środa, 26 sierpnia 2015

Mara Dyer. Zemsta, czyli mroczne tajemnice i odrobina psychozy


Nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać po finałowym tomie Mary Dyer. Pierwsza część była w porządku, ale nie wzbudziła we mnie specjalnego entuzjazmu. Druga z kolei sprawiła, że zafascynowałam się całą historią, uległam jej czarowi i chciałam od razu dorwać w swoje ręce ostatnią część. Te mieszane uczucia sprawiły, że podchodziłam do Zemsty z cichymi obawami, ale też z dużymi oczekiwaniami.

Mara Dyer została zamknięta w Horyzontach, gdzie została ubezwłasnowolniona i zaczęto na niej przeprowadzać eksperymentalną kurację. Dziewczyna wie, że musi uciekać, ale leki podawane jej przez doktor Kells zmuszają ją do posłuszeństwa i odbierają zdolność zabijania myślami. Mara nie chce się jednak poddać, zwłaszcza, że musi uzyskać odpowiedzi na najważniejsze pytania: kto i dlaczego próbuje zniszczyć jej życie, a także co się dzieje z Noahem?

Wszyscy, którzy znają Marę, wiedzą, że w powieści nie zabraknie trupów i krwi lejącej się strumieniami, chociaż teraz zmieniła taktykę działania - spodobało jej się podrzynanie gardeł. Była przetrzymywana wbrew własnej woli, torturowano ją, przeprowadzano na niej eksperymenty i zastraszano, więc kiedy dostała szansę, by wziąć sprawy we własne ręce, nie zawahała się - nawet mimo chwilowej blokady zdolności jest skuteczna. Mara staje się jeszcze bardziej niestabilna niż wcześniej, zwłaszcza że w pobliżu nie ma Noaha, który łagodziłby jej paranoidalne, mordercze nastroje. Przez to ostatnia część zawiera w sobie najwięcej mroku, balansując na granicy upiornego klimatu i prawdziwego horroru - właśnie to sprawia, że ta historia jest taka dobra, podobnego nastroju na próżno szukać w innych młodzieżówkach i, oprócz niespodziewanego tła fabuły, właśnie on wyróżnia całą trylogię o Marze Dyer. Michelle Hodkin testuje granice wytrzymałości stworzonych przez siebie bohaterów, ale nigdy nie posuwa się za daleko; znalazła równowagę i dzięki temu nie popadła w przesadę, która sprawiłaby, że książka stałaby się po prostu niesmaczna. Jestem absolutnie zakochana w nieziemskim, nieco psychotycznym klimacie tej książki. 

Mara to chyba najbardziej specyficzna główna bohaterka, z jaką przyszło mi się mierzyć. Jest uznawana za wariatkę i nie da się ukryć, że posiada w sobie coś z psychopatki. Nigdy nie była, nie jest i nie będzie wzorem cnót, ale w końcu do niej dotarło, że nie chce się zmieniać, że odpowiada jej to, kim jest, nawet jeśli nie ma w niej nic szlachetnego. Nie żałuje niczego, nie odczuwa wyrzutów sumienia z powodu zadawania bólu innym czy zabójstw, ale przy tym Mara posiada uczucia. I tu pojawia się największy zgrzyt - miłość do Noaha. Nie dziwię się, że dziewczyna się w nim zakochała, to jeden z moich ulubionych męskich bohaterów, więc całkowicie ją rozumiem; jednak to, jak przez większość tomu Mara nie potrafi się ogarnąć i myśli jedynie o odnalezieniu Noaha gryzło mi się z jej wizerunkiem twardej dziewczyny, która potrafi zniszczyć wszystko, co stanie jej na drodze. Zwłaszcza że miała inne poważne kłopoty. Mimo wszystko uwielbiam szaloną Marę, która całkowicie akceptuje znajdującą się w jej duszy ciemność i która nieraz sprawiła, że na moich ramionach pojawiała się gęsia skórka.

Ostatni tom to oczywiście odpowiedzi na nurtujące nas przez poprzednie tomy pytania. Spisek okazał się być bardziej rozbudowany, niż początkowo podejrzewałam i obejmował mnóstwo intryg oraz korporację, przez co można było łatwo się pogubić. Niektóre wyjaśnienia okazały się być po prostu nudne, a te, które najbardziej mnie interesowały, zostały jedynie powierzchownie dotknięte w samej końcówce i autorka nie rozwinęła ich dalej. Wydaje mi się, że pisarka chciała upchnąć w ostatnim tomie wszystkie odpowiedzi, a nagle okazało się, że ma na to za mało stron, dlatego część Zemsty to zbitek informacji oddzielonych niewielkimi odstępami czasu. Może dlatego uzyskane odpowiedzi nie szokują tak bardzo. W dodatku zakończenie, ostatnie kilka stron, było zbyt banalnych jak na całą historię. Jest to bolesne, bo z upiornego klimatu nie zostało właściwie nic, a wiele wątków zostało porzuconych. Wydaje mi się też, że w paru kwestiach Michelle Hodkin poszła po prostu na łatwiznę.

Opowieść o Marze Dyer, mimo potknięć i mankamentów, pozostaje nieszablonowa. Gra na uczuciach, wzbudzając gwałtowne emocje, przez cały czas towarzyszy nam upiorny klimat, który jest głównym atutem całej trylogii, a tutaj jest go pod dostatkiem. Finał serii jest dobry, posiada wiele fascynujących elementów, ale mimo wszystko zabrakło tego czegoś. Polecam wam jednak całą trylogię, bo mimo że nie przepadam za krwawymi horrorami, zakochałam się w lekko psychodelicznych książkach Michelle Hodkin.

7/10 

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia