoczekiwane i pozostawiło mnie z ogromnym poczuciem niedosytu. Autorka tylko podrzuciła nam szczątkową informację na temat pochodzenia Charley i Reyesa, co okazało się być dla mnie strasznie frustrujące, ponieważ według mnie jest to najciekawszy wątek w książce. Tajemnica okrywająca kostuchę oraz jej nadprzyrodzonego znajomego działa na mnie jak magnes. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po drugą część przygód Charley, aby przekonać się, jak autorka rozwinie ten pomysł, bo na tej płaszczyźnie zupełnie mnie zaskoczyła, co dość rzadko udaje się pisarzom tego gatunku. 

Pierwszy grób po prawej nie jest książką wymagającą. Jest to jednak świetny, nietuzinkowy start nowej serii, która zapewnia kilka przyjemnie spędzonych godzin. Ta powieść jest wprost przepełniona genialnym humorem, barwnymi bohaterami i dynamiczną akcją. Jeżeli szukacie błyskotliwej lektury, przy której chcielibyście się pośmiać, nie mogliście trafić lepiej - seria o Charley Davidson dostarczy Wam inteligentnej rozrywki, która pochłonie Was na cały wieczór. 

6/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!


Czytaj dalej »

czwartek, 7 stycznia 2016

Stosik #2

40
Ponieważ w tym roku byłam bardzo grzeczna, Mikołaj odwiedził mnie z całym workiem książek do przeczytania. Jak pewnie się domyślacie, nie mogłam mu odmówić :) A dzisiaj zaprezentuję Wam ten piękny stosik książek.

  • Pojedynek, Marie Rutkoski - recenzję możecie przeczytać tutaj; cudowna książka, z którą musicie się jak najszybciej zapoznać, bo naprawdę warto!
  • Wszystkie jasne miejsca, Jennifer Niven - książka tak zachwalana, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie, w dodatku ta okładka jest przepiękna!
  • Próby ognia, James Dashner - wypożyczona z biblioteki; Więzień labiryntu niespecjalnie mi się podobał ze względu na irytującego Thomasa i wlekącą się akcję, ale postanowiłam dać jeszcze szansę tej trylogii
  • Białe jak śnieg, Salla Simukka - wypożyczona z biblioteki; po pierwszej części miałam mieszane uczucia, byłam jednocześnie zauroczona i rozczarowana, zobaczymy, jak będzie z drugą (recenzja Czerwonych jak krew)
  • Niebo jest wszędzie, Jandy Nelson - wypożyczona z biblioteki; debiutancka powieść autorki Oddam ci słońce, na pewno będzie interesująco i nostalgicznie
  • Czy wspominałam, że cię kocham?, Estelle Maskame - recenzję możecie przeczytać tutaj; bardzo udana pierwsza część, nie mogę doczekać się już kontynuacji przygód Eden i Tylera!
  • Księga wyzwań Dasha i Lily, David Levithan, Rachel Cohn - recenzję możecie przeczytać tutaj; idealna książka na święta, urocza, ale nieprzesłodzona
  • Imperium ognia, Sabaa Tahir - przeczytałam tyle dobrych recenzji tej książki, że musiałam w końcu po nią sięgnąć i przekonać się, na czym polega jej fenomen!
  • Zostań, jeśli kochasz, Gayle Forman - wypożyczona z biblioteki; to było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, książka już przeczytana: może mnie nie powaliła, ale w przyszłości pewnie sięgnę po inne książki Gayle Forman
  • Posłaniec strachu, Michael Grant - na tę książkę mam niesamowitą ochotę i nie mogę się doczekać, aż ją przeczytam, mam strasznie (ktoś załapał żarcik?) dobre przeczucia!
  • Diabli nadali, Olga Rudnicka - wygrana w konkursie na LC; będzie to pierwsze spotkanie z tą autorką, ale słyszałam o tej powieści mnóstwo dobrego, dlatego mam ogromne oczekiwania!
  • A ponieważ skleroza nie boli, na zdjęciu powinna znaleźć się również książka Daryndy Jones Pierwszy grób po prawej od wydawnictwa Papierowy Księżyc, recenzja już w niedzielę na blogu!

Czytaliście którąś z tych książek? Jaka z nich najbardziej Wam się podobała, a którą chcielibyście jak najszybciej przeczytać? Dajcie znać w komentarzach, czy w tym roku byliście grzeczni i odwiedził Was książkowy Mikołaj!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Niezwyciężona. Pojedynek, czyli zwycięstwo niewarte swojej ceny

42
Nie sądziłam, że tak szybko na blogu ponownie pojawi się post pochwalny na cześć jakiejś książki, ale oto przybywam do Was z recenzją Niezwyciężonej. Pojedynku i ostrzegam, że znowu musicie przygotować się na mój niepohamowany entuzjazm. Ta książka jest tak wyjątkowa, tak bardzo wyłamuje się ze schematu, że nie potrafię do tej recenzji podejść inaczej, niż z zamiarem wychwalania jej pod niebiosa. Bo uwierzcie mi, że Marie Rutkoski swoim rozpoczęciem trylogii zasłużyła na owacje na stojąco.

Kestrel jest Valorianką, córką generała Trajana, najsłynniejszego przywódcy wojskowego w kraju, który podbił terytorium należące do Herranu. Jako zwycięzcy, Valorianie szczycą się przywilejami i są rasą panów, podczas gdy Herrańczycy stali się ich niewolnikami. Pod wpływem impulsu Kestrel kupuje na targu dumnego niewolniku o imieniu Arin, nierozerwalnie wiążąc ich losy razem. Teraz oboje będą musieli odpowiedzieć na pytanie, co jest dla nich ważniejsze: ojczyzna czy ukochana osoba?

Nawet gdy jakaś książka mnie porwie, próbuję w recenzjach nadmiernie się nie ekscytować i spojrzeć na nią trzeźwo, ale tutaj jest to po prostu niemożliwe. Nie nadużywam na blogu tego słowa, ale śmiało mogę nazwać Pojedynek fenomenem. Bo chociaż należy do gatunku young adult, jest to powieść inteligentna i wyrafinowana, pełna smaczków, na które trudno nie patrzeć z zachwytem. Tak, teoretycznie główna oś Pojedynku opiera się na romansie (chociaż w praktyce bardziej przypomina partię szachów), ale jest to chyba najwspanialszy wątek miłosny, z jakim do tej pory zetknęłam się w książkach. Historia Kestrel i Arina jest po prostu piękna, pełna rozdarcia, które przenosi się również na czytelnika. Muszą wybierać między swoją lojalnością wobec rodaków a miłością względem siebie i grają takimi kartami, jakie dostali od losu będącego okrutną przeszkodą stojącą na ich drodze do szczęścia. Cała relacja została starannie wpleciona w polityczne rozgrywki i przedstawione intrygi są tak zajmujące, że z łatwością dałam się wciągnąć w świat, który autorka brawurowo wykreowała. Bo to nie jest opowieść tylko o dwojgu ludzi stojących po przeciwnych stronach barykady, ale również o wojnie, zdradzie, patriotyzmie i zwodniczej grze prowadzonej przez najwyższe sfery.

Uwielbiam Kestrel. Uwielbiam Arina. To moje najnowsze OTP i shipuję ich tak bardzo, że bardziej chyba się nie da. Są tak cudowni, zarówno razem, jak i osobno, że nie mogą nie budzić podziwu. Kestrel nie jest typem bohaterki, którą na okrągło spotykamy w literaturze młodzieżowej - nie jest wojowniczką i nie jest nieustraszona. To strateg, który walczy za pomocą logiki, przebiegłości i błyskotliwego umysłu. Jednak przez jej opanowanie przebija się ciepło, a nawet pewien rodzaj kruchości, który dodaje jej postaci niezwykłej prawdziwości. Trochę żałuję, że nie pojawiło się więcej fragmentów pisanych z perspektywy Arina, ale wydaje mi się, że w ostatecznym rozrachunku łatwiej poznać go poprzez jego milczący upór i dumę, niż przez zwodnicze słowa. Oboje są tak wyjątkowi, że... po prostu nie mogę, no. Marie Rutkoski powaliła mnie na kolana i chyba się nie podniosę. To książka, od której nie sposób się oderwać, nawet po zakończeniu lektury wciąż na nowo przetwarzałam wszystkie wydarzenia z książki i zachwycałam się złożoną, wyrafinowaną konstrukcją fabuły. Pojedynek uzależnia. Zawładnął moimi emocjami i po tym zakończeniu długo się nie pozbieram. 

Niezwyciężona. Pojedynek to przepiękna, fascynująca historia, która od pierwszej chwili mnie zauroczyła. Jest jedną z najlepszych powieści young adult, jakie miałam ostatnio okazję czytać i niesamowicie wysoko postawiła poprzeczkę wszystkim innym książkom, jakie czekają na mnie w 2016 roku. A zresztą - TA POWIEŚĆ JEST PO PROSTU GENIALNA. Jeśli jeszcze jej nie czytaliście, musicie nadrobić to jak najszybciej, bo warto. Gorąco, gorąco polecam! Kocham tę książkę całym swoim geekowym serduchem, nawet jeśli ona bezustannie mnie rani. Po prostu przeczytajcie.

9/10

P. S. Według mojej biblioteczki na LC Niezwyciężona. Pojedynek to 500 przeczytana przeze mnie książka. Nie mogłam wybrać lepiej!
Czytaj dalej »

piątek, 1 stycznia 2016

Noworoczne antypostanowienia

25
Ten post powstał zupełnie spontanicznie, co nie do końca pasuje do mojego wizerunku geeka-pedantki, ale w końcu to Nowy Rok, kiedy miałabym szaleć, jeśli nie teraz? Nikt nie wyczuł w tym ironii, wiem. Początkowo miałam zamiar po prostu prześlizgnąć się przez temat Nowego Roku, wręcz otwarcie go zignorować, wrzucając jakąś recenzję lub piękny stosik z grudnia, zasługę Mikołaja. Bo widzicie, idea Nowego Roku, nowego początku, nowych możliwości niezmiennie irytuje mnie od paru lat. Nieważne, na jaki blog wejdziecie, możecie spodziewać się porad, jak wytrwać w swoich noworocznych postanowieniach, nie porzucając ich po kilku dniach, kiedy fajerwerki przygasną, wesoły nastrój świąteczny przeminie i zapał do zapowiedzianych zmian bezpowrotnie zniknie. Chociaż legenda głosi, że komuś udało się zrzucić dodatkowe kilogramy, więcej się uczyć, przestać jeść słodycze, zmienić pracę czy zrealizować plan, który chodził mu po głowie od dawna. 
Ja sama nigdy nie byłam zwolenniczką noworocznych postanowień i podejrzewam, że to podejście już zostanie. Zmiany można wprowadzić w każdym momencie, liczy się tylko odwaga i podjęcie decyzji. Powtarzanie sobie od jutra, od poniedziałku, od przyszłego miesiąca, od Nowego Roku tak naprawdę do niczego nie prowadzi - mamy to do siebie, że lubimy przekładać wszystko w czasie, a motywacja do spełnienia nie do końca przemyślanych postanowień przeminie po tygodniu. Najbardziej wytrwali może dadzą radę miesiąc. Podobno mniej niż 10% osób tak naprawdę spełnia swoje noworoczne postanowienia. Nie mam jednak zamiaru rozwodzić się nad tym, dlaczego tak się dzieje i co warto zrobić, by postanowień dotrzymać.

A ponieważ jestem z natury bardzo przekorną osobą, chcę spróbować czegoś innego. Czas na noworoczne antypostanowienia! 
Przedstawię Wam listę noworocznych postanowień mola książkowego, których na 100% nie uda mu się dotrzymać:
  1. Będę kupowała mniej książek.
  2. Przeczytam wszystkie te zaległe pozycje, które kurzą się na półce już kilka miesięcy/lat.
  3. Moja aktywność fizyczna przestanie się ograniczać jedynie do przerzucania kartek.
  4. Nie będę rzucała książkami o ścianę, nawet gdy będą wywoływały u mnie fizyczny ból.
  5. Będę kupowała mniej książek
  6. Zacznę zadawać się z prawdziwymi ludźmi, zamiast obsesyjnie skupiać się na fikcyjnych postaciach.
  7. Przestanę prześladować autorów, aby w końcu skończyli pisać kolejne części moich ukochanych serii (opcjonalnie tyczy się to również wydawców i tłumaczy).
  8. Przeczytam w końcu wszystkie książki z listy BBC, o których ciągle mówię, że muszę się za nie zabrać, a jakoś nigdy nie znajduję dla nich czasu.
  9. Będę kupowała mniej książek. 
  10. Nie będę płakała przy niemal każdym smutnym zakończeniu powieści.
  11. Ograniczę ilość swoich fikcyjnych miłości do minimum.
  12. I na koniec - tak, będę kupowała mniej książek!
Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ja - Geek Girl - nie mam zamiaru dotrzymać powyższych postanowień, bo jestem beznadziejnym przypadkiem osoby uzależnionej od literatury, która nie ma zamiaru w żaden sposób się na tym polu ograniczać. 
Teraz czas na Was - jakie są Wasze noworoczne antypostanowienia? Tylko bądźcie kreatywni! Napiszcie w komentarzach postanowienia, których na 100% nie dotrzymacie w przyszłym roku, nie muszą dotyczyć tylko książek! Swoje Antypostanowienia Noworoczne możecie napisać również na fanpage'u bloga! <3
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia